<?xml version='1.0' encoding='UTF-8'?><?xml-stylesheet href="http://www.blogger.com/styles/atom.css" type="text/css"?><feed xmlns='http://www.w3.org/2005/Atom' xmlns:openSearch='http://a9.com/-/spec/opensearchrss/1.0/' xmlns:georss='http://www.georss.org/georss' xmlns:gd='http://schemas.google.com/g/2005' xmlns:thr='http://purl.org/syndication/thread/1.0'><id>tag:blogger.com,1999:blog-2068029636685617760</id><updated>2012-02-16T09:06:05.270+01:00</updated><category term='linux'/><category term='meta'/><category term='link'/><category term='cytat'/><category term='z sieci'/><category term='muzyka'/><category term='foto'/><category term='film'/><category term='blog'/><category term='teatr'/><category term='książka'/><title type='text'>donwito.net</title><subtitle type='html'>nie do pisania, do zapamiętywania</subtitle><link rel='http://schemas.google.com/g/2005#feed' type='application/atom+xml' href='http://witoldwoicki.blogspot.com/feeds/posts/default'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2068029636685617760/posts/default?max-results=100'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://witoldwoicki.blogspot.com/'/><link rel='hub' href='http://pubsubhubbub.appspot.com/'/><link rel='next' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2068029636685617760/posts/default?start-index=101&amp;max-results=100'/><author><name>donwito.net</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12542145113588418753</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><generator version='7.00' uri='http://www.blogger.com'>Blogger</generator><openSearch:totalResults>349</openSearch:totalResults><openSearch:startIndex>1</openSearch:startIndex><openSearch:itemsPerPage>100</openSearch:itemsPerPage><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2068029636685617760.post-5568701471965009673</id><published>2012-01-25T13:24:00.000+01:00</published><updated>2012-01-25T13:24:33.997+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='książka'/><title type='text'>Dlaczego Szwedzi są skazani na wyginięcie?</title><content type='html'>No cóż, z kilku powodów. Może żaden z nich osobno nie jest jakiegoś specjalnego kalibru, ale połączone ze sobą niestety oznaczają, że Szwedzi nie mają szans. Niechybnie wyginą w ciągu kilku najbliższych lat - no, optymistycznie daję im góra dekadę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po pierwsze, żłopią nieprzyzwoite ilości kawy. Zaczynają dzień od kawy, idą do pracy, gdzie piją kawę, podczas wszystkich rozmów zawodowych zalewają się kawą, spotkania towarzyskie umawiają w kawiarniach. Kawa na wieczór? Jasne! Co na złapanie oddechu po wyjściu z łóżka? Proste - kawa! Kiedy nie możesz zasnąć w środku nocy? Mała kaweczka! A kiedy nie masz czasu zjeść obiadu? Hm... kolejna kawa powinna pomóc. Przy takich hektolitrach kawy, jakie wypija codziennie przeciętny Szwed, większości z nich wkrótce po prostu staną pikawy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po drugie, pieprzą się z kim popadnie na prawo i lewo, idą do wyra ze świeżo poznanymi osobami i raczej nie myślą o zabezpieczeniach. Biorąc pod uwagę, że część z nich regularnie korzysta z usług nielegalnie sprowadzonych do kraju prostytutek z państw byłego ZSRR można spokojnie założyć, że kogo za chwilę nie wykończy kofeina, tego wkrótce dobiją choroby weneryczne.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po trzecie, są zasadniczo nienormalni. Mogłoby się wydawać, że Szwecja to zasadniczo kraj ludzi uśmiechniętych, optymistów, zadowolonych z siebie, uczciwych i prawdomównych, że typowy Szwed żyje w miarę dostatnio i nie ma powodów do popadania w szaleństwo, do szukania ukojenia w zbrodni lub do popełniania nadużyć finansowych czy innego typu. Ale okazuje się, że to kraj szaleńców. Większość autorytetów to zamaskowani zbrodniarze, większość szanowanych prezesów wielkich firm to kryminaliści, psychopatyczni mordercy, pedofile lub przynajmniej malwersanci czy przestępcy gospodarczy. Statystycznie - tak z połowa ma drugie, mroczne życie, które skrzętnie maskuje na codzień, a w ramach którego oddaje się zwykle mordowaniu współbraci. Tych, oczywiście, którzy jeszcze nie umarli od kawy czy syfilisu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po czwarte wreszcie, ta druga połowa Szwedów, która nie jest bandą psychopatów, jest z kolei zbiorem uroczo naiwnych durni. Durni, którzy ufają innym ludziom. Którzy w podejrzanych sytuacjach zadają proste pytania i wierzą w uzyskane odpowiedzi. Bo odpowiadającemu dobrze z oczu patrzy. I &lt;i&gt;wiadomo&lt;/i&gt;, że jest uczciwym człowiekiem. "Zamordowałaś z zimną krwią swojego kolegę? Bo wiesz, znaleźliśmy Twoje odciski palców na pistolecie, więc wypada zapytać..." - "Ależ nie, w żadnym wypadku, to nie ja!" - "Aha, no tak, dziękuję, wierzę Ci.", &lt;i&gt;case closed, &lt;/i&gt;uniewinnienie. Jeśli o kimś &lt;i&gt;wiemy&lt;/i&gt;, że jest uczciwy i lojalny, to po prostu wiemy, kropka. Nienagannej postawy moralnej można dowieść wyłącznie wierząc w nienaganną postawę moralną innych. Inna metoda to absurd! Oczywiście da się znaleźć takich Szwedów, którzy prezentując nienaganną postawę moralną potrafią jednakowoż krytycznie podchodzić do tego, co im bliźni mówią czy pokazują, ale to pojedyncze przypadki. Zasadniczo od premiera rządu, przez policjantów po sprzątaczy w szpitalach, uczciwy Szwed jest uczciwy i po prostu &lt;i&gt;wie&lt;/i&gt;, że inni ludzie dookoła niego są uczciwi. Jeśli na przykład proszą o podpisanie podejrzanego dokumentu, to w dobrej wierze i na pewno nie ma w tym nic złego. Co - w dużym skrócie - oznacza, że niewielu jest w Szwecji ludzi, którzy są w stanie obronić się przed poczynaniami psychopatów wzmiankowanych w punkcie poprzednim.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po piąte i ostatnie, te niedobitki, które pozostaną przy życiu pomimo zawału, kiły i ataków psychopatów, wkrótce wymrą z głodu, z braku wody, ewentualnie zdziczeją bez prądu etc. etc. Szwedzki przemysł bowiem, jak się okazuje, jest głęboko niewydolny w zasadzie w każdej gałęzi gospodarki - pazerni kapitaliści już rozkradli prawie wszystko, trzymają się tylko te firmy, które żyją z wyzysku dzieci w krajach dalekiego wschodu, a i te wkrótce padną, zdemaskowane przez nielicznych uczciwych dziennikarzy. No chyba że wcześniej, z powodów wymienionych wyżej, wymrze całe społeczeństwo, które mogłoby je napiętnować. Ale to w zasadzie na jedno wychodzi, błędne koło.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;***&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pierwszą część trylogii Stiega Larssona&lt;i&gt; Millennium&lt;/i&gt; łyknąłem w nocy z soboty na niedzielę. Skończyłem o 4 rano, nie mogłem się oderwać. Drugą przeczytałem w poniedziałek - popołudniem i wieczorem. Trzecią złapałem od razu po skończeniu drugiej, ale opanowałem się po paru stronach i poszedłem spać. Wróciłem następnego dnia i do wieczora było po temacie.&lt;br /&gt;Pomijając w miarę oczywistą (i chyba potwierdzoną przez rekordową światową sprzedaż) sprawę, czyli to, że są to po prostu cholernie dobre kryminały, to po prostu zakochałem się w rozmachu powieściowym tych książek. Dbałość o detale rzuca na kolana, a niespieszność rozwijania akcji - jeśli bohaterka ma wolne popołudnie i idzie na zakupy, to idziemy na zakupy z nią, i choćby lista zakupów miała zająć pół strony maszynopisu to dowiemy się: co kupiła, po co, co z tym chce zrobić i ile zapłaciła - pozwala po prostu zanurzyć się w lekturze i zapomnieć o wszystkim dookoła.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Fafnastyczne. Tylko o tych Szwedach to jeszcze będę musiał doczytać, bo moje rozumowanie jest niby bezbłędne, a jednak coś mi mówi, że w takim układzie Szwedzi powinni byli wyginąć już dawno temu. A jakoś żyją, książki nawet piszą*.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;--&lt;br /&gt;* No dobra, ten jeden akurat już nie żyje i pewnie pośrednio przyczyniła się do tego kawa. Banda cholernych paradoksów.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2068029636685617760-5568701471965009673?l=witoldwoicki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://witoldwoicki.blogspot.com/feeds/5568701471965009673/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=2068029636685617760&amp;postID=5568701471965009673' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2068029636685617760/posts/default/5568701471965009673'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2068029636685617760/posts/default/5568701471965009673'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://witoldwoicki.blogspot.com/2012/01/dlaczego-szwedzi-sa-skazani-na.html' title='Dlaczego Szwedzi są skazani na wyginięcie?'/><author><name>donwito.net</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12542145113588418753</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2068029636685617760.post-719006963785801794</id><published>2012-01-17T17:56:00.000+01:00</published><updated>2012-01-17T17:56:00.116+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='film'/><title type='text'>Collet-Serra, Jaume: The Unknown</title><content type='html'>Spoko. Spoko, ale bez rewelki. Nawet się nieco zdziwiłem rozwinięciem fabuły, więc lekki suspens był, choć ogólnie to taka trochę słabsza, gorsza i spóźniona wersja Bourne'a. Ale ja od dłuższej chwili czekam na coś równie ekscytującego jak trylogia Bourne'a, więc dobre i to.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://www.imdb.com/title/tt1401152/"&gt;http://www.imdb.com/title/tt1401152/&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2068029636685617760-719006963785801794?l=witoldwoicki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://witoldwoicki.blogspot.com/feeds/719006963785801794/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=2068029636685617760&amp;postID=719006963785801794' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2068029636685617760/posts/default/719006963785801794'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2068029636685617760/posts/default/719006963785801794'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://witoldwoicki.blogspot.com/2012/01/collet-serra-jaume-unknown.html' title='Collet-Serra, Jaume: The Unknown'/><author><name>donwito.net</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12542145113588418753</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2068029636685617760.post-8742781140389874313</id><published>2012-01-17T17:51:00.001+01:00</published><updated>2012-01-17T17:51:26.911+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='książka'/><title type='text'>Nic nie powiem</title><content type='html'>Przeczytałem w ciągu ostatnich kilku dni:&lt;br /&gt;&lt;ul&gt;&lt;li&gt;Włodzimierz Kowalewski: &lt;i&gt;Powrót do Breitenheide&lt;/i&gt;&lt;/li&gt;&lt;li&gt;Milan Kundera:&lt;i&gt; Życie jest gdzie indziej&lt;/i&gt;&lt;/li&gt;&lt;li&gt;Milan Kundera:&lt;i&gt; Tożsamość&lt;/i&gt;&lt;/li&gt;&lt;li&gt;Zbigniew Kruszyński:&lt;i&gt; Ostatni raport&lt;/i&gt;&lt;/li&gt;&lt;/ul&gt;Ale wpadło we mnie bez żadnego echa, zbyt zmęczony jestem, czytam i nie mam siły się zastanowić. Zapisuję tylko po to, żeby było zapisane. Takie oszustwo, bo co to za czytanie bez zrozumienia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2068029636685617760-8742781140389874313?l=witoldwoicki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://witoldwoicki.blogspot.com/feeds/8742781140389874313/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=2068029636685617760&amp;postID=8742781140389874313' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2068029636685617760/posts/default/8742781140389874313'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2068029636685617760/posts/default/8742781140389874313'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://witoldwoicki.blogspot.com/2012/01/nic-nie-powiem.html' title='Nic nie powiem'/><author><name>donwito.net</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12542145113588418753</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2068029636685617760.post-196651912293892614</id><published>2012-01-03T18:31:00.002+01:00</published><updated>2012-01-03T18:31:28.187+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='film'/><title type='text'>Favreau, Jon: Cowboys &amp; Aliens</title><content type='html'>Słodki jezu, jaka kosmiczna bzdura. Ale poza tym świetny film, naprawdę. Wszystko w nim jest, straszne potwory, tajemnicze zagadki, spektakularne efekty i wielkie wybuchy, prawdziwi mężczyźni (w tym James Bond), strzelaniny, pościgi i ucieczki, no i wielka miłość. Tylko szkoda, że gołej Olivii Wilde nie ma więcej. No ale nie można mieć wszystkiego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I bohaterski młody chłopiec! Bohaterski młody chłopiec jest moim absolutnym faworytem!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://www.imdb.com/title/tt0409847/"&gt;http://www.imdb.com/title/tt0409847/&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2068029636685617760-196651912293892614?l=witoldwoicki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://witoldwoicki.blogspot.com/feeds/196651912293892614/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=2068029636685617760&amp;postID=196651912293892614' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2068029636685617760/posts/default/196651912293892614'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2068029636685617760/posts/default/196651912293892614'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://witoldwoicki.blogspot.com/2012/01/favreau-jon-cowboys-aliens.html' title='Favreau, Jon: Cowboys &amp; Aliens'/><author><name>donwito.net</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12542145113588418753</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2068029636685617760.post-2557316926176324197</id><published>2012-01-02T22:05:00.000+01:00</published><updated>2012-01-02T22:05:35.962+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='cytat'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='książka'/><title type='text'>Kundera, Milan: Śmieszne miłości</title><content type='html'>&lt;blockquote class="tr_bq"&gt;Marcin nazywa to "rejestracją". Opiera się na swoich bogatych doświadczeniach, które doprowadziły go do konkluzji, że nie tak ważne jest dziewczynę uwieść, jak - mając pod tym względem dość wysokie wymagania jakościowe - znać zawsze wystarczającą ilość dziewcząt, których dotychczas nie uwiedliśmy.&lt;br /&gt;Dlatego też twierdzi, że należy stale, wszędzie i przy każdej okazji prowadzić szeroko zakrojoną rejestrację, zapisywać w notesie czy w pamięci (Marcin polega głównie na pamięci) imiona kobiet, które nas zainteresowały i z którymi moglibyśmy się skontaktować.&lt;br /&gt;Kontaktacja - to już wyższa faza działania i oznacza, że z daną kobietą spotkamy się, nawiążemy znajomość i potrafimy pozyskać jej względy.&lt;br /&gt;Kto lubi z dumą spoglądać w przeszłość, przywiązuje wagę do imion kobiet zdobytych, ale kto patrzy naprzód, w przyszłość, musi starać się przede wszystkim o to, żeby mieć pod dostatkiem kobiet zarejestrowanych i skontaktowanych.&lt;br /&gt;Wyżej niż kontaktacja bowiem stoi już tylko ostatni etap działania, a ja chętnie podkreślam - aby zasłużyć na uznanie Marcina - że ci, którzy dążą wyłącznie do tego ostatniego etapu, to mężczyźni prymitywni i niewiele warci, którzy przypominają mi wsiowych futbolistów, rzucających się bezmyślnie na bramkę przeciwnika i zapominających, że do gola i wielu następnych goli, nie wiedzie jedynie zwariowana chęć strzelenia bramki, ale przede wszystkim precyzyjna i solidna gra na boisku.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Złote jabłko wiecznej tęsknoty&lt;/i&gt;, s. 43-44.&lt;/blockquote&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2068029636685617760-2557316926176324197?l=witoldwoicki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://witoldwoicki.blogspot.com/feeds/2557316926176324197/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=2068029636685617760&amp;postID=2557316926176324197' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2068029636685617760/posts/default/2557316926176324197'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2068029636685617760/posts/default/2557316926176324197'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://witoldwoicki.blogspot.com/2012/01/kundera-milan-smieszne-miosci.html' title='Kundera, Milan: Śmieszne miłości'/><author><name>donwito.net</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12542145113588418753</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2068029636685617760.post-4477193185068925679</id><published>2012-01-02T21:52:00.000+01:00</published><updated>2012-01-02T21:52:05.204+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='film'/><title type='text'>David Gordon Green: Your Highness</title><content type='html'>Myślałem, że będzie jajcarskie, autoironiczne fantasy, pełne mrugnięć oka i popkulturowych odwołań, plus Natalie Portman.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Okazało się, że to 100 minut lepszych lub gorszych, ale przeważnie gorszych żartów o dupczeniu, plus Natalie Portman.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;No cóż, mogło być gorzej. Mogło nie być Natalie Portman.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Technikalia: &lt;a href="http://www.imdb.com/title/tt1240982/"&gt;http://www.imdb.com/title/tt1240982/&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2068029636685617760-4477193185068925679?l=witoldwoicki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://witoldwoicki.blogspot.com/feeds/4477193185068925679/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=2068029636685617760&amp;postID=4477193185068925679' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2068029636685617760/posts/default/4477193185068925679'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2068029636685617760/posts/default/4477193185068925679'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://witoldwoicki.blogspot.com/2012/01/david-gordon-green-your-highness.html' title='David Gordon Green: Your Highness'/><author><name>donwito.net</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12542145113588418753</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2068029636685617760.post-3279532397973903393</id><published>2012-01-01T21:50:00.001+01:00</published><updated>2012-01-01T21:50:27.360+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='film'/><title type='text'>Robinson, Bruce: The Rum Diary</title><content type='html'>Miał być zabawny film, wyszedł zbiór dowcipów bez puenty.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Z plusów, to Depp gra jak zwykle bardzo fajnie, role podpitych gości wychodzą mu perfekcyjnie. Dowcipy o pijaństwie lub o kacu też są (mniej lub bardziej, ale często bardziej) zabawne; w sumie to taki samograj, no bo umówmy się - każdy wie jak to jest, "a pamiętasz jak w zeszłą sobotę..." i te sprawy. Giovanni Ribisi jako Moburg też dobry, a scena pod koniec, z przemówieniem Hitlera, prze-mistrzowska.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Z minusów, to kiedy seria żartów w końcu ma doprowadzić naszego bohatera do wewnętrznej przemiany i odnalezienia kierunku w życiu, to odnajduje on ten kierunek jak ostatnia pipa, a motywy całej przemiany są niezrozumiałe a jej wykonanie tak patetyczne, że ostatecznie niewiarygodne. A kiedy ona już następuje, i oczekiwalibyśmy jakiejś zgrabnej puenty, typu pierwszy sukces na tej nowej drodze, to film się kończy i dostajemy planszę informacyjną, że &lt;i&gt;in real life&lt;/i&gt; te sukcesy były.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Rozumiem, że reżyser filmu na podstawie książki (napisanej w jakiejś części na podstawie osobistych doświadczeń) ma umiarkowane możliwości zmiany zakończenia, ale cóż, efekt jest jaki jest: pozostaje niedosyt i wrażenie braku elementu spajającego historię.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Aha, i główna bohaterka jakaś taka brzydka, jak gorsza wersja Scarlett Johansson.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Technikalia: &lt;a href="http://www.imdb.com/title/tt0376136/" target="_blank"&gt;http://www.imdb.com/title/tt0376136/&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2068029636685617760-3279532397973903393?l=witoldwoicki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://witoldwoicki.blogspot.com/feeds/3279532397973903393/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=2068029636685617760&amp;postID=3279532397973903393' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2068029636685617760/posts/default/3279532397973903393'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2068029636685617760/posts/default/3279532397973903393'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://witoldwoicki.blogspot.com/2012/01/robinson-bruce-rum-diary.html' title='Robinson, Bruce: The Rum Diary'/><author><name>donwito.net</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12542145113588418753</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2068029636685617760.post-2678032391567488298</id><published>2012-01-01T21:29:00.003+01:00</published><updated>2012-01-01T21:29:31.720+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='książka'/><title type='text'>Sapkowski, Andrzej: Trylogia husycka</title><content type='html'>Z lekkim opóźnieniem (ale się dąsałem za porzucenie Wiedźmina) - łyknąłem &lt;i&gt;Narrenturm&lt;/i&gt;, &lt;i&gt;Bożych bojowników&lt;/i&gt; i &lt;i&gt;Lux perpetua&lt;/i&gt;. Każda książka ok. 600 stron, na każdą jedno popołudnie + wieczór. W miarę możliwości - bez przerwy. Ekscytacji nie ma, ale to naprawdę dobrze napisana, wciągająca fantastyka (historyczna bo historyczna, ale fantastyka). Trochę bardziej niż w książkach wiedźmińskich zauważalne pewne charakterystyczne dla autora, a na dłuższa metę irytujące sztuczki formalne, ale generalnie bardzo spoko.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2068029636685617760-2678032391567488298?l=witoldwoicki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://witoldwoicki.blogspot.com/feeds/2678032391567488298/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=2068029636685617760&amp;postID=2678032391567488298' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2068029636685617760/posts/default/2678032391567488298'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2068029636685617760/posts/default/2678032391567488298'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://witoldwoicki.blogspot.com/2012/01/sapkowski-andrzej-trylogia-husycka.html' title='Sapkowski, Andrzej: Trylogia husycka'/><author><name>donwito.net</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12542145113588418753</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2068029636685617760.post-3181257733012954710</id><published>2011-12-30T10:25:00.001+01:00</published><updated>2011-12-30T10:25:43.078+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='link'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='film'/><title type='text'>Nicolas Winding Refn: Drive</title><content type='html'>Fistaszki napisała na fejsiuniu, że mogłaby zrobić prawo jazdy tylko po to, żeby móc jeździć samochodem i słuchać ścieżki do filmu &lt;i&gt;Drive.&lt;/i&gt; Chwilę później zupełnie niezależnie Ania stwierdziła, że ostatnio słucha właśnie ścieżki z &lt;i&gt;Drive&lt;/i&gt;, i sama jest zaskoczona, bo to kompletnie nie w jej stylu muzyka. W związku z czym postanowiłem sprawdzić.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Muzyka faktycznie daje radę, zwłaszcza &lt;i&gt;Nightcall:&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;&lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=MV_3Dpw-BRY"&gt;http://www.youtube.com/watch?v=MV_3Dpw-BRY&lt;/a&gt; &lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I film w sumie też spoko. Fabuła prosta jak konstrukcja cepa, głębia psychologiczna postaci porównywalna z głębią tych kanałów, po których w filmie sobie jeżdżą dla rozrywki, ale nie o to chodzi. Tylko o lata 80. Najwcześniejsze wspomnienia: &lt;i&gt;Miami Vice&lt;/i&gt; w latach przedszkolnych lub wczesnoszkolnych. Później &lt;i&gt;GTA: Vice City&lt;/i&gt;, moja ulubiona część z GTA. I teraz ten film, który od czołówki: różowych, plastikowych napisów tytułowych na tle nocnego miasta, przez samochody aż po muzykę w całości odtwarza tamten świat.&lt;br /&gt;Bardzo przyjemne półtorej godziny, nawet jeśli nieszczególnie wymagające intelektualnie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Technikalia: &lt;a href="http://www.imdb.com/title/tt0780504/"&gt;http://www.imdb.com/title/tt0780504/&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;(przestaję linkować do filmwebu, tak mnie te ich reklamy wkurwiają)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2068029636685617760-3181257733012954710?l=witoldwoicki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://witoldwoicki.blogspot.com/feeds/3181257733012954710/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=2068029636685617760&amp;postID=3181257733012954710' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2068029636685617760/posts/default/3181257733012954710'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2068029636685617760/posts/default/3181257733012954710'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://witoldwoicki.blogspot.com/2011/12/nicolas-winding-refn-drive.html' title='Nicolas Winding Refn: Drive'/><author><name>donwito.net</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12542145113588418753</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2068029636685617760.post-1518260886541836182</id><published>2011-12-30T10:13:00.003+01:00</published><updated>2011-12-30T10:13:57.643+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='książka'/><title type='text'>Canavan, Trudi: Szepty dzieci mgły</title><content type='html'>No i dupa. Jakiś czas temu &lt;a href="http://witoldwoicki.blogspot.com/2010/08/trudi-canavan-czyli-nawet-niegupia.html" target="_blank"&gt;utonąłem w powieściach&lt;/a&gt; Canavan - łyknąłem wszystkie 4 książki z serii&lt;i&gt; Czarnego Maga&lt;/i&gt;, całą trylogię &lt;i&gt;Ery Pięciorga&lt;/i&gt;, do tego pierwszy tom z &lt;i&gt;Trylogii Zdrajcy&lt;/i&gt;, no i generalnie było OK. Wciągające, szybko się czytało.&lt;br /&gt;Niestety krótsze formy boleśnie obnażają niedostatki warsztatowe - te opowiadanka są pisane trochę jak szkolne, naiwny język, konstrukcje fabularne tak płytkie, że nijak nie szło się &lt;i&gt;dać pochłonąć&lt;/i&gt;. Kiedy dać tej autorce tak z 500-600 stron, a najlepiej 3x500 stron na rozpędzenie się z historią, to jest super. Ale na 20 stronach nie potrafi zbudować niczego sensownego.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2068029636685617760-1518260886541836182?l=witoldwoicki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://witoldwoicki.blogspot.com/feeds/1518260886541836182/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=2068029636685617760&amp;postID=1518260886541836182' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2068029636685617760/posts/default/1518260886541836182'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2068029636685617760/posts/default/1518260886541836182'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://witoldwoicki.blogspot.com/2011/12/canavan-trudi-szepty-dzieci-mgy.html' title='Canavan, Trudi: Szepty dzieci mgły'/><author><name>donwito.net</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12542145113588418753</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2068029636685617760.post-5416481347531265108</id><published>2011-12-29T12:01:00.000+01:00</published><updated>2011-12-29T12:09:48.718+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='link'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='muzyka'/><title type='text'>Fisz Emade: Zwierzę bez nogi</title><content type='html'>Nie do końca czuję się kompetentny aby komentować muzykę, którą sami twórcy określają jako: "swoisty hołd oddany klasyce Hip Hopu"[1]. Obawiam się, że za mało do tego znam klasykę hip hopu. Ale mogę sobie pozwolić na komentarz do tekstów.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kiedy jakiś czas temu pojawił się oficjalny klip do tytułowej piosenki:&lt;br /&gt;&lt;iframe allowfullscreen="" frameborder="0" height="284" src="http://www.youtube.com/embed/D7DbFth4otE" width="500"&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;ja byłem zachwycony, a niektórzy moi kumple narzekali, że trochę taki bezczelny ripoff z Beastie Boys. Broniłem, zwracając uwagę, że to jest działanie celowe - mrugnięcie okiem do słuchacza (widza) z okazji dziesięciolecia działalności. Trochę stylizowanie się na weteranów polskiego hh, trochę nawiązywanie do innych weteranów i klasyków.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Sam koncept nadal rozumiem i wydaje mi się spoko, ale tego odwoływania się i nawiązywania w tekstach na płycie miałem przesyt. Zwłaszcza, że (poza inspiracjami zewnętrznymi, jak "zbliżysz się to porachuję kości"), to jednak zwykle są cytaty wewnętrzne, z wcześniejszych płyt F&amp;amp;E. Te same frazy, zwroty, poddane recyklingowi i wykorzystane w kolejnych piosenkach. W takiej ilości, która jest nie tylko zauważalna - ale wręcz irytująca[3].&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Także generalnie spoko, bardzo fajnie i słucha się miło (np. muzycznie &lt;i&gt;Dziecko we mgle&lt;/i&gt; czy &lt;i&gt;Gołąb nawigator&lt;/i&gt; są super), tylko że trochę tak, jakby słuchało się bez przerwy którejś z poprzednich płyt, &lt;i&gt;Wielkiego ciężkiego słonia&lt;/i&gt;, &lt;i&gt;Piątku 13&lt;/i&gt; czy &lt;i&gt;Heavi Metalu&lt;/i&gt;.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I szkoda trochę, że koncept Pana Kraba i Pana Rekina z filmików zapowiadających płytę[2] nie został póki co w żaden sposób rozwinięty. Lubię Pana Kraba.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;--&lt;br /&gt;[1] Cytat z &lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=_DKNkT_LQY4" target="_blank"&gt;oficjalnego jutuba&lt;/a&gt;.&lt;br /&gt;[2] Do zobaczenia &lt;a href="http://www.myspace.com/fisztworzywo" target="_blank"&gt;na majspejsie&lt;/a&gt;. &lt;br /&gt;[3] Chyba tylko &lt;i&gt;Tak to robimy&lt;/i&gt;, choć też przywołuje jakieś mgliste skojarzenia z płytą &lt;i&gt;F3&lt;/i&gt; a może nawet bardziej z koncertówką &lt;i&gt;Na rzywo w mózgu&lt;/i&gt;, robi na tyle duże wrażenie, że da się zapomnieć o tym uczuciu "ja to już gdzieś kiedyś słyszałem".&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2068029636685617760-5416481347531265108?l=witoldwoicki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://witoldwoicki.blogspot.com/feeds/5416481347531265108/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=2068029636685617760&amp;postID=5416481347531265108' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2068029636685617760/posts/default/5416481347531265108'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2068029636685617760/posts/default/5416481347531265108'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://witoldwoicki.blogspot.com/2011/12/fisz-emade-zwierze-bez-nogi.html' title='Fisz Emade: Zwierzę bez nogi'/><author><name>donwito.net</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12542145113588418753</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://img.youtube.com/vi/D7DbFth4otE/default.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2068029636685617760.post-5413603584244319813</id><published>2011-12-25T16:32:00.000+01:00</published><updated>2011-12-25T16:32:46.816+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='cytat'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='książka'/><title type='text'>Mówi Warszawa</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-uKN4VMAj9A0/Tvc-fDwXMNI/AAAAAAAAP-g/21f-90Fs9SQ/s1600/mw.jpeg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="200" src="http://2.bp.blogspot.com/-uKN4VMAj9A0/Tvc-fDwXMNI/AAAAAAAAP-g/21f-90Fs9SQ/s200/mw.jpeg" width="138" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Nie mogę się zgodzić na określenie, że jest to "pierwsza wielogłosowa powieść o współczesnej Warszawie". Konkretnie, to uwiera mnie tu słowo "powieść". Rozumiem różne współczesne triki, przesunięcia w czasie i różne punkty widzenia, ale jednak jakiejś podstawowej spójności od powieści oczekuję. Bądź to spójności fabuły - której tu absolutnie nie ma, bądź to spójności bohatera (bohaterów) - i tej także brak, chyba że za wspólnego bohatera uznać tu Warszawę. Ale to akurat po lekturze zrobić trudno, bo pomijając już oczywistą niejednolitość tego "bohatera" podczas porównywania tekstów osadzonych w początku XX wieku i w mieście współczesnym, to nawet te z Warszawy współczesnej pokazują tak odmienne oblicza[1] tego miasta, że o jednym bohaterze nie może być mowy. (Zresztą, tak na marginesie, niektóre z tekstów wyglądają trochę tak, jakby ta Warszawa została tam dopisana na zamówienie. Gdyby akurat powstawał tom o Gdańsku, to akcja byłaby w Gdańsku). Dlatego będę się jednak upierał przy określeniu, że jest to tom opowiadań o Warszawie. Tom opowiadań, nie powieść.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tom opowiadań bardzo nierównych. Czasami zaskakująco dobrych, jak &lt;i&gt;Tamta Wilcza &lt;/i&gt;Moniki Rakusy (zaskakująco, bo nagle: WTF is Monika Rakusa?), dobrych z lekkimi zastrzeżeniami, jak &lt;i&gt;Przekątna&lt;/i&gt; Moniki Powalisz (lekko zalatuje harlekinową tandetką, ale generalnie raczej wzrusza niż bawi), po-prostu-rewelka-i-nie-mam-pytań, jak teksty Marka Kochana czy Antoniego Libery, czasami zaskakująco przeciętnych, jak &lt;i&gt;Zły powraca&lt;/i&gt; Krzysztofa Vargi (czemu zaskakująco, to chyba nie wymaga komentarza), a czasami po prostu żenująco słabych, jak &lt;i&gt;Zdradzeni o świcie&lt;/i&gt; Bohdana Sławińskiego&lt;i&gt;.&lt;/i&gt; &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Większość opowiadań to jednak teksty po prostu OK[2], na poziomie typu trzy gwiazdki na pięć, albo takiej knajpy, do której pójdziesz z dziewczyną, ale nie na pierwszej randce. Poza paroma perełkami nic specjalnego. Szkoda. Zastanawiam się, jak wyglądałaby prawdziwa pierwsza wielogłosowa powieść o Warszawie. Pewnie byłoby to przedsięwzięcie, którego nie dałoby się przeprowadzić na 21 osób, raczej na 5-6 może. Pewnie wymagałaby albo jakiegoś uspójnienia osi czasowej wydarzeń albo uzgodnienia wspólnych bohaterów. I może mogłaby stać się jakimś dobrym literackim przewodnikiem po mieście, bo mimo wyrysowanej na okładce mapki, podróżowanie i poznawanie Warszawy z ta książką jest raczej niemożliwe.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ale generalnie czytało się miło, chyba 4 godziny i było po temacie, także weszlo gładko. Mikołajowi dziękuję ;) &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;---&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;[1] Wydaje mi się, że da się dostrzec jeden wspólny motyw: lekki trend narzekania na przyjezdnych, na zmiany, na ogólne schamienie miasta. Jeśli nie wypowiedziana wprost, to jakoś tam sygnalizowana jest w tych opowiadaniach tęsknota za Warszawą bardziej lokalną, dla swoich.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;[2] Co trochę dziwi, bo jednak Jacek Dehnel wybrał rewelacyjny koncept, a jednak napisał po prostu OK. Sylwia Chutnik wybrała świetny temat i wymyśliła bohaterkę z krwi i kości, a jednak napisała po prostu OK. Tomasz Piątek postanowił się trochę zabawić i wyszło mu nawet zgrabnie, a jednak po prostu OK. W ogóle, zestaw nazwisk imponujący, a efekt po prostu OK. To może w sumie znaczyć, że ja po prostu marudzę. Może być, że mnie np. napadły zimowe nastroje, czego dowodem może być wybór cytatu:&lt;br /&gt;&lt;blockquote class="tr_bq"&gt;&lt;br /&gt;Pomysł, żeby przesunąć ich przyjazd do Polski na kwiecień i spotkać się we trzech na dwudziestopięcioleciu święceń kapłańskich Witka, byłby dla Janusza zbyt dziwaczny, żeby go realizować, ale akurat po&amp;nbsp; raz pierwszy od czasu emigracji w osiemdziesiątym drugim, poczuł się w Niemczech nieswojo, prawie tak jak na samym początku. Nic nie mówił Eli, obawiając się, jak przyjmie tę jego chwilową słabość, ale nocami budził go nieokreślony niepokój, w biurze od dawna łykał po kryjomu jakieś tabletki na wzmocnienie, coś z magnezem na bazie żeń-szenia, a przede wszystkim uświadamiał sobie, że zabrnął, że sprawy, które nigdy nie wydawały mu się ważne - to, że nie ma dzieci ani, w gruncie rzeczy, przyjaciół - zaczynają stopniowo wyglądać inaczej niż do tej pory. Pięćdziesiąte urodziny zaskoczyły&amp;nbsp; go przed rokiem, przypomniały mu sny z dzieciństwa, że zasypia w ostatni dzień roku szkolnego a budzi się pierwszego września - to samo niedowierzanie, żal i panika, bo przegapił coś, na czym mu szczególnie zależało. Zareagował prawidłowo: jeszcze gorliwiej jeździł w weekendy na rowerze, co rano spędzał godzinę na siłowni i jadł na śniadanie biały ser z kiełkami [...]&lt;br /&gt;Jerzy Sosnowski, &lt;i&gt;Pamiątka&lt;/i&gt;, s. 106-107.&lt;/blockquote&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2068029636685617760-5413603584244319813?l=witoldwoicki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://witoldwoicki.blogspot.com/feeds/5413603584244319813/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=2068029636685617760&amp;postID=5413603584244319813' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2068029636685617760/posts/default/5413603584244319813'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2068029636685617760/posts/default/5413603584244319813'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://witoldwoicki.blogspot.com/2011/12/mowi-warszawa.html' title='Mówi Warszawa'/><author><name>donwito.net</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12542145113588418753</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-uKN4VMAj9A0/Tvc-fDwXMNI/AAAAAAAAP-g/21f-90Fs9SQ/s72-c/mw.jpeg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2068029636685617760.post-7159477809072094909</id><published>2011-12-21T14:02:00.000+01:00</published><updated>2011-12-21T14:02:18.096+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='link'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='muzyka'/><title type='text'>Break Da Funk</title><content type='html'>Dzięki Myszonowi za objawienie tego cuda:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;iframe width="100%" height="166" class="html5player" scrolling="no" frameborder="no" src="http://w.soundcloud.com/player/?url=http%3A%2F%2Fapi.soundcloud.com%2Ftracks%2F26429032&amp;show_artwork=true"&gt;&lt;/iframe&gt;Reszta: http://soundcloud.com/breakdafunk&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2068029636685617760-7159477809072094909?l=witoldwoicki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://witoldwoicki.blogspot.com/feeds/7159477809072094909/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=2068029636685617760&amp;postID=7159477809072094909' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2068029636685617760/posts/default/7159477809072094909'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2068029636685617760/posts/default/7159477809072094909'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://witoldwoicki.blogspot.com/2011/12/break-da-funk.html' title='Break Da Funk'/><author><name>donwito.net</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12542145113588418753</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2068029636685617760.post-3650264109930916067</id><published>2011-12-01T11:16:00.001+01:00</published><updated>2011-12-01T11:21:56.219+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='linux'/><title type='text'>Xen Server - twardy reset maszyny wirtualnej z konsoli</title><content type='html'>&lt;pre class="bash" style="font-family: monospace;"&gt;&lt;span class="co0"&gt;#xe vm-list&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;#xe vm-reset-powerstate &lt;span class="re2"&gt;uuid&lt;/span&gt;=UUID &lt;span class="re2"&gt;force&lt;/span&gt;=&lt;span class="kw2"&gt;true&lt;/span&gt;&lt;/pre&gt;&lt;pre class="bash" style="font-family: monospace;"&gt;&lt;span class="kw2"&gt;&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/pre&gt;&lt;pre class="bash" style="font-family: monospace;"&gt;&lt;span class="kw2"&gt;--&amp;gt; jeśli &lt;/span&gt;&lt;i&gt;&lt;span class="jive-subject"&gt;The operation could not be performed because a domain&lt;br /&gt;    still exists for the specified VM&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;span class="co0"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/pre&gt;&lt;pre class="bash" style="font-family: monospace;"&gt;&lt;span class="co0"&gt;   #list_domains&lt;br /&gt;   #/opt/xensource/debug/destroy_domain -domid 15&lt;br /&gt;   i znowu xe vm-reset-powerstate ... &lt;/span&gt;&lt;/pre&gt;&lt;pre class="bash" style="font-family: monospace;"&gt;&lt;span class="co0"&gt;&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/pre&gt;&lt;pre class="bash" style="font-family: monospace;"&gt;&lt;span class="co0"&gt;#xe vm-start uuid=UUID&lt;/span&gt;&lt;/pre&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2068029636685617760-3650264109930916067?l=witoldwoicki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://witoldwoicki.blogspot.com/feeds/3650264109930916067/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=2068029636685617760&amp;postID=3650264109930916067' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2068029636685617760/posts/default/3650264109930916067'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2068029636685617760/posts/default/3650264109930916067'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://witoldwoicki.blogspot.com/2011/12/xen-server-twardy-reset-maszyny.html' title='Xen Server - twardy reset maszyny wirtualnej z konsoli'/><author><name>donwito.net</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12542145113588418753</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2068029636685617760.post-787640013821588535</id><published>2011-11-11T11:00:00.000+01:00</published><updated>2011-11-11T11:00:02.911+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='link'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='muzyka'/><title type='text'>Łona i Webber: Cztery i pół</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-wVtRf_TSFT8/Trhd9RXsWHI/AAAAAAAAP9Y/3EdTCLXlk80/s1600/lona.JPG" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="200" src="http://1.bp.blogspot.com/-wVtRf_TSFT8/Trhd9RXsWHI/AAAAAAAAP9Y/3EdTCLXlk80/s200/lona.JPG" width="200" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;No więc tak. Na początku był mega teledysk do mega kawałka &lt;i&gt;To nic nie znaczy&lt;/i&gt;. Kawałka, który zapowiadał, że będzie nie gorzej niż 3 lata temu przy okazji EPki &lt;i&gt;Insert&lt;/i&gt;, a może nawet tak dobrze jak 4 lata temu na albumie &lt;i&gt;Absurd i nonsens&lt;/i&gt;*. Potem był kawałek &lt;i&gt;Nie pytaj nas&lt;/i&gt;&amp;nbsp;z równie dobrym wideo, który podtrzymał emocje. A potem był zakup płyty i kompletne rozczarowanie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie no, jaja sobie robię, bo pisze to jakoś tak w miarę równo z komentarzem do słabej płyty KaCeZeta. Szczęśliwie i całkowicie zgodnie z przewidywaniami potem było już tylko lepiej. Płyta jest mistrzowska - tekstowo taki np. &lt;i&gt;Kaloryfer;&lt;/i&gt;&amp;nbsp;tekstowo i muzycznie &lt;i&gt;Szkoda zachodu, &lt;/i&gt;którego refren wkręca się w głowę i nie chce wyleźć przez całe dni; czy choćby na poziomie drobnych sampli-smaczków, jak "na ciebie sznycel oczekuje" w &lt;i&gt;Kończ tę rozmowę&lt;/i&gt;&amp;nbsp;- po prostu cały album jest znakomity, spełnia oczekiwania, nie zostawia pytań, nic tylko słuchać.&lt;br /&gt;Nie wiem czy jest tak dobrze jak na &lt;i&gt;Absurd i nonsens&lt;/i&gt;. W sumie może jest nawet lepiej - tamta płyta sprawiała na mnie jakieś takie bardziej zaangażowane wrażenie. Chociaż też bez napinki, ale jednak: &lt;i&gt;Hipermarket, Martwisz mnie, Czemu kiosk, Miej wątpliwość, Leksykon Brockhausa, Panie Mahmudzie&lt;/i&gt;... teraz jakby ciśnienie na poruszanie ważnych problemów społecznych jeszcze nieco zeszło. Jest nadal, bo przecież wspominałem przed chwilą&amp;nbsp;&lt;i&gt;Nie pytaj nas &lt;/i&gt;czy&lt;i&gt;&amp;nbsp;&lt;/i&gt;&lt;i&gt;Szkoda zachodu&lt;/i&gt;, ale jednak raczej jest to na poziomie luźniejszej refleksji.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I może jedynie do bitów miałbym małą uwagę, że jakieś takie są... surowe, ale to może ja mam tylko takie wrażenie. A ja prosty chłopak jestem i lubię czasem bardziej melodyjna melodyjkę. Ale ale, może mi się tylko wydaje, bo w sumie słucha się spoko. Na ten przykład do marszu do pracy - rewelka.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wideo nie wrzucam, bo wszystkie są do obejrzenia na jutubie, na kanale Dobrze Wiesz:&lt;br /&gt;&lt;a href="http://www.youtube.com/user/DobrzewieszTV"&gt;http://www.youtube.com/user/DobrzewieszTV&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;--&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;* starszych płyt nie znam, bo jestem ignorantem, ale nadrobię.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2068029636685617760-787640013821588535?l=witoldwoicki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://witoldwoicki.blogspot.com/feeds/787640013821588535/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=2068029636685617760&amp;postID=787640013821588535' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2068029636685617760/posts/default/787640013821588535'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2068029636685617760/posts/default/787640013821588535'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://witoldwoicki.blogspot.com/2011/11/ona-i-webber-cztery-i-po.html' title='Łona i Webber: Cztery i pół'/><author><name>donwito.net</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12542145113588418753</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/-wVtRf_TSFT8/Trhd9RXsWHI/AAAAAAAAP9Y/3EdTCLXlk80/s72-c/lona.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2068029636685617760.post-3914200684946887488</id><published>2011-11-10T10:00:00.000+01:00</published><updated>2011-11-10T10:00:09.422+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='link'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='muzyka'/><title type='text'>Kucz/Kulka: Sleepwalk</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-Mop9cKiq9zY/TrhYM0gstxI/AAAAAAAAP9Q/o1Qj15v2B-k/s1600/kk.JPG" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="200" src="http://3.bp.blogspot.com/-Mop9cKiq9zY/TrhYM0gstxI/AAAAAAAAP9Q/o1Qj15v2B-k/s200/kk.JPG" width="200" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Słuchałem jakiś czas temu lewym uchem radia, nieszczególnie uważnie, i coś usłyszałem, co mi się złożyło w "Gaba Kulka" + "nowa płyta". A jakiś czas później w knajpie usłyszałem to:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;iframe allowfullscreen="" frameborder="0" height="315" src="http://www.youtube.com/embed/xpgdJCDaX2Y" width="560"&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;No i uznałem, że to musi być właśnie ta nowa płyta. I że jest zajebista, super, muszę mieć, chcętoteraznatychmiastjuż.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Teraz już wiem, że płytę &lt;i&gt;Sleepwalk&lt;/i&gt;&amp;nbsp;przegapiłem o dwa lata, co jest o tyle dziwne, że pamiętam nawet do dzisiaj Bako, który coś mi kiedyś o niej mówił albo gdzieś pisał; ale co, kiedy, gdzie - nie pamiętam.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Anyway (tak czy tak), &lt;i&gt;Got a song&lt;/i&gt;&amp;nbsp;jest chyba najbardziej wyrazistą piosenką na tej płycie i słusznie robi za singiel, ale na pewno nie jest jedyną piosenką godną uwagi. Taka chociażby swingująca &lt;i&gt;Dead Yet&lt;/i&gt;&amp;nbsp;czy &lt;i&gt;Recurring, &lt;/i&gt;z&amp;nbsp;konstrukcją wokalu (takim... hm... monumentalizującym narastaniem, nie wiem jak to ująć) kojarzącą mi się z cudownym głosem dawnej Annie Lennox to kolejne perełki. W ogóle cala płyta jest co najmniej bardzo dobra jeśli nie rewelacyjna. Może tylko kawałki akustyczne są nieco słabsze, w których brakuje głosu i tekstu Gaby, a niestety Kucz popłynął jakoś w smutnawe rytmy zamiast w coś bardziej energetycznego, przyciągającego ucho i zapadającego w pamięć. No ale, odrobina lenistwa nie zaszkodzi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A za piosenkę &lt;i&gt;Electric sheep&lt;/i&gt;&amp;nbsp;to w ogóle ma ten duet ode mnie, miłośnika Philipa K. Dicka, bigupy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A o żadnej nowej płycie nigdzie informacji nie widzę, musiałem coś źle usłyszeć. Głupie lewe ucho.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;PS:&amp;nbsp;&lt;a href="http://www.myspace.com/kuczkulka"&gt;http://www.myspace.com/kuczkulka&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2068029636685617760-3914200684946887488?l=witoldwoicki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://witoldwoicki.blogspot.com/feeds/3914200684946887488/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=2068029636685617760&amp;postID=3914200684946887488' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2068029636685617760/posts/default/3914200684946887488'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2068029636685617760/posts/default/3914200684946887488'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://witoldwoicki.blogspot.com/2011/11/kuczkulka-sleepwalk.html' title='Kucz/Kulka: Sleepwalk'/><author><name>donwito.net</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12542145113588418753</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-Mop9cKiq9zY/TrhYM0gstxI/AAAAAAAAP9Q/o1Qj15v2B-k/s72-c/kk.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2068029636685617760.post-5714861376197067075</id><published>2011-11-09T10:00:00.000+01:00</published><updated>2011-11-09T10:00:05.043+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='muzyka'/><title type='text'>KaCeZet &amp; Fundamenty</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-OAfiYAVkEWM/TrhYAqxRtjI/AAAAAAAAP9E/2rCn9iKGHHQ/s1600/kcz.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="200" src="http://3.bp.blogspot.com/-OAfiYAVkEWM/TrhYAqxRtjI/AAAAAAAAP9E/2rCn9iKGHHQ/s200/kcz.jpg" width="200" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;No dobra. Dwa lata po - w większości naprawdę zajebistym - albumie KaCeZeta &amp;amp; Dreadsquadu, mamy kupę z muchą. Tylko że niespodziewanie kupą jest głównie warstwa wokalna.&lt;br /&gt;&lt;blockquote class="tr_bq"&gt;Warstwę muzyczną cechuje prostota formy. Kompozycje są zgrabne, zaczepiają chwytliwymi ale nie tandetnymi melodiami.W nagraniach zostały wykorzystane głównie instrumenty akustyczne, co nadało brzmieniu kameralności. (&lt;a href="https://www.facebook.com/pages/KaCeZet-Fundamenty/242347979144797?sk=info"&gt;fbk&lt;/a&gt;)&lt;/blockquote&gt;Tak - fajne, w większości spokojne, bujające rytmy, idealne na słuchawki albo do popołudniowego relaksu. Książka i ta płyta w tle. Możliwości jest wiele, ale puenta jest jedna: muzyka daje radę. natomiast wokal...? Nie wiem, może poprzednia płyta, bardziej dynamiczna, jakoś to maskowała, ale KaCeZet ma po prostu niesamowicie mniewkurwiający głos i intonację, od której scyzoryk mi się otwiera w kieszeni. I tekstowo -&lt;br /&gt;&lt;blockquote class="tr_bq"&gt;Wielkim atutem tych prostych piosenek jest warstwa liryczna. KaCeZet pokazuje wielki styl, sypiąc z rękawa grami słownymi i błyskotliwymi porównaniami. Bez wysiłku bawi się akcentem, nadając polskiemu językowi unikalną melodykę. W zgrabny sposób opowiada o sprawach istotnych i trudnych, (Fundamentalnych) unikając jednocześnie wpadnięcia w pułapki patosu czy banału.&amp;nbsp;(&lt;a href="https://www.facebook.com/pages/KaCeZet-Fundamenty/242347979144797?sk=info"&gt;fbk&lt;/a&gt;)&lt;/blockquote&gt;No... nie. Moim zdaniem - znowu - pozbawiona patosu i banału to była poprzednia płyta, gdzie jakoś mrugnięcie okiem do słuchacza, troszkę prześmiewczy styl, pozwalały poruszyć także tematy ważne. Tu jak ma być poruszony temat ważny to bum, kawa na ławę, prosto z mostu, &lt;i&gt;miłość pieprzy rację&lt;/i&gt;, &lt;i&gt;ład i chaos tworzą harmonię dlatego tak mnie ciągnie do niej, ja tak jak ty kocham swoje miasto, &lt;/i&gt;a jeśli bardziej enigmatycznie, to trochę bełkotliwie: &lt;i&gt;nie chcę bać się życia, ono pojawić się chce, w mym życiu życie zgłębia tajemnice a tajemnica zmienia swe oblicze&lt;/i&gt;. O słodki jezu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Aha. No i last but not least - dramatycznie słaba stylóweczka. Jeszcze w teledysku to jak cię mogę, ale zdjęcie wewnątrz okładki to jest jakaś kompletna groza.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2068029636685617760-5714861376197067075?l=witoldwoicki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://witoldwoicki.blogspot.com/feeds/5714861376197067075/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=2068029636685617760&amp;postID=5714861376197067075' title='Komentarze (9)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2068029636685617760/posts/default/5714861376197067075'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2068029636685617760/posts/default/5714861376197067075'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://witoldwoicki.blogspot.com/2011/11/kacezet-fundamenty.html' title='KaCeZet &amp; Fundamenty'/><author><name>donwito.net</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12542145113588418753</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-OAfiYAVkEWM/TrhYAqxRtjI/AAAAAAAAP9E/2rCn9iKGHHQ/s72-c/kcz.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>9</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2068029636685617760.post-6775033287840757831</id><published>2011-11-08T11:00:00.000+01:00</published><updated>2011-11-13T22:42:06.753+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='książka'/><title type='text'>Miroslav Žamboch - podejście 2</title><content type='html'>Uzupełnienie do:&amp;nbsp;&lt;a href="http://witoldwoicki.blogspot.com/2011/05/miroslav-zamboch.html"&gt;http://witoldwoicki.blogspot.com/2011/05/miroslav-zamboch.html&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Wylęgarnia&lt;/i&gt;, t. 1: 5, bez niespodzianki.&lt;br /&gt;Kurde, muszę w końcu przeczytać "drugie tomy" - i &lt;i&gt;Koniasza&lt;/i&gt; mam zaległego, i teraz &lt;i&gt;Wylęgarnię&lt;/i&gt;.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Update 13.11.2011: Przeczytałem 2 tom &lt;i&gt;Wylęgarni&lt;/i&gt;: 4,5. Trochę słabszy niż pierwszy, ale i tak spoko.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2068029636685617760-6775033287840757831?l=witoldwoicki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://witoldwoicki.blogspot.com/feeds/6775033287840757831/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=2068029636685617760&amp;postID=6775033287840757831' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2068029636685617760/posts/default/6775033287840757831'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2068029636685617760/posts/default/6775033287840757831'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://witoldwoicki.blogspot.com/2011/11/miroslav-zamboch-podejscie-2.html' title='Miroslav Žamboch - podejście 2'/><author><name>donwito.net</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12542145113588418753</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2068029636685617760.post-8558114994819019657</id><published>2011-11-08T10:00:00.000+01:00</published><updated>2011-11-08T10:00:09.563+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='cytat'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='książka'/><title type='text'>Škvorecký, Josef: Przypadki inżyniera ludzkich dusz.</title><content type='html'>&lt;blockquote class="tr_bq"&gt;- Meserszmity są lepsze od fokewulfów - odezwał się chłopak z lakierni. - Mówił o tym Londyn.&lt;br /&gt;- Na myśliwce - stwierdził Vożenil. - Bo mają lepszą zdolność manewrowania. Na latające fortece lepsze są fokewulfy, bo są mniejsze.&lt;br /&gt;Przerwałem zbyt techniczną dyskusję, bo mnie interesowały historie z życia.&lt;br /&gt;- A co przeżyłeś z fokewulfami?&lt;br /&gt;- Właśnie chcę powiedzieć - odparł weteran. Ja nie miałem wątpliwości, że coś&amp;nbsp;przeżył. - Raz stałem na wachturmie w dzień i nagle widzę, że jakieś dziesięć metrów ode mnie opada na spadochronie Amerykanin, w stronę wody. To był Murzyn. Pomachałem do niego, ale był sztywny ze strachu, więc mnie nie zauważył. To przecież nie w kij dmuchał opadać na spadochronie, chłopaki, jak pod wami pali się Berlin. I nie tylko to. Nagle widzę, jak jeden fokewulf wyrównuje lot koszący i chce się poderwać w górę, żeby znowu zrobić...&lt;br /&gt;- ...dziurę w ementalerze - dokończyłem za niego.&lt;br /&gt;- No. Ale pilot zobaczył tego na spadochronie i wycelował w niego. Chciał go rozstrzelać. I w tym momencie akurat między tym fokewulfem a Murzynem rozerwała się powietrzna torpeda. No i tego fokewulfa tak dmuchnęło... - Vożenil pokazał ręką niezamierzony lot myśliwca i przypadkowo walnął Malinę w żołądek.&lt;br /&gt;- Nie masz oczu, ty słoniu!? - stęknął Malina, ale Vożenil płynnie ciągnął dalej:&lt;br /&gt;- ...że roztrzaskał się o domy. Ale ten Murzyn, chłopaki... - uniósł zieloną twarz do sufitu. Za oknem padał mokry śnieg. - ...jemu eksplozja tak nadęła spadochron, że poleciał przynajmniej kilometr w górę i wylądował trzy kilometry dalej, koło ogrodu zoologicznego.&lt;br /&gt;- I tam go pożarł lew - dodałem.&lt;br /&gt;- Jesteś baran, ty nosorożcu! - stwierdził Malina.&lt;br /&gt;- Ty, słuchaj - wtrącił się Kos. - A ciebie to nie porwało, skoro porwało myśliwca?&lt;br /&gt;- Ja wpadłem do zbiornika wodnego. A tam, chłopaki, woda się prawie gotowała, bo wokoło spadały same bomby fosforowe.&lt;br /&gt;- I tam ci się mózg ugotował, ty wielorybie! - oświadczył malina.&lt;br /&gt;- No to mi nie wierz - obraził się Vożenil. - &amp;nbsp;Ty nigdzie nie byłeś, bałwanie, tylko tu na tym zadupiu, i udajesz mądrego.&lt;br /&gt;- Za to ty myślisz, bizonie, że jestem idiotą!&lt;br /&gt;Chwilę się spierali w kwestii honorowej, ale potem chłopak z lakierni spytał Vożenila o kobiety. Nikt nie protestował przeciwko zmianie tematu, bo kobiety to jeszcze ciekawszy temat niż okropności wojny. Ale okazało się, że również życie erotyczne zielonego weterana upływało pod znakiem koszmarów.&lt;br /&gt;[s. 603-604]&lt;/blockquote&gt;&lt;br /&gt;Dobre. Trochę tak jakby Hank Moody, tylko że już z emerycko-ironicznym dystansem do świata i ludzi, no i 30 lat wcześniej. No i 30 lat starszy. No i z Czech. Czyli w sumie nie Hank Moody. Ale...&lt;br /&gt;Czasem mnie kalejdoskopowa konstrukcja tekstu nieco wkurzała, nigdy jednak na tyle, żeby porzucić lekturę. Bo w ogóle to przyjemnie się czytało i w miarę bezstresowo. Tylko czasem pomiędzy skądinąd sympatyczne wspomnienia i opowieści wkraczała Historia (ta przez wielkie H), zwykle w postaci listów od przyjaciół z innego czasu i z innych miejsc, i przypominała mi, &lt;a href="http://witoldwoicki.blogspot.com/2011/09/surosz-mariusz-pepiki-dramatyczne.html"&gt;o czym ja tak naprawdę czytam&lt;/a&gt; - bo w sumie o tym samym, tylko z bardziej indywidualnej perspektywy.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2068029636685617760-8558114994819019657?l=witoldwoicki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://witoldwoicki.blogspot.com/feeds/8558114994819019657/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=2068029636685617760&amp;postID=8558114994819019657' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2068029636685617760/posts/default/8558114994819019657'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2068029636685617760/posts/default/8558114994819019657'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://witoldwoicki.blogspot.com/2011/11/skvorecky-josef-przypadki-inzyniera.html' title='Škvorecký, Josef: Przypadki inżyniera ludzkich dusz.'/><author><name>donwito.net</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12542145113588418753</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2068029636685617760.post-9209143798646740033</id><published>2011-11-07T20:43:00.000+01:00</published><updated>2011-11-07T20:43:08.786+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='cytat'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='książka'/><title type='text'>Hrabal, Bohumil: Dobranocki dla Cassiusa</title><content type='html'>&lt;blockquote class="tr_bq"&gt;Szewski poniedziałek... Pan Hulata, kierownik i wyszynkarz, nie miał dziś&amp;nbsp;na szczęście dyżuru, jego fartuch wisiał na gwoździu przy telefonie wyszynku, zawinąłem wobec tego głowę w ten przesiąknięty piwem fartuch, w mrok, i w ten sposób leczyłem się, jak mnie tego nauczył Jakub Deml, który, kiedy dopadł go stres, opatulał swoją głowę mamusinym fartuchem... To także szewski poniedziałek.&lt;br /&gt;A ja, zakutany w fartuch pana Hulaty, mokry jeszcze od piwa, ujrzałem sceny z Austrii niczym mistyczną wizję.&lt;br /&gt;- nie hałasujcie, chłopaki - powiadam. - Posłuchajcie, byliśmy na pierwszej wycieczce w Austrii... dwudziestu pisarzy... i pan Kolař, i pan Hrabal, i pan Topol, i pan Aszkenazy... jechaliśmy dookoła Austrii, a kiedy przyjechaliśmy do Heiligenblut, do autobusu podeszła płacząca dziewczynka z bukiecikiem szarotek w palcach i powiada: to kosztuje dwadzieścia szylingów... no i poeci pod wpływem tych gór i skał, gdzie - i tylko tam - rosną szarotki, strach pomyśleć, poeci kupili ten bukiecik, te kwiatki zrywane zapewne w miejscach niebezpiecznych dla życia...&lt;br /&gt;Ale ja, wychowanek Kartezjusza. ...Dubito, ergo sum... poszedłem za ta dziewczynką za mur cmentarny... a tam tyrolscy chłopcy rozliczyli tę dziewczynkę i podali jej następny bukiecik tych alpejskich szarotek z niebotycznych stromych urwisk... zaś inni dwaj kosili te alpejskie szarotki posiane na martwych grobach, a trzecie zręcznie i sprawnie układał je w następny bukiecik, bo nadjeżdżał właśnie kolejny autobus...&lt;br /&gt;I zwracam się do stołu Złotej Pragi:&lt;br /&gt;- Ja, chłopaki, tak jak ci sprzedawcy bukiecików alpejskich szarotek, tak pracuję i ja... po co mam wspinać się na wyżyny, ja sobie historyjki kupuję tutaj... Toleczku! Daj no tu metr piw! Sursum corda!&lt;br /&gt;[s. 129-130]&lt;/blockquote&gt;&lt;br /&gt;Aha. Gdyby to faktycznie było takie proste... Nie każdy jednak może być Hrabalem, w szczególności nie każdy Witold.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2068029636685617760-9209143798646740033?l=witoldwoicki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://witoldwoicki.blogspot.com/feeds/9209143798646740033/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=2068029636685617760&amp;postID=9209143798646740033' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2068029636685617760/posts/default/9209143798646740033'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2068029636685617760/posts/default/9209143798646740033'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://witoldwoicki.blogspot.com/2011/11/hrabal-bohumil-dobranocki-dla-cassiusa.html' title='Hrabal, Bohumil: Dobranocki dla Cassiusa'/><author><name>donwito.net</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12542145113588418753</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2068029636685617760.post-1692744276143244804</id><published>2011-10-03T18:10:00.002+02:00</published><updated>2011-10-03T18:10:51.990+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='blog'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='link'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='film'/><title type='text'>Jak zostałem gwiazdą kina</title><content type='html'>&lt;a href="http://beznaswy.blox.pl/2011/10/PREMIERA-532-god-czyli-Stiopa-w-Moldawii.html"&gt;http://beznaswy.blox.pl/2011/10/PREMIERA-532-god-czyli-Stiopa-w-Moldawii.html&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2068029636685617760-1692744276143244804?l=witoldwoicki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://witoldwoicki.blogspot.com/feeds/1692744276143244804/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=2068029636685617760&amp;postID=1692744276143244804' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2068029636685617760/posts/default/1692744276143244804'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2068029636685617760/posts/default/1692744276143244804'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://witoldwoicki.blogspot.com/2011/10/jak-zostaem-gwiazda-kina.html' title='Jak zostałem gwiazdą kina'/><author><name>donwito.net</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12542145113588418753</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2068029636685617760.post-2528148734378787728</id><published>2011-09-19T09:00:00.000+02:00</published><updated>2011-09-19T09:11:44.380+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='książka'/><title type='text'>Surosz, Mariusz: Pepiki. Dramatyczne stulecie Czechów</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-ygwn7d43Fwo/TnO4XMEtQUI/AAAAAAAAP7I/aRrncvtkgPU/s1600/pepiki.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://3.bp.blogspot.com/-ygwn7d43Fwo/TnO4XMEtQUI/AAAAAAAAP7I/aRrncvtkgPU/s1600/pepiki.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Cytatu nie będzie, bo chyba trzeba by zacytować całą książkę. Ale w dużym skrócie - to tak jakby z reportaży Szczygła wyjąć tę charakterystyczną dla niego, a na dłuższą metę irytującą powtarzalność formalną. Naprawdę znakomicie napisana książka - i to tylko w części jest zasługa dobrego, wciągającego, a - dla mnie przynajmniej - cały czas stosunkowo nowego tematu. W sporej części to zasługa naprawdę sprawnego pióra.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Niby jest to dokument, ale z tych, które udowadniają, że prawdziwe życie jest ciekawsze niż fikcja.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2068029636685617760-2528148734378787728?l=witoldwoicki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://witoldwoicki.blogspot.com/feeds/2528148734378787728/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=2068029636685617760&amp;postID=2528148734378787728' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2068029636685617760/posts/default/2528148734378787728'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2068029636685617760/posts/default/2528148734378787728'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://witoldwoicki.blogspot.com/2011/09/surosz-mariusz-pepiki-dramatyczne.html' title='Surosz, Mariusz: Pepiki. Dramatyczne stulecie Czechów'/><author><name>donwito.net</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12542145113588418753</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-ygwn7d43Fwo/TnO4XMEtQUI/AAAAAAAAP7I/aRrncvtkgPU/s72-c/pepiki.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2068029636685617760.post-661525426967802899</id><published>2011-09-18T11:30:00.000+02:00</published><updated>2011-09-18T11:30:01.780+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='cytat'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='książka'/><title type='text'>Kaczorowski, Aleksander: Praski elementarz</title><content type='html'>&lt;blockquote&gt;[Ota Pavel - ww] Na olimpiadzie zimowej w Innsbrucku w 1964 roku zobaczył "pewnego pana jako diabła w całej okazałości, miał rogi, kopyta, sierść i wiekowe spróchniałe zęby". Potem poszedł "w górę, nad Innsbruckiem, żeby podpalić zabudowania wiejskie. Byłem przekonany, że taka jasność rozproszy mgłę. Wyprowadziłem już krowy i ogiery ze stajni, żeby nie spłonęły, kiedy dopadła mnie austriacka policja. Założyli mi kajdanki i poprowadzili w dolinę. Wymyślałem im, zdarłem z nóg buty i szedłem po śniegu jako Chrystus, którego prowadzą na krzyż".&lt;br /&gt;Psychiatrzy stwierdzili cyklofrenię, psychozę maniakalno-depresyjną z elementami schizofrenii. Mówiąc po ludzku - obłęd.&lt;br /&gt;[...]&lt;br /&gt;Co naprawdę wydarzyło się w 1964 roku w Innsbrucku? To pytanie zadał sobie chyba każdy czytelnik Oty Pavla.&lt;br /&gt;W siedemdziesiąte urodziny pisarza jego dawny uczeń ze szkółki hokejowej opublikował wspomnienie o nim.&lt;br /&gt;Jiří Margolius pisze: "Ota mawiał »Mój mózg się zaciął, jak gdyby zeszła na niego cała mgła z Alp«. Ale to przyszli tylko niemieccy kibice hokejowi. Wrzeszczeli jak opętani, jak to już Niemcy robią na całym świecie, bo inaczej nie potrafią. Ota, który siedział koło nich, w jednej chwili usłyszał wrzask gestapowców, którzy wpadli do ich mieszkania, Hitlera, jak wrzeszczał w radiu, i zobaczył wszystkie te okropności wojny, które spotkały jego rodzinę".&lt;br /&gt;[s. 52-53]&lt;/blockquote&gt;&lt;br /&gt;Kaczorowskiego &lt;i&gt;&lt;a href="http://witoldwoicki.blogspot.com/2011/07/kaczorowski-aleksander-praskie-owy.html"&gt;Praskie łowy&lt;/a&gt;&amp;nbsp;&lt;/i&gt;były jak film fabularny, a to jest dokument, ale napisany tak wciągająco, że doprawdy lepszy niż tamta fabuła.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2068029636685617760-661525426967802899?l=witoldwoicki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://witoldwoicki.blogspot.com/feeds/661525426967802899/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=2068029636685617760&amp;postID=661525426967802899' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2068029636685617760/posts/default/661525426967802899'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2068029636685617760/posts/default/661525426967802899'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://witoldwoicki.blogspot.com/2011/09/kaczorowski-aleksander-praski.html' title='Kaczorowski, Aleksander: Praski elementarz'/><author><name>donwito.net</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12542145113588418753</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2068029636685617760.post-6478944566409522763</id><published>2011-09-16T22:35:00.000+02:00</published><updated>2011-09-16T22:55:35.717+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='cytat'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='książka'/><title type='text'>Ota Pavel</title><content type='html'>&lt;br /&gt;&lt;blockquote&gt;&lt;b&gt;Pumperdentlich&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;Strasznie mój tatuś zestarzał się w swojej wędrówce przez świat, widać było to i po rybach. Nic, tylko się upierał, że musi złapać wielką rybę swojego życia. Ale z wielkimi rybami nie idzie tak łatwo. Na cienki dzyndzel biorą, ale coś takiego zaraz pęka, a na gruby przeważnie nie biorą. No i nic z tego na ogół nie wychodzi, jak to w życiu: czego bardzo chcemy - tego nigdy nie mamy.&lt;br /&gt;Koło Skochowic przy tamie chyba z pięć razy brały tatusiowi sumy. Jeden to nawet ciągnął go razem z łódką na długość boiska piłki nożnej. I w końcu się zerwał jak i poprzednie.&lt;br /&gt;Wreszcie jednego tatuś wyciągnął. Tak na oko miał z pięć kilo. Sum z wąsikami i zagadkowymi maciupeńkimi ślipkami. Wyglądał jak czarny prosiaczek. W pierwszej chwili tato strasznie się ucieszył. Ale zaraz zdał sobie sprawę, że to przecież nie jest to, nie o takiego suma mu chodziło, i kiedy nam go pokazywał, powiedział o nim:&lt;br /&gt;- To jest pumperdentlich.&lt;br /&gt;Tatuś nigdy dokładnie nie wiedział, co to słowo znaczy, ale z lubością się nim posługiwał. Jest to podobno coś takiego, jakby szła piękna dama w sukni balowej lub fantastycznym futrze i wszystkim gały na wierzch wychodzą, a ona naraz wdepnie w gówno. Cóż, to był piękny sum, jak ta dama w czarnej balowej sukni, ale niestety nie był to sum wielki.&lt;br /&gt;&lt;i&gt;&lt;/i&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;blockquote&gt;&lt;i&gt;Powroty&lt;/i&gt;. W: "Jak spotkałem się z rybami", s. 173.&lt;/blockquote&gt;Dla porządku, to powyżej to owszem, ze zbioru &lt;i&gt;Jak spotkałem się z rybami&lt;/i&gt;, ale ten zbiór przeczytałem w wydaniu Świata Literackiego, w jednym tomie z drugim zbiorem: &lt;i&gt;Śmierć pięknych saren&lt;/i&gt;.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A potem dołożyłem sobie jeszcze w osobnym wydaniu: &lt;i&gt;Jak tata przemierzał Afrykę.&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;&lt;br /&gt;&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;Tak sobie teraz myślę, że gdyby tylko udało mi się nie zwariować, ale jednocześnie zachować taką niemal dziecięca naiwność, takie proste, radosne spojrzenie na świat, to byłbym chyba bardzo szczęśliwy do późnej starości. Chociaż nie wiem, może wariactwo jest niestety warunkiem sine qua non.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2068029636685617760-6478944566409522763?l=witoldwoicki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://witoldwoicki.blogspot.com/feeds/6478944566409522763/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=2068029636685617760&amp;postID=6478944566409522763' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2068029636685617760/posts/default/6478944566409522763'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2068029636685617760/posts/default/6478944566409522763'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://witoldwoicki.blogspot.com/2011/09/ota-pavel.html' title='Ota Pavel'/><author><name>donwito.net</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12542145113588418753</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2068029636685617760.post-1330207572458026416</id><published>2011-09-02T16:19:00.000+02:00</published><updated>2011-09-02T16:19:17.214+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='film'/><title type='text'>Allen, Woody: O północy w Paryżu</title><content type='html'>&lt;i&gt;O północy w Paryżu&lt;/i&gt;, czyli&amp;nbsp;Allenowska odpowiedź na&amp;nbsp;&lt;i&gt;Incepcję &lt;/i&gt;;)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Najbardziej wkurwiający w filmach Allena jest sam Allen. Mam taką tezę, że tam, gdzie sam nie może zagrać swojego ulubionego typu męskiego bohatera, czyli trochę neurotycznego, trochę niezdarnego, ale w sumie jednak przez to "cudownie uroczego" (ta, jasne...), tam bierze &lt;i&gt;aktora zastępczego&lt;/i&gt;&amp;nbsp;i każe mu grać dokładnie po swojemu.&amp;nbsp;Owen Wilson wypadł przez to jak niesamowicie wkurwiająca cipa.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ale poza tym detalem, i poza pewnymi uproszczeniami (amerykanki to demony konsumpcjonizmu, w rozstaniach zawsze pomagają wredni rodzice etc. etc.), których jednak można się było spodziewać, to nawet ciekawy, nawet zabawny, no i zdecydowanie lepszy niż kilka ostatnich dokonań Allena film. Ilość scenek płytkich, przewidywalnych i słabych jest co najmniej zrównoważona ilością scenek naprawdę zabawnych a czasami nawet mistrzowskich, jak choćby ta z Dalím.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pytania &lt;i&gt;o czym nas ten film poucza&lt;/i&gt;&amp;nbsp;nie należy sobie jednak zadawać. Tym razem czcigodny starzec postanowił z wyżyn swojego życiowego doświadczenia zesłać nam dwie prawdy:&lt;br /&gt;- w dobrym związku ludzi powinna łączyć wspólnota rzeczy ważnych, a nie dupereli;&lt;br /&gt;- złudna może być tęsknota do "lepszych czasów, które już minęły".&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;No dobra, dzięki, Mr. Obvious.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Technikalia:&amp;nbsp;&lt;a href="http://www.filmweb.pl/film/O+p%C3%B3%C5%82nocy+w+Pary%C5%BCu-2011-562509"&gt;http://www.filmweb.pl/film/O+p%C3%B3%C5%82nocy+w+Pary%C5%BCu-2011-562509&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2068029636685617760-1330207572458026416?l=witoldwoicki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://witoldwoicki.blogspot.com/feeds/1330207572458026416/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=2068029636685617760&amp;postID=1330207572458026416' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2068029636685617760/posts/default/1330207572458026416'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2068029636685617760/posts/default/1330207572458026416'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://witoldwoicki.blogspot.com/2011/09/allen-woody-o-ponocy-w-paryzu.html' title='Allen, Woody: O północy w Paryżu'/><author><name>donwito.net</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12542145113588418753</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2068029636685617760.post-72476103012919677</id><published>2011-08-27T19:01:00.000+02:00</published><updated>2011-08-27T19:01:11.929+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='książka'/><title type='text'>Siemion, Piotr: Niskie Łąki</title><content type='html'>Świetnie napisana książka, z której absolutnie nic nie zapamiętam. Niby zostają dwie rzeczy: że Polska początku lat 90. to było absolutne biznesowe szaleństwo, wolna amerykanka i przewały na każdym kroku, oraz że próba połączenia osoby, która oczekuje &lt;i&gt;poważnego związku i żyli długo i szczęśliwie&lt;/i&gt; z osobą, która po prostu chce &lt;i&gt;wolności&lt;/i&gt;, to jest bardzo zły pomysł. Ale obie z nich już wiedziałem. Czyli nie zostaje nic nowego. Nie mam pojęcia jaki jest morał, nie zrozumiałem wymowy, pisanie dla pisania. Dobrze, że chociaż fajnie napisane.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2068029636685617760-72476103012919677?l=witoldwoicki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://witoldwoicki.blogspot.com/feeds/72476103012919677/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=2068029636685617760&amp;postID=72476103012919677' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2068029636685617760/posts/default/72476103012919677'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2068029636685617760/posts/default/72476103012919677'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://witoldwoicki.blogspot.com/2011/08/siemion-piotr-niskie-aki.html' title='Siemion, Piotr: Niskie Łąki'/><author><name>donwito.net</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12542145113588418753</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2068029636685617760.post-5474527048945927901</id><published>2011-08-27T18:29:00.000+02:00</published><updated>2011-08-27T18:29:16.063+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='film'/><title type='text'>Bollaín, Icíar: Nawet deszcz</title><content type='html'>Bardzo spoko film, choć ja jestem generalnie nieczułą świnią i losy biednych tego świata jedynie przyjmuję do wiadomości, nie ronię łez. Dlatego koncepcja porównania dzisiejszego kapitalistycznego wyzysku ubogich boliwijskich Indian do kolumbijskiej konkwisty wydaje mi się interesująca, acz nieszczególnie wstrząsająca.&lt;br /&gt;Wstrząsające nie są też indywidualne przemiany głównych bohaterów, ale przynajmniej w części są całkiem interesujące, jak na przykład ta Alberto, grającego Ojca Bartolome (Carlos Santos), z którego w decydującym momencie wyłazi mały-malutki tchórzyk i tak ładnie pokazuje jak daleki jest jednak Alberto od granej przez siebie postaci. Niektóre z tych przemian natomiast są średnio dla mnie zrozumiałe, jak choćby ta Sebastiána (Gael García Bernal) - z idealisty i wrażliwej na nieszczęście innych duszy w cynicznego skurwiela gdy trzeba ratować życie małej dziewczynki, a potem z powrotem we wrażliwca i niezłomnego bojownika gdy wszyscy inni uciekają. Ale poza takimi detalami to całkiem spoko film. I muzyka fajna. I krajobrazy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Technikalia: &lt;a href="http://www.filmweb.pl/film/Nawet+deszcz-2010-557773"&gt;http://www.filmweb.pl/film/Nawet+deszcz-2010-557773&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2068029636685617760-5474527048945927901?l=witoldwoicki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://witoldwoicki.blogspot.com/feeds/5474527048945927901/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=2068029636685617760&amp;postID=5474527048945927901' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2068029636685617760/posts/default/5474527048945927901'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2068029636685617760/posts/default/5474527048945927901'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://witoldwoicki.blogspot.com/2011/08/bollain-iciar-nawet-deszcz.html' title='Bollaín, Icíar: Nawet deszcz'/><author><name>donwito.net</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12542145113588418753</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2068029636685617760.post-3112719833738537707</id><published>2011-08-26T19:59:00.000+02:00</published><updated>2011-08-26T20:00:44.620+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='foto'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='link'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='cytat'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='książka'/><title type='text'>Szczygieł, Mariusz: Zrób sobie raj</title><content type='html'>&lt;blockquote&gt;&lt;b&gt;Sobota, 12.30&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;Jestem na ulicy Újezd na Malej Stranie, gdzie Benedykt XVI wprost z lotniska przyjeżdża do kościoła Matki Boskiej Zwycięskiej, żeby wręczyć złotą koronę słynnemu praskiemu Dzieciątku Jezus. Dzieciątko (mówi się na nie "Jezulátko") to czterdziestosiedmiocentymetrowa rzeźba małego (może trzyletniego z wyglądu) Jezusa, która uratowała Pragę przed Szwedami w 1639 roku i potrafi uzdrawiać. Wczorajsza gazeta "Mladá fronta DNES" podkreśla, że klasztor jest miejscem, które inspirowało Antoine'a de Saint-Exupéry'ego do napisania &lt;i&gt;Małego Księcia&lt;/i&gt;. (Według mnie Jezulátko wygląda jak jego wcielenie). W tym miejscu pewien Brazylijczyk wymodlił sobie nawet sławę pisarza. Nazywa się Paulo Coelho i do dziś to wspomina.&lt;br /&gt;Sprzedawca jezulátek z naprzeciwka wyznaje gazecie, że do sklepu karmelitów przychodzą głównie Włosi, Hiszpanie i Brazylijczycy. Czechów może z dziesięć procent i najczęściej pytają: - To jakaś lalka, nie?&lt;br /&gt;Pod kościołem jest z tysiąc osób, najbardziej słychać polskie głosy. Piszczą Polki. Jacyś Czesi usiłują krzyczeć: "At' žije papež!", ale po trzech krzykach są zagłuszeni przez polskie kobiety.&amp;nbsp; Im bardziej Czesi chcą krzyczeć, tym Polacy są głośniejsi.&amp;nbsp; Papież podaje rękę najbliżej stojącym. Burmistrz Pragi Pavel Bém wita go w najbardziej ateistycznym kraju świata, ale podkreśla, że przecież Benedykt XVI przywozi wartości, które mogą być wspólne dla wszystkich, np. miłość bliźniego.&amp;nbsp; Pani Irena z Wambierzyc krzyczy: "Niech żyje papież!". Miała nawet krzyczeć po czesku, ale mówi: "Pomyślałam, że Czechom już nic nie pomoże, a Ojciec Święty zorientuje się, że ma tu też swoje towarzystwo".&lt;br /&gt;[s. 161-162]&lt;/blockquote&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="https://picasaweb.google.com/witold.woicki/PragaWrocAw2431072011?authuser=0&amp;amp;feat=directlink" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="240" src="http://1.bp.blogspot.com/-Y4zM_OIGkic/TjY9grPZ6pI/AAAAAAAAOqg/MCq1gLBnA-M/s320/IMGP8406.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tak, trochę lalka - w sklepiku naprzeciwko kościoła da się kupić figurki w różnych wersjach ubraniowych i w różnych rozmiarach, ale w sklepiku przykościelnym można już zakupić sobie samą figurkę w białej komeżce i osobno zdobne szatki w różnych kolorach aby ją samodzielnie w domu przebierać. Taka Barbie tylko dla wierzących.&lt;br /&gt;Jak to jest z tą religijnością Czechów - nie wiem. Niby w niedzielę w kościele na praskim Žižkovie był tłumek; mniejszy niż w warszawskich kościołach, ale czy to było 3%, 10% czy 30% populacji tej parafii to nie potrafię ocenić.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wiem za to jak to jest z tym pisaniem Szczygła - w "okołoreligijnej" części książki tak jakby spróbował wymknąć się swoim stałym reportażowym zagraniom, ale nie wyszło mu to dobrze. Miałem wrażenie sieczki i niespójności, pomimo przecież jednego motywu tematycznego łączącego kilka tekstów. I chociaż nie czytało się źle, to jednak najlepsze jest pierwszych 100 stron: o konkretnych ludziach bardziej niż o &lt;i&gt;społeczeństwie &lt;/i&gt;w ogóle. Zwłaszcza tekst o fotografie czeskim &lt;a href="http://www.saudek.com/en/jan/uvod.html"&gt;Janie Saudku&lt;/a&gt; daje radę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;--&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A tekst o Benedykcie jest do przeczytania online: &lt;a href="http://wyborcza.pl/1,76842,7117261,Dobrej_zabawy_z_papiezem.html"&gt;http://wyborcza.pl/1,76842,7117261,Dobrej_zabawy_z_papiezem.html&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2068029636685617760-3112719833738537707?l=witoldwoicki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://witoldwoicki.blogspot.com/feeds/3112719833738537707/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=2068029636685617760&amp;postID=3112719833738537707' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2068029636685617760/posts/default/3112719833738537707'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2068029636685617760/posts/default/3112719833738537707'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://witoldwoicki.blogspot.com/2011/08/szczygie-mariusz-zrob-sobie-raj.html' title='Szczygieł, Mariusz: Zrób sobie raj'/><author><name>donwito.net</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12542145113588418753</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/-Y4zM_OIGkic/TjY9grPZ6pI/AAAAAAAAOqg/MCq1gLBnA-M/s72-c/IMGP8406.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2068029636685617760.post-8293347018208542469</id><published>2011-08-18T11:47:00.002+02:00</published><updated>2011-08-18T11:49:14.204+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='blog'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='foto'/><title type='text'>Mołdawia - Ukraina</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="https://picasaweb.google.com/witold.woicki/MoDawiaIUkraina0215082011?authuser=0&amp;amp;feat=directlink" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="213" src="http://2.bp.blogspot.com/-1RDWfTGTHkA/Tkp9ehq6KvI/AAAAAAAAPN8/J92ygl1xyfI/s320/moldawia_425.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I znowu wschód. Miała być Mołdawia, ale dzięki poznanym w Orhei Filipowi i Krzyśkowi, którzy podróżowali samochodem, wyszła także Ukraina. Straciłem w tej podróży aparat fotograficzny, więc część zdjęć robionych jednorazówką jeszcze muszę wywołać.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tymczasem fotki, a może później i jakiś komentarz od Stefana, można znaleźć o tutaj: &lt;a href="http://beznaswy.blox.pl/2011/08/Ludzie-bez-facebooka.html"&gt;http://beznaswy.blox.pl/2011/08/Ludzie-bez-facebooka.html&lt;/a&gt; i w kolejnych jego postach.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tegoroczna podróż ina Stefan stajli zaliczona!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2068029636685617760-8293347018208542469?l=witoldwoicki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://witoldwoicki.blogspot.com/feeds/8293347018208542469/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=2068029636685617760&amp;postID=8293347018208542469' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2068029636685617760/posts/default/8293347018208542469'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2068029636685617760/posts/default/8293347018208542469'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://witoldwoicki.blogspot.com/2011/08/modawia-ukraina.html' title='Mołdawia - Ukraina'/><author><name>donwito.net</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12542145113588418753</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-1RDWfTGTHkA/Tkp9ehq6KvI/AAAAAAAAPN8/J92ygl1xyfI/s72-c/moldawia_425.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2068029636685617760.post-3111903197752892167</id><published>2011-08-01T14:52:00.001+02:00</published><updated>2011-08-27T18:29:42.305+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='blog'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='foto'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='link'/><title type='text'>Praga, at last!</title><content type='html'>Od przynajmniej 8 lat mamrotałem sobie co wakacje, że w końcu pojechałbym do Pragi. I jakoś nie wychodziło - aż w końcu w tym roku wyszło!&lt;br /&gt;5 dni - jak dla mnie w sam raz. Przez 4 dni złaziliśmy się jak dzikie świnie, piątego obejrzeliśmy już na spokojnie kilka zaległych kawałków. Gdybyśmy zostali tydzień też pewnie byśmy się nie nudzili, ale pięć dni na pierwszą, taką bardzo turystyczną wizytę, to w sam raz.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pierwszą, bardzo turystyczną - czyli taką, podczas której zalicza się wszelkie atrakcje. Myśmy zaliczyli przede wszystkim te zewnętrzne - czyli spacery Starym Miastem, Nowym Miastem, Wyszehradem, Hradczanami, Małą Straną, ale i parki: znakomite Letenske sady z metronomem, fajnym, ale jednak nieprzykrywającym dziury pozostałem po Stalinie (odsyłam do &lt;a href="http://witoldwoicki.blogspot.com/2011/07/szczygie-mariusz-gottland.html"&gt;świetnego reportażu Mariusza Szczygła&lt;/a&gt;) czy trochę bardziej elegancki (i popularny) Petřin, z małą kopią wieży Eiffla i kolejką linową (co ciekawe, przejazd jest na normalne bilety komunikacji miejskiej).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Z atrakcji wewnętrznych chyba tylko Hradczany się bronią, bo reszta - niestety zarówno muzea (Muchy, Veletrzni palac, Narodowe w remoncie) jak i inne obiekty, typu wieża telewizyjna na Žižkov‎ie, raczej rozczarowują. Czasami rozczarowują tym, że są po prostu... no, słabe, jak ta wieża, a czasami tym, że są regularnie zawalone turystami. Np. na Most Karola nie ma co w ogóle przychodzić po 10 rano. Stragan na straganie a między nimi lawirują tysiące turystów.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W takich chwilach najlepiej udać się do knajpy ;)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I tutaj przy okazji refleksja - jednak w Czechach znajdujemy się nadal na tradycyjnie słowiańskim obszarze, na którym może się okazać, że turysta, jeśli tylko się nie umie obronić, walony jest na wszystkim jak się da. Tak wspominam na przykład wizytę w knajpie U Vejvodu, w której okazało się, że chlebek jako przystawka do dania z knedlami chlebowymi (!) jest obowiązkowy (i płatny, i nie można zrezygnować), zaś kelnerka do rachunku dolicza sobie 15% napiwku, który też jest obowiązkowy. Oczywiście pewnie można by się o to wykłócić, ale pewnie z jej szefem i pewnie po czesku. Z nią, po angielsku - raczej nie. Zresztą, nie po to wchodzę do knajpy na obiad i piwo żeby się wykłócać.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Szczęśliwie, takiego zawodu nie sprawiają wszystkie lokale. Gdyby ktoś szukał, to mogę spokojnie polecić:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;1. W centrum - &lt;a href="http://www.umedvidku.cz/"&gt;U Medvídků&lt;/a&gt;: genialne warzone na miejscu piwo (można podejrzeć proces), dobre żarcie, napiwek wcale nie okazuje się obowiązkowy, ale obsługa jest tak fajna, że tradycyjne 10% wyskakuje z kieszeni bez zbędnych protestów.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;2.Na Žižkov‎ie - &lt;a href="http://www.umarianskehoobrazu.cz/"&gt;U Mariánského obrazu&lt;/a&gt;: świetna kuchnia i fajna, swobodna atmosfera. Taka niezbyt turystyczna lokalna knajpa.&lt;br /&gt;Oraz tuż obok - absolutny przebój naszej wycieczki - &lt;a href="http://www.usadu.cz/"&gt;Pivnice U Sadu&lt;/a&gt;. Też lokalnie, też kuchnia bez żadnych pytań, uwag czy zastrzeżeń, koncepcje kulinarne takie jak np. trzy wielkie kotleciska z trzech rodzajów mięsa, bez żadnych dodatków (oczywiście można domówić, ale po co ;) ), które podbiły moje serce. Dobre piwka, np. odkrycie wycieczki - &lt;a href="http://www.pivovarsvijany.cz/"&gt;Svijany&lt;/a&gt; - albo równie ciekawy &lt;a href="http://www.berounskymedved.com/"&gt;Berounský medvěd&lt;/a&gt;. No i atmosfera - od późnego przedpołudnia do nocy coraz większy tłum w lokalu i w ogródku przed nim, ludzie, którzy przychodzą od siebie, z nieodległych domów, żeby posiedzieć i pogadać przy piwku i dobrym jedzeniu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W ogóle Žižkov‎ i sąsiednie Vinohrady to fantastyczne dzielnice - blisko centrum, a jednak w ogóle bez tłumów zwiedzających. Stare kamienice, małe knajpki i lokalne restauracje. No i do tego ta przepiękna wieża... ;)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przy okazji za podpowiedzi co do organizacji zwiedzania dziękuję Piotrkowi i Rudemu. Zwłaszcza sugestie co do wyboru knajp okazały się, z drobnym wyjątkiem, cenne!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kilka (...set, w końcu ja mało nie umiem ;&amp;gt; ) fotek na Picasie:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="https://picasaweb.google.com/witold.woicki/PragaWrocAw2431072011" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://4.bp.blogspot.com/-1Z9ewMB_foM/TjY8RolHayI/AAAAAAAAOmM/gHsWjGtLv6A/s320/IMGP8268.JPG" width="240" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2068029636685617760-3111903197752892167?l=witoldwoicki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://witoldwoicki.blogspot.com/feeds/3111903197752892167/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=2068029636685617760&amp;postID=3111903197752892167' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2068029636685617760/posts/default/3111903197752892167'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2068029636685617760/posts/default/3111903197752892167'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://witoldwoicki.blogspot.com/2011/08/praga-at-last.html' title='Praga, at last!'/><author><name>donwito.net</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12542145113588418753</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-1Z9ewMB_foM/TjY8RolHayI/AAAAAAAAOmM/gHsWjGtLv6A/s72-c/IMGP8268.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2068029636685617760.post-2231348675456682764</id><published>2011-08-01T09:41:00.001+02:00</published><updated>2011-08-01T09:41:31.969+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='cytat'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='książka'/><title type='text'>Filip, Ota: Wniebowstąpienie Lojzka Lapaczka ze Śląskiej Ostrawy</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-Gs_PsO74Qbs/TjZX_CSq3iI/AAAAAAAAOt4/ew6jGLqydPM/s1600/lapaczek.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="200" src="http://3.bp.blogspot.com/-Gs_PsO74Qbs/TjZX_CSq3iI/AAAAAAAAOt4/ew6jGLqydPM/s200/lapaczek.jpg" width="124" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;blockquote&gt;"Nie umiesz już wierzyć - mógłby powiedzieć Ludwa - nieźle cię to  walnęło, we łbie masz poupychanych tyle doświadczeń, że się o nie  potykasz... Wstajesz, znów się potykasz i jesteś w dołku..."&lt;br /&gt;"Masz  rację, Ludwa - musiałbym odpowiedzieć - ale co ty możesz wiedzieć o  moich żyłkach i haczykach, które się we mnie wbijają i ciągną mnie tam,  dokąd nie chcę. [...] Ludwa, taki jest mój świat! Dawniej myślałem, że  ruszę na wojnę i wygram choćby jedną, ale decydującą bitwę, nie doszło  jednak do niej i to jest moja katastrofa. Toczyłem tylko daremne, głupie  potyczki, nic więcej. Ludwa, zawsze pragnąłem kogoś nienawidzić, ale  nawet tego nie potrafię. Znam usprawiedliwienia i mowy obrończe dla  wszystkich, lecz gdybym je wygłosił, zorientowałbyś się, że właściwie  bronię siebie. Teraz wszyscy poszukujemy w sobie korzeni uczciwości.  Chyba nadchodzi czas, kiedy będę mógł je w sobie wyhodować i wypatrzyć  kawałek solidnej ziemi, gdzie je zapuszczę bez obawy, że ktoś mnie znowu  przesadzi i przytnie pędy wedle własnego upodobania. Ludwa, taką mam  wielką nadzieję w tym roku!"&lt;br /&gt;Tak sobie w myślach rozmawiałem z Ludwą, podczas gdy Anka opierała głowę o moje ramię.&lt;br /&gt;Czekałem cierpliwie, jakimi mnie zarazi marzeniami.&lt;br /&gt;[s. 546]&lt;/blockquote&gt;&lt;br /&gt;W pewnym momencie zaczęła mnie ta książka niesamowicie irytować, bo bohater miejscami spełnia wszystkie kryteria przynależności do mojej kategorii &lt;i&gt;cipowatych bohaterów. &lt;/i&gt;A cipowatych bohaterów, czyli w dużym skrócie takich, którzy nie potrafią podjąć nigdy żadnej decyzji, nie znoszę aż do wyrzygania. Ale im bardziej opowieść tego cipowatego bohatera się rozwijała, tym bardziej zauważałem, że to raczej ten rodzaj cipowatości programowej - niepodejmowania żadnych decyzji w ramach własnej strategii przetrwania - o którym już czytałem przed chwilą np. w reportażach Szczygła.&amp;nbsp; &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;blockquote&gt;"Przegrałeś - szepnąłem sam do siebie - przegrałeś, i to w marnym stylu. Jakże jesteś żałosny!"&lt;br /&gt;Ale  nie złościłem się na siebie, wręcz odwrotnie: uświadamiałem sobie, że  ta haniebna porażka przynosi mi specyficzną ulgę. Zawsze po ciężkim  laniu przekonywałem siebie samego, że w gruncie rzeczy odniosłem moralne  zwycięstwo i że nie przystoi mi, żebym ja też wymachiwał wokół siebie  pięściami. Ze strachu po prostu jestem demokratą.&lt;br /&gt;Gardzę przemocą  tylko dlatego, że boję się odpowiedzialności za nią. Odzwyczaiłem się od  ponoszenia jakiejkolwiek odpowiedzialności. Całkowicie rozmyślnie  zostawiam ją tym, którzy mnie zeszmacili. Ale żeby nie czuć się zbyt  upokorzony i bezsilny, przypisuję swojej postawie moralną przewagę nad  brutalnością. Chciałbym doczekać chwili uzyskania takiej zwyczajnej,  fizycznej, zwierzęcej przewagi, gdy dojrzałaby we mnie odwaga, by walnąć  kogoś w łeb z pełną świadomością, że za ten cios poniosę pełną  odpowiedzialność przed sobą oraz przed innymi.&lt;br /&gt;[s. 443]&lt;/blockquote&gt;&lt;br /&gt;Warto zresztą pamiętać, że ta książka, choć u nas wydana stosunkowo niedawno (w 2005), ma już prawie czterdzieści lat. Napisana w 1973 roku opisuje okres od lat 20. do roku 1968. I gdzie jak gdzie, ale w Morawskiej i Śląskiej Ostrawie jakaś strategia przetrwania była w tych czasach potrzebna.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Strategie przetrwania miały jednak to do siebie, że nieuchronnie brudziły człowieka w jakiś sposób, i dlatego czasami czyta się tę książkę z takim wewnętrznym &lt;i&gt;ble&lt;/i&gt;, ale przeczytać warto. Chociażby dlatego, że jednak poza moralnymi dylematami, jest tam sporo znakomitych historii ludzi i opisów miasta, którego wielokulturowość i wielonarodowość jest wręcz fascynująca. No i jeszcze, wszystko to opisywane w sporej części z perspektywy fanów lokalnej piłki.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;blockquote&gt;W tym mieście mogło się zdarzyć cokolwiek, no i się zdarzało. Gipsowa Matka Boska z kościoła w Śląskiej Ostrawie zapłakała, kiedy podczas procesji ktoś jej utrącił prawą rękę. W prawdzie ręka została przyklejona, ale byle jak, więc Matka Boska płacze ponoć do dzisiaj.&lt;br /&gt;Pewien górnik z Muglinowa odmówił miejskiemu muzeum sprzedaży cennego meteorytu, bo wybornie pasował mu jako przycisk na beczkę do kiszenia kapusty.&lt;br /&gt;- Kapusta ma wspaniały smak, od kiedy przyciskam ją meteorytem - oznajmił dziennikarzom.&lt;br /&gt;Pewnego letniego wieczoru zaatakowała miasto chmara jętek, paraliżując miejską komunikację. Prorocy z Radwanic wyłożyli to przyrodnicze zjawisko jako ostrzeżenie przed nadchodzącą katastrofą. Tylko że w mieście żelaza katastrofy zdążyły już spowszednieć.&lt;br /&gt;Dyrektor generalny kopalń zwinął kasę z siedmioma milionami. Złapali go aż w Panamie. Ze skradzionych milionów nie miał już ani korony - w ciągu pół roku zdążył przeputać wszystko.&lt;br /&gt;- Teraz jestem zadowolony. Miałem najpiękniejsze kobiety z Paryża, Miami Beach i Hawany. Po dwudziestu latach życia z moją megierą, koniecznie potrzebowałem zmiany - oświadczył przed sądem pan dyrektor.&lt;br /&gt;Sędzia Ernest Wurzel uniewinnił mężczyznę, który w przypływie zazdrości zabił żonę żelazkiem.&lt;br /&gt;- Żal mi było gościa - oznajmił pan Wurzel w kawiarni "Feniks" znanemu dziennikarzowi, w związku z czym jego słowa trafiły do "Czeskiego Słowa Wieczornego". - Gdyby, miał odwagę zabić swoją Sarę, a przy tym wiedział, że trafię na sędziego, który byłby w stanie mnie zrozumieć, tak jak ja zrozumiałem tego nieboraka, zrobiłbym to jeszcze dziś wieczorem.&lt;br /&gt;Wszystko, co gdzie indziej traktowano by jako dziwaczną ekstrawagancję, tutaj odbierano niemal obojętnie, rejestrując to po prostu jako fakt.&lt;br /&gt;Uwagi nie zwrócił nawet pan Hubert Muszial, były zawodnik FC Śląska Ostrawa, typ myślącego sportowca, który po wykluczeniu z drużyny wziął się za spirytyzm, zakładając Sektę Uczniów z siedzibą w radwanickim Domu Duchów. Uczniowie uprawiali okultyzm, dorabiając sobie kieszonkowymi kradzieżami.&lt;br /&gt;[s. 220-221]&lt;/blockquote&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2068029636685617760-2231348675456682764?l=witoldwoicki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://witoldwoicki.blogspot.com/feeds/2231348675456682764/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=2068029636685617760&amp;postID=2231348675456682764' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2068029636685617760/posts/default/2231348675456682764'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2068029636685617760/posts/default/2231348675456682764'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://witoldwoicki.blogspot.com/2011/08/filip-ota-wniebowstapienie-lojzka.html' title='Filip, Ota: Wniebowstąpienie Lojzka Lapaczka ze Śląskiej Ostrawy'/><author><name>donwito.net</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12542145113588418753</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-Gs_PsO74Qbs/TjZX_CSq3iI/AAAAAAAAOt4/ew6jGLqydPM/s72-c/lapaczek.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2068029636685617760.post-6743010125845798860</id><published>2011-07-23T14:21:00.001+02:00</published><updated>2011-07-23T14:21:36.979+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='cytat'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='książka'/><title type='text'>Hrabal, Bohumil: Bambini di Praga</title><content type='html'>&lt;blockquote&gt;Zamiatacz miejski, potężne chłopisko w kombinezonie, cały w kurzu, porośnięty kłakami niczym kaktus, długimi ruchami miotły zamiatał bruk uliczny, gwiżdżąc powolną frazę symfonii... Właśnie przerwał zamiatanie, oparł się plecami o drabinę przy latarni i głośno się użalił:&lt;br /&gt;- Ależ ci ludzie są głupi! Straaaasznie głupi! O rany, jacy głupi!&lt;br /&gt;Pan Wiktor schodząc po drabinie postawił nogę na głowie zamiatacza. Zamiatacz namacał bucik, później kostkę. Podniósł więc oczy i popatrzył w nogawki.&lt;br /&gt;- Człowieku, skąd pan idzie?&lt;br /&gt;- Z nieba.&lt;br /&gt;- No a jak tam jest?&lt;br /&gt;- Doskonale!&lt;br /&gt;- W takim razie katolicy mają szczęście - powiedział zamiatacz odsuwając się.&lt;br /&gt;I znów ujął miotłę i długimi ruchami niczym metronom zaczął poganiać przed sobą papierki i liście i obłoczek kurzu.&lt;br /&gt;- Ależ ci ludzie są głupi! Straaaasznie głupi! O rany, jacy głupi! Gdyby wiedzieli, co to jest porządna muzyka! - krzyczał zamiatacz, po czym zaczął gwizdać wybijając sobie takt miotłą niczym metronomem.&lt;br /&gt;[s. 29]&lt;/blockquote&gt;&lt;br /&gt;O rany, jaka ta książka jest głupia ;) Dawno nic tak pokręconego nie czytałem. Rewelacja. &lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2068029636685617760-6743010125845798860?l=witoldwoicki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://witoldwoicki.blogspot.com/feeds/6743010125845798860/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=2068029636685617760&amp;postID=6743010125845798860' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2068029636685617760/posts/default/6743010125845798860'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2068029636685617760/posts/default/6743010125845798860'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://witoldwoicki.blogspot.com/2011/07/hrabal-bohumil-bambini-di-praga.html' title='Hrabal, Bohumil: Bambini di Praga'/><author><name>donwito.net</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12542145113588418753</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2068029636685617760.post-5075553427652191156</id><published>2011-07-22T10:24:00.010+02:00</published><updated>2011-07-22T10:24:00.420+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='cytat'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='książka'/><title type='text'>Kaczorowski, Aleksander: Praskie łowy</title><content type='html'>Średnio jest to napisane - historia jest stworzona i poprowadzona bez polotu. Tak jakby koncept był następujący - opowieść trochę o tym, o czym mówią &lt;a href="http://witoldwoicki.blogspot.com/2011/07/szczygie-mariusz-gottland.html"&gt;reportaże Szczygła&lt;/a&gt;, czyli o przepracowywaniu czeskich traum narodowych, związanych z postawami wobec kolejnych reżimów i kolejnych okupantów, ale opowieść bardzo osobista, zanurzona w indywidualnych doświadczeniach bohaterów, czasem Czechów, a czasem ludzi z zewnątrz, a jednak zakochanych w Pradze, przeżywających Pragę, mówiących o Pradze nierzadko lepiej, ciekawiej i z większymi emocjami niż jej rodowici mieszkańcy. Ale z dobrego konceptu wyszła realizacja nijaka. W wielopoziomowej konstrukcji tekstu raz po raz opowiadani zaczynają sami opowiadać, ale gdzieś się z czasem to gmatwa, przestaje być spójne, przestaje się łączyć jedno z drugim, więc autor dorzuca co i rusz seksualne aluzje albo opisy erotycznych przygód, które owszem, niby trochę dokładają do obrazu miasta, ale jednak bardziej to wygląda na rozpaczliwe łatanie tekstu niż na snucie przemyślanej opowieści.&lt;br /&gt;Co jednak trzeba tej książce przyznać - to, że kiedy już zaczyna mówić o samej Pradze, robi to bezbłędnie. Tak, że ma się ochotę natychmiast pojechać i zobaczyć to miasto na własne oczy, posiedzieć w knajpach, pogadać z ludźmi, pójść na spacer, spróbować jedzenia... chociaż:&lt;br /&gt;&lt;blockquote&gt;Czeska kuchnia; Miriam wzdrygnęła się na samą myśl o niej. Choćbyś nie wiem co zamówiła, zawsze dostawałaś brązowe mięso w brązowym sosie. Ciężkie sosy, gąbczaste knedle, obrzydliwe sałatki z kartofli... Miriam starała się nie brać tego świństwa do ust. Z konieczności została wegetarianką; [...]&lt;br /&gt;[s. 138]&lt;/blockquote&gt;&lt;br /&gt;I generalnie, jeśli chodzi o sam język, to też dramatu nie ma, gdyby nie te niedostatki w opowieści, to czytałoby się całkiem przyjemnie. A, no i jeszcze taki nieuk jak ja ma okazję podłapać parę nazwisk malarzy i pisarzy, poza Kunderą,&amp;nbsp; Hrabalem i Muchą.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2068029636685617760-5075553427652191156?l=witoldwoicki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://witoldwoicki.blogspot.com/feeds/5075553427652191156/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=2068029636685617760&amp;postID=5075553427652191156' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2068029636685617760/posts/default/5075553427652191156'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2068029636685617760/posts/default/5075553427652191156'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://witoldwoicki.blogspot.com/2011/07/kaczorowski-aleksander-praskie-owy.html' title='Kaczorowski, Aleksander: Praskie łowy'/><author><name>donwito.net</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12542145113588418753</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2068029636685617760.post-2516359953425587029</id><published>2011-07-21T12:21:00.000+02:00</published><updated>2011-07-21T12:21:12.906+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='cytat'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='książka'/><title type='text'>Szczygieł, Mariusz: Gottland</title><content type='html'>&lt;blockquote&gt;To wiemy: niewielki naród, aby przetrwać w niesprzyjających okolicznościach, musi się dostosować. Wyniósł to z czasów Habsburgów i Protektoratu Czech i Moraw.&lt;br /&gt;Pisarz Pavel Kohout zwraca uwagę, że po wojnie w Czechosłowacji nie było sowieckich wojsk, nie było żadnego puczu, komuniści mieli autentyczne poparcie, a w wyborach 1946 roku zdobyli ponad czterdzieści procent głosów. Naród czeski zaznał zaboru i okupacji w 1938 roku, zdradziły go Wielka Brytania i Francja, więc gdy komuniści przejmowali władzę, wydawało się, że Związek Radziecki jest jedynym pewnym oparciem.&lt;br /&gt;Zresztą sto lat wcześniej budziciel czeskiej świadomości narodowej František Palacký przewidywał, że jeśli Czesi kiedykolwiek zbliżą się z Rosją, będzie to z ich strony akt desperacji.&lt;br /&gt;- Dlatego - mówi Pavel Kohout - później tak trudno było przyznać się tym, którzy poparli komunistów, że nieświadomie oddali przysługę diabłu. A to stało się jasne bardzo szybko.&lt;br /&gt;[s. 81-82]&lt;/blockquote&gt;&lt;br /&gt;Zbiór rewelacyjnych tekstów - o czym w sumie pewnie wiedział każdy poza mną: tłumaczenia na kilka języków, finał Nike 2007, Nike Czytelników, Europejska Nagroda Literacka 2009, to nie przytrafia się każdej polskiej książce... - który pokazuje z jednej strony zaskakujące&lt;sup&gt;1&lt;/sup&gt; podobieństwa losów Czech i Polski na przestrzeni ostatnich stu lat, a jednocześnie wyraźne różnice. Różnice chociażby w dzisiejszym podejściu do tego, co się działo pomiędzy 1946 a 1989 rokiem. To &lt;i&gt;niemówienie&lt;/i&gt;, podczas kiedy w naszym pięknym kraju zdaje się, że nie słuchać nic poza &lt;i&gt;mówieniem&lt;/i&gt;, jest niezwykłe i niespodziewane. Ale może "małe narody" tak właśnie mają, może to metoda na przetrwanie, na wytrzymanie nie tylko z innymi, ale też samemu ze sobą? W zasadzie prawie to samo pokazywał rok temu &lt;i&gt;&lt;a href="http://witoldwoicki.blogspot.com/2010/10/hrebejk-jan-czeski-bad.html"&gt;Czeski błąd&lt;/a&gt;.&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Miałem jeszcze gdzieś całkiem fajny fragment o "narodzie zbyt małym żeby ginąć bohatersko, ale wystarczająco dużym, żeby starać się przeżyć", ale mi zginął. Żałuję okrutnie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Co do samego stylu pisarskiego jeszcze - zwrócił mi na to uwagę przedwczoraj Bako, kiedy zaczynałem lekturę, a po zakończeniu mogę potwierdzić - choć Szczygieł pisze znakomicie, to jednak na dłuższą metę jego charakterystyczny sposób konstruowania tekstów staje się irytujący. Zawsze to samo: przeplatają się dwa czasy, opcjonalnie opowieść jest serią obrazków opatrzonych datami (i zawsze w czasie teraźniejszym historycznym), albo wynika z "w tym samym czasie rozgrywających się pozornie ze sobą niezwiązanych zdarzeń". Ładnie wychodzi, ale w zbiorze kilku identycznie skonstruowanych tekstów zaczyna męczyć.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;---&lt;br /&gt;[1] Zaskakujące głównie dlatego, że z polskocentrycznej perspektywy, któż na codzień myśli o Czechach jako o uczestnikach tych samych wydarzeń?&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2068029636685617760-2516359953425587029?l=witoldwoicki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://witoldwoicki.blogspot.com/feeds/2516359953425587029/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=2068029636685617760&amp;postID=2516359953425587029' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2068029636685617760/posts/default/2516359953425587029'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2068029636685617760/posts/default/2516359953425587029'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://witoldwoicki.blogspot.com/2011/07/szczygie-mariusz-gottland.html' title='Szczygieł, Mariusz: Gottland'/><author><name>donwito.net</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12542145113588418753</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2068029636685617760.post-3262346133409970104</id><published>2011-07-12T18:02:00.002+02:00</published><updated>2011-07-12T18:02:00.963+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='cytat'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='książka'/><title type='text'>Milewski, Piotr: Rok nie wyrok</title><content type='html'>&lt;blockquote&gt;Gangsterzy i dilerzy spędzą Święto Dziękczynienia raczej banalnie: obżerając się przed telewizorami. Khaisha&lt;sup&gt;1&lt;/sup&gt; znów wyjeżdża ze swoim kosmosem i pyta, kto będzie oglądał paradę Macy's. Bez parady - jak wiadomo - święto jest w Ameryce nieważne. A "największy dom towarowy świata" organizuje, od lat dwudziestych ubiegłego wieku, największą na świecie paradę dziękczynną. Główną atrakcją są piętnastometrowe balony, wyobrażające różne wesołe stworzonka rodem z komiksów i filmów animowanych. Jest też pięciuset klaunów, dziesięć orkiestr marszowych i osiemset dziewcząt w miniówach, które machają pomponami, kibicując złotemu cielcowi bezwstydnej konsumpcji. No i Santa Claus/Hanukkah Joe zachęcający gromkim "Ho, ho, ho!" do robienia gwiazdkowych zakupów właśnie w Macy's. Jak mawiał David Hannum, a nie P.T. Barnum, nowy frajer rodzi się co minutę. Bandyci spoglądają na terapeutkę z politowaniem. Sport będą oglądać. Futbol znaczy, bo bejsbol jest dla białasów.&lt;br /&gt;Kto przygotuje pokarm? Samice&lt;sup&gt;2&lt;/sup&gt;. Żaden z panów zgromadzonych w sali nigdy nawet nie próbował nic ugotować. Zostaną pochwalone za kreatywność i wysiłek? Przygotowanie pokarmu to zasrany obowiązek samicy, powinna być zadowolona, że pan zje. I wypije. I nie kopnie.&lt;br /&gt;- Czy moja chwali czek, gdy prezentuję? - pyta retorycznie Uroda&lt;sup&gt;3&lt;/sup&gt;. - O jaki ładny, różowiutki, jak super pachnie i jaki mięciutki? No! Więc ja żarcia też nie chwalę.&lt;br /&gt;- Wódeczka?&lt;br /&gt;- Alkohol nie jest substancją odurzającą, którą preferuję - stwierdza Tian. - Lecz śmigam do ojca, a dla ojca alkohol jest substancją odurzającą, którą preferuje. Ostro preferuje!&lt;br /&gt;Uroda unosi brew.&lt;br /&gt;- Jestem w połowie Portoryko. Od strony matki. Będzie jazda.&lt;br /&gt;- Co polewa rodzina?&lt;br /&gt;- Przecież mówię, że Portoryko w połowie jestem. Pijemy, jak podleci. Piwo, wino, rum, wódka, burbon, brandy, koktajle...&lt;br /&gt;Omar skoncentruje się na pokarmie.&lt;br /&gt;- W Święto Dziękczynienia musisz oszamać tyle, żeby przez tydzień chorować. Jak byłem mały, pamiętam, przybiegałem z boja, co pięć minut, na chatę, zajrzeć do kuchni, i za każdym razem inny zapach mnie witał. Indyk, żurawina, nadzienie, sosy, kukurydza w kolbach, słodkie ziemniaki, włoska kapusta, chleb kukurydziany, placek z dyni, placek owocowy... - wylicza. - Całe święta to są dla mnie te zapachy różnych pokarmów, od rana, co się unoszą w powietrzu. Nie jem nic przez dwadzieścia cztery, szykuję miejscówkę na całe żarcie, co matka z babką zgotują.&lt;br /&gt;A Elia w ogóle nie będzie obchodził Święta Dziękczynienia. Czemu? Bo jest z Izraela. Obchodzi inne święta, żydowskie. A jakie? Chanukę na przykład.&lt;br /&gt;- I co robicie w taką Chanukę? - interesuje się Uroda.&lt;br /&gt;- Jemy, śpiewamy.&lt;br /&gt;- Co jecie?&lt;br /&gt;- Pieczeń wołową, czasem pieczoną perliczkę, placki ziemniaczane ze śmietaną albo sosem jabłkowym, zieloną fasolkę, ciasto na miodzie z migdałami, dzieci dostają czekoladki i cukierki.&lt;br /&gt;- W karty gracie?&lt;br /&gt;- Nie.&lt;br /&gt;- W warcaby?&lt;br /&gt;- Też nie, nasze święta są religijne.&lt;br /&gt;- Ale ten drejdel* puszczacie, komu się będzie dłużej kręcił, co nie?&lt;br /&gt;- A drejdel to tak.&lt;br /&gt;- Czyli macie jakieś gry świąteczne?&lt;br /&gt;- Mamy.&lt;br /&gt;- Szkoda, że takie chujowe... - zauważa Tian.&lt;br /&gt;Idziemy świętować.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;* Chanukowy bąk - świąteczna zabawka dla dzieci.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;[s. 154-155]&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;---&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;[1] Terapeutka.&lt;br /&gt;[2] Oryg.: &lt;i&gt;females&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;[3] Oryg.: &lt;i&gt;Lookie &lt;/i&gt;&lt;br /&gt;Trzy powyższe były wyjaśnione w przypisach wcześniej, podaję tu osobno dla zachowania jasności cytatu - ww.&lt;/blockquote&gt;&lt;br /&gt;Książka, która jest idealnym uzupełnieniem &lt;a href="http://en.wikipedia.org/wiki/The_Wire"&gt;serialu &lt;i&gt;The Wire&lt;/i&gt;&lt;/a&gt; - o Ameryce innej niż ta z pocztówek, a nawet innej niż ta z doniesień medialnych, które przebijają się na naszą stronę Atlantyku. O Ameryce tak daleko od &lt;i&gt;american dream&lt;/i&gt;, że chyba dalej się nie da. W zasadzie nawet o pewnym rodzaju &lt;i&gt;american nightmare&lt;/i&gt;. Ludzie, o których to jest, nie wiem, czy nawet powiedzieliby o sobie, że są Amerykanami. Nie głosują, nie pracują, nie płacą podatków, nie uczą się, nie zakładają rodzin - nie w oficjalnym tego słowa znaczeniu - ba!, nawet nie posługują się już angielskim, nie takim, jakiego można nauczyć się z jakiejkolwiek książki. Ale to, co w sumie bardziej przerażające, to wizja państwa, które stoi niejako po drugiej stronie muru. Państwa, które swoje wewnętrzne problemy potrafi rozwiązywać jedynie systemem kar i represji. Które utraciło resztki ludzkiego oblicza, stało się rozrośniętą biurokratyczną machiną, mającą na wszystko ujednoliconą odpowiedź: procedura, standaryzacja, dostosowanie, kara.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mało mam w sumie styczności z moim lokalnym aparatem państwowym. Płacę podatki, skarbówka nic ode mnie nie chce. Policja mnie nie zatrzymuje jakoś do kontroli. Firmy nie prowadzę, w konflikty z prawem udaje mi się chwilowo nie popadać. Może mam jakieś wyidealizowane spojrzenie na nasze państwo, ale myślę sobie, że takiej beznadziei, takiego stopnia skomplikowania, takiego odczłowieczenia, które pozostawia w kliencie/petencie/interesancie tylko bezradność i kumulujący się gniew, to chyba u nas nie ma. A jeśli kiedyś i u nas będzie tak, jak Ameryce w wersji Milewskiego, to pora spierdalać. Tylko gdzie?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przy okazji na marginesie - świetny język. Czyta się jednym tchem. I naprawdę udane, a jeśli nie zawsze udane, to przynajmniej ciekawe podejście do tłumaczenia na polski tego slangu. Może w cytowanym kawałku nie widać tego aż tak dobrze, ale zapewniam - warto na to zwrócić podczas lektury uwagę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I do obejrzenia serialu też zachęcam. Mistrzowski - no i zamknięty, pięć sezonów i szlus, więc nie ma ryzyka, że się człowiek wkręci w kolejny niekończący się tasiemiec.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2068029636685617760-3262346133409970104?l=witoldwoicki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://witoldwoicki.blogspot.com/feeds/3262346133409970104/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=2068029636685617760&amp;postID=3262346133409970104' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2068029636685617760/posts/default/3262346133409970104'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2068029636685617760/posts/default/3262346133409970104'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://witoldwoicki.blogspot.com/2011/07/milewski-piotr-rok-nie-wyrok.html' title='Milewski, Piotr: Rok nie wyrok'/><author><name>donwito.net</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12542145113588418753</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2068029636685617760.post-6817771323539264800</id><published>2011-07-11T17:47:00.000+02:00</published><updated>2011-07-11T17:47:40.070+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='cytat'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='książka'/><title type='text'>Piątek, Tomasz: Wąż w kaplicy</title><content type='html'>&lt;blockquote&gt;- Znałem takiego&lt;i&gt; [wynalazcę; rozmowa toczy się w kontekście konstruktora pierwszych, eksperymentalnych samochodów w Krakowie przed I Wojną - ww]&lt;/i&gt; w Warszawie - powiedział pan Władysław i wszyscy zwrócili się nagle w jego stronę, albowiem przez ostatni miesiąc milczał. - Znałem takiego w Warszawie, w Szkole Głównej. Na swoim stryszku laboratorium prawdziwe sobie urządził. O niczym innym nie chciał wiedzieć, tylko coś tam majstrował, ze słoiczków kolby sobie porobił, menzurki, na nich ołówkiem miary porysował. Chciał nowe czernidło do butów czy do kałamarzy wynaleźć. Ale patrzcie - zamiast czernidła wyszedł mu płyn wybuchowy. Gdy to zobaczył, zrozumiał, jak to swoje laboratorium odkupić, znaczy swoją winę. Zrobił bombę i poszedł z nią do teatru, gdzie wiedział, że lożę trzyma generał Samodinow, i zamachnął się na niego...&lt;br /&gt;- I zabił?&lt;br /&gt;- Nie. bo go ordynans do loży wpuścić nie chciał. Ale zginął z ta bombą w drzwiach. I winę odkupił - a to może i lepiej, że człowieka nie zabił.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;[s. 64]&lt;/blockquote&gt;&lt;br /&gt;No i dupa. Mogło być cudownie, bo ja, element z ducha antypolski, antykatolicki, niepatriotyczny, przeszyty zdradzieckim kosmopolityzmem, na nic innego wszak nie czekam jak na okazję do wyśmiania, wydrwienia, wyszydzenia polskiej tradycji, polskiej wiary, polskiej historii, polskiego bohaterstwa i męczeństwa, polskiego patriotyzmu. Ale tutaj wyszła jakaś dęta historiozofia czy historyczna/historiozoficzna fantastyka i cały plan wziął w łeb. Próba zrozumienia fenomenu polskiego straceńczego patriotyzmu przechodzi w poważną (patetyczną znaczy) refleksję, że wyjaśnienia nie ma. No to fajnie, 205 stron na nic. I nawet czytało się jakoś mniej płynnie &lt;a href="http://witoldwoicki.blogspot.com/2009/07/piatek-tomasz-paac-ostrogskich.html"&gt;niż ostatnio&lt;/a&gt;.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2068029636685617760-6817771323539264800?l=witoldwoicki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://witoldwoicki.blogspot.com/feeds/6817771323539264800/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=2068029636685617760&amp;postID=6817771323539264800' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2068029636685617760/posts/default/6817771323539264800'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2068029636685617760/posts/default/6817771323539264800'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://witoldwoicki.blogspot.com/2011/07/piatek-tomasz-waz-w-kaplicy.html' title='Piątek, Tomasz: Wąż w kaplicy'/><author><name>donwito.net</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12542145113588418753</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2068029636685617760.post-2472725284109444580</id><published>2011-07-11T12:34:00.001+02:00</published><updated>2011-07-11T14:01:41.438+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='blog'/><title type='text'>KitKat</title><content type='html'>Michał przywiózł mi (dzięki!) z Japonii KitKaty smakowe. Żarłem i robiłem notatki:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-ngiZMvyELxs/ThrQNQFNAMI/AAAAAAAAOg4/-TcDga6dhLs/s1600/wasabi.jpeg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="133" src="http://1.bp.blogspot.com/-ngiZMvyELxs/ThrQNQFNAMI/AAAAAAAAOg4/-TcDga6dhLs/s200/wasabi.jpeg" width="200" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&amp;nbsp;Wasabi - myślałem, że wasabi jest ostre, a to jest mdłe. I raczej takie bez smaku.&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-dsOJvDNn_ms/ThrQNgyfKhI/AAAAAAAAOg8/SS9sMHsoenc/s1600/tiramisu.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="200" src="http://1.bp.blogspot.com/-dsOJvDNn_ms/ThrQNgyfKhI/AAAAAAAAOg8/SS9sMHsoenc/s200/tiramisu.jpg" width="200" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&amp;nbsp;Tiramisu - bardzo słodkie, nawet jak na tiramisu. Ale smakuje poprawnie, w sensie tym, czym powinno.&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-soaCEsKsXHU/ThrQN6cQNJI/AAAAAAAAOhA/-O95KxKHQlQ/s1600/roasted_tea.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="95" src="http://2.bp.blogspot.com/-soaCEsKsXHU/ThrQN6cQNJI/AAAAAAAAOhA/-O95KxKHQlQ/s200/roasted_tea.jpg" width="200" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;i&gt;Roasted tea&lt;/i&gt; - nie wiem, czy to to, i czy dobrze zidentyfikowałem. Kwaskowate.&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-MNq1MS-1X58/ThrQOPWexxI/AAAAAAAAOhE/gIlO0ZMcOvk/s1600/greentea.jpeg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="149" src="http://3.bp.blogspot.com/-MNq1MS-1X58/ThrQOPWexxI/AAAAAAAAOhE/gIlO0ZMcOvk/s200/greentea.jpeg" width="200" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Zielona herbata - smak wyraźnie herbaciany, gorzkawy. Nie lubię zielonej herbaty, ale smak miało poprawny, w sensie taki właśnie, jakiego nie lubię.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I jeszcze dwa, do których nie mogę znaleźć obrazków. Jakaś taka herbata suszona, proszkowana... cholera wie. Niezłe. Nieco mdławe, ale też ze słodkawym posmakiem. Chyba najlepsze ze wszystkich. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I coś w stylu zielonego groszku, jakichś fasolek? - tak samo mdłe i nijakie jak wasabi.&lt;br /&gt;Dobrze było spróbować, jestem bogatszy o nowe doznania, ale jeśli kiedyś pojadę do Japonii, to raczej nie będę zaczynał wycieczki od szukania tych smaków KitKata po kioskach i sklepach. Niemniej za sam pomysł, dosyć rozbudowany, bo podobno są limitowane serie smaków różne dla różnych miast, np. inne dla Tokio niż dla Kioto, należy się pewien respekt.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;---&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Update jeszcze - warto zwrócić uwagę na zielonkawy kolor polewy, widać go na zdjęciu "zielonej herbaty". Wasabi, herbaciane (poza &lt;i&gt;roasted&lt;/i&gt;, które były brązowawo-pomarańczowe) i te groszkowate tez były w takich, w różnych tylko nieco odcieniach. Niezwykle apetyczne, jakby się glona wciągało. Ani jeden z tych wafelków nie był natomiast w kolorze, który dałoby się rozpoznać jako czekoladowy. Jasno- czy ciemnoczekoladowy, ale jakkolwiek czekoladowy. Nic.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2068029636685617760-2472725284109444580?l=witoldwoicki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://witoldwoicki.blogspot.com/feeds/2472725284109444580/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=2068029636685617760&amp;postID=2472725284109444580' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2068029636685617760/posts/default/2472725284109444580'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2068029636685617760/posts/default/2472725284109444580'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://witoldwoicki.blogspot.com/2011/07/kitkat.html' title='KitKat'/><author><name>donwito.net</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12542145113588418753</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/-ngiZMvyELxs/ThrQNQFNAMI/AAAAAAAAOg4/-TcDga6dhLs/s72-c/wasabi.jpeg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2068029636685617760.post-5888883677282877661</id><published>2011-07-11T11:29:00.000+02:00</published><updated>2011-07-11T11:29:41.525+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='cytat'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='książka'/><title type='text'>Rut, Přemysl: Lunatyczny przewodnik po Pradze</title><content type='html'>&lt;blockquote&gt;Święty Mikołaj i panna proszalna&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Mój Święty Mikołaju - westchnęła panna Aneżka, otwierając okno - ależ mam strapienie! Na co mi te kruczoczarne włosy, kocie oczy i talia osy, skoro nogi mam jak kaczka! Takie nogi nie doprowadzą mnie do ołtarza! Zmiłuj się nade mną, Święty Mikołaju, chociażby dla tego mojego Józefka! Za niego cię proszę, skoro dziś mamy piąty grudnia, to wsuń mi w pończochy takie nogi, żebym nie przynosiła mu wstydu w twoim kościele, amen".&lt;br /&gt;Zaczął prószyć śnieg. Panna Aneżka pomyślała, że to dobry znak. Przewiesiła przez parapet dwie pończochy, które miała na lepsze okazje, przymknęła okno i zaciągnęła roletę.&lt;br /&gt;Spała dobrze, bo trochę sobie przedtem popłakała, ale rano już nie mogła uleżeć w łóżku. Jeszcze było ciemno, kiedy podbiegła do okna - i znalazła pończochy wypełnione po brzegi nogami, jakich nie powstydziłyby się paryskie tancerki. Co prawda były zmarznięte na kość, ale panna Aneżka jęła na nich tak podskakiwać, aż poczuła w łydkach ogień. Kacze nogi odrzuciła kopniakiem w kąt jak stare drewniaki i wyszła z domu jako zupełnie inny człowiek, przynajmniej od pasa w dół.&lt;br /&gt;"Skoro jestem teraz od pasa w dół innym człowiekiem, powinnam prowadzić od pasa w dół inne życie" - rozmyślała, a rozpustnicy oglądali się za nią z błyskiem w oku. Jeden do niej mrugnął, drugi klepnął ją po pupie, a trzeci dyskretnie wsunął jej za podwiązkę sto koron. Dopiero wtedy panna Aneżka doceniła w pełni podarunek Świętego Mikołaja. "Na takich nogach człowiek w zasadzie powinien zejść na złą drogę" - przekonywała samą siebie. I jeszcze tego samego wieczoru zamieniła pokoik z białą lampką na pokój pod czerwoną latarnią. Wyprowadziła się z domu z widokiem na Świętego Mikołaja do ciemnego podwórka na Ungelcie. Od tej pory Józefek jej nie widział, a Święty Mikołaj nie mógł na nią patrzeć.&lt;br /&gt;"I jak ja teraz wyglądam? - przewracał się w chmurach z boku na bok i nie mógł zasnąć. - Ludzie tak lubią dostrzegać w świętych tajone grzechy, a ja mam wziąć na sumienie, że z porządnej dziewczyny zrobiłem dziewkę? Co to, to nie! Tak się nie będzie postępować z moimi darami!"&lt;br /&gt;Mikołaj nie rzucał słów na wiatr. Pewien samotny pan, który o zmroku zapłacił za każdą nogę Aneżki tyle złota, ile ważyła, o świcie zażądał zwrotu pieniędzy. Był to smutny widok: piec, krzesło, umywalka, łóżko, wieszak i tapety na ścianach opowiadały historie z tysiąca i jednej nocy, ale Szeherezada milczała. Siedząc na posłaniu, wysłużoną pierzyną zasłaniała nogi. Znów były kacze. Madame nie potrafiła tego wyjaśnić, klient składał to na karb kobiecej niestałości, tylko Mikołaja nikt o nic nie pytał.&lt;br /&gt;Aneżka w godzinę była na bruku. Jak inaczej wylatuje się z hotelu na godziny? Po raz ostatni rozejrzała się po pokoiku. Wydawało jej się, że dostrzegła w nim jeszcze większą zmianę na gorsze niż w swoich nogach. A przecież wszystko w nim było jak zawsze. Tylko ranek był mądrzejszy od wieczora. Aneżka zatrzasnęła drzwi.&lt;br /&gt;Poszła tam, gdzie ją brzydkie nogi poniosły: przez plac Staromiejski do Świętego Mikołaja. Uklękła w ławce kościelnej i zaczęła płakać jak stara ulicznica.&lt;br /&gt;Tak ją znalazł Józefek. O nic nie pytał. Wystarczyło mu, że się wstydziła. Ale - to typowe dla jej pokolenia - wstydziła się tylko swoich kaczych nóg.&lt;br /&gt;- I po co mi to mówisz? Przecież ja to wiem! - powiedział ze śmiechem Józefek. - Chyba sobie nie wyobrażasz, że uganiam się za tobą dla twoich kruczoczarnych włosów, kocich oczu czy talii osy? Takich dziewczyn jest na kopy! Wystarczy wyjść na promenadę. Ale te twoje nogi... - spojrzał na nie, kręcąc głową - ... czegoś takiego jeszcze nie widziałem. Słuchaj, Aneżko, czy w tych nogach nie mieszka czasem twoja dusza? Zwyczajne ciało nie może przecież tak wyglądać. Kiedy tak długo cię nie było, bardzo do nich tęskniłem i powiedziałem sobie, że dla tych twoich nóg wezmę sobie ciebie całą.&lt;br /&gt;Ślub odbył się u świętego mikołaja. Ksiądz mówił o tym, że miłość zaczyna się wtedy, kiedy niedostatki jawią się nam jako zalety.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;[s. 164-168]&lt;/blockquote&gt;&lt;br /&gt;Opowiadania raz lepsze raz gorsze, ale pisane bardzo fajnym językiem, zabawnym, takim trochę kojarzącym się z komiksami Baranowskiego. I do tego świetne fotki Pragi, a na końcu wyjaśnienia z jakich skrawków praskich faktów zbudowane są te bajki i fantazje.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2068029636685617760-5888883677282877661?l=witoldwoicki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://witoldwoicki.blogspot.com/feeds/5888883677282877661/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=2068029636685617760&amp;postID=5888883677282877661' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2068029636685617760/posts/default/5888883677282877661'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2068029636685617760/posts/default/5888883677282877661'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://witoldwoicki.blogspot.com/2011/07/rut-premysl-lunatyczny-przewodnik-po.html' title='Rut, Přemysl: Lunatyczny przewodnik po Pradze'/><author><name>donwito.net</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12542145113588418753</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2068029636685617760.post-7087302185502422004</id><published>2011-07-11T10:18:00.000+02:00</published><updated>2011-07-11T10:18:03.452+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='cytat'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='książka'/><title type='text'>Rudiš, Jaroslav: Niebo pod Berlinem</title><content type='html'>&lt;blockquote&gt;Siostra Katrin nazywa się Gisela Nebel, ale wszyscy mówią na nią Gazela, ponieważ ma długie nogi i szczupłe ciało, jeszcze dłuższe i chudsze niż Katrin. Jest trzy lata starsza, ma dwadzieścia osiem lat, pracowała jako barmanka, ale teraz opiekuje się pięcioletnim synem Alfredem, który zmieściłby się w szkolnym plecaczku, i trzydziestoletnim mężem Janem, który by się nie zmieścił nawet w dwudziestu plecaczkach.&lt;br /&gt;Jan Nebel ma brodę i trzy podbródki. Pracuje jako szef zmiany w rzeźni supermarketu w Neuköllen i mówi, że jest jak jest, ale jest z tego zadowolony. Domowy barek zaopatruje w bawarskie piwo kwaśnicowe a lodówkę w płaty polędwicy.&lt;br /&gt;Mieszkają w Kreuzbergu. Mieszkanie mają tanie i duże. Pod oknami wije im się u-jedynka, ale nie są tym zachwyceni, bo ich ponoć pociągi wyrywają ze snu, a ja wiem, o czym mówią, bo Żonię w Pradze pociągi też wyrywały ze snu. Nie była to ubana, ale pośpieszne na Hradec czy Ostrawę.&lt;br /&gt;W ostatnią sobotę zaprosili nas na kolację. Gazela właśnie wróciła z Amsterdamu, gdzie mieszka jej koleżanka ze szkoły średniej. Podobało jej się tam.&lt;br /&gt;Siostra mnie badawczo mierzyła wzrokiem i wciąż proponowała, że skręci jointa.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Katrin jej opowiadała, jak jechaliśmy we wtorek wieczorem ubaną z Kreuzbergu do Mitte, a naprzeciwko siedział Berlin Eastside, młody, otyły chłopak w spranych dżinsach i rozciągniętej koszulce, i czkał, i bekał, i czkał, tak samo jak ubana otwiera i zamyka drzwi. I tak samo jak ubana nigdy nie przestanie, tak nie mógł przestać czkać ten chłopak, od którego zajeżdżało piwem.&lt;br /&gt;Od nas też zajeżdżało piwem. Poradziliśmy mu, żeby podniósł prawą rękę do góry, wstrzymał oddech i policzył do trzydziestu. To sprawdzona recepta, którą dostałem od babci i wożę po świecie. On wytrzeszczył oczy i wyciągnął lewą rękę. Było jasne, że to lewus i że nie jest dobrze.&lt;br /&gt;- Jestem jakiś nazista czy co? Co do mnie masz - zaklął.&lt;br /&gt;- Nic. Tylko pomóc chciałem.&lt;br /&gt;- A widzisz gdzieś wokół kogoś, kto cię prosił?&lt;br /&gt;- Cóż. Myślałem, że ty.&lt;br /&gt;Katrin jęknęła. Na czole jej wystąpiła ciemna żyła, jak zawsze, kiedy się zezłości albo przestraszy.&lt;br /&gt;Kilku ludzi coś zaszemrało, ale zaraz zanurzyło się w sobie.&lt;br /&gt;Ten chłopak się podniósł, ruszył z pięścią do przodu, ale ja zrobiłem unik, dokładnie tak jak ziemia dotąd robi skuteczne uniki przed meteorytami, i on całą tą wściekłą siłą rąbnął pięścią w poręcz. Nie złamał jej, ale mało brakowało.&lt;br /&gt;- Zabiję cię! - ryczał i było jasne, że ryczy na serio.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Gazela głaskała się po uchu i powiedziała, że to niesamowicie zajmujące. Jej mąż Jan przytakiwał, a sos od spaghetti ciekł mu po brodzie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;[s. 105-106]&lt;/blockquote&gt;&lt;br /&gt;Napisane to jest strasznie prostym, wręcz prymitywnym językiem, takim trochę w stylu &lt;i&gt;naiwne dziecko obserwuje świat ze zdumieniem&lt;/i&gt;, ale co do samej treści, to spoko. Podtrzymuje mój obraz Berlina jako miasta wyluzowanego. Wszyscy mają w dupie ciebie i ty też możesz mieć w dupie wszystkich, a w ogóle, to dla każdego coś miłego. Maciusiu ostatnio wynalazł jakieś oferty mieszkań, z których wynikało, że taniej i fajniej w Berlinie niż w Warszawie. I to nie jest taka głupia koncepcja.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Może ja też tam pojadę, założę punkową kapelę i będzie mi się dobrze żyło?&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2068029636685617760-7087302185502422004?l=witoldwoicki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://witoldwoicki.blogspot.com/feeds/7087302185502422004/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=2068029636685617760&amp;postID=7087302185502422004' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2068029636685617760/posts/default/7087302185502422004'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2068029636685617760/posts/default/7087302185502422004'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://witoldwoicki.blogspot.com/2011/07/rudis-jaroslav-niebo-pod-berlinem.html' title='Rudiš, Jaroslav: Niebo pod Berlinem'/><author><name>donwito.net</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12542145113588418753</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2068029636685617760.post-7322489243940930629</id><published>2011-06-30T14:39:00.000+02:00</published><updated>2011-06-30T14:39:20.935+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='cytat'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='książka'/><title type='text'>Stasiuk, Andrzej: Fado</title><content type='html'>&lt;blockquote&gt;W moim powiatowym mieście jest duża stacja benzynowa. Wieczorami, zwłaszcza w piątki i soboty, spotykają się tam młodzi ludzie. Przed pawilonem mieszczącym sklep i bar stoi czasem kilkadziesiąt samochodów. Te samochody to wielki symbol europejskiego zjednoczenia. Wszystkimi wcześniej jeździli obywatele "starej Europy". Od maja 2004 do mojego kraju sprowadzono dwa miliony używanych aut. Głównie z Niemiec i głównie volkswagenów golfów. Teraz te golfy stoją przed stacją benzynową w moim powiatowym mieście, niektóre mają włączone silniki, bo zimno, a w wielu z nich dudnią basowe głośniki. W ich wnętrzach toczy się pospieszne życie, bo weekend jest krótki. Młodzi kierowcy wielu z tych aut dobrze jeszcze pamiętają podróże konnymi wozami. Basowe głośniki zagłuszają i unicestwiają przeszłość. &lt;br /&gt;W cieniu stacji uprawia się miłość, pije i załatwia interesy. Słychać krzyki, przekleństwa, niekiedy brzęk tłuczonego szkła. Czasami zjawia się patrol policji i przez chwilę panuje spokój. Potem radiowóz odjeżdża i party zaczyna się na nowo. Ktoś wymiotuje, ktoś się tuli, ktoś idzie do sklepu po kolejną puszkę piwa. Towarzystwa przenoszą się z jednego auta do innego. Trochę to przypomina jakiś obóz, koczowisko, gdzie samochody spełniają rolę wierzchowców i zarazem namiotów. Czasami ktoś odjeżdża i po jakimś czasie wraca. Bo ci młodzi ludzie mają samochody, ale nie mają dokąd nimi pojechać. A może po prostu nie przychodzi im do głowy, że można dokądś wyruszyć.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ilekroć przyjeżdżam na tę swoją stację w piątkowy albo sobotni wieczór, nie mogę pozbyć się wrażenia, że oglądam emigrantów. Ci młodzi ludzie wyglądają tak, jakby naprawdę nie mieli dokąd pójść. Spotykają się w tym dość paskudnym, zimnym, nieprzytulnym i obcym miejscu, które samo w sobie jest symbolem samotności i wyobcowania. Nikt przecież nie chce zostawać na stacji benzynowej dłużej niż to konieczne. Nikt, kto nie musi. Stacja benzynowa to skondensowana bezdomność. Dlatego wyglądają na emigrantów we własnym kraju. Zbierają się w tym zimnym miejscu, żeby pokazywać sobie nawzajem swoje używane samochody sprowadzone z Niemiec. Niewykluczone, że ich ojczyzną jest Volkswagen Golf III.&lt;br /&gt;[s. 95-96]&lt;/blockquote&gt;&lt;br /&gt;Zaczynam podejrzewać Andrzeja Stasiuka o oszustwo. Bo to wszystko jest za dobrze napisane. W sensie - jak on mi pisze o Europie Środkowej i Wschodniej, to ja czuję, jakby mi to wszystko gdzieś grało w zakamarach duszy. Tęsknota jakaś - za czym?; niespełnienie - ale w czym?; poczucie wyobcowania - od czego?; i wspólnoty - z kim? On mi uruchamia wewnętrznego Słowianina, a ja sobie zaczynam myśleć - &lt;i&gt;czy gdyby nie Stasiuk, to ja też bym to czuł?&lt;/i&gt; A może on jest takim Januszem L. Wiśniewskim słowiańszczyzny podróżniczej, może on dokładnie wie, co zagra, co się sprzeda, i tam precyzyjnie celuje? Jak to czytam, to - och, tak, czują to, ja z tej ziemi, to o mnie napisane! Ale może to on mi generuje tego Słowianina, którym ja wcale nie jestem?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie wiem, ale w ramach testów i rozgryzania zagadki poczytam jeszcze trochę Stasiuka, a na wakacje pojadę do Mołdawii. Może mi się rozjaśni.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2068029636685617760-7322489243940930629?l=witoldwoicki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://witoldwoicki.blogspot.com/feeds/7322489243940930629/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=2068029636685617760&amp;postID=7322489243940930629' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2068029636685617760/posts/default/7322489243940930629'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2068029636685617760/posts/default/7322489243940930629'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://witoldwoicki.blogspot.com/2011/06/stasiuk-andrzej-fado.html' title='Stasiuk, Andrzej: Fado'/><author><name>donwito.net</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12542145113588418753</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2068029636685617760.post-8376941178614752065</id><published>2011-06-30T14:02:00.000+02:00</published><updated>2011-06-30T14:02:57.048+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='książka'/><title type='text'>Dowody Niemocy</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;Przeczytałem ostatnio, ale nie umiem wydobyć z siebie choćby kilku zdań konstruktywnego komentarza do każdego, więc będzie w skrócie:&lt;br /&gt;&lt;ul&gt;&lt;li&gt;Janusz Głowacki: &lt;i&gt;Good night, Dżerzi&lt;/i&gt; - znakomicie napisane technicznie: w atmosferze zbierania materiałów do scenariusza filmowego, wyszedł pięknie skonstruowany scenopis. Ale chyba Głowacki pisze znowu w znacznej części o Głowackim, a tylko trochę o Kosińskim. Choć może się mylę. &lt;/li&gt;&lt;li&gt;Wojciech Kuczok: &lt;i&gt;Opowieści przebrane&lt;/i&gt; - słabizna. Miały być przebrane, a trącą wyraźną niedojrzałością techniczną i konceptualną. Wszystko się kręci wokół dupy i to marnie opisanej.&lt;/li&gt;&lt;li&gt;&lt;i&gt;20 lat nowej Polski w reportażach&lt;/i&gt;, red. Mariusz Szczygieł - "Każdy reportaż w tej książce to przygoda z Polską, która wydarzyła się naprawdę." pisze Szczygieł na swojej stronie www, a ja nie wiem. Technicznie napisane przynajmniej dobrze, każdy z tych tekstów, ale czy jako całość to jest opowieść o mojej Polsce? Miałem wrażenie oderwania, nie mój świat, nie moje problemy, nie moje życie. Arkadia, Rydzyk... zabawne, jako wypełniacze czasu w sezonie ogórkowym. Kopalnia "Wujek"... ileż można? "Dług"... to samo. Chyba powoli przestaje mnie cokolwiek poza mną samym poruszać.&lt;/li&gt;&lt;/ul&gt;&lt;br /&gt;I wreszcie książka nieprzeczytana, choć próbowałem, podszedłem do każdego opowiadania i na każdym poległem - Jacek Dukaj: &lt;i&gt;Król Bólu&lt;/i&gt;. Jak on &lt;i&gt;umie&lt;/i&gt; pisać, to słów brak, z zazdrości człowieka skręca. Ale jakie to jest jednak wymagające intelektualnie... nie na mnie, nie w wakacje, może nawet nigdy.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2068029636685617760-8376941178614752065?l=witoldwoicki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://witoldwoicki.blogspot.com/feeds/8376941178614752065/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=2068029636685617760&amp;postID=8376941178614752065' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2068029636685617760/posts/default/8376941178614752065'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2068029636685617760/posts/default/8376941178614752065'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://witoldwoicki.blogspot.com/2011/06/dowody-niemocy.html' title='Dowody Niemocy'/><author><name>donwito.net</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12542145113588418753</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2068029636685617760.post-7422094848203434640</id><published>2011-06-24T17:09:00.000+02:00</published><updated>2011-06-24T17:09:00.621+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='film'/><title type='text'>Malick, Terrence: Drzewo życia</title><content type='html'>Wczoraj miałem okazję obejrzeć głośny, okrzyknięty arcydziełem hit ostatnich miesięcy, zdobywcę Złotej Palmy w Cannes, &lt;i&gt;Drzewo życia&lt;/i&gt;.&lt;br /&gt;Jestem pod tak ogromnym wrażeniem tego ponaddwugodzinnego dzieła, że nie mogę pozwolić, aby ktokolwiek - przez niedopatrzenie, lenistwo, może niefortunny zbieg okoliczności - stracił okazję zapoznania się z nim również.&lt;br /&gt;Dlatego też pozwolę sobie - uwaga, spoiler! - streścić dla Państwa główne motywy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Film dzieli się na 4 części i ma 6 lub 7 głównych bohaterów, zależy jak liczyć, bo Brat Najstarszy jest trochę mały a trochę duży, i w tych scenach, gdzie jest duży, gra go Sean Penn. O mistrzowskiej, nie bójmy się tego stwierdzenia, roli życia Penna napiszę jeszcze osobno.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W części pierwszej dokonujemy zapoznania z niektórymi głównymi bohaterami, a są to:&lt;br /&gt;&lt;ul&gt;&lt;li&gt;Ojciec (znakomita rola Brada Pitta; Ojciec - jak się później okazuje - jest człowiekiem stanowczym, nieco despotycznym nawet, i ten charakterystyczny, męski, z lekka nawet neandertalowaty zarys szczęki Brada doskonale oddaje tą nieujarzmioną stronę charakteru postaci),&amp;nbsp;&lt;/li&gt;&lt;li&gt;Matka (w tej roli słodka i niewinna Jessica Chastain, która co prawda przez cały film nie mówi ani słowa, no dobrze, może ze dwa zdania, ale za to - też dwukrotnie - bardzo efektownie płacze, a ponadto ma bardzo atrakcyjne stopy, które często obmywa w ogrodowym zraszaczu, i tak jej upływa życie pomiędzy rodzeniem dzieci),&lt;/li&gt;&lt;li&gt;Syn Pierwszy, ale w wersji dorosłej, który jest poważnym biznesmenem, co poznajemy po tym, że jeździ przeszkloną windą, która robi pik-pik-pik, w wysokich biurowcach ze stali i szkła, a na mityngach korporacyjnych zasiada u szczytu stołu w wielkim skórzanym fotelu. Buja się jednak w tym fotelu w prawo i w lewo, co oznacza, że nie może sobie znaleźć miejsca w świecie, i że kariera mu nie wystarcza. Metafizyczne potrzeby ma wyraźnie niezaspokojone.&lt;/li&gt;&lt;/ul&gt;Następuje też zawiązanie akcji, albowiem Matka płacze po raz pierwszy, otrzymawszy &lt;i&gt;tajemniczą kopertę&lt;/i&gt; z zawiadomieniem o śmierci syna. Drugiego Syna, nie Pierwszego, bo pierwszy ewidentnie żyje - jeździ szklaną windą, robiącą pik-pik-pik. Ojciec po otrzymaniu wiadomości o śmierci Syna tylko zaciska szczęki i robi się jeszcze bardziej męski. Dowiadujemy się też w tej części o istniejącym fundamentalnym podziale na dwa sposoby życia. &lt;i&gt;Ścieżka natury&lt;/i&gt; to postępowanie ukierunkowane na własną przyjemność i zaspokojenie, &lt;i&gt;ścieżka łaski&lt;/i&gt; to postępowanie - nawet za cenę własnych upokorzeń - nastawione na dobro innych. Osobę wygłaszającą te nauki nauczyły tego jakieś zakonnice, jednak zakonnice pozostają niezidentyfikowane. Która ścieżka jest właściwa, jak mniemam, tłumaczyć nie trzeba.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W części drugiej filmu dotykamy - za pomocą widowiska światło/dźwięk oraz serii efektownych ujęć przyrody - tajemnicy początku. A w zasadzie Tajemnicy Początku, w mikro- i makroskali. Są wybuchy, rodzi się ziemia, rodzą się gwiazdy, są jakieś przelewające się płyny, czyli jakby życie rodzące się na poziomie komórkowym. Jest spadający wodospad. Woda znaczy. Wprowadzony zostaje kolejny bohater, czyli Dinozaur, który wylazł z wody na brzeg ratując życie przed rekinami-młotami (całym stadem!), i w ten sposób dał najpewniej początek zwierzętom lądowym. Są też kolejne dinozaury, przy czym następuje także przeprowadzenie dowodu na to, że dinozaury były stworzeniami bożymi i miały duszę. Otóż drapieżny i mięsożerny dinozaur dopada małego dinozaura, może zbyt małego, może zbyt chorego aby uciekać. Patrzy sobie na niego, patrzy, po czym odchodzi spokojnie. Nie zżera. Ma litość. Daruje życie. Zapewne dlatego dinozaury wyginęły. Jak widać, zarysowana w części pierwszej filmu &lt;i&gt;ścieżka łaski&lt;/i&gt; nie jest dobra dla wszystkich, a już na pewno nie dla dinozaurów.&lt;br /&gt;Jest też sporo światła wyłaniającego się z mroku oraz dużo patetycznej muzyki, na marginesie, miejscami całkiem dobrej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W części trzeciej, najdłuższej, następuje wprowadzenie pozostałych dwóch lub trzech, zależy jak liczyć, bohaterów, czyli Trzech Synów, ale jeszcze jak byli mali, czyli zanim najstarszy stał się Seanem Pennem, tym znanym aktorem. Synowie się rodzą, jest wkopane drzewo, to tytułowe, swoją drogą nie pojawi się okno już ani razu w dalszej części filmu; przeżywają straszną tresurę ze strony ojca, który chce, aby wyrośli na przyzwoitych ludzi, ale że jesteśmy w Hameryce lat 50 czy tam 60, to wychodzi mu to umiarkowanie, trochę się buntują, ale trochę jakby nie bardzo, najstarszy syn przeżywa moralne dylematy, bo by z jednej strony chciał ojca nienawidzić, z drugiej jakby nie może, więc tylko z tego wszystkiego wsadza petardę do gniazda jakiegoś słowika czy tam innego wróbla oraz wybija kamieniem szybę w starej szopie i na tym się bunt kończy. Następuje też dramatyczny zwrot akcji, bo ojciec traci pracę i przedstawiony zostaje w innym świetle, jako człowiek złamany, który swoje niespełnione ambicje starał się przelewać na dzieci, ale mu nie wyszło, a teraz rozumie swój błąd. Zyskujemy dla niego odrobinę sympatii, ale rodzina musi się przeprowadzać. W tej jednominutowej scenie przeprowadzki padają też wszystkie najważniejsze kwestie w tym filmie, a jeśli policzyć tylko te, które są pełnymi zdaniami, to może nawet wszystkie kwestie w tym filmie (polecam zresztą trailer, tam też padają one wszystkie, można się zapoznać z w zasadzie pełną ścieżką dialogową jeszcze przed wizytą w kinie).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W części czwartej, ostatniej, wracamy do widowiska światło/dźwięk, które tym razem przeplatane jest scenami symbolicznymi. Czy raczej Scenami Symbolicznymi. Sean Penn idzie przez pustkowie, po śladach siebie samego z dzieciństwa. Spotyka swojego brata, nieżyjącego już. Ale teraz żyjącego, bo z dzieciństwa. Patrzą sobie głęboko w oczy. Na plaży pada na kolana (Sean Penn, nie brat z dzieciństwa). Przechodzi przez drzwi na pustyni (!). Wychodzi z głębokiej jaskini. Wypływa z zatopionego pod wodą domu. W przejrzystej wodzie powoli opada teatralna maska (!!!). Wszyscy znani i nieznani bohaterowie spotkają się na plaży o świcie. Patrzą na siebie, patrzą w niebo. Już rozumieją.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Niestety w części czwartej, i to uważam z największy mankament tego filmu, brakuje Dinozaura. Czemu ten bohater nie spotyka się z innymi na plaży w scenie końcowej - nie wiem; ale wiem, że będę miał o to do reżysera żal bardzo długo. Moim zdaniem film sporo stracił przez pominięcie Dinozaura w finale.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Za to podkreślić należy mistrzowską wręcz rolę Seana Penna. W filmie wypowiada prawdopodobnie około 2, może 3 zdań, dosyć krótkich, ale to, w jaki sposób idzie przez pustynię i przechodzi przez drzwi, pozostawia niezatarte wrażenie. A gdy patrzyłem na jego upadek na kolana, w błoto, w ten mokry piach plaży, czułem, że i we mnie następuje upadek. Tak trafić do serca widza potrafią tylko najwybitniejsi aktorzy. Mam troszkę, ciut-ciut pretensji do scenarzysty, który nie zadbał wystarczająco o to, aby pik-pik-pik w szklanych windach, którymi jeździ Sean Penn, było lepiej skomponowane z ciężkimi myślami, jakie mu w trakcie tej podróży przechodziły przez głowę. To było ewidentnie pik-pik-pik w zbyt lekkim tonie, niestosowne. Ale to oczywiście detal.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;O czym jest tak naprawdę ten film? Oczywiście o tajemnicy wiary. W kluczowych scenach, kiedy bohaterowie nic nie mówią (zwykle nic nie mówią, ale nie wszystkie sceny są kluczowe, warto zwrócić uwagę na poprawne rozpoznanie kluczowych scen aby uniknąć błędów interpretacyjnych), &lt;i&gt;głos&lt;/i&gt; zadaje poważne pytania, na które i bohaterowie - i my, widzowie, musimy znaleźć odpowiedź:&lt;br /&gt;&lt;ul&gt;&lt;li&gt;&lt;i&gt;kiedy pierwszy raz poczułem Twoją obecność?&lt;/i&gt;&lt;/li&gt;&lt;li&gt;&lt;i&gt;gdzie wtedy byłeś? dlaczego nic nie zrobiłeś? &lt;/i&gt;(w sytuacji życiowego dramatu, na przykład śmierci dziecka)&lt;/li&gt;&lt;li&gt;&lt;i&gt;dokąd zmierzamy?&lt;/i&gt;&lt;i&gt;&amp;nbsp;&lt;/i&gt;&lt;/li&gt;&lt;/ul&gt;Film definitywnej odpowiedzi nie udziela, każdy musi sobie pytania o wymiar swojej wiary, o jej źródła, o jej miejsce w życiu, czy nawet o sens samego życia w świetle wiary, postawić samemu i samemu na nie odpowiedzieć. Taki jest porządek świata. Dinozaury stawiały te pytania, Ojciec stawiał, Sean Penn stawiał, i my też musimy. Rolą reżysera nie jest odpowiadanie za widza - choć Malick przed taką odpowiedzialnością też nie ucieka. Zamykające film ujęcie światła przebijającego mrok, siedemnaste bodaj lub dwudzieste drugie (zgubiłem nieco rachunek w okolicach tej wstrząsającej sceny na plaży), może być tutaj pewną sugestią.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I tylko tego, czemu sporej części widzów w Kinotece zasugerowała ta finałowa scena, że należy zarechotać, doprawdy nie pojmuję. Ja wytrzymałem w powadze do samego końca, choć trudno wyrazić, jak bardzo byłem rozczarowany brakiem Dinozaura.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2068029636685617760-7422094848203434640?l=witoldwoicki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://witoldwoicki.blogspot.com/feeds/7422094848203434640/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=2068029636685617760&amp;postID=7422094848203434640' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2068029636685617760/posts/default/7422094848203434640'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2068029636685617760/posts/default/7422094848203434640'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://witoldwoicki.blogspot.com/2011/06/malick-terrence-drzewo-zycia.html' title='Malick, Terrence: Drzewo życia'/><author><name>donwito.net</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12542145113588418753</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2068029636685617760.post-8951030216899200224</id><published>2011-06-01T11:00:00.000+02:00</published><updated>2011-06-01T11:00:06.882+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='cytat'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='książka'/><title type='text'>Houellebecq, Michel: Cząstki elementarne</title><content type='html'>&lt;blockquote&gt;Rozmawiali o cenach wynajmu przyczep. Christiane nie mogła spać pod namiotem, miała chore plecy. &lt;br /&gt;- Dość poważnie - powiedziała. - Większość mężczyzn woli, jak im się obciąga laskę - dorzuciła. - Penetracja ich nudzi, nie staje im. Ale jak się im bierze do ust, robią się jak małe dzieci. Mam wrażenie, że feminizm uczynił im więcej szkód, niż się do tego przyznają.&lt;br /&gt;- Są gorsze rzeczy niż feminizm... - rzekł ponuro.&lt;br /&gt;Wypił whisky do połowy, zanim zdecydował się ponownie odezwać: - Od dawna znasz Miejsce?&lt;br /&gt;- Praktycznie od samego początku. Przestałam tu przyjeżdżać, kiedy wyszłam za mąż, teraz wracam co roku, na dwa albo trzy tygodnie. Na początku było to raczej alternatywne miejsce, taka&amp;nbsp; n o w a&amp;nbsp; l e w i c a;&amp;nbsp; teraz jest New Age; niewiele się zmieniło. Już w latach siedemdziesiątych interesowano się mistyką Wschodu; dzisiaj wciąż jest tu jacuzzi i masaże. To przyjemne miejsce, choć trochę smutne; no ale mniej tu przemocy niż na zewnątrz. Religijny nastrój łagodzi trochę brutalność stosunków właściwą dla podrywania. A jednak tutaj kobiety też cierpią. Starzejących się samotnie mężczyzn nie ma co żałować. Piją podłe wino, zasypiają i śmierdzi im z ust; potem budzą się i zaczynają wszystko od nowa; dość szybko umierają. Starzejące się samotnie kobiety łykają środki uspokajające, ćwiczą jogę, chodzą do psychologów; żyją do późnej starości i bardzo cierpią. Sprzedają ciało, które osłabło, zbrzydło; wiedzą o tym i przez to cierpią. A jednak nie rezygnują, nie potrafią zrezygnować z pragnienia, żeby ktoś je kochał. Padły ofiarą iluzji i tak będzie do końca. W pewnym wieku kobieta zawsze  jeszcze może ocierać się o jakieś kutasy; lecz już nigdy nikt jej nie pokocha, to niemożliwe. Tacy są mężczyźni, i tyle.&lt;br /&gt;- Christiane - powiedział Bruno cichym głosem - przesadzasz... Na przykład teraz pragnę sprawić ci przyjemność.&lt;br /&gt;- Wierzę ci. Mam wrażenie, że jesteś raczej miły. Taki miły egoista.&lt;br /&gt;[s. 156-157]&lt;/blockquote&gt;&lt;br /&gt;Jakaż to smutna książka jest. Znikąd ratunku. Czy człowiek próbuje zrobić coś ważnego dla świata, &lt;i&gt;make a difference&lt;/i&gt;, czy tylko dla siebie, żeby jemy żyło się przyjemniej, to i tak o kant dupy te wysiłki wszystkie. I tak każdy umrze nie tak jak by chciał, nie wtedy kiedy by chciał, samotny, zmęczony i zrezygnowany.&lt;br /&gt;W świecie, zresztą, w którym wszyscy są samotni, zmęczeni i zrezygnowani, tylko nie wszyscy się jeszcze do tego przyznają.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Albo mają w dupie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ja chyba, na to by wychodziło, mam centralnie. Pożyczyłem tę książkę, &lt;a href="http://witoldwoicki.blogspot.com/2011/01/houellebecq-michel-platforma.html"&gt;tak jak poprzedniego Houellebecq'a&lt;/a&gt;, od Bako - dzięki! - jakoś na początku kwietnia, przeczytałem od razu. Potem nawet wysłałem Bako jakiegoś smsa z wrażeniami na gorąco, jakieś emocje były, ale odłożyłem wszystko na bok, nie miałem czasu napisać nawet tych dwóch zdań. Teraz wróciłem, po półtora miesiąca, znalazłem ten założony skrawkiem papieru cytat do przepisania, ale emocji już nie ma. Nic, było wielkie wrażenie i poszło. Taka to lektura.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ze skojarzeń, to moja obojętność w sumie koreluje z językiem, jakim ta książka jest napisana. Chłodny. Precyzyjny. W opisach seksu bardziej medyczny niż miłosny. Bezemocjonalny raport z umierającego świata.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2068029636685617760-8951030216899200224?l=witoldwoicki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://witoldwoicki.blogspot.com/feeds/8951030216899200224/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=2068029636685617760&amp;postID=8951030216899200224' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2068029636685617760/posts/default/8951030216899200224'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2068029636685617760/posts/default/8951030216899200224'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://witoldwoicki.blogspot.com/2011/06/houellebecq-michel-czastki-elementarne.html' title='Houellebecq, Michel: Cząstki elementarne'/><author><name>donwito.net</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12542145113588418753</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2068029636685617760.post-5585647390932985669</id><published>2011-05-29T17:00:00.000+02:00</published><updated>2011-05-29T17:00:30.752+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='książka'/><title type='text'>Miroslav Žamboch</title><content type='html'>Nie ma co się rozwodzić nad fantastyką, lektura dla przyjemności, można wyłączyć myślenie na kilka miłych chwil. Žambocha znalazłem u Chodiego, u niego przeczytałem w 2 dni pierwszy tom &lt;i&gt;Wilka samotnika&lt;/i&gt; i &lt;i&gt;Łowców, &lt;/i&gt;i na tyle mi się spodobało, że sam sięgnąłem po kolejne pozycje i wszystkim dookoła też polecam. Poniżej tylko numerycznie - co łyknąłem i jak weszło.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;ul&gt;&lt;li&gt;&lt;i&gt;Koniasz. Wilk samotnik&lt;/i&gt;, tom 1: 5; na tom 2 poluję &lt;/li&gt;&lt;li&gt;&lt;i&gt;Krawędź żelaza&lt;/i&gt;, tomy 1 i 2: 4&lt;/li&gt;&lt;li&gt;&lt;i&gt;Łowcy&lt;/i&gt;: 5&lt;/li&gt;&lt;li&gt;&lt;i&gt;Mroczny zbawiciel&lt;/i&gt;, tomy 1 i 2: 3, straszny chaos i kompletnie nie łapałem co się dzieje i czemu.&lt;/li&gt;&lt;li&gt;&lt;i&gt;Sierżant&lt;/i&gt;: 4&lt;/li&gt;&lt;li&gt;&lt;i&gt;Bez litości&lt;/i&gt;: 5!&lt;/li&gt;&lt;/ul&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2068029636685617760-5585647390932985669?l=witoldwoicki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://witoldwoicki.blogspot.com/feeds/5585647390932985669/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=2068029636685617760&amp;postID=5585647390932985669' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2068029636685617760/posts/default/5585647390932985669'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2068029636685617760/posts/default/5585647390932985669'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://witoldwoicki.blogspot.com/2011/05/miroslav-zamboch.html' title='Miroslav Žamboch'/><author><name>donwito.net</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12542145113588418753</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2068029636685617760.post-7189086347370053154</id><published>2011-05-27T12:20:00.000+02:00</published><updated>2011-05-27T12:20:40.197+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='książka'/><title type='text'>Karpowicz, Ignacy: Balladyny i romanse</title><content type='html'>&lt;a href="http://www.wydawnictwoliterackie.pl/ksiazka.php?ID=2128"&gt;http://www.wydawnictwoliterackie.pl/ksiazka.php?ID=2128&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;No dobra, jak wydawnictwo pisze o jednej ze swoich książek:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Najnowsza powieść Ignacego Karpowicza (...) to świetnie skonstruowany, ironiczny traktat o współczesności. Zabawny i przerażający zarazem. Prowokacyjny i obrazoburczy.&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;To ja jeszcze rozumiem - muszą się reklamować. Ale jakim cudem Przemysław Czapliński dał radę "przeczytać tę powieść jako narrację o nieprzerwanym procesie wytwarzania bogów przez człowieka", to już kompletnie nie kumam.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Karpowiczem Ignacym zachwycałem się już &lt;a href="http://witoldwoicki.blogspot.com/2009/10/karpowicz-ignacy-gesty.html"&gt;nie raz&lt;/a&gt; i &lt;a href="http://witoldwoicki.blogspot.com/2010/06/karpowicz-ignacy-niehalo.html"&gt;nie dwa&lt;/a&gt; (&lt;a href="http://witoldwoicki.blogspot.com/2010/08/karpowicz-ignacy-nowy-kwiat-cesarza.html"&gt;bo trzy&lt;/a&gt;), więc teraz pozwolę sobie na odrobinę krytyki. To nie historia jest, to historyjka. Z zachowaniem wszelkich proporcji, i jeśli chodzi o objętość, i jeśli chodzi o umiejętności techniczne, i poziom językowy, do których nie mam zastrzeżeń (i w żadnym wypadku nie próbuję odstawiać sceny pt. "tak to każdy by potrafił napisać"), więc z zachowaniem wszelkich proporcji - takie coś to ja pod koniec podstawówki czy na początku liceum w wypracowaniu napisałem. Wymyśliłem sobie, jak by to było jakby taki na przykład Jezus zszedł na ziemię i próbował się odnaleźć w dzisiejszym świecie, i wymyśliłem, że to by było bardzo zabawne, i tak napisałem, żeby była kupa uciech. I sam się bardzo śmiałem ze swoich dowcipów. No, to mi akurat do dzisiaj zostało, ale ja nie o tym.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Póki jesteśmy w pierwszej części książki, to ten Karpowicza dryg do opisywania rzeczywistości, ludzkie typy, małe szczęścia i duże dramaty, to wszystko jest dobre i czyta się prawie samo. A potem wchodzą w to ci niby bogowie jak z kreskówki i sprawa się rypie. Miało być ironicznie i obrazoburczo, jest nudno i przewidywalnie, a urażony nie powinien być absolutnie nikt poza jakimiś absolutnymi chrześcijańskimi ekstremistami, którym na samą myśl, że ktoś w literaturze fikcji mógłby wzmiankować postać Jezusa, scyzoryk się w kieszeni otwiera. Świeżość dowcipu jak z &lt;i&gt;The Fresh Prince of Bel Air&lt;/i&gt; - bogowie w zderzeniu z codziennością czuj się niedopasowani, o bogowie, co za siurpryza!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;No i to "nieprzerwane wytwarzanie bogów przez człowieka", że niby kariera, mamona? - że nikt już w boga żadnego nie uwierzy nawet jak go spotka na ulicy. Albo w mieszkaniu pietro niżej? A jak nawet uwierzy, to się nie przejmie, bo co to w sumie za różnica, pani Jadzia czy pani Nike, tyle że ta druga ma magicznie większy dom? No dobra, fajnie, przesłanie łapię, tylko czy naprawdę wysmażenie prawie 600 stron drętwego dowcipu to był jedyny sposób, żeby to przesłanie przekazać?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Do kitu ten Karpowicz. Czekam na następnego. I tylko cieszę się, że nie mi te 600 stron będzie na półce zalegać, a Maleństwu :D&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2068029636685617760-7189086347370053154?l=witoldwoicki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://witoldwoicki.blogspot.com/feeds/7189086347370053154/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=2068029636685617760&amp;postID=7189086347370053154' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2068029636685617760/posts/default/7189086347370053154'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2068029636685617760/posts/default/7189086347370053154'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://witoldwoicki.blogspot.com/2011/05/karpowicz-ignacy-balladyny-i-romanse.html' title='Karpowicz, Ignacy: Balladyny i romanse'/><author><name>donwito.net</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12542145113588418753</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2068029636685617760.post-2501192342229905414</id><published>2011-05-27T11:56:00.000+02:00</published><updated>2011-05-27T11:56:14.076+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='cytat'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='książka'/><title type='text'>Huxley, Aldous: Diabły z Loudun</title><content type='html'>&lt;blockquote&gt;W tragedii uczestniczymy, na komedię jedynie patrzymy. Autor tragedii wczuwa się w swoich bohaterów, co jest również udziałem, tyle że z przeciwnej strony, czytelnika lub słuchacza. Lecz w czystej komedii nie ma żadnej identyfikacji pomiędzy twórcą a postacią, pomiędzy widzem a spektaklem. Autor patrzy, ocenia i rejestruje z zewnątrz; również z zewnątrz jego publiczność ogląda to, co zarejestrował, a jeśli komedia jest dobra - to się śmieje. Zasad czystej komedii nie sposób jednak przestrzegać zbyt długo. Właśnie dlatego najwięksi autorzy parający się tym gatunkiem przyjęli formę niejednorodną, w której ma miejsce nieustanne oscylowanie - przechodzenie od zewnętrzności ku temu, co wewnętrzne, i odwrotnie. W jednej chwili po prostu oglądamy, poddajemy naszemu osądowi i śmiejemy się; w chwili następnej - autor zmusza nas do sympatyzowania, a nawet do identyfikacji z kimś, kto jeszcze kilka sekund wcześniej wydawał się nam wyłącznie postacią taką jak inne. Każdy obiekt żartów i kpin może być potencjalnie &lt;a href="http://en.wikipedia.org/wiki/Henri-Fr%C3%A9d%C3%A9ric_Amiel"&gt;Amielem&lt;/a&gt; lub panną &lt;a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Maria_Baszkircewa"&gt;Bashkirtseff&lt;/a&gt;, a każdego udręczonego autora wyznań czy też dziennika przeżyć intymnych możemy obwołać, jeśli zechcemy, obiektem żartów i kpin.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jeanne des Anges należała do kategorii tych nieszczęśliwych istot, które nieustannie prowokują do patrzenia na nie z zewnątrz i traktowania ich jak postaci czysto komicznych. I to pomimo iż jest ona autorką wyznań, które w zamyśle miały skłonić czytelnika do obdarzenia jej płynącym z głębi serca współczuciem z powodu okrutnych cierpień, jakich doznała. Przyczyną tego, że lektura tych wspomnień przez cały czas skłania nas do uznania nieszczęsnej przeoryszy za postać komiczną, jest fakt, iż ona sama była skończoną aktorką, na dobitkę zaś aktorką niemal stale patrzącą na wszystko z zewnątrz - nawet na siebie. Owo "ja", które czyni wyznania, bywa niekiedy pastiszem świętego Augustyna; niekiedy przybiera postać królowej opętanych; niekiedy staje się drugą świętą Teresą - a czasem,"kładąc" cały spektakl, sprytną i chwilami aż do bólu szczerą młoda kobietą, wiedzącą doskonale, kim naprawdę jest i co ją łączy z wszystkimi innymi, bardziej romantycznymi osobami. &lt;i&gt;Soeur&lt;/i&gt; Jeanne, rzecz oczywista, pilnuje się, iżby nie uchodzić za postać komiczną, sama jednak bezwiednie stosuje wszystkie chwyty komediopisarza: nagłe przejście od maski do niepoczytalności, emfazę, niepohamowane zapewnienia i przysięgi; nabożne słownictwo, które tak naiwnie racjonalizuje pewne drzemiące w ukryciu, aż nazbyt ludzkie pragnienia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na dobitkę, &lt;i&gt;soeur&lt;/i&gt; Jeanne spisała swoje memuary, nie pomyślawszy o tym, że ich czytelnicy mogą dysponować innymi źródłami informacji dotyczącymi opisanych tam faktów.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tak oto z oficjalnych protokołów dotyczących zarzutów, na podstawie których skazano Grandiera, dowiadujemy się, że przeorysza wraz z kilkoma siostrami, próbowała wycofać zeznania, o których - nawet wśród paroksyzmów opętania - doskonale wiedziały, iż są nieprawdziwe. Autobiografia &lt;i&gt;soeur&lt;/i&gt; Jeanne obfituje w konwencjonalne wyznania pychy, nieposkromionej dumy i oziębłości. Jednak na temat swojej największej zbrodni - notorycznego kłamania, które zawiodło niewinnego człowieka najpierw na ławę oskarżonych, potem do izby tortur, wreszcie na stos, nie zająknęła się bodaj słowem. Bodaj słowem nie wspomniała o jedynym wiarygodnym epizodzie w całej tej przerażającej historii, mianowicie o swojej skrusze i publicznym wyznaniu winy. Rozważywszy sprawę, bezsprzecznie uznała, iż najlepiej postąpi, akceptując cyniczne zapewnienia Laubardemonta i kapucynów: jej żal za grzechy był diabelską sztuczką, jej kłamstwa - najszczerszą prawdą. Jakakolwiek wzmianka o tym epizodzie, nawet stawiająca ją samą w korzystnym świetle, zbrukałaby wszak wizerunek autorki - ofiary diabła, cudownie wyrwanej z czarcich pazurów przez Boga. Poprzez przemilczenie niezwykłych i tragicznych faktów, dokonała samoidentyfikacji w gruncie rzeczy z książkową fikcją. To zaś jest osnową komedii.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;[s. 369-371]&lt;/blockquote&gt;&lt;br /&gt;Historia "diabłów z Loudun" rozebrana na kawałki do szczegółowej analizy.&lt;br /&gt;Niełatwa lektura, pełna obszernych na całe rozdziały rozważań historycznych, socjologicznych, teologicznych - ale dobrze wywiedzionych, z obszerną argumentacją, z przykładami; w efekcie, jeśli się uda na chwilę przestać gonić główny wątek, można zostać z przyjemną rozrywką intelektualną.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W cytacie z lenistwa zamieniłem przypisy na linki do Wiki.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2068029636685617760-2501192342229905414?l=witoldwoicki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://witoldwoicki.blogspot.com/feeds/2501192342229905414/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=2068029636685617760&amp;postID=2501192342229905414' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2068029636685617760/posts/default/2501192342229905414'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2068029636685617760/posts/default/2501192342229905414'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://witoldwoicki.blogspot.com/2011/05/huxley-aldous-diaby-z-loudun.html' title='Huxley, Aldous: Diabły z Loudun'/><author><name>donwito.net</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12542145113588418753</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2068029636685617760.post-5179865016370840004</id><published>2011-04-11T21:59:00.000+02:00</published><updated>2011-04-11T21:59:52.684+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='blog'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='foto'/><title type='text'>Przygoda, przygoda, każdej chwili szkoda!</title><content type='html'>Wybralimy się otóż do Sandomierza. Urocza mieścina. Ale jeśli ktoś planuje się tam wybrać na weekend, to jednak z zastrzeżeniami - przybyliśmy o 11, zwiedziliśmy miasteczko, w sensie ulice, byliśmy w muzeum w Ratuszu, zwiedziliśmy trasę podziemną, weszliśmy na wieżę na bramie Opatowskiej, obejrzeliśmy katedrę. Dom Długosza i Zamek były zamknięte, więc tylko obejrzeliśmy je od zewnątrz, za to poszliśmy na długi spacer wąwozem świętej Jadwigi i potem po parku; gdzieś w trakcie była przerwa na obiad, a i tak o 18 byliśmy po wszystkich atrakcjach. W sezonie można by posiedzieć w jakiejś otwartej knajpie przy piwie. Ale byliśmy poza sezonem. Przy ładnej pogodzie można by pojeździć po okolicy na rowerze. Ale pogoda była brzydka.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Można by się więc wybrać na przykład na wieczór do Krakowa na szaleństwa i rozpustę, ale wykoncypowaliśmy inne rozwiązanie - następnego dnia z rana zwialiśmy z Sandomierza i zrobiliśmy sobie objazdówkę po okolicy bliższej i dalszej, po drodze do Warszawy. Ruiny zamku w Krzyżtoporze, kolegiatę w Opatowie, klasztor Cystersów w Wąchocku i kirkut w Szydłowcu. Spoko wycieczka. I ile uroczej polskiej architektury współczesnej do obejrzenia po drodze...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;table style="width: 194px;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td align="center" style="background: url(&amp;quot;https://picasaweb.google.com/s/c/transparent_album_background.gif&amp;quot;) no-repeat scroll left center transparent; height: 194px;"&gt;&lt;a href="https://picasaweb.google.com/witold.woicki/SandomierzKrzyztoporOpatowWachockSzydOwiec910042011?feat=embedwebsite"&gt;&lt;img height="160" src="https://lh6.googleusercontent.com/_xn7iKltJjJs/TaLCe-zR2hE/AAAAAAAAOSE/atjuxMuURUw/s160-c/SandomierzKrzyztoporOpatowWachockSzydOwiec910042011.jpg" style="margin: 1px 0pt 0pt 4px;" width="160" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="font-family: arial,sans-serif; font-size: 11px; text-align: center;"&gt;&lt;a href="https://picasaweb.google.com/witold.woicki/SandomierzKrzyztoporOpatowWachockSzydOwiec910042011?feat=embedwebsite" style="color: #4d4d4d; font-weight: bold; text-decoration: none;"&gt;Sandomierz, Krzyżtopór, Opatów, Wąchock, Szydłowiec - 9-10.04.2011&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2068029636685617760-5179865016370840004?l=witoldwoicki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://witoldwoicki.blogspot.com/feeds/5179865016370840004/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=2068029636685617760&amp;postID=5179865016370840004' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2068029636685617760/posts/default/5179865016370840004'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2068029636685617760/posts/default/5179865016370840004'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://witoldwoicki.blogspot.com/2011/04/przygoda-przygoda-kazdej-chwili-szkoda.html' title='Przygoda, przygoda, każdej chwili szkoda!'/><author><name>donwito.net</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12542145113588418753</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='https://lh6.googleusercontent.com/_xn7iKltJjJs/TaLCe-zR2hE/AAAAAAAAOSE/atjuxMuURUw/s72-c/SandomierzKrzyztoporOpatowWachockSzydOwiec910042011.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2068029636685617760.post-2206768513512574441</id><published>2011-03-30T22:36:00.001+02:00</published><updated>2011-03-31T10:07:58.266+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='muzyka'/><title type='text'>Pablopavo i Ludziki: 10 piosenek</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-B67s-FFFRIk/TZLeR3wamWI/AAAAAAAAN_U/Mn2SIp9n940/s1600/10pios.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="189" src="http://1.bp.blogspot.com/-B67s-FFFRIk/TZLeR3wamWI/AAAAAAAAN_U/Mn2SIp9n940/s200/10pios.jpg" width="200" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Empik sprzedający płytę na kilka dni przed oficjalną premierą to banda prosiaków, ale, sorry Pablo, nie wytrzymałem i wsparłem tę podłą szajkę moją kasą. I w ten sposób, z lekkimi wyrzutami sumienia, na dzień przed premierowym koncertem jestem już po kilkukrotnym przesłuchaniu albumu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na początku przyszło zaskoczenie, bo płyta jest zauważalnie inna muzycznie od tego, z czego "wyrósł" Pablopavo i co było doskonale słyszalne jeszcze na &lt;a href="http://witoldwoicki.blogspot.com/2009/10/pablopavo-i-ludziki-telehon.html"&gt;&lt;i&gt;Telehonie&lt;/i&gt;&lt;/a&gt;&lt;sup&gt;1&lt;/sup&gt;- czyli z rytmów żywych, reggae'owych, dubowych. Oczywiście już &lt;i&gt;Telehon&lt;/i&gt; to była np. w porównaniu z płytami Vavamuffin szalona eksploracja nowych nurtów i brzmień, kierunek funk, hip-hop, nawet z lekkim skrętem elektronicznym, ale ta płyta, to już prawie zupełne oderwanie. Muzycznie wydaje się znacznie spokojniejsza, a nawet tam, gdzie już-już zdaje się, że wróciliśmy do znanych rytmów, następuje nagłe przełamanie, zwód i ucieczka przed "reggae-policją".&lt;br /&gt;To moje początkowe zaskoczenie, łatwe do wytłumaczenia tym, że i ja przecież z dokonaniami Pablo zaprzyjaźniałem się od Vavamuffin i Zjednoczenia, szybko jednak ustąpiło - Ludziki grają bez ściemy i tandety&lt;sup&gt;2&lt;/sup&gt;, gitary i dęciaki brzmią żywo i soczyście, elektronika i przeróżne przeszkadzajki nie przeszkadzają, a te spokojne, czasem nawet refleksyjne kompozycje okazują się po kilku przesłuchaniach niesamowicie przemyślane i wkręcające (tu moim faworytem jest &lt;i&gt;iście iście&lt;/i&gt;).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Muzyka muzyką, ale takie mam głupie przyzwyczajenie, że ważniejsze są słowa. Początek płyty bez rewelki - po dwóch pierwszych kawałkach (&lt;i&gt;Rozpoczęcie &lt;/i&gt;i &lt;i&gt;Wpuść mnie&lt;/i&gt;) byłem zaniepokojony zniżką tekściarskiej formy Pablopavo, ale już chwilę później, przy &lt;i&gt;Oddajcie kino Moskwa&lt;/i&gt; uspokoiłem się a przy kolejnym kawałku, no cóż, z jednej strony odzyskałem spokój ducha w kwestii jakości słów, z drugiej strony ten spokój ducha całkiem zgubiłem, bo mi przy słowach "ona płakała stara jak nigdy dotąd" najzwyczajniej w świecie łzy stanęły w oczach. Ale ja zawsze byłem romantycznym chłopcem, to sam siebie tłumaczę trochę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przeczytałem niedawno jakiś wywiad z Pablo, który mówił, że nie chciał nagrać płyty o Warszawie dla warszawiaków. I faktycznie, ta miejska liryka jest podana znacznie mniej wprost niż na &lt;i&gt;Telehonie&lt;/i&gt;, Warszawa tutaj to raczej tło niż pierwszy plan, raczej bicie serca i oddech niż wykrzyczane hasła. Jest ciągle obecna, ale nie trzeba o niej mówić bezpośrednio. To się, jak wczoraj słusznie zauważył w rozmowie Stefan, może przekładać niestety na mniejszą "słuchalność" &lt;i&gt;10 piosenek&lt;/i&gt; w miejskim ruchu, na słuchawkach, podczas podróży. Poprzednia płyta była do tego idealna, ta może być raczej wersją domową.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Już jutro okaże się, jak wypada w wersji koncertowej. Can't wait.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A tymczasem, jeśli ktoś się jeszcze nie zaopatrzył - do dzieła! Promomiks jest do odsłuchania na stronie &lt;a href="http://www.pablopavo.pl/"&gt;http://www.pablopavo.pl/&lt;/a&gt; a płyta u hultajów z Empiku albo na stronie wydawcy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;PS: Przez moment miałem nadzieję, że uwinę się z napisaniem tych kilku zdań przed Roodym, ale oczywiście dupa rydz, nie ma nic - w pracy nie miałem zgranych tych kawałków, więc odłożyłem całość na popołudnie, żeby nie walnąć jakiegoś błędu w cytowanym fragmencie tekstu, &lt;a href="http://roody102.pl/2011/03/10-smutnych-piosenek-plus-dwie.html"&gt;no a w międzyczasie, w samo południe, Roody dokonał dzieła&lt;/a&gt;. &lt;strike&gt;No i dobrze, przynajmniej teraz mogę mu wytknąć jedną literówkę w imieniu artysty ;P&lt;/strike&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;---&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;[1] Spojrzałem teraz na te kilka marnych zdań, które skleciłem półtora roku temu o &lt;i&gt;Telehonie&lt;/i&gt; i nie do końca rozumiem, jak to się mogło stać? Pisałem może bardzo na świeżo po pierwszych odsłuchach? Bo dziś, z perspektywy czasu, uważam tę płytę za jedno z najlepszych muzycznych wydarzeń 2009 i początku 2010 roku, a kilka koncertów, na których byłem w 2010, udowodniło mi, że co do nisko ocenionego potencjału energetycznego tego krążka też się myliłem całkowicie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;[2] A tu dygresja o samych Ludzikach. Po bodaj pierwszym telehonowym koncercie, w październiku 2009 w Hybrydach, &lt;a href="http://witoldwoicki.blogspot.com/2009/10/pablopavo-ludziki-hybrydy-09102009.html"&gt;napisałem dosyć chłodny komentarz&lt;/a&gt;. I faktycznie, jak pamiętam tamten koncert, to był taki bez ekscytacji. A potem ekipa pojechała w trasę po Polsce i do Warszawy, też do Hybryd chyba, wróciła jakoś wiosną. I po tym drugim koncercie kompletnie opadła mi szczęka - jak oni się zgrali ze sobą przez tych kilka miesięcy. Pojawiły się nowe instrumenty, jakieś smyczki, więcej dęciaków, goście nabrali scenicznego entuzjazmu i nagle płyta zabrzmiała prze-energetycznie na żywo. Potem byłem jeszcze na jakichś ich koncertach, na pewno na jednym na Bielanach i, tak mi się wydaje, jeszcze gdzieś, i to się tylko potwierdzało. Ludziki rozwinęły (Ludzikowie rozwinęli ;) ) skrzydła!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2068029636685617760-2206768513512574441?l=witoldwoicki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://witoldwoicki.blogspot.com/feeds/2206768513512574441/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=2068029636685617760&amp;postID=2206768513512574441' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2068029636685617760/posts/default/2206768513512574441'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2068029636685617760/posts/default/2206768513512574441'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://witoldwoicki.blogspot.com/2011/03/pablopavo-i-ludziki-10-piosenek.html' title='Pablopavo i Ludziki: 10 piosenek'/><author><name>donwito.net</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12542145113588418753</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/-B67s-FFFRIk/TZLeR3wamWI/AAAAAAAAN_U/Mn2SIp9n940/s72-c/10pios.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2068029636685617760.post-5586529505090136419</id><published>2011-03-30T20:25:00.000+02:00</published><updated>2011-03-30T20:25:26.202+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='książka'/><title type='text'>Dąmbski, Stefan: Egzekutor</title><content type='html'>Kontrowersje, szok, zgroza: &lt;a href="http://www.tvn24.pl/1,1677326,druk.html"&gt;http://www.tvn24.pl/1,1677326,druk.html&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A ja z pewnym zaniepokojeniem obserwuję, że nic mnie to nie obchodzi. Przeczytałem, bo nie mogłem zasnąć - łyknąłem w godzinę, gdzieś pomiędzy 2 a 3 w nocy z niedzieli na poniedziałek - a potem w końcu zasnąłem spokojnie i spałem do, jak zwykle zbyt wczesnego, budzika.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Od najmłodszych lat trauma wojenna przeżywana na języku polskim, historii, wiedzy o społeczeństwie, PO, w harcerstwie, trochę też na własną rękę, bo po stosy dramatycznych pamiętników z Getta czy z Powstania, po kolejne teksty z kręgu literatury obozowej nikt mi nie kazał sięgać, sam dla siebie to czytałem. No i teraz, kilka lat później, dostaję "wstrząsające, jedyne w swoim rodzaju świadectwo" - i nic. Mordowali się, co z tego, wyrzynali całe wioski i rodziny, ale ech, to przecież było wiadomo, nawet jeśli nikt tego nie spisał w jednym tomie, zresztą tyle lat minęło, naprawdę, po co jeszcze o tym rozmawiać?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wychowanie patriotyczne na moim przykładzie kompletnie zawiodło. Punkt krytyczny przekroczony.&lt;br /&gt;Zobaczymy, czy wykres na moje uczucia w tym temacie to sinusoida, i nastąpi odbicie w drugą stronę, czy odwrócona parabola, i będzie już tylko gorzej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A książka napisana przeciętnie, widać, że Dąmbskiemu lepiej leżał w ręku pistolet niż długopis, i nawet wysiłek redaktorek nie zdołał tego zamaskować.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2068029636685617760-5586529505090136419?l=witoldwoicki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://witoldwoicki.blogspot.com/feeds/5586529505090136419/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=2068029636685617760&amp;postID=5586529505090136419' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2068029636685617760/posts/default/5586529505090136419'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2068029636685617760/posts/default/5586529505090136419'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://witoldwoicki.blogspot.com/2011/03/dambski-stefan-egzekutor.html' title='Dąmbski, Stefan: Egzekutor'/><author><name>donwito.net</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12542145113588418753</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2068029636685617760.post-3475965840746223572</id><published>2011-03-30T20:09:00.001+02:00</published><updated>2011-03-30T20:09:51.922+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='blog'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='film'/><title type='text'>Michell, Roger: Morning Glory</title><content type='html'>Gdzieś tam w połowie tego filmu następuje dramat i katastrofa - notowania programu spadają, właściciele stacji planują zamknięcie go w ciągu 6 tygodni. I ten tylko fragment, w zestawieniu z &lt;a href="http://www.tvnwarszawa.pl/informacje,news,tvn-warszawa-przechodzi-do-online,145965.html"&gt;zamknięciem z dnia na dzień TVN Warszawa&lt;/a&gt;, zasługuje na zapamiętanie - uśmiechnąłem się przy nim trochę.&lt;br /&gt;Reszta to wata cukrowa, wypełniacz czasu. Pusty, przewidywalny, i - co chyba dla przedstawiciela gatunku &lt;i&gt;komedia&lt;/i&gt; jest ostateczną dyskwalifikacją - nieśmieszny. Nawet w segmencie głupawych amerykańskich komedii.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Technikalia: &lt;a href="http://www.filmweb.pl/film/Dzie%C5%84+Dobry+TV-2010-487563"&gt;http://www.filmweb.pl/film/Dzie%C5%84+Dobry+TV-2010-487563&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2068029636685617760-3475965840746223572?l=witoldwoicki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://witoldwoicki.blogspot.com/feeds/3475965840746223572/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=2068029636685617760&amp;postID=3475965840746223572' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2068029636685617760/posts/default/3475965840746223572'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2068029636685617760/posts/default/3475965840746223572'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://witoldwoicki.blogspot.com/2011/03/michell-roger-morning-glory.html' title='Michell, Roger: Morning Glory'/><author><name>donwito.net</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12542145113588418753</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2068029636685617760.post-429782579909260796</id><published>2011-03-30T11:02:00.000+02:00</published><updated>2011-03-30T11:02:27.171+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='książka'/><title type='text'>Lowry, Malcolm: Pod wulkanem</title><content type='html'>Co za bagno. Lektura jak tonięcię w jakichś odmętach... czegoś. Nie wiem czego. Jak upalny dzień w dżungli, wilgotność odbiera oddech, temperatura&amp;nbsp; przybija do ziemi, pot zalewa oczy, z każdej strony chłostają, szturchają, napierają jakieś rośliny, nic się nie chce, na nic nie ma siły, tylko położyć się i zasnąć, umrzeć pod tym cholernym wulkanem w tym piekielnym bagnie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;400 stron delirycznych wynurzeń, bez rozgraniczania pijackiego snu i jawy, ale nawet jeśli jawy, to jakiej na miłość boską, w 1938 roku, z partyzantką na każdym rogu, z widmami wojen i rewolucji wiszącymi nad głową, ze światem, który jest, bo go czuć, bo męczy, bo napiera, wymaga, oczekuje, ale jednocześnie go nie ma, bo nie daje perspektyw, bo nie ma gdzie uciec, czym, jak, nie ma dokąd pojechać i nie ma innego miejsca niż tu, pod tym cholernym wulkanem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jeden dzień, a historia całego życia, i to jakiego życia, z kim, z samym sobą, smutnym pijakiem, z żoną, ale bez żony, bo odeszła - odeszła od kogoś, czyli ode mnie, bo już nie można było wytrzymać życia w rytmie kolejnych butelek mescalu i tequili, czy odeszła do kogoś, do mojego młodszego brata konkretnie, co za sytuacja, nie da się ich kochać, nie da się ich nienawidzić, a może właśnie trzeba i kochać i nienawidzić, czy w ogóle da się cokolwiek zrobić poza kochaniem, nienawidzeniem i piciem tequili w tym nieznośnym upale pod tym cholernym wulkanem?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I proszę, przeczytałem tę książkę, i już mogę pisać o jej bohaterze w pierwszej osobie, każdy początkujący pijak powinien ją przeczytać. Bagno, co za kompletne bagno, jak się wpada w takie bagno bez wyjścia, to się samo dzieje? można w którymś momencie powiedzieć 'dosyć'? czy nie widać nic, nigdy, aż do samego końca, do momentu, kiedy się leci w dół w ostatnich sekundach życia, gdzieś na końcu świata, w kompletnym bagnie, pod jakimś cholernym wulkanem, w nieznośnym upale; i pomyśleć tylko, ale jak to? - bez nawet najmniejszego łyczka zimnego piwa dla rozjaśnienia myśli?&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2068029636685617760-429782579909260796?l=witoldwoicki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://witoldwoicki.blogspot.com/feeds/429782579909260796/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=2068029636685617760&amp;postID=429782579909260796' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2068029636685617760/posts/default/429782579909260796'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2068029636685617760/posts/default/429782579909260796'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://witoldwoicki.blogspot.com/2011/03/lowry-malcolm-pod-wulkanem.html' title='Lowry, Malcolm: Pod wulkanem'/><author><name>donwito.net</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12542145113588418753</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2068029636685617760.post-6385347700507910943</id><published>2011-03-24T17:56:00.001+01:00</published><updated>2011-03-24T17:57:37.970+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='film'/><title type='text'>Majewski, Lech: The Mill and the Cross</title><content type='html'>Karlo nie pisze recenzji, ale o ile dobrze zrozumiałem jej linię krytyki, gdyby pisała, to wypowiedziałaby się mniej-więcej tak: &lt;a href="http://www.filmweb.pl/reviews/Kopia+mistrza-10999"&gt;http://www.filmweb.pl/reviews/Kopia+mistrza-10999&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po części się zgadzam, bo film jest o tyle &lt;i&gt;pusty&lt;/i&gt;, że nie ma tam bohaterów, których losy można śledzić. Historii, w którą można się zaangażować. Emocji, które można przeżyć. To jest trochę lekcja muzealna w formie kinowej. Ale przepyszna lekcja muzealna. O ile ja byłbym mądrzejszy, gdyby ktoś mi do każdego arcydzieła światowego malarstwa nakręcił taki film.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I może można by tych bohaterów bardziej ożywić, te emocje dobudować, może można by dodać tej fabule więcej fabuły, ale moim zdaniem - po co? Jest bardzo udana kontemplacja, uczta dla oka, dopracowanie detali, jest czym się zająć przez półtorej godziny, a jednocześnie te półtorej godziny to w sam raz tyle, żeby się nie znudzić. Jest ukazany kontekst historyczny, praca artysty, wreszcie w sam raz tyle szczegółów interpretacyjnych z obrazu, żeby mi głowa ni spuchła. Jak dla mnie - jest dobrze. Warto i korzyść.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Technikalia: &lt;a href="http://www.imdb.com/title/tt1324055/"&gt;http://www.imdb.com/title/tt1324055/&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2068029636685617760-6385347700507910943?l=witoldwoicki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://witoldwoicki.blogspot.com/feeds/6385347700507910943/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=2068029636685617760&amp;postID=6385347700507910943' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2068029636685617760/posts/default/6385347700507910943'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2068029636685617760/posts/default/6385347700507910943'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://witoldwoicki.blogspot.com/2011/03/majewski-lech-mill-ande-cross.html' title='Majewski, Lech: The Mill and the Cross'/><author><name>donwito.net</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12542145113588418753</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2068029636685617760.post-5069723647005853078</id><published>2011-03-24T17:07:00.000+01:00</published><updated>2011-03-24T17:07:48.695+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='film'/><title type='text'>Allen, Woody: Poznasz przystojnego bruneta</title><content type='html'>O mój słodki jezu, jak mi się ten ostatni Allen nie podoba. "Ostatni" w sensie - z ostatnich lat. Do &lt;i&gt;Vicky Cristina Barcelona&lt;/i&gt; robiłem 2 podejścia i odpadałem w połowie. &lt;i&gt;Whatever works&lt;/i&gt; obejrzałem bez uniesienia. I tutaj znowu - irytujący typ narracji (no, ale to już moja wina, że z roku na rok zapominam w jaki sposób robi filmy czcigodny starzec), historia jak z Paulo Coelho, tyle że bez puenty, a w środku sieczka umysłowa i kilka językowych gagów.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Stefan docenia warsztat - że mimo znacznego dorobku Allen co roku wypuszcza kolejny poprawny, może nie zachwycający, ale poprawny film. Ja mówię: ok, poprawny, ale nic więcej. Przepływający przeze mnie bez pozostawienia najdrobniejszej emocji. Bez śladu. No może poza drobną irytacją z powodu tej cholernej narracji. Co mi dał ten film? Nic.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Technikalia: &lt;a href="http://www.filmweb.pl/film/Poznasz+przystojnego+bruneta-2010-501868"&gt;http://www.filmweb.pl/film/Poznasz+przystojnego+bruneta-2010-501868&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2068029636685617760-5069723647005853078?l=witoldwoicki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://witoldwoicki.blogspot.com/feeds/5069723647005853078/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=2068029636685617760&amp;postID=5069723647005853078' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2068029636685617760/posts/default/5069723647005853078'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2068029636685617760/posts/default/5069723647005853078'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://witoldwoicki.blogspot.com/2011/03/allen-woody-poznasz-przystojnego.html' title='Allen, Woody: Poznasz przystojnego bruneta'/><author><name>donwito.net</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12542145113588418753</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2068029636685617760.post-1693588808127957828</id><published>2011-03-24T16:57:00.000+01:00</published><updated>2011-03-24T16:57:33.584+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='film'/><title type='text'>Jarmusch, Jim: Permanent Vacation</title><content type='html'>Afabularność afabularnością, &lt;i&gt;jarmuschowatość&lt;/i&gt; zauważalna, ale wynudził mnie ten film okrutnie. Może jeśli ktoś jest bardziej cierpliwy, to dla widoków miejskich ruin, zdewastowanych ulic, zapuszczonych zaułków mógłby sobie to zobaczyć. Ale poza tym aspektem urbanistyczno-wizualnym, to nie ma po co. Późniejsze dokonania znacznie lepsze.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Technikalia: &lt;a href="http://www.filmweb.pl/film/Nieustaj%C4%85ce+wakacje-1980-8117"&gt;http://www.filmweb.pl/film/Nieustaj%C4%85ce+wakacje-1980-8117&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2068029636685617760-1693588808127957828?l=witoldwoicki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://witoldwoicki.blogspot.com/feeds/1693588808127957828/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=2068029636685617760&amp;postID=1693588808127957828' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2068029636685617760/posts/default/1693588808127957828'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2068029636685617760/posts/default/1693588808127957828'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://witoldwoicki.blogspot.com/2011/03/jarmusch-jim-permanent-vacation.html' title='Jarmusch, Jim: Permanent Vacation'/><author><name>donwito.net</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12542145113588418753</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2068029636685617760.post-4644802355548203003</id><published>2011-03-13T00:21:00.001+01:00</published><updated>2011-03-13T00:22:43.812+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='blog'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='foto'/><title type='text'>Wyprawa!</title><content type='html'>Otóż. Korzystając z wolnego weekendu, z pięknego, słonecznego dnia, pojechali my za miasto. Wyprawa poszła gładko, pomijając podstępny objazd w Konstancinie, który musieliśmy ominąć jakimiś koszmarnymi opłotkami prosto przez salon Jana Kulczyka (no dobra, przez ulicę obok jego rezydencji, ale cokolwiek), i mogliśmy zaliczyć tego dnia:&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="https://lh6.googleusercontent.com/-81PyETChJIU/TXvGOTuJ73I/AAAAAAAAN4U/HIhFkZZaen4/s1600/IMGP7948.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="240" src="https://lh6.googleusercontent.com/-81PyETChJIU/TXvGOTuJ73I/AAAAAAAAN4U/HIhFkZZaen4/s320/IMGP7948.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;kirkut w Górze Kalwarii, ale też:&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="https://lh3.googleusercontent.com/-m-Nqon4gjq0/TXvHKpxRpVI/AAAAAAAAN5Y/w8g6vuDoRw4/s1600/IMGP7970.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="240" src="https://lh3.googleusercontent.com/-m-Nqon4gjq0/TXvHKpxRpVI/AAAAAAAAN5Y/w8g6vuDoRw4/s320/IMGP7970.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;ruiny zamku w Czersku, i last but not least, moją posiadłość w Adamowie k. Rososzy (samo znalezienie tego na mapie jest wyzwaniem a co dopiero na żywo). Z której nie ma fotek bo jednak nieco wstyd.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ładny weekend, jednakowoż. A kilka fotek więcej jest tu:&lt;br /&gt;&lt;a href="https://picasaweb.google.com/witold.woicki/GoraKalwariaCzersk12032011#"&gt;https://picasaweb.google.com/witold.woicki/GoraKalwariaCzersk12032011#&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2068029636685617760-4644802355548203003?l=witoldwoicki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://witoldwoicki.blogspot.com/feeds/4644802355548203003/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=2068029636685617760&amp;postID=4644802355548203003' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2068029636685617760/posts/default/4644802355548203003'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2068029636685617760/posts/default/4644802355548203003'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://witoldwoicki.blogspot.com/2011/03/wyprawa.html' title='Wyprawa!'/><author><name>donwito.net</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12542145113588418753</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='https://lh6.googleusercontent.com/-81PyETChJIU/TXvGOTuJ73I/AAAAAAAAN4U/HIhFkZZaen4/s72-c/IMGP7948.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2068029636685617760.post-2659846028616804251</id><published>2011-03-07T23:39:00.000+01:00</published><updated>2011-03-07T23:39:23.598+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='film'/><title type='text'>Konwicki, Tadeusz: Ostatni dzień lata</title><content type='html'>Niesamowicie &lt;i&gt;konwicki&lt;/i&gt; jest ten film. Kiedyś wygłosiłem taką tezę&lt;sup&gt;1&lt;/sup&gt;, że Konwicki to jest autor jednej książki, w takim sensie, że każdy kolejny tekst to tak naprawdę przepracowywanie tych samych traum, motywów, zdarzeń, ludzi.&lt;br /&gt;I ten film dotyka tradycyjnej &lt;i&gt;konwickiej&lt;/i&gt; tematyki. I oczywiście jest to tematyka ważka, zwłaszcza z perspektywy roku 1958. Tyle tylko, że z perspektywy roku 2010, sposób opowiedzenia tego problemu został dobrany niesamowicie infantylnie. Bo co, serio niespełna 30-letni młodzieńcy tak przeżywali traumę wojenną, że szli się topić w morzu na oczach ukochanej (jak się nad tym zastanowić, to z pełną świadomością, że ona się rzuci na ratunek)? Serio?!&lt;br /&gt;No i to aktorstwo, jezu, jakie drewniane.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ale za to zdjęcia doskonałe.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jednakowoż - przy całej mojej miłości do Konwickiego i przy całym zrozumieniu dla tej tematyki, z bólem oglądałem ten film. W normalnych warunkach bym się jakoś zmitygował i nie pisał tego tak wprost, ale Karolina oglądała ze mną i potwierdziła te refleksje. A ona się zna. Czyli potwierdzone mocą filmowego autorytetu. Nie podobało mi się i mówię to głośno.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Technikalia: &lt;a href="http://www.filmweb.pl/film/Ostatni+dzie%C5%84+lata-1958-8423"&gt;http://www.filmweb.pl/film/Ostatni+dzie%C5%84+lata-1958-8423&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;[1] Nie żebym się miał chwalić, bo jeśli jest poprawna, to na pewno wygłosiło ją już przede mną wielu literaturoznawców. Ale jeśli jest do natychmiastowego obalenia to odpowiedzialność za wygadywane głupoty biorę osobiście.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2068029636685617760-2659846028616804251?l=witoldwoicki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://witoldwoicki.blogspot.com/feeds/2659846028616804251/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=2068029636685617760&amp;postID=2659846028616804251' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2068029636685617760/posts/default/2659846028616804251'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2068029636685617760/posts/default/2659846028616804251'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://witoldwoicki.blogspot.com/2011/03/konwicki-tadeusz-ostatni-dzien-lata.html' title='Konwicki, Tadeusz: Ostatni dzień lata'/><author><name>donwito.net</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12542145113588418753</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2068029636685617760.post-2046120333204801281</id><published>2011-03-07T23:16:00.000+01:00</published><updated>2011-03-07T23:16:52.339+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='link'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='muzyka'/><title type='text'>Stefan operator</title><content type='html'>Stefan operator skręcił kolejny klip -&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;iframe allowfullscreen="" frameborder="0" height="311" src="http://www.youtube.com/embed/Pt3QYdQ_OAg?rel=0" title="YouTube video player" width="500"&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- i chociaż sound operator zawiódł nieco, to wideo niczego sobie.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2068029636685617760-2046120333204801281?l=witoldwoicki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://witoldwoicki.blogspot.com/feeds/2046120333204801281/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=2068029636685617760&amp;postID=2046120333204801281' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2068029636685617760/posts/default/2046120333204801281'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2068029636685617760/posts/default/2046120333204801281'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://witoldwoicki.blogspot.com/2011/03/stefan-operator.html' title='Stefan operator'/><author><name>donwito.net</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12542145113588418753</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://img.youtube.com/vi/Pt3QYdQ_OAg/default.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2068029636685617760.post-1094444399399822386</id><published>2011-03-07T23:13:00.000+01:00</published><updated>2011-03-07T23:13:43.689+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='film'/><title type='text'>Coen, Joel &amp; Ethan: True Grit</title><content type='html'>Prawdziwego męstwa wymagało nieokazanie rozczarowania po tym filmie.&lt;br /&gt;W zestawieniu z poprzednimi dokonaniami Coenów jest to produkcja zaskakująca brakiem sensu - ta produkcja &lt;i&gt;jest&lt;/i&gt;, ale jednocześnie &lt;i&gt;jest o niczym&lt;/i&gt;. Interpretacja w kontekście tytułu jest tak oczywista, że gdyby miało chodzić tylko o nią, możnaby sobie darować oglądanie. Interpretacja w kierunku hołdu dla gatunku westernowego jest kompletnie niemożliwa - bohaterowie tej opowieści nie kończą ani na pomnikach ani we wdzięcznej pamięci ludzi, Rooster umiera jako zapijaczony dziadek w objazdowym cyrku, Mattie do końca życia jest samotną, zdziwaczałą starą panną. Nasunęła mi się więc interpretacja odwrotna - jako dekonstrukcji westernowego mitu. Postanowiłem ją więc eksplorować i obejrzałem sobie oryginalny &lt;i&gt;True Grit&lt;/i&gt;, z 1969 roku. I już byłem cały szczęśliwy, bo to był prawdziwy western z happy endem, i już-już moje rozpoznania interpretacyjne się potwierdzały w kontekście, ale niestety poszperałem głębiej i okazało się, że oba filmy bazowały na książce - &lt;a href="http://en.wikipedia.org/wiki/True_Grit_%28novel%29"&gt;&lt;i&gt;True Grit&lt;/i&gt; Charlesa Portisa z 1968 roku&lt;/a&gt;. Książce, która - przeczytałem tylko angielskie streszczenie, więc nie znam detali - była w wymowie zbieżna z filmem Coenów. Ich ekranizacja jest dokładna, wersja z 1969 roku była bardzo optymistyczą interpretacją dokonaną na potrzeby gatunku.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I teraz to już kompletnie nie wiem co myśleć. Wychodzi bowiem na to, że w filmie jest dokładnie tyle znaczenia, ile niesie tytuł - czyli niestety żałośnie mało.&lt;br /&gt;I kogo winić za znajdowaną pustkę? Twórcę książki czy twórców filmu?&lt;br /&gt;Ech. Smuteczek z tych ostatnich Coenów, smuteczek.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Smuteczek oczywiście tylko na poziomie interpretacji, bo na poziomie bieżącego odbioru to było mnóstwo uciech, film wyszedł bardzo dowcipny. Chociaż miałem zabawną obserwację, że chyba publiczność oczekiwała jeszcze bardziej dowcipnego. Tak jakby hasło "bracia Coen" uruchamiało w widzach mechanizm rechotania się co 3 minuty bez względu na to, co w danej chwili dzieje się na ekranie. Przynajmniej tak reagowali w Kinotece w niedzielny wieczór kilka tygodni temu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;To jeszcze sobie tylko zanotuję skojarzenie sceny nocnej, szaleńczej jazdy konno z chorym dzieckiem na rękach z &lt;i&gt;Królem Olch&lt;/i&gt; Goethego i już zakończę o tym filmie. Bo nie ma o czym mówić, niestety.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Technikalia - &lt;br /&gt;wersja Coenów:&lt;br /&gt;&lt;a href="http://www.filmweb.pl/film/Prawdziwe+m%C4%99stwo-2010-506212"&gt;http://www.filmweb.pl/film/Prawdziwe+m%C4%99stwo-2010-506212&lt;/a&gt; &lt;br /&gt;wersja z 1969 roku:&lt;br /&gt;&lt;a href="http://www.filmweb.pl/film/Prawdziwe+m%C4%99stwo-1969-8852"&gt;http://www.filmweb.pl/film/Prawdziwe+m%C4%99stwo-1969-8852&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2068029636685617760-1094444399399822386?l=witoldwoicki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://witoldwoicki.blogspot.com/feeds/1094444399399822386/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=2068029636685617760&amp;postID=1094444399399822386' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2068029636685617760/posts/default/1094444399399822386'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2068029636685617760/posts/default/1094444399399822386'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://witoldwoicki.blogspot.com/2011/03/coen-joel-ethan-true-grit.html' title='Coen, Joel &amp; Ethan: True Grit'/><author><name>donwito.net</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12542145113588418753</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2068029636685617760.post-8010492775718587801</id><published>2011-03-07T22:52:00.000+01:00</published><updated>2011-03-07T22:52:23.003+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='cytat'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='książka'/><title type='text'>Stasiuk, Andrzej: Taksim</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="https://lh5.googleusercontent.com/-rsDc2YwEXmw/TW_YvIWZbKI/AAAAAAAAN3E/V2WqfYoInuc/s1600/taksim.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="https://lh5.googleusercontent.com/-rsDc2YwEXmw/TW_YvIWZbKI/AAAAAAAAN3E/V2WqfYoInuc/s320/taksim.jpg" width="195" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;blockquote&gt;[...] stres ich, zwłaszcza matkę, zabijał. Ojciec wychodził do pracy i wracał przesiąknięty zapachem ropy. Wszyscy faceci w mieście tak wtedy pachnieli. Emiraty oraz Teksas. On miał lepiej. Wiesz, jak facet ma pracę, to reszta go nie obchodzi, ponieważ reszta to jest tylko czas wolny. Matka miała zrobić nam dom, ale nie wiedziała jak, ponieważ znała tylko rodzinny z makatką, Matką Boską, gorejącym sercem Pana Jezusa, muchami, smrodem obory i kogutem pierdolącym nieustannie swoje dziesięć kur. A tutaj wokół gdzie nie spojrzeć elegancja-francja, buty z wężowej skórki i mycie się trzy razy dziennie. Kurwa, rozumiesz, nikt do nas nie przychodził, zero obcych. Tylko ta spod szybów czasem. Teraz to widzę, te matczyne godziny przed lustrem, tę jej bezradność, to przypinanie sobie, przykładanie, przymierzanie przed wyjściem do sklepu, bo przecież nigdzie dalej ani na krok, chyba że w niedzielę autobusem na wiochę. Wiesz, nigdzie nie wychodziła ot tak, jak się wychodzi na chwilę, w kapciach, pożyczyć cukru, po ogień, jak jesteś u siebie i nie musisz sprawdzać w lustrze, jak wyglądasz, bo za progiem nie jest żaden Armagedon, tylko też twoje. Ale to nie był ten przypadek. To nie jest w ogóle ten przypadek, bo tutaj nikt nie jest u siebie, wszyscy mają poczucie, że coś komuś podpierdolili, oraz następne, że ktoś im zaraz coś podpierdoli. Wszystko jedno, towar, dobre imię, miejsce w kolejce, powietrze do oddychania, podpierdoli im szacunek, którego i tak do siebie nie czują, no, wszystko, bo to jest, człowieku, kraj szabru oraz awansu, kraj awansu szabernego, że się tak wyrażę. I moja matka, świeć panie nad jej udręczoną duszą, przeczuwała to, ponieważ była wrażliwa, ale była też kobietą prostą, więc nie potrafiła tego zrozumieć, a jedynie poczuć, że kogoś udaje, że jej życie pękło, rozdwoiło się i że musi cierpieć, chociaż nie potrafi znaleźć w sobie żadnej winy... Robiła tylko to, co wszyscy, nie? Wszyscy. Próbują uciec od swojego losu do miasta, do Reichu, na Jackowo, na Księżyc albo w pizdu. To jest, bracie, kraj wiecznych tułaczy, żadni Żydzi, tylko my. Nie musimy nigdzie wychodzić, kurwa, siedzisz w czterech ścianach i jesteś wygnańcem. Jak moja matka. Jak ja albo ty. A może nie?&lt;br /&gt;[s. 252-253]&lt;/blockquote&gt;&lt;br /&gt;Fragment uderzający z dwóch powodów.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po pierwsze, miałem kiedyś taką rozmowę z Przemkiem na temat wszechobecnego w ludziach tutaj, u nas, w naszym cudnym kraju, poczucia nieustannego zagrożenia. Zagrożenia tym, że gdzieś czyha podstęp. Że zawsze ktoś chce ich na czymś oszukać, zrobić w wała, odważyć mniej cebuli w sklepie, oszukać na promocji abonamentu za telewizję, podpieprzyć lepsze miejsce w przedziale kolejowym, nie dolać piwa do kreseczki 0,5l na kuflu czy wcisnąć się im z podporządkowanej przed maskę. I że w tym stanie permanentnego zagrożenia jedyną obroną jest atak - objechanie korka zatoczką autobusową i wciśnięcie się samemu, wykłócenie się o piwo z pianką, bo na pewno nie opadnie do poziomu kreseczki tylko niżej, wyśmianie sprzedawcy w salonie cyfry+ że co on za gówno wciska, jak en czy inny polsat mają o 4,90 na miesiąc taniej. Bo jeśli my tego nie zrobimy, to nam za chwilę zrobią, a wtedy zostaniemy bezradni i napiętnowani, no bo przecież dać się wyruchać w kraju cwaniaków to niezmywalna plama na honorze.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po drugie, z powodu przetaczającej się - najpierw przez media lokalne a potem już przez cały internet - dyskusji o przyjezdnych w Warszawie. Moje stanowisko dotyczące przyjezdnych jest dosyć proste - zapraszam ich serdecznie, niech pomagają rozwijać aglomerację, miasto samo nie urośnie, a jak nie będzie rosło to będzie się cofało. Zapraszam ich serdecznie do mieszkania tutaj i do wszystkiego, co się z tym wiąże: do płacenia podatków, do interesowania się przyszłością i przeszłością tego miejsca, do uczestniczenia w kulturze i w życiu knajpianym, do zakładania własnych firm i do rozmnażania się, generalnie: do życia. I do konstruktywnej krytyki też ich zapraszam, jeśli mają jakiś dobry pomysł na usprawnienie miejskiej komunikacji, poprawę stanu dróg, służby zdrowia, to wręcz cudownie. Miastu mogłyby się przydać nowe osoby ze świeżymi pomysłami. I tylko do niekonstruktywnego jechania po Warszawie ich nieszczególnie zapraszam, bo jeśli dla kogoś to miejsce jest największą chujnią galaktyki, nie do naprawienia, wszystko źle i nawet nie ma co zgłaszać koncepcji poprawy, bo nie ma tu nic do uratowania, to myślę sobie, że powinien bez namysłu porzucić tę czarną dziurę i poszukać sobie jakiegoś lepszego miejsca na ziemi. Czyli generalnie jakby dosyć otwarty jestem. A tymczasem miałem takie wrażenie, jakby lokalsi zbyt mało pewnie jeszcze czuli się u siebie, żeby przyjmować gości.&lt;br /&gt;Nie wiem do końca z czego to wynika. Mam takie wspomnienie z lat młodych, że Polska nie lubiła Warszawy, że krążyła niepisana zasada, że na wyjazdach nie przyznajemy się do bycia z Warszawy, bo można za sam ten fakt po ryju zebrać. Dopiero kilka lat temu, tak mi się wydaje, to odpuściło. I zewnętrznie - spadło poczucie zagrożenia z zewnątrz (pewnie powolne cywilizowanie się piłki nożnej ma tu jakieś znaczenie), i wewnętrznie - pojawiło się przywiązanie do miejsca a nawet poczucie dumy. "Nie mówię szeptem gdy mówię skąd jestem" to się w kontekście Warszawy parę lat temu dopiero pojawiło. Może jakoś w okolicach uruchomienia Muzeum PW? Bo zapewne Muzeum tu odegrało sporą rolę. Z ostatnich spraw na przykład Projekt Warszawiak pokazał mi, jak ogromna jest w ludziach stąd potrzeba zamanifestowania dumy ze swojego pochodzenia - tandeta straszna, a chwyciło tak, jakby nigdy rodzimy szołbiz nie wyprodukował nic lepszego.&lt;br /&gt;W każdym razie myślę sobie, że te ostatnie lata to wciąż jeszcze za mało czasu, aby gospodarze poczuli się wystarczająco &lt;i&gt;u siebie&lt;/i&gt;, aby przestać traktować wizyty gości jak inwazję barbarzyńców.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2068029636685617760-8010492775718587801?l=witoldwoicki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://witoldwoicki.blogspot.com/feeds/8010492775718587801/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=2068029636685617760&amp;postID=8010492775718587801' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2068029636685617760/posts/default/8010492775718587801'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2068029636685617760/posts/default/8010492775718587801'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://witoldwoicki.blogspot.com/2011/03/stasiuk-andrzej-taksim.html' title='Stasiuk, Andrzej: Taksim'/><author><name>donwito.net</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12542145113588418753</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='https://lh5.googleusercontent.com/-rsDc2YwEXmw/TW_YvIWZbKI/AAAAAAAAN3E/V2WqfYoInuc/s72-c/taksim.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2068029636685617760.post-804864403869816687</id><published>2011-02-23T20:16:00.000+01:00</published><updated>2011-02-23T20:16:48.776+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='film'/><title type='text'>Salle, Jérôme: Anthony Zimmer</title><content type='html'>Dostałem sugestię obejrzenia w komentarzu do &lt;i&gt;Turysty&lt;/i&gt; - obejrzałem więc i jestem mocno rozbawiony. Gatunek &lt;i&gt;romantyczno-sensacyjna przypowiastka umoralniająca&lt;/i&gt; nie był mi do tej pory znany. Okazuje się, że to co von Donnersmarck przerobił na leniwą sensację o wymowie jednak awanturniczej ("łotrzykowi" uchodzi wszystko na sucho jeśli tylko odda tę część swej kasy, którą ukradł państwu - o pieniądze ukradzione jakimś gangsterom, którymi to gangsterami wygodnie zajęła się sama policja, nikt się już nie martwi), w oryginale było jakby z Biblii wyjęte: prawdziwe błogosławieństwa (miłość) spotkają Cię dopiero, gdy oddając majątek co do grosza potwierdzisz swe nawrócenie na ścieżkę cnoty i moralności. Naprawdę dowcipne. I do tego okraszone jak zwykle bosko drewnianą grą Daniela Olbrychskiego, który chyba osobiście braci Mroczków kształcił w swej mistrzowskiej szkole. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I niby nie jest to zły film, ale jakiś kompletnie niewiarygodny. Wersja bardziej awanturnicza &lt;i&gt;robi więcej sensu dla mnie&lt;/i&gt;. Natomiast muzyka, już bez złośliwości, całkiem dobra.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Technikalia: &lt;a href="http://www.filmweb.pl/Anthony.Zimmer"&gt;http://www.filmweb.pl/Anthony.Zimmer&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2068029636685617760-804864403869816687?l=witoldwoicki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://witoldwoicki.blogspot.com/feeds/804864403869816687/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=2068029636685617760&amp;postID=804864403869816687' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2068029636685617760/posts/default/804864403869816687'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2068029636685617760/posts/default/804864403869816687'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://witoldwoicki.blogspot.com/2011/02/salle-jerome-anthony-zimmer.html' title='Salle, Jérôme: Anthony Zimmer'/><author><name>donwito.net</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12542145113588418753</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2068029636685617760.post-5782887503314356155</id><published>2011-02-20T12:31:00.000+01:00</published><updated>2011-02-20T12:31:43.325+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='blog'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='teatr'/><title type='text'>Treliński, Mariusz: Traviata</title><content type='html'>Poszedłem więc po raz pierwszy w życiu do opery. Zawsze myślałem, że to kompletnie nudne i nie dla mnie, ale myślałem to &lt;i&gt;zaocznie&lt;/i&gt;, bez sprawdzenia. Pojawiła się okazja do sprawdzenia, więc skorzystałem. Refleksja więc będzie podwójna - pierwsza o tej &lt;i&gt;Traviacie&lt;/i&gt;, którą widziałem, druga o operze w ogóle.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Traviata &lt;/i&gt;to porażka i padaka. Gołymi cyckami, jak się okazuje, nie da się załatwić wszystkiego. Reżyserski koncept uwspółcześnienia opowieści przez przeniesienie jej do modnego miejskiego klubu zawiódł na całej linii - pokazał tylko, że tekst w żaden sposób nie jest współczesny. Dyskurs się zmienił, inaczej się mówi o miłości i o śmierci, i rozważania nad nieuchronną śmiercią i miłością tragiczną w kontekście nocnej dyskoteki są rozważaniami jałowymi. Nie ma punktu styku. Bo niby gdzie - w mowie o &lt;i&gt;cywilizacji śmierci&lt;/i&gt;? Miałem taką myśl, kiedy zobaczyłem jak w scenie otwierającej Violetta nocne szaleństwa klubowe rozpoczyna wychodząc z trumny, no ale to chyba jakieś żarty by były, taką dosłownością walić przez głowę i to jeszcze tak nietrzymającą się kupy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I, na miłość boską, postać ojca, dla opowieści jednak kluczowa, w takiej kompozycji przecież kompletnie nie funkcjonuje. Skruszoną kurtyzanę mogły wzruszyć łzy ojca, pragnącego szczęścia swej córki. Twarda, zdecydowana, stanowcza była właścicielka nocnego lokalu w takim kontekście po prostu nie występuje, nie łączy się nijak.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ta reżyseria nie tylko nie uwspółcześniła, ona jeszcze dobiła &lt;i&gt;Traviatę&lt;/i&gt; i ostatecznie wykazała jej nieprzystawalność. Serdeczne gratulacje dla reżysera.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dygresja:&lt;br /&gt;w międzyczasie udało mi się podyskutować na ten temat z Karlo, która stoi na stanowisku, że należy jednak bardzo mocno zwracać uwagę na oryginalny tekst. W sensie - że dylematy moralne należy rozpatrywać w kontekście oryginału, i że należy próbować dopatrzeć się w tej reżyserskiej interpretacji tak wiele oryginału, jak tylko się uda. I to chyba jest główny punkt niezgody - bo moim zdaniem, jeśli reżyser decyduje się na radykalną zmianę kontekstu funkcjonowania postaci, to bierze na siebie odpowiedzialność za efekt, za to, czy konstrukcje w nowym otoczeniu nadal &lt;i&gt;zagrają&lt;/i&gt;. I nie jest już dłużej moją, widza odpowiedzialnością domyślanie się, co powinienem wziąć z oryginału a na co patrzeć w danej realizacji. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A co do opery w ogóle to przede wszystkim, może mi ktoś podpowie, czy to była wina tej konkretnej scenografii, czy tak jest zawsze, że rozkład aktów do przerw liczony w minutach kształtuje się następująco:&lt;br /&gt;A1 - 35:25&lt;br /&gt;A2: 40:20&lt;br /&gt;A3: 1h&lt;br /&gt;?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Bo jeśli tak, to wesoła jazda. Zwłaszcza po pierwszej przerwie byłem zaskoczony nieefektywnością czasową tego rodzaju sztuki.&lt;br /&gt;W każdym razie - podobało mi się umiarkowanie. Muzyka owszem, bardzo, śpiew nawet także, owszem, ale ten śpiew wymusza specyficzną skromność aktorskiej ekspresji - dla której to ekspresji zwykle chodzę do teatru. A wersji operowej mi tego brakuje. Niestety, śpiew wymusza także dość wolne tempo akcji, co, nie ukrywam, nudzi mnie niemożebnie. Także chyba będzie to doświadczenie jednorazowe, ta moja wizyta.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;No cóż, przynajmniej będę mógł od teraz mówić, że mnie to nudzi, i że wiem dlaczego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Technikalia: &lt;a href="http://www.teatrwielki.pl/pl/repertuar/opera/kalendarium/la_traviata.html"&gt;http://www.teatrwielki.pl/pl/repertuar/opera/kalendarium/la_traviata.html&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2068029636685617760-5782887503314356155?l=witoldwoicki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://witoldwoicki.blogspot.com/feeds/5782887503314356155/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=2068029636685617760&amp;postID=5782887503314356155' title='Komentarze (6)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2068029636685617760/posts/default/5782887503314356155'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2068029636685617760/posts/default/5782887503314356155'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://witoldwoicki.blogspot.com/2011/02/trelinski-mariusz-traviata.html' title='Treliński, Mariusz: Traviata'/><author><name>donwito.net</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12542145113588418753</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>6</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2068029636685617760.post-73487518476225747</id><published>2011-02-18T15:26:00.000+01:00</published><updated>2011-02-18T15:26:51.263+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='film'/><title type='text'>Hooper, Tom: Jak zostać królem / The King's Speech</title><content type='html'>Koniecznie, z powodu:&lt;br /&gt;&lt;ol&gt;&lt;li&gt;Colina Firtha, tworzącego postać rewelacyjnie miotającą się pomiędzy wrodzonym dystansem do siebie w sferze prywatnej i przygniatającą, a jednocześnie niemożliwą do odrzucenia oficjalną formą, którą musi przyjmować w sferze publicznej.&lt;/li&gt;&lt;li&gt;Heleny Bonham Carter, znakomitej, jak zwykle, potrafiącej w ciągu sekundy przejść pomiędzy &lt;i&gt;dobrą ciocią&lt;/i&gt; a &lt;i&gt;Jej Królewską Wysokością&lt;/i&gt;.&lt;/li&gt;&lt;li&gt;Geoffreya Rusha, którego kompletnie nie kojarzyłem wcześniej, a jak można się przekonać, powinienem.&lt;/li&gt;&lt;li&gt;Rewelacyjnego języka, choć z jego powodu zapisałem tytuł i po angielsku i po polsku. Bo w końcu nie wiem, jak oglądałem: starałem się po angielsku, ale czasami przy niektórych grach językowych musiałem się uciekać do polskich napisów.&lt;/li&gt;&lt;li&gt;Bardzo dobrej realizacji dźwięku. W tym filmie osobnym aktorem są stuki i skrzypienia podłogi, trzaski mikrofonu, uliczne hałasy i cisza za szczelnymi słuchawkami.&lt;/li&gt;&lt;/ol&gt;&lt;br /&gt;I jeszcze pewnie z paru innych powodów, na przykład z powodu naprawdę dobrej opowiadanej historii, no ale to już drobiazgi. Co prawda to może jedna z najbardziej wzruszających historii jakie widziałem w kinie, pewnie głównie z uwagi na idealnie więc dobrane próby maskowania jej wagi ironią, ale przecież prawdziwym mężczyznom nie wypada się za bardzo wzruszać, więc zostawmy to na liście argumentów drugorzędnych.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Technikalia: &lt;a href="http://www.filmweb.pl/film/Jak+zosta%C4%87+kr%C3%B3lem-2010-539270"&gt;http://www.filmweb.pl/film/Jak+zosta%C4%87+kr%C3%B3lem-2010-539270&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2068029636685617760-73487518476225747?l=witoldwoicki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://witoldwoicki.blogspot.com/feeds/73487518476225747/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=2068029636685617760&amp;postID=73487518476225747' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2068029636685617760/posts/default/73487518476225747'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2068029636685617760/posts/default/73487518476225747'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://witoldwoicki.blogspot.com/2011/02/hooper-tom-jak-zostac-krolem-kings.html' title='Hooper, Tom: Jak zostać królem / The King&apos;s Speech'/><author><name>donwito.net</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12542145113588418753</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2068029636685617760.post-8203927529940284590</id><published>2011-02-18T15:13:00.000+01:00</published><updated>2011-02-18T15:13:05.612+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='film'/><title type='text'>Jarmusch, Jim: Stranger than Paradise</title><content type='html'>No. Grubo inaczej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W sumie prosta historia i porażająco wręcz prosty przekaz, który detonuje mit Ameryki jako ziemi obiecanej. Ale robi to jakby mimochodem, ostrze ironii wymierzając w obydwie strony - zarówno kraju, który &lt;i&gt;nie spełnia marzeń&lt;/i&gt;, jak i ludzi, którzy są zbyt wielkimi nieudacznikami, aby &lt;i&gt;samemu spełnić sobie marzenia&lt;/i&gt;.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ja się tak bardzo zapatrzyłem na te okazy, na tę komiczną parę Willie + Eddie, których kurze móżdżki wiodą tylko od jednego nieudanego przekrętu do drugiego, na starą ciotkę, która nigdy nie nauczyła się dobrze mówić po angielsku, że w końcu prawie nie zauważyłem pustych ulic, zniszczonych budynków, brudnych barów i zniszczonych samochodów, które przewijają się w tle. A kiedy w końcu je zauważyłem, to też nie od razu skojarzyłem sobie, że to środowisko jest właśnie takie, bo takim je tworzą Willie, Eddie i im podobni.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dobry film. Tylko... niespieszny strasznie. Czasami kusi aby przysnąć sobie na kilka minut.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Technikalia: &lt;a href="http://www.filmweb.pl/film/Inaczej+ni%C5%BC+w+raju-1984-6426"&gt;http://www.filmweb.pl/film/Inaczej+ni%C5%BC+w+raju-1984-6426&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2068029636685617760-8203927529940284590?l=witoldwoicki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://witoldwoicki.blogspot.com/feeds/8203927529940284590/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=2068029636685617760&amp;postID=8203927529940284590' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2068029636685617760/posts/default/8203927529940284590'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2068029636685617760/posts/default/8203927529940284590'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://witoldwoicki.blogspot.com/2011/02/jarmusch-jim-stranger-than-paradise.html' title='Jarmusch, Jim: Stranger than Paradise'/><author><name>donwito.net</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12542145113588418753</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2068029636685617760.post-91871977975307048</id><published>2011-02-18T15:05:00.000+01:00</published><updated>2011-02-18T15:05:21.340+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='książka'/><title type='text'>Mitnick, Kevin; Simon,  William L.: Sztuka podstępu</title><content type='html'>Mitnick jako &lt;i&gt;Mr. Obvious&lt;/i&gt;. Zawiodła mnie ta książka. I wiem, że gdybym ją przeczytał zaraz po wydaniu, w 2003-2004 roku, też by mnie zawiodła. Tylko nie wiem, czy to dlatego, że ona jest kierowana do ludzi bez jakiejkolwiek intuicji w sprawach bezpieczeństwa, czy to po prostu ja jestem typowym zadufanym w sobie informatykiem, któremu wydaje się, że o bezpieczeństwie wie wszystko - aż do momentu, w którym ktoś mu udowodni, że jest inaczej. Zgaduję, że kiedyś się okaże - a tymczasem lekturę polecam umiarkowanie, raczej wszystkim tym, którzy nie są związani z informatyką.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2068029636685617760-91871977975307048?l=witoldwoicki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://witoldwoicki.blogspot.com/feeds/91871977975307048/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=2068029636685617760&amp;postID=91871977975307048' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2068029636685617760/posts/default/91871977975307048'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2068029636685617760/posts/default/91871977975307048'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://witoldwoicki.blogspot.com/2011/02/mitnick-kevin-simon-william-l-sztuka.html' title='Mitnick, Kevin; Simon,  William L.: Sztuka podstępu'/><author><name>donwito.net</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12542145113588418753</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2068029636685617760.post-7538820620673444317</id><published>2011-02-06T17:43:00.000+01:00</published><updated>2011-02-06T17:43:34.513+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='film'/><title type='text'>Jarmusch, Jim: Mystery Train</title><content type='html'>A mi się nie podobało. To znaczy tak jakby ten koncept, luźnych fragmentów połączonych ze sobą jednym ogniwem (tu: ta sama noc w tym samym hotelu), udało się dopracować dopiero w &lt;a href="http://witoldwoicki.blogspot.com/2011/01/jarmush-jim-noc-na-ziemi.html"&gt;&lt;i&gt;Nocy na ziemi&lt;/i&gt;&lt;/a&gt;. Tam mi coś to mówiło, tutaj historie są dla mnie puste, nic nie znaczą. Ale może tak miało być, bo gdzieś w tle to opowieść o Memphis, a konkretnie o tej stronie Memphis, która dawno już umarła, umarła razem ze swoimi niegdysiejszymi gwiazdami, i dzisiaj funkcjonuje już tylko na zasadzie zakurzonych wspomnień. Nowoczesność pojawia się tylko poprzez majaczące w oddali drapacze chmur i neony.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;No w każdym razie, trupiarnia, pajęczyny i tylko prześmieszna w swojej prowincjonalności obsługa hotelu jest jaśniejszym punktem tej produkcji. Bez rewelki.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Technikalia: &lt;a href="http://www.filmweb.pl/film/Mystery+Train-1989-7949"&gt;http://www.filmweb.pl/film/Mystery+Train-1989-7949&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2068029636685617760-7538820620673444317?l=witoldwoicki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://witoldwoicki.blogspot.com/feeds/7538820620673444317/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=2068029636685617760&amp;postID=7538820620673444317' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2068029636685617760/posts/default/7538820620673444317'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2068029636685617760/posts/default/7538820620673444317'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://witoldwoicki.blogspot.com/2011/02/jarmusch-jim-mystery-train.html' title='Jarmusch, Jim: Mystery Train'/><author><name>donwito.net</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12542145113588418753</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2068029636685617760.post-7431480855060041181</id><published>2011-02-06T17:30:00.000+01:00</published><updated>2011-02-06T17:30:32.656+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='film'/><title type='text'>Kieślowski, Krzysztof: Biały</title><content type='html'>Karlo mnie spytała o interpretację filmu w kontekście tytułu (biały = równość), a ja wysmażyłem z siebie 2 akapity, więc je teraz tutaj przekleję, bo mi się nie chce wymyślać od nowa:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;blockquote&gt;moim zdaniem punktem zaczepienia jest tu scena sądowa, tam zresztą  padają wprost słowa oskarżenia wobec francuskiego wymiaru  sprawiedliwości, który gorzej traktuje imigrantów. potem uzupełnieniem  tej sceny jest podpalenie firanki w salonie fryzjerskim, po której  zostaje takie uczucie bezradności, trochę jak w filmie "tato", że prawo,  policja, "system", zawsze będą po stronie kobiety, tutaj: tym bardziej,  że ona jest francuzką, zna język, a on jest obcy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;cała reszta  filmu to jedynie próba zabawnej - przynajmniej po części - odpowiedzi na  tę inicjalną niesprawiedliwość. i tu można wejść w różne ścieżki.  prostą, abstrahującą od sprawy sądowej - miłość była i on dał radę jej  to udowodnić. bardziej skomplikowaną: władza, także ta francuska, która  tak formalnie stawia na piedestale ideały równości, jest tak samo  subiektywna, podatna na stereotypizację etc., jak każda inna. na kaprysy  francuzki odpowie przyznaniem jej racji, tak jak władza polska na  poszlaki (brak dowodów! samo przekroczenie granicy tego dnia to nie  dowód!) w sprawie morderstwa "swojego obywatela" odpowie zamknięciem  obcej w więzieniu.&lt;/blockquote&gt;&lt;br /&gt;A poza tym to bardzo mi się. Idealna równowaga pomiędzy powagą a dowcipem. No i jaki ładny obraz polskiego kapitalizmu pierwszej połowy lat 90.&lt;br /&gt;Kudosy za pożyczenie i namówienie należą się jednakowoż Stefanowi.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2068029636685617760-7431480855060041181?l=witoldwoicki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://witoldwoicki.blogspot.com/feeds/7431480855060041181/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=2068029636685617760&amp;postID=7431480855060041181' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2068029636685617760/posts/default/7431480855060041181'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2068029636685617760/posts/default/7431480855060041181'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://witoldwoicki.blogspot.com/2011/02/kieslowski-krzysztof-biay.html' title='Kieślowski, Krzysztof: Biały'/><author><name>donwito.net</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12542145113588418753</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2068029636685617760.post-9070597261538632444</id><published>2011-02-06T17:24:00.000+01:00</published><updated>2011-02-06T17:24:21.924+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='film'/><title type='text'>The filmy</title><content type='html'>&lt;b&gt;Corbijn, Anton: &lt;i&gt;The American&lt;/i&gt;&amp;nbsp;&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;Kurczę, aż się zdziwiłem. Bo myślałem, że to będzie straszna tandeta. A tymczasem - ładnie zrobiony, spokojny, leniwy wręcz film, który eksploruje tandetę (nawrócenie gangstera, niemożliwa miłość) tylko po to, aby pokazać, że one się nie zdarzają. Że nie ma cudów. Bez moralizowania, nie, że od razu zło jest ukarane, balans mocy, równowaga dobra i zła czy coś. Po prostu cudów nie ma.&lt;br /&gt;Bardzo mi się podobał. No i Dżordż. Gdybym nie preferował dam, z pewnością kochałbym się w Dżordżu.&lt;br /&gt;Technikalia: &lt;a href="http://www.filmweb.pl/film/Amerykanin-2010-522361"&gt;http://www.filmweb.pl/film/Amerykanin-2010-522361&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Henckel von Donnersmarck, Florian: &lt;i&gt;The Tourist&lt;/i&gt;&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;Też w sumie wyszła zabawa tandetą, nie tak refleksyjna jak w &lt;i&gt;Amerykaninie&lt;/i&gt;, ten film chyba jednak miał jakieś ambicje sensacyjne. Które mu kompletnie nie wypaliły, jest to kino bez-akcji. Ale konsekwentne nagrywanie tych typowych wątków płytkiego kina sensacyjnego (zakochana agentka, gangsterskie porachunki. przypadkowy bohater) jest zakończone tak zabawnym zwrotem akcji i podsumowaniem, że w zasadzie nie mam pretensji za wcześniejsze dłużyzny. Rolę "nieobciążającej umysłowo rozrywki" ten film spełnia całkiem dobrze, i nawet w trakcie kilka razy można się pośmiać.&lt;br /&gt;Technikalia: &lt;a href="http://www.filmweb.pl/film/Turysta-2010-484295"&gt;http://www.filmweb.pl/film/Turysta-2010-484295&lt;/a&gt; &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&amp;nbsp;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2068029636685617760-9070597261538632444?l=witoldwoicki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://witoldwoicki.blogspot.com/feeds/9070597261538632444/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=2068029636685617760&amp;postID=9070597261538632444' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2068029636685617760/posts/default/9070597261538632444'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2068029636685617760/posts/default/9070597261538632444'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://witoldwoicki.blogspot.com/2011/02/filmy.html' title='The filmy'/><author><name>donwito.net</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12542145113588418753</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2068029636685617760.post-5466754141731511079</id><published>2011-01-24T22:00:00.000+01:00</published><updated>2011-01-24T22:00:48.893+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='cytat'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='książka'/><title type='text'>Houellebecq, Michel: Platforma</title><content type='html'>Dawno już żadna książka mnie tak nie wciągnęła. I to, słowo harcerza, nie tylko zasługa szczegółowych opisów cipek. Ale &lt;i&gt;jak to jest napisane&lt;/i&gt;! Pierwszy raz odkąd pamiętam, zdarzyło mi się oszukiwać. Mniej-więcej w połowie nie mogłem już wytrzymać, i zacząłem przerzucać strony od końca żeby się dowiedzieć, w jaki sposób oni się rozstaną. I dopiero kiedy to przeczytałem, uspokoiłem się i mogłem wrócić do normalnej lektury. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;No, normalnej jak normalnej, w książce, w której co drugą stronę pół strony wypełnia dość szczegółowy opis seksu w jakiejś zaskakującej konfiguracji słowo &lt;i&gt;normalny&lt;/i&gt; nabiera szczególnego znaczenia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;blockquote&gt;Dzisiaj już rzadko zdarza się spotkać kobietę, która przeżywa rozkosz i ma ochotę dać ją również drugiej osobie. Uwieść kobietę, której się nie zna, potem pójść z nią do łóżka, to wszystko jest przeważnie powodem konfliktów i nieporozumień. Jeśli zważyć, ile nudnych, męczących rozmów trzeba przeprowadzić, zanim się zaciągnie dziewczynę do łóżka, i że ta dziewczyna okazuje się w większości przypadków nieudaną kochanką, zawraca potem dupę, opowiadając o swoich kłopotach, o byłych narzeczonych - dając niby mimochodem do zrozumienia, że oni byli w łóżku o niebo lepsi - no i oczywiście trzeba z nią zostawać co najmniej do rana, łatwo pojąć, że mężczyźni wolą unikać tych wszystkich trosk i zapłacić niewielką sumę. Będąc już w pewnym wieku, mając już pewne doświadczenie, wolą unikać zakochiwania się; łatwiej jest iść na kurwy. Oczywiście nie kurwy na Zachodzie, z nimi nie warto, to istne ludzkie szczątki, zresztą mężczyźni na ogół nie mają kiedy, pracują ciężko przez cały rok. Więc większość nic nie robi; a niektórzy od czasu do czasu fundują sobie krótką wycieczkę w ramach turystyki seksualnej. Tak się dzieje w najlepszym wypadku: iść do łóżka z kurwą oznacza jeszcze zachowanie jakiegoś choćby minimalnego kontaktu ludzkiego. Inni uważają, że najłatwiej jest onanizować się, podłączając się do różnych erotycznych portali w Internecie albo oglądając filmy porno. Mały wytrysk, i po sprawie, święty spokój.&lt;br /&gt;[s. 149]&lt;/blockquote&gt;&lt;br /&gt;W sumie zabawna koncepcja, dokonać radykalnej krytyki społeczeństw zachodnich przez pryzmat ich zakłamanych (albo atroficznych) zachowań seksualnych. Ale to nie o tym chyba, a przynajmniej nie tylko - bo równolegle, choć znacznie mniej obszernie i w inny sposób, prowadzona jest krytyka świata islamu (nuda; wewnętrzne rozszczepienie między słowem a czynem; brak perspektyw i zapętlenie w tym braku perspektyw, wreszcie ucieczki w przemoc jako dowód na organiczną niezdolność do wyrwania się z braku perspektyw - &lt;a href="http://witoldwoicki.blogspot.com/2011/01/copti-scandar-shani-yaron-ajami.html"&gt;tu zresztą &lt;i&gt;Ajami &lt;/i&gt;mi się nieźle skomponował&lt;/a&gt;), egzotyki dalekiego wschodu czy resztek socjalistycznego eksperymentu kubańskiego (mniej lub bardziej udane kopie Zachodu, odnajdujące swoją indywidualność tylko w samoponiżeniu wobec tegoż Zachodu, od którego to poniżenia rozpaczliwie starają się równocześnie uciec, schizofrenia totalna).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I w sumie z całej książki wyłania się tylko jeden wniosek. Albo masz niezwykłego, kosmicznego farta, i tworzysz z kimś niezwykły, jeden na milion związek, w którym i rozmawiać się chce i seks jest znakomity, i wtedy nawet cały świat dookoła, pomimo swojej generalnej miałkości, nie przeszkadza, albo kompletna padaka - najlepiej jest w ogóle nie wstawać z łóżka, bo nie ma po co.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Strasznie pesymistyczna książka. Ale doskonale napisana. No i są cycki w środku, dużo cycków.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2068029636685617760-5466754141731511079?l=witoldwoicki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://witoldwoicki.blogspot.com/feeds/5466754141731511079/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=2068029636685617760&amp;postID=5466754141731511079' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2068029636685617760/posts/default/5466754141731511079'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2068029636685617760/posts/default/5466754141731511079'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://witoldwoicki.blogspot.com/2011/01/houellebecq-michel-platforma.html' title='Houellebecq, Michel: Platforma'/><author><name>donwito.net</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12542145113588418753</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2068029636685617760.post-8675486431739848882</id><published>2011-01-24T20:58:00.000+01:00</published><updated>2011-01-24T20:58:00.692+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='film'/><title type='text'>Copti, Scandar; Shani, Yaron: Ajami</title><content type='html'>Przerażający film. Kompletnie, absolutnie i do wyrzygania przerażający.&lt;br /&gt;I to nie tylko z powodu ilości ludzi, którzy w nim giną. Ani pewnej przypadkowości, losowości tych śmierci. To by go jedynie stawiało w gronie krwawych sensacji albo brutalnych dokumentów. Zresztą ten film jest i całkiem niezłą sensacją i całkiem dobrze sfabrykowanym (w sensie: udawania stylu) dokumentem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zupełnie przerażające jest uświadomienie sobie motywacji tych ludzi, którzy tam zabijają i idą na śmierć codziennie. A precyzyjniej tego - że oni tych motywacji w zasadzie nie mają, że oni w ogóle nie myślą, nie reagują na własną rękę, że jedyne, do czego są zdolni, to działanie stadne, reakcje, których &lt;i&gt;wymaga&lt;/i&gt; od nich rodzina, towarzystwo, wspólnota religijna etc.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nikt, kompletnie nikt w tym filmie nie jest istotą myślącą. Nawet pozornie wyzwolony Binj, który chciałby przeprowadzić się do innego miasta i ożenić z Żydówką, ostatecznie, gdy jedna grupa społeczna już go nie akceptuje (pretensje dawnych przyjaciół) a druga jeszcze nie (podejrzliwość policjantów), zamiast literalnie &lt;i&gt;pierdolnąć to wszystko w diabły&lt;/i&gt;, wziąć dziewczynę i spieprzyć gdzieś na koniec świata, jest w stanie tylko się zaćpać na śmierć.&lt;br /&gt;Nawet trzynastoletni, niby to taki wrażliwy, niewinny, uduchowiony chłopaczek Nasri, kiedy jego starszy brat ucieka z domu żeby dilować narkotykami, nie jest w stanie zrobić nic rozsądnego: obudzić matki, zadzwonić po policję czy choćby zagrozić takim telefonem; nie - jest tylko w stanie ślepo iść za bratem a w krytycznej chwili złapać za pistolet i strzelać do policjantów, no bo jak inaczej, brat to przecież &lt;i&gt;rodzina&lt;/i&gt;...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A już najzupełniej przerażające jest uświadomienie sobie, że to nie jest tylko fabuła kryminalna. Że ta dokumentalizacja formy mówi, że to (w sensie &lt;i&gt;takie coś&lt;/i&gt;) dzieje się naprawdę. Że takich bezmózgich kretynów, którzy zdolni są tylko dźgać się, strzelać, prać po ryjach w imię przynależności do jakiejś grupy, jest jedna trzecia świata. Że getta pod Paryżem i całe dzielnice Berlina są już przez nich opanowane. I że oni mnożą się szybciej niż się wyrzynają.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kompletnie przerażający film.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Technikalia: &lt;a href="http://www.filmweb.pl/film/Ajami-2009-465874"&gt;http://www.filmweb.pl/film/Ajami-2009-465874&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2068029636685617760-8675486431739848882?l=witoldwoicki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://witoldwoicki.blogspot.com/feeds/8675486431739848882/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=2068029636685617760&amp;postID=8675486431739848882' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2068029636685617760/posts/default/8675486431739848882'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2068029636685617760/posts/default/8675486431739848882'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://witoldwoicki.blogspot.com/2011/01/copti-scandar-shani-yaron-ajami.html' title='Copti, Scandar; Shani, Yaron: Ajami'/><author><name>donwito.net</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12542145113588418753</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2068029636685617760.post-882317803616060477</id><published>2011-01-20T01:24:00.000+01:00</published><updated>2011-01-20T01:24:01.874+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='cytat'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='książka'/><title type='text'>Pepetela: Tajny agent Jaime Bunda</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_xn7iKltJjJs/TTavW_947pI/AAAAAAAAN1o/LaRByK-Xhjg/s1600/pepetela.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://1.bp.blogspot.com/_xn7iKltJjJs/TTavW_947pI/AAAAAAAAN1o/LaRByK-Xhjg/s1600/pepetela.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;blockquote&gt;Swoją drogą, był ciekaw, jak sobie radzi Antonino. Czy zbliżał się do końca roboty, czy jeszcze prowadził rekonesans? W życiu Bundy tyle rzeczy zmieniło się na lepsze, że sprawy osobiste też powinny przyjąć pomyślny obrót. Wyobraził sobie Antera przerażonego niczym nosorożec, który wbija róg w pień drzewa i odkrywa, że jest unieruchomiony. Oczami wyobraźni widział, jak handlarz &lt;i&gt;kamangi&lt;/i&gt; błaga o litość. Zostawia swoje ciemne interesy, samochód, żonę, kraj. Zapewnia ludzi Antonina, że zrozumiał lekcję i błaga, żeby nie wybijali mu reszty zębów, bo przecież wyrwali mu już jeden złoty. Bunda nagle wybudził się z pięknego snu. Czy Antero mógł mieć złoty ząb? Nie, to niemożliwe, przecież nie studiował w Związku Radzieckim. Tam złote zęby były symbolem luksusu, każdy student o tym marzył i dlatego upadł Związek Radziecki. Rząd nie był w stanie zapewnić każdemu studentowi z kraju lub zagranicy jednego złotego zęba.&lt;br /&gt;Jakiś inwalida wojenny bez nogi zapukał do okna samochodu, prosząc o parę groszy na jedzenie. Ledwo trzymał się na kulach, był zmęczony albo dopiero uczył się nimi posługiwać. Miał na sobie mundur. Chociaż wszyscy wiedzieli, że połowa inwalidów nigdy na wojnie nie walczyła, wiadomo było, że szanuje się tylko tych żebraków, którzy noszą stare, wysłużone stroje wojskowe. Bunda, rozczulony pięknym snem na jawie, dał żebrakowi pokaźny datek.&lt;br /&gt;[s. 142-143]&lt;/blockquote&gt;&lt;br /&gt;Siostra mnie sprezentowała, żebym zapoznał się z literaturą angolańską. Doedukował znaczy ;)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;No i teraz tak... napisane to jest średnio. Płasko. Stylistycznie nijako. Ale &lt;a href="http://en.wikipedia.org/wiki/Pepetela"&gt;czytam sobie nieco o Pepeteli&lt;/a&gt; i muszę założyć, że to nie dlatego, że on nie umie pisać, tylko dlatego, że chciał właśnie tak napisać.&lt;br /&gt;Tematycznie jest to anty-kryminał, detektyw to kompletna dupa (i nawet nazwisko ma adekwatne, co, jak mniemam, też ma nas odpowiednio do niego ustosunkować), jak kogoś śledzi, to niewłaściwą osobę i nieudolnie, jak chce kogoś nastraszyć, to najpierw dostaje po ryju a potem łamią mu nogę, jak się bierze za rozwikłanie morderstwa, to od złej strony i tylko przypadek sprawia, że mordercę udaje się złapać, żyje w świecie powieści kryminalnych i swojej wizji samego siebie jako jednego z tych &lt;i&gt;wielkich detektywów&lt;/i&gt;.&lt;br /&gt;W tle tego wszystkiego pojawia się wątek korupcji na szczytach władzy, konszachtów mafii-wojska-policji-rządu-biznesu, personalnych rozgrywek o wysokie stanowiska etc., pojawia się wojna, nieustannie obecna od 25 lat&lt;sup&gt;1&lt;/sup&gt;, i są to wątki poznawczo ciekawe dla osoby nieznającej angolańskich realiów, ale też niezbyt fascynujące.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I dopiero to, co pojawia się jeszcze bardziej w tle jest chyba główną treścią tej książki i tym, co wyłapuje się najprzyjemniej. A są to drobiazgi pokazujące, jak społeczeństwo, które wyzwoliło się 25 lat wcześniej z jarzmów kolonializmu,&amp;nbsp; które narzuciło sobie samo formę &lt;i&gt;nowoczesnego społeczeństwa demokratycznego na wzór europejski&lt;/i&gt;, i które próbowało tę formę utrzymać pomimo wojny domowej, które próbowało w zgodzie z nią zbudować struktury władzy, gospodarkę, hierarchię społeczną, jest jednak z gruntu odmienne od tych europejskich społeczeństw, na których chce się wzorować.&lt;br /&gt;Jak na każdym kroku spotykamy myślenie magiczne, rozumowanie za pomocą symboli i stereotypów (&lt;i&gt;obrazów&lt;/i&gt; rzeczy zamiast rzeczy samych), przywiązanie do struktur rodzinnych/klanowych większe niż do - umownie - wybieralnych, na których zwykle oparte są urzędy, rządy, wojsko, korporacje etc. w Europie, mitologizowanie władzy etc. etc.&lt;br /&gt;Cały ten proces myślowy Bundy przytoczony powyżej jest tego świetnym przykładem: magiczna kreacja, ignorowanie rzeczywistości. Kto sięgnie po książkę i znajdzie fragment o ochronnym zabiegu u lokalnego szamana/uzdrowiciela (nie pamiętam określenia), ten jeszcze zgrabniej zobaczy o co chodzi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nałożona na to historia detektywa-nieudacznika jest o tyle dobra, że bawi, a nie przeszkadza w wyłapaniu tych przemycanych dyskretnie diagnoz społecznych. Kudosy, za taką konstrukcję: napisać średnią książkę, która będzie dobra właśnie dzięki temu, że będzie średnia, to jest całkiem niezły level umiejętności operowania piórem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A siostra uprzedzała, że nie jest to najlepsza książka Pepeteli, niestety chwilowo jedyna przetłumaczona na Polski. Czekam na kolejne.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;[1] Książka jest z 2001 roku, u nas wydana dopiero w 2010. Uznaję, że diagnozy społeczne są aktualne na rok 2001.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2068029636685617760-882317803616060477?l=witoldwoicki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://witoldwoicki.blogspot.com/feeds/882317803616060477/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=2068029636685617760&amp;postID=882317803616060477' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2068029636685617760/posts/default/882317803616060477'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2068029636685617760/posts/default/882317803616060477'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://witoldwoicki.blogspot.com/2011/01/pepetela-tajny-agent-jaime-bunda.html' title='Pepetela: Tajny agent Jaime Bunda'/><author><name>donwito.net</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12542145113588418753</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_xn7iKltJjJs/TTavW_947pI/AAAAAAAAN1o/LaRByK-Xhjg/s72-c/pepetela.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2068029636685617760.post-668146470710707973</id><published>2011-01-19T11:55:00.033+01:00</published><updated>2011-01-24T22:07:49.191+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='film'/><title type='text'>Zanussi, Krzysztof: Barwy ochronne</title><content type='html'>Stefan mi polecił film i powiedział mniej więcej, tak, że &lt;i&gt;najlepsze w nim jest to, że tak naprawdę nie możesz oglądając powiedzieć, który z nich [Kruszyński czy Szelestowski] ma rację - obaj ją mają tak samo&lt;/i&gt;.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I ja się w zasadzie zgadzam, przez prawie cały czas, aż do zakończenia. Bo w zakończeniu, kiedy Szelestowski udaje śmierć po to, aby zmusić Kruszyńskiego do okazania emocji, do pokazania słabości, ja myślę, że to już nie są &lt;i&gt;barwy ochronne&lt;/i&gt;, to jest już identyfikacja. On się już z tym skurwysynem, którym jest na codzień, utożsamił, już nim żyje także poza uczelnią.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Bo na uczelni, to faktycznie - to jest strategia. Może lepsza, może gorsza, może tylko taka strategia pozwala(ła) człowiekowi nauki spokojnie uprawiać tę naukę. Ale poza nią - no nie, tu jednak &lt;i&gt;jakaś&lt;/i&gt; moralność powinna obowiązywać.&lt;br /&gt;Nieładnie, docencie Szelestowski, nieładnie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tak sobie myślałem, aż do teraz, bo teraz chciałem wkleić tradycyjnie link do filmweba i przeczytałem przy okazji, że jest to klasyk kina moralnego niepokoju i &lt;i&gt;przenikliwa analiza konformizmu polskiej inteligencji&lt;/i&gt;.&lt;br /&gt;Aha. No dobrze, to ja w zasadzie powinienem chyba dać podtytuł "czyli jak nieznajomość historii polskiej kinematografii zmieniła mi odbiór filmu", przeprosić i iść do domu, bo jak rozumiem &lt;i&gt;czarny &lt;/i&gt;i &lt;i&gt;biały&lt;/i&gt; były w tym filmie oznaczone i rozdzielone wprost.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ale mogę też iść w zaparte i powiedzieć, że granice niemoralnego konformizmu się przez ostatnie trzydzieści lat chyba nieco przesunęły i film się zestarzał niezgodnie z zamysłem twórcy. Taki będę niepokorny, a co.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Technikalia: &lt;a href="http://www.filmweb.pl/film/Barwy+ochronne-1976-1135#"&gt;http://www.filmweb.pl/film/Barwy+ochronne-1976-1135#&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2068029636685617760-668146470710707973?l=witoldwoicki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://witoldwoicki.blogspot.com/feeds/668146470710707973/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=2068029636685617760&amp;postID=668146470710707973' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2068029636685617760/posts/default/668146470710707973'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2068029636685617760/posts/default/668146470710707973'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://witoldwoicki.blogspot.com/2011/01/barwy-ochronne.html' title='Zanussi, Krzysztof: Barwy ochronne'/><author><name>donwito.net</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12542145113588418753</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2068029636685617760.post-5590354303877650030</id><published>2011-01-19T11:38:00.001+01:00</published><updated>2011-01-20T01:06:15.716+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='film'/><title type='text'>Jarmusch, Jim: Noc na ziemi</title><content type='html'>Karolina całkiem trzeźwo zauważyła, że jestem filmowym ignorantem i postanowiła to naprawić. Po pierwszym podejściu nie mam nic przeciwko - &lt;i&gt;Noc na ziemi&lt;/i&gt; to jeden z fajniejszych filmów, jakie udało mi się ostatnio zobaczyć. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Podobają mi się miasta nocą. Sam jeżdżę czasami, jak się wkurwię na świat, po Warszawie w nocy. Puste ulice. Oświetlenie, które pokazuje tylko &lt;i&gt;fragment&lt;/i&gt;. Ukryci ludzie. Wymarłe ulice.&lt;br /&gt;Nie rozumiałem za to nigdy gadatliwych taksówkarzy. Nie miałem nigdy ochoty na piętnastominutową &lt;i&gt;przyjaźń bez zobowiązań&lt;/i&gt;, na kwadrans szczerości, z gościem, który jest dla mnie tylko rękami na kierownicy i oczami w lusterku. I teraz też nie mam na to ochoty, ale trochę przyjaźniej patrzę na zjawisko - metafora konfesjonału okazała się tu całkiem trafna.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ale zanim dotarłem do metafory konfesjonału były trzy inne historie, wszystkie takie same, bez początku, bez końca, zlepione z fragmentów. Przy pierwszej mnie to denerwowało, chciałem wiedzieć &lt;i&gt;co dalej&lt;/i&gt;, ale przy kolejnej już nie. Milion historii przelatuje koło mnie codziennie, o milionie ludzi nie wiem ani &lt;i&gt;co było wcześniej&lt;/i&gt; ani &lt;i&gt;co będzie dalej&lt;/i&gt;, dlaczego miałbym wiedzieć coś akurat o tych historiach? I kiedy już się z tym pogodziłem, to zrobiło się pięknie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Każdej nocy, w każdym momencie, gdzieś koło mnie rozgrywają się dramaty ale i komedie&lt;sup&gt;1&lt;/sup&gt;, a ja nic o nich nie wiem, może tylko czasami dojdzie do mnie jakiś ułamek opowieści. I kiedy mnie przytrafi się jakiś dramat, też nikt się o tym nie dowie. To fascynująca perspektywa, jakbym uniósł się na kilometry do góry i mógł popatrzeć na siebie w otoczeniu, jak na jednego z wielu. Bardzo, bardzo lubię sobie czasami taką perspektywę przypomnieć.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A na zasadzie skojarzenia słownego pójdę zaraz do biblioteki po &lt;i&gt;Zawsze fragment&lt;/i&gt; Różewicza. Ciekawe, czy pasuje, czy to skojarzenie kompletnie chybione?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Technikalia: &lt;a href="http://www.filmweb.pl/Noc.Na.Ziemi"&gt;http://www.filmweb.pl/Noc.Na.Ziemi&lt;/a&gt; &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;[1] Czasem komedie kompletnie rozbrajające. Jak dynia, owca i bratowa na przykład:&lt;br /&gt;&lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=dCKxro6s7e8"&gt;http://www.youtube.com/watch?v=dCKxro6s7e8&lt;/a&gt; i &lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=0D3fVRPwLCA&amp;amp;feature=related"&gt;http://www.youtube.com/watch?v=0D3fVRPwLCA&amp;amp;feature=related&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2068029636685617760-5590354303877650030?l=witoldwoicki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://witoldwoicki.blogspot.com/feeds/5590354303877650030/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=2068029636685617760&amp;postID=5590354303877650030' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2068029636685617760/posts/default/5590354303877650030'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2068029636685617760/posts/default/5590354303877650030'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://witoldwoicki.blogspot.com/2011/01/jarmush-jim-noc-na-ziemi.html' title='Jarmusch, Jim: Noc na ziemi'/><author><name>donwito.net</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12542145113588418753</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2068029636685617760.post-2619373189092000256</id><published>2011-01-19T10:29:00.000+01:00</published><updated>2011-01-19T10:29:41.064+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='cytat'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='książka'/><title type='text'>Varga, Krzysztof: Nagrobek z lastryko</title><content type='html'>Nie pamiętam innych książek Vargi, a na pewno czytałem przynajmniej &lt;i&gt;Tequilę&lt;/i&gt;. Ale nie pamiętam. Nie mogę się ustosunkować do zachwytów na okładce, a zachwycają się m.in. Dariusz Nowacki czy Muniek, że to bardzo dojrzała proza. Może i dojrzała. Dla mnie niestety w sporej części niezrozumiała. W drugiej części, dokładniej.&lt;br /&gt;Bo dopóki z perspektywy +80 lat opisywana jest nasza codzienność, to czyta mi się pysznie - znakomita perspektywa na diagnozę wielu chorób teraźniejszości, trochę nostalgii, trochę sentymentu, sporo zazdrości, wiele zdziwienia. Z punktu widzenia &lt;i&gt;późnego wnuka&lt;/i&gt; nasza - miejscami chora - codzienność ukazuje znacznie zgrabniej swoje ironiczne, absurdalne oblicze.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;blockquote&gt;Było gorące lato roku 2005 i Polska znów nie zakwalifikowała się do jednych mistrzostw, a w tych, do których się zakwalifikowała, dała dupy w podłym stylu.&lt;br /&gt;[...]&lt;br /&gt;Nie wiemy, co się stało, mówili bohaterowie straconych złudzeń, byliśmy przekonani, że wygramy, przeciwnik całkowicie nas zaskoczył swoją chęcią zwycięstwa, choć wszystko wskazywało na to, że Bóg nam sprzyja i słuszność jest po naszej stronie. Przez ostatnie miesiące niezwykle ciężko pracowaliśmy nad naszą wyższością moralną, wiele energii włożyliśmy w przewagę etyczną, często powtarzaliśmy najwznioślejsze pieśni; jesteśmy bardzo rozczarowani i zawiedzeni, mówił polski trener w publicznym oświadczeniu dla mediów; nasze serca przepełnia smutek, ale także sportowa złość, ponieważ przegraliśmy niesprawiedliwie. Nie ulega wątpliwości, że cały czas byliśmy i nadal jesteśmy lepsi, w przyszłości chcemy zaś być jeszcze lepsi. Nasze racje moralne były bardzo dobrze przygotowane, konsultowaliśmy się z historykami i teologami, okazało się jednak, że w dzisiejszych czasach każdy ma swoje racje moralne i inni mają lepsze, nowsze, świeższe. Nie ma już dziś drużyn ze słabymi racjami moralnymi, nawet te zespoły, które jeszcze niedawno były słabeuszami, poczyniły ogromne postępy w relatywizacji i dziś zarówno indywidualne wyszkolenie, jak i zbiorowe działanie wychodzą im bardzo dobrze, co nas też głęboko zasmuca. Musimy teraz przemyśleć to bolesne niepowodzenie i wyciągnąć z niego wnioski. Najbliższe kilka lat planujemy poświęcić na budowę drużyny, która będzie potrafiła nawiązać walkę jak równy z równym z najsilniejszymi przeciwnikami. Pozostaniemy przy sprawdzonym stylu gry, ale oczywiście wzmocnimy i poprawimy nasze najbardziej udane zagrywki, zmyłki i kiwki. Świetnie też nam wychodziła gra w dziada, nasza koncepcja podawania sobie piłki w poprzek boiska - jak to mówią - nie miała sobie równych. Proszę mi pokazać drugi zespól z tak wysokim procentem podań w poprzek boiska. Poza tym najładniej ze wszystkich drużyn śpiewaliśmy &lt;i&gt;Jeszcze Polska nie zginęła&lt;/i&gt;. To świadczy o bardzo wysokim morale drużyny.&lt;br /&gt;[s. 129-131]&lt;/blockquote&gt;&lt;br /&gt;W tej części sporo jest też Warszawy, i to jest Warszawa opisywana z szorstką miłością - jest brudna, jest chaotyczna, jest rozpierdolona na wielu płaszczyznach, ale jest też jedyna w swoim rodzaju, jest miłością życia, może nie wymarzoną, ale jak się okazuje, jedyną możliwą.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;blockquote&gt;Czasami chodził na filmy kung fu do kina Moskwa, bo było najbliżej jego domu na Mokotowie, a nie miał odpowiedniego nastroju na wielogodzinny marszospacer przez całe miasto. Wtedy kupował bilety na dwa lub trzy seanse z rzędu, a jeśli miał już naprawdę dosyć &lt;i&gt;Klasztoru Shaolin&lt;/i&gt; i &lt;i&gt;Wejścia smoka&lt;/i&gt;, jechał brudnym ikarusem na drugą stronę Wisły, do kina Sawa, które było parę kroków od mojego mieszkania, lecz kina Sawa nie ma od osiemdziesięciu lat i nie ma już nawet domów, które postawiono na jego miejscu. Warszawa mojego dziadka przestała istnieć, bo to miasto ma to do siebie, że co jakiś czas rozpieprza się dokumentnie i nic po nim nie zostaje prócz sentymentalnych wspomnień o ludziach i miejscach, ale ludzie poumierali, a miejsca zmieniły się nie do poznania.&lt;br /&gt;[s. 155]&lt;/blockquote&gt;&lt;br /&gt;No i wreszcie, w tej części jest też główny bohater z krwi i kości, na którego przykro czasem patrzeć, ale to dlatego, że patrząc na niego w wielu miejscach patrzy się na siebie - przeciętnego człowieka z tego miejsca i z tego czasu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;blockquote&gt;Nie przyszedłem się z tobą kochać, przyszedłem się kłócić, powiedział mój dziadek, który wcale nie chciał ruchać się z Amelią, bo jeśli to zrobią, to na co jeszcze będzie czekał w życiu, prócz śmierci?&lt;br /&gt;[s. 183]&lt;/blockquote&gt;&lt;br /&gt;&lt;blockquote&gt;Możesz nie wracać w ogóle, życzę powodzenia na nowej drodze życia, napisała mu następnego dnia po ucieczce Anna, w typowym dla siebie żmijowym tonie, tak bardzo denerwującym dziadka. Anna miała skłonność do emfazy, o czym dziadek raczył jej często i uprzejmie przypominać. Wiesz, poszedłbym do kina, mówił któregoś wieczoru dziadek. A babcia na to: Tak? Proszę bardzo, idź, idź sobie śmiało. I nie przejmuj się mną wcale, najlepiej idź z jakąś swoją koleżanką, przecież tyle ich masz, na pewno będziecie się świetnie bawić, krzyżyk wam na drogę. W ogóle nie ma sprawy, idź, przecież musisz się zabawić, oderwać od rzeczywistości. Babcia tak bardzo namawiała go na to kino, że dziadek zostawał w końcu w domu, bo odechciewało mu się zupełnie sztuki filmowej.&lt;br /&gt;[s. 184]&lt;/blockquote&gt;&lt;br /&gt;Ale kiedy w książce wybucha wojna, ja przestaję rozumieć. Kto, z kim, przeciwko komu, jak, dlaczego, i czemu potem wszystko jest jedną wielką papką, tego nie wiem. Czy to miał być tylko ponury pastisz naszych narodowych męczeńskich ciągot? Jeśli tak, to trochę wydumany i przekombinowany. Czy może to o coś w ogóle innego chodziło? Ale kompletnie nie rozumiem o co. I bohater mi gdzieś ginie. Bo wnuk nie ma w sobie nic z dziadka, ani kręgosłupa, ani wyobraźni, ani pomysłu na siebie ani pomysłu na świat. Nawet mówić o sobie nie umie tak, jak umiał dziadek. Może zaprezentowaniu tej smutnej prognozy służy część druga? Ale znowu, jeśli tak, to wydumane to i przekombinowane.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Do połowy mi się podoba ta książka.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2068029636685617760-2619373189092000256?l=witoldwoicki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://witoldwoicki.blogspot.com/feeds/2619373189092000256/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=2068029636685617760&amp;postID=2619373189092000256' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2068029636685617760/posts/default/2619373189092000256'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2068029636685617760/posts/default/2619373189092000256'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://witoldwoicki.blogspot.com/2011/01/varga-krzysztof-nagrobek-z-lastryko.html' title='Varga, Krzysztof: Nagrobek z lastryko'/><author><name>donwito.net</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12542145113588418753</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2068029636685617760.post-3569898709316501016</id><published>2011-01-13T21:18:00.000+01:00</published><updated>2011-01-13T21:18:21.547+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='film'/><title type='text'>Wenders, Wim: Paris, Texas</title><content type='html'>Znakomicie zrobiony film. Rewelka krajobrazy. Świetny główny bohater. Perfekcyjnie dopracowana muzyka, w pierwszej części podtrzymująca wrażenie rozciągania, rozwlekania czasu, w drugiej akcentująca emocje. Dialogi, czy raczej monologi z pierwszej części niesamowicie wkręcające w nastrój tajemnicy. Kilka ironicznych momentów, jak chociażby dwukrotne kompletnie nie-w-czas zasypianie podobno niesypiającego nigdy bohatera. No generalnie pyszności.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I to wszystko po co? Po nic. Po to, żeby pokazać kompletnego znaczeniowego pustaka: trudne uczucia, ucieczki, wyrzeczenia, och, ach. Dupa. To już więcej sensu z &lt;i&gt;&lt;a href="http://witoldwoicki.blogspot.com/2011/01/trzy-filmy-ktore-mnie-niezbyt-obeszy.html"&gt;Lisbon story&lt;/a&gt; &lt;/i&gt;wyciągnąłem, a przecież też narzekałem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Technikalia: &lt;a href="http://www.filmweb.pl/film/Pary%C5%BC%2C+Teksas-1984-8558"&gt;http://www.filmweb.pl/film/Pary%C5%BC%2C+Teksas-1984-8558&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2068029636685617760-3569898709316501016?l=witoldwoicki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://witoldwoicki.blogspot.com/feeds/3569898709316501016/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=2068029636685617760&amp;postID=3569898709316501016' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2068029636685617760/posts/default/3569898709316501016'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2068029636685617760/posts/default/3569898709316501016'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://witoldwoicki.blogspot.com/2011/01/wenders-wim-paris-texas.html' title='Wenders, Wim: Paris, Texas'/><author><name>donwito.net</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12542145113588418753</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2068029636685617760.post-8052989475677987531</id><published>2011-01-12T23:47:00.000+01:00</published><updated>2011-01-12T23:47:00.960+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='link'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='film'/><title type='text'>Kubrick, Stanley: Barry Lyndon</title><content type='html'>... czyli jak słodko przepieprzyć przed ekranem trzy godziny z życia&lt;sup&gt;1&lt;/sup&gt;.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Epicki rozmach Thackeraya Kubrick postanowił przenieść na ekran za pomocą przepięknych pejzaży oraz niemiłosiernych dłużyzn. W trakcie których można sobie podziwiać pejzaże. Jak dla mnie OK. Znajdowałem w życiu gorsze sposoby na spędzenie 3 godzin.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie czytałem tylko oryginału i jedna rzecz mnie nurtuje - jeśli kto czytał, to może mi powie - czy główny bohater w książce też był takim wkurwiająco flegmatycznym typem, któremu wypowiedzenie kwestii trzysekundowej zajmowało sekund dziewięć - wliczając sześć sekund na inicjalną pauzę? Naprawdę, dłużyzny kiedy nic się nie dzieje są mniej irytujące niż te, kiedy on się zbiera do mówienia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Technikalia: &lt;a href="http://www.filmweb.pl/film/Barry+Lyndon-1975-4063"&gt;http://www.filmweb.pl/film/Barry+Lyndon-1975-4063&lt;/a&gt; &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;[1] &lt;i&gt;Nie można być aż takim liczykrupą. To piękna rozkosz przepierdolić kawał  życia. Tę jedną, jedyną rzecz, którą się dostało. Na to trzeba mieć  gest. Nie można być ściubolem, co to liczy każdą godzinę, że to trzeba  tak, a to trzeba tak. Życie to w końcu strata jest. &lt;/i&gt;(A. Stasiuk w wywiadzie dla DF:&lt;a href="http://wyborcza.pl/1,75480,8720972,Mam_romanse_z_geografia.html#ixzz1ArcDFIxi" style="color: #003399;"&gt;http://wyborcza.pl/1,75480,8720972,Mam_romanse_z_geografia.htm&lt;/a&gt;)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2068029636685617760-8052989475677987531?l=witoldwoicki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://witoldwoicki.blogspot.com/feeds/8052989475677987531/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=2068029636685617760&amp;postID=8052989475677987531' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2068029636685617760/posts/default/8052989475677987531'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2068029636685617760/posts/default/8052989475677987531'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://witoldwoicki.blogspot.com/2011/01/kubrick-stanley-barry-lyndon.html' title='Kubrick, Stanley: Barry Lyndon'/><author><name>donwito.net</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12542145113588418753</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2068029636685617760.post-5861138242507987622</id><published>2011-01-12T23:16:00.000+01:00</published><updated>2011-01-12T23:16:57.110+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='cytat'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='książka'/><title type='text'>Andruchowycz, Jurij: Dwanaście kręgów</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_xn7iKltJjJs/TS4nPb0bJSI/AAAAAAAAN1U/3vtyPSGv06Q/s1600/12kregow.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://1.bp.blogspot.com/_xn7iKltJjJs/TS4nPb0bJSI/AAAAAAAAN1U/3vtyPSGv06Q/s1600/12kregow.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;blockquote&gt;Właśnie wtedy zauważył, że rozpaczliwie żałuje tego swojego (&lt;i&gt;Wiesz, wszystko we mnie zamiera, gdy pomyślę, że tego wieczora mogłem tam nie dotrzeć&lt;/i&gt;) szaleństwa. Dość było, myślał, jeszcze przez pół godziny siedzieć na tyłku, Bomczyk właśnie trzeci raz brał po pięćdziesiątce, dość było się nie śpieszyć, sama mówiła, że tylko na pięć minut, że tylko do znajomych, dość było się minąć, niechby komuś innemu tak się &lt;i&gt;poszczęściło&lt;/i&gt;, a ja dziś byłbym sobą, a nie kimś, żyłbym własnym życiem, zaliczałbym baby na prawo i lewo, podrywał młode kózki, takie jak ta, wiosny przynosiłyby drżenie, jak dwadzieścia lat temu, i nie stawałbym się potencjalnym patentowanym impotentem. To ostatnie wyrażenie, nawet jeśli nie nadzwyczaj wyszukane, brało się z jego upodobania do wszelkich ozdobników fonetycznych. Bo nawet sam na sam z własnymi potokami i monologami Artur Pepa nie przestawał być zawodowym literatem.&lt;br /&gt;[s. 93-94]&lt;/blockquote&gt;&lt;br /&gt;Brzmi znajomo. Poza tym byciem zawodowym literatem. Brzmi nie tylko znajomo, brzmi &lt;i&gt;ładnie&lt;/i&gt; i znajomo. Brzmi jak sympatyczna opowieść dobrego kumpla - tak się to czyta, jakby mi ktoś, kogo znam i lubię, i kto umie dobrze opowiadać, i kogo lubię słuchać, opowiadał o życiu. I, niestety, mniej-więcej tyleż samo jest w tym wartości. Piękna to jest historia, ale trochę o wszystkim i o niczym. O zagubieniu i odnalezieniu miłości. O niefortunnej fascynacji krajem skazanym chyba na pogrążenie w mętności, niejasności i &lt;i&gt;lokalności&lt;/i&gt; (w takim sensie, że kto się tam nie urodził, nigdy do końca nie zrozumie). O tym kraju trochę. O młodości.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Najbardziej chyba o zagubieniu i odnalezieniu, w szerokim rozumieniu - tak jak szerokie są zwykle horyzonty przyjacielskiej, lekko podpitej pogawędki.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Można po lekturze pomyśleć sobie, że momenty &lt;i&gt;zagubienia&lt;/i&gt; i &lt;i&gt;odnalezienia&lt;/i&gt; są życiowo przełomowe, można sobie chwilę porozmyślać o tym, co jest naprawdę ważne, o wiośnie, o przygodzie, o podróży, o przyjaźni, o miłości, o wolności.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ale, tak jak po wieczornej, przyjacielskiej, lekko podpitej pogawędce, zwykle rano nie zostaje w pamięci żaden konkret, może kilka wiekopomnych cytatów, tak z tą książką jest podobnie. To jeszcze jeden na koniec:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;blockquote&gt;Dopiero w trzydziestym siódmym roku życia Artur Pepa poczuł, że ma serce. Wszystko zaczęło się od przebudzeń w środku nocy, kiedy niespodziewanie lądował sam na sam z gęstą, czarną pustką, na wpół zanurzony w poszarpanych resztkach snów. Druga połowa była w pełni świadoma swego zaczepienia w tu-i-teraz, ale to nie przynosiło ulgi. Sam dla siebie postanowił przyjąć, że to przez alkohol. I rzeczywiście, przeklęta tachykardia natychmiast dawała się we znaki po szczególnie intensywnych &lt;i&gt;balach &lt;/i&gt;i &lt;i&gt;jam-sessions&lt;/i&gt; ze stawaniem na głowie i przemieszczaniem otchłani. Dość było porządnie wystartować po południu (&lt;i&gt;dwa razy po sto, sok pomidorowy, cokolwiek&lt;/i&gt;), osiągnąć pełną prędkość wieczorem (&lt;i&gt;moonlight and vodka, take me away&lt;/i&gt;) i wreszcie ostatecznie utknąć na pierwszej lepszej imprezie aż do świtu, z rozpędu dopijając resztki ze wszystkich butelek i rozgrzebując wszystkie paczki papierosów (&lt;i&gt;kto leci do nocnego, ja?&lt;/i&gt;) - tak, dość było kolejny raz przejść przez te wszystkie &lt;i&gt;nocne&lt;/i&gt; etapy, a następnego dnia z pewnością i nieodmiennie &lt;i&gt;to&lt;/i&gt; powracało. Ktoś widział, jak pewnego razu Pepa zemdlał w kawiarni, jak papieros wpadł do filiżanki kawy, jak stołek - metalowa nóżka na śliskiej podłodze - ze zgrzytem odjechał w bok. On sam tego nie widział, zapadł się na kilka minut w samotność i izolację, na dno jednolitego, mętnego migotania i monotonnego dzwonienia (czyżby &lt;i&gt;tam&lt;/i&gt; miało być tak samo, myślał potem, tylko mętne migotanie i monotonne dzwonienie?). Tak, wtedy to stało się jasne, jak pot, który go oblał, gdy tylko trochę mu przeszło.&lt;br /&gt;Szczerze mówiąc, wypadek w kawiarni nie był pierwszy. Doszło już do tego, że Artur Pepa zaczynał przywykać i nawet lubić te stany - z tym samym oddaniem, z jakim rzucał się naprzeciw oszałamiającemu splotowi emocji przy przejściach ze stanu trzeźwości do upojenia. Coś jednak było w tym nagłym szaleństwie rozrywającego się serca, w jego drżącym podskakiwaniu gdzieś do gardła, w tej żelaznej dłoni, która nie bez zręczności łowcy ptaków lubiła go ścisnąć i nie puszczać. "Dobrze, że stało się właśnie tak - czasem przekonywał sam siebie. - Teraz przynajmniej wiem, co mi przypadło. Nagłe zatrzymanie akcji serca to w sumie nie najgorszy wariant, mogło być coś znacznie bardziej powolnego i wyniszczającego". Po czym przeglądał w pamięci niektóre inne &lt;i&gt;warianty&lt;/i&gt;: rozrastanie się w ciele jakichś amebokształtnych, nieforemnych tworów, metamorfozy braku odporności, przerażający i poniżający zanik mięśni czy nieubłagane opadanie w wegetacyjną przepaść Alzheimera - nie, zdecydowanie wylosował tę lepszą możliwość. Choć niekiedy, odczuwając pośród nocy, gdzieś między drugą i czwartą, nieubłagany powrót arytmii, mimo wszystko się bał. Bał się, że jego serce któregoś razu nie wytrzyma i pęknie - i nie dlatego, że mogłoby nie wytrzymać i pęknąć, ale ze strachu, że może nie wytrzymać i pęknąć. Innymi słowy, bał się bać.&lt;br /&gt;[s. 80-82]&lt;/blockquote&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Aha - nota na okładce mówi, że książka prezentuje "charakterystyczną dla Andruchowycza karnawałową logikę". No... nie do końca. Trochę, ale w wersji bardzo soft. Czytałem wcześniej &lt;i&gt;Perwersję&lt;/i&gt; i nic o niej nie napisałem, bo nic nie zrozumiałem. Znaczy się, zrozumiałem na poziomie wyrazu i zdania, ale już na poziomie akapitu mi się to łączyło średnio, a na poziomie rozdziału w ogóle. A między rozdziałami kompletna sieczka. Oczywiście szacun za taką żonglerkę narracjami i stylami, ale jak dla mnie &lt;i&gt;Perwersja &lt;/i&gt;to była zbytnia perwersja, to której zrozumienia potrzebowałbym tłumacza z polskiego na bardziej polski. A tu nie potrzebowałem.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2068029636685617760-5861138242507987622?l=witoldwoicki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://witoldwoicki.blogspot.com/feeds/5861138242507987622/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=2068029636685617760&amp;postID=5861138242507987622' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2068029636685617760/posts/default/5861138242507987622'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2068029636685617760/posts/default/5861138242507987622'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://witoldwoicki.blogspot.com/2011/01/andruchowycz-jurij-dwanascie-kregow.html' title='Andruchowycz, Jurij: Dwanaście kręgów'/><author><name>donwito.net</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12542145113588418753</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_xn7iKltJjJs/TS4nPb0bJSI/AAAAAAAAN1U/3vtyPSGv06Q/s72-c/12kregow.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2068029636685617760.post-6828237104850137327</id><published>2011-01-12T22:28:00.001+01:00</published><updated>2011-01-12T22:32:56.455+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='film'/><title type='text'>Polański, Roman: Nóż w wodzie</title><content type='html'>Historia marynarza skaczącego na potłuczone butelki poucza nas o tym, że czasami warto obdarzyć refleksją swój &lt;i&gt;image&lt;/i&gt;. Bo może się okazać, że wykreowana przez nas figura dawno już nas przerosła, nie umiemy sprostać jej wymaganiom, co gorsza, jest za późno na jej modyfikację. Ktoś powiedział "sprawdzam" - i jedyne co pozostaje to grać do końca albo stracić twarz.&lt;br /&gt;A reszta filmu bardzo elegancko tej historii akompaniuje.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Z innej natomiast strony, to warto oglądając zwrócić uwagę na Krystynę. Na to, jak wygląda na wodzie a jak na lądzie. O fizyczny wygląd chodzi, ale też o zachowanie. Całą tę skoncentrowaną na dwóch męskich bohaterach historię możnaby skrócić moim zdaniem do anegdoty o marynarzu, ale Krystyna, o - Krystyna, to jest prawdziwa refleksja nad wolnością osobistą!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Technikalia: &lt;a href="http://www.filmweb.pl/Noz.W.Wodzie"&gt;http://www.filmweb.pl/Noz.W.Wodzie&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2068029636685617760-6828237104850137327?l=witoldwoicki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://witoldwoicki.blogspot.com/feeds/6828237104850137327/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=2068029636685617760&amp;postID=6828237104850137327' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2068029636685617760/posts/default/6828237104850137327'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2068029636685617760/posts/default/6828237104850137327'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://witoldwoicki.blogspot.com/2011/01/polanski-roman-noz-w-wodzie.html' title='Polański, Roman: Nóż w wodzie'/><author><name>donwito.net</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12542145113588418753</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2068029636685617760.post-4516108822416835457</id><published>2011-01-12T22:15:00.001+01:00</published><updated>2011-01-12T22:16:46.112+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='film'/><title type='text'>Banksy: Exit Through the Gift Shop</title><content type='html'>Buhaha. Buhahahhaha. A potem jeszcze raz hue hue hue.&lt;br /&gt;Prześmieszny film. Poczytałem sobie potem trochę internetu ale w końcu nie wiem, czy ten cały Thierry Guetta to jest wymysł Banksy'ego czy nie, czy to jest jego świadoma (współ)kreacja czy nie. Ale tak czy nie, sytuacja jest przezabawna. I sama postać też, zwłaszcza jej niesamowite wysiłki językowe - te próby plastycznych opisów zasługują na upamiętnienie:&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Banksy, he was like... he was all like... he was like... he was like... like... I liked him very much.&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;No. I ironiczne podsumowania Banksy'ego, Fairey'a i Invadera - 10 punktów z plusem. A sam tytuł to punkt dodatkowy :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tylko nie do końca wiem, czy nie jest ten film nieco zbyt hermetyczny. Ja ze streetartem mam wspólnego tyle, że coś słyszałem, coś widziałem, mam kolegę, który się taką aktywnością para. I mi ten film w żaden sposób nie &lt;i&gt;przybliżył&lt;/i&gt; całej idei, społeczności, whatever. Owszem, pokazał mi wiele rzeczy, których nie znałem, ale samego konceptu jakoś mi nie naświetlił lepiej, co wiedziałem to wiem, co myślałem to myślę. Jeśli jednym z zamierzeń reżyserskich było zbliżenie ludzi, którym ten świat jest całkiem obcy, do postrzegania streetartu jako formy sztuki, czy - nie używając wielkich słów - choćby formy pozytywnej i niegroźnej aktywności, to obawiam się, że mogło się nie udać. Ale jeśli takiego zamierzenia nie było, to film perfekcja.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A jako PS refleksja, że to jeden z tych filmów, dla których lekko archaiczne kino Muranów zostało wprost stworzone.&amp;nbsp; &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Technikalia: &lt;a href="http://www.filmweb.pl/film/Wyj%C5%9Bcie+przez+sklep+z+pami%C4%85tkami-2010-559694"&gt;http://www.filmweb.pl/film/Wyj%C5%9Bcie+przez+sklep+z+pami%C4%85tkami-2010-559694&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2068029636685617760-4516108822416835457?l=witoldwoicki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://witoldwoicki.blogspot.com/feeds/4516108822416835457/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=2068029636685617760&amp;postID=4516108822416835457' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2068029636685617760/posts/default/4516108822416835457'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2068029636685617760/posts/default/4516108822416835457'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://witoldwoicki.blogspot.com/2011/01/banksy-exit-through-gift-shop.html' title='Banksy: Exit Through the Gift Shop'/><author><name>donwito.net</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12542145113588418753</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2068029636685617760.post-2793174152745726376</id><published>2011-01-04T21:25:00.000+01:00</published><updated>2011-01-04T21:25:48.727+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='cytat'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='książka'/><title type='text'>Małyszek, Tomasz: Kraina Pozytywek</title><content type='html'>&lt;blockquote&gt;Wszystkie zegary pokrywała jasna emalia, a w ich kopertach ukryto mechanizmy pozytywek. Na tarczach widać było fregaty z czarnymi żaglami, kobiety podające dłonie aniołom, wysokie wieże przebijające księżyc. Zegary odmierzały beznamiętnie czas choroby, a gdy włączały się melodie pozytywek, były to hymny na cześć ich pani, która latami ginęła z bólu, bo nikt nie potrafił jej pomów. Na meblach stały figurki wyrzeźbione w koralu. Ich podstawy zdobiły inskrypcje naśladujące wiersze Petrarki. Nie chwaliły jednak miłości do Laury, lecz opisywały jej koniec.&lt;br /&gt;[s. 318-319]&lt;/blockquote&gt;&lt;br /&gt;Co to niby jest ta kraina pozytywek? Pytanie wydaje się kluczowe, bo sama okładka informuje, że &lt;i&gt;Nie jest to nowa historia Kaina i Abla, ale raczej opowieść o zagubionych braciach, z których tylko jeden odnalazł krainę pozytywek&lt;/i&gt;. Ale tak sobie myślę, że aż tak kluczowe nie jest. Coś z czasem, trwaniem na pewno. Kiedy się zestawi ostatnie zdania książki z akapitem zacytowanym powyżej, coś z tym, co z nas zostaje, co będzie mówić o nas kiedy nas już nie będzie. Może nawet nie tyle &lt;i&gt;o nas&lt;/i&gt; ile &lt;i&gt;o tym, o czym my sami mówiliśmy swoim życiem&lt;/i&gt;. Coś z ciągłością idei może, i chyba ze spokojem, jaki ze świadomości tej ciągłości może wynikać.&lt;br /&gt;Przy czym nie należy mylić ciągłości idei z tradycją, bo ten tekst jest cały pochwałą nowoczesności - owszem, tutaj nowoczesności w wydaniu z przełomu XIX i XX wieku, ale wciąż nowoczesności. Ci, którzy tej nowoczesności nie potrafią zrozumieć, nie potrafią się jej oddać, ci mentalnie nieprzystający, wariują lub umierają za życia, stają się zjawami rodem z romantycznych ballad.&lt;br /&gt;Słodkie przesłanie w dzisiejszym świecie fejsbuka (książka pochodzi z 2001 roku, więc może trafniejsze byłoby "w dzisiejszym świecie Internetu", hue hue hue, ale wersja z fejsbukiem brzmi bardziej przerażająco). I to przesłanie wydaje mi się istotniejsze od pytania o "krainę pozytywek".&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Może trafiłem z interpretacją, może nie, jak kto ma lepszy pomysł to poproszę, a tymczasem jeszcze się na chwilę zachwycę nad konstrukcją: cztery równoległe wątki, w tym dwa &lt;i&gt;zagnieżdżone &lt;/i&gt;;) - i to jak ładnie połączone! W miarę coraz większego przenikania się historii, coraz mniej wyraźne stają się podziały formalne: od wyraźnie rozdzielonych rozdziałów w części pierwszej do przeskoków ze zdania na zdanie w części drugiej, aż do momentu, kiedy pozostaje tylko jedna historia. Zgrabnie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A żeby nie było wątpliwości, że choć po części jest to powieść przygodowa, to na zakończenie zachowam sobie elegancki żołnierski cytacik:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;blockquote&gt;- Nie ma nic gorszego od kobiet, które przesadnie się pacykują - wtrącił się Scholz. - To dopiero są aktorki. Noszą na sobie kilka worów złomu, spryskują się świństwami, że aż dech zapiera i nawet nie można się do nich zbliżyć. Prawda jest taka, że ja lubię, jak baba pachnie naturalnie. I powinna być gruba. Przynajmniej jak wybuchnie wojna, nie trzeba jej karmić. A to ważne dla żołnierza. Poza tym może dużo udźwignąć, jeśli trzeba się ewakuować. Nie ma nic gorszego od aktorki i nic lepszego od kucharki.&lt;br /&gt;[s. 243]&lt;/blockquote&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2068029636685617760-2793174152745726376?l=witoldwoicki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://witoldwoicki.blogspot.com/feeds/2793174152745726376/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=2068029636685617760&amp;postID=2793174152745726376' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2068029636685617760/posts/default/2793174152745726376'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2068029636685617760/posts/default/2793174152745726376'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://witoldwoicki.blogspot.com/2011/01/mayszek-tomasz-kraina-pozytywek.html' title='Małyszek, Tomasz: Kraina Pozytywek'/><author><name>donwito.net</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12542145113588418753</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2068029636685617760.post-1341021018177181165</id><published>2011-01-04T17:58:00.000+01:00</published><updated>2011-01-04T17:58:08.680+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='film'/><title type='text'>Fincher, David: The Social Network</title><content type='html'>W zasadzie wszystko co było do powiedzenia, &lt;a href="http://wyborcza.pl/1,75475,8507268,I_Mark_stworzyl_Facebooka.html"&gt;powiedział już Wojtek Orliński&lt;/a&gt; w GW. Mój komentarz jest jedynie taki, że ani mnie to ziębi ani grzeje. Narzędzie, jakie stworzył Zuckerberg (z kolegami?), mnie interesuje. Sam Zuckerberg - niekoniecznie. A akurat o narzędziu w tym filmie jest stosunkowo mało, opowieść skupia się na twórcy, na jego charakterze, na jego działaniach, daje pożywkę pod rozważania o jego moralności (braku?). Jak ktoś lubi, to ma nad czym myśleć.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jak ktoś nie lubi, to może popatrzeć sobie chociaż na dobrą grę Jessego Eisenberga, któremu udało się zbudować naprawdę znakomitego nerda. Nerda właśnie, a nie geeka - znajomi moi toczyli ostatnio spór o różnicę znaczeniową i myślę, że porównanie Zuckerberga z Leonardem z &lt;i&gt;The Big Bang Theory&lt;/i&gt; dobrze pokazuje różnicę. Ta kreacja plus parę momentów do śmiechu (a humoru w filmie nie brakuje) naprawdę wystarczą, żeby zniwelować posmak lekkiej tandety, którą trącą te wszystkie rozważania o prawdziwej przyjaźni, która kończy się nieodwołalnie gdy w grę wchodzą miliony dolarów.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Szczęśliwie to nie wszystko jest jeszcze jedna bonusowa ciekawostka, dla której warto ten film obejrzeć - postać Seana Parkera, współzałożyciela Napstera.&lt;br /&gt;Jakiż (według filmu) status celebryty ma ten człowiek! Choć z finansami krucho, choć przedsięwzięcie nie wypaliło, jakim gwiazdorem, autorytetem, bożyszczem jest dla ówczesnej młodzieży nawet 4 lata po zamknięciu (no, ok, &lt;i&gt;zalegalizowaniu&lt;/i&gt;) serwisu. Ilu przeciętnych licealistów czy studentów u nas, w Polandii, rozpoznałoby nazwisko któregoś z twórców gadu-gadu czy naszej-klasy?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A poza tym, to w końcu mi się rozjaśniło nieco w kwestii funkcjonowania &lt;i&gt;społeczności studenckich &lt;/i&gt;w amerykańskich szkołach wyższych; oglądałem już milion głupich i głupszych filmów osadzonych w tamtych realiach, ale jakoś nigdy ta cała idea &lt;i&gt;houses &lt;/i&gt;i &lt;i&gt;fraternities&lt;/i&gt; nie trafiła do mnie tak jasno. A, no i potwierdziło mi się funkcjonowanie słowa &lt;i&gt;zfejsbukować&lt;/i&gt;. Można zfejsbukować kogoś. Językowo jest to tak ekscytujące, że chyba zaraz pójdę i kogoś zfejsbukuję.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Technikalia: &lt;a href="http://www.filmweb.pl/film/Social+Network%2C+The-2010-528258"&gt;http://www.filmweb.pl/film/Social+Network%2C+The-2010-528258&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2068029636685617760-1341021018177181165?l=witoldwoicki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://witoldwoicki.blogspot.com/feeds/1341021018177181165/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=2068029636685617760&amp;postID=1341021018177181165' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2068029636685617760/posts/default/1341021018177181165'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2068029636685617760/posts/default/1341021018177181165'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://witoldwoicki.blogspot.com/2011/01/fincher-david-social-network.html' title='Fincher, David: The Social Network'/><author><name>donwito.net</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12542145113588418753</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2068029636685617760.post-1925487011435379456</id><published>2011-01-03T20:24:00.000+01:00</published><updated>2011-01-03T20:24:36.944+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='film'/><title type='text'>Trzy filmy, które mnie niezbyt obeszły</title><content type='html'>... i o których nie mam wiele do powiedzenia; chcę wszakże pamiętać, że je już raz widziałem i nie miałem wiele do powiedzenia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;1. &lt;a href="http://www.filmweb.pl/To.Wlasnie.Milosc"&gt;Curtis, Richard: &lt;i&gt;Love actually&lt;/i&gt;&lt;/a&gt; - super, słodziak, wzruszyłem się i rozpłakałem, a jak dorosnę to chcę być jak Hugh Grant. Moment równoległych monologów angielsko-portugalskich jest godny zapamiętania, a poza tym to już niewiele. Ale z kategorii romantycznych komedii to naprawdę najlepsze co kiedykolwiek widziałem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;2. &lt;a href="http://www.filmweb.pl/film/Lisbon+Story-1994-988"&gt;Wenders, Wim: &lt;i&gt;Lisbon story&lt;/i&gt;&lt;/a&gt; - jezu, co za nuda. Część miejsc poznałem części nie, ale generalnie chyba się niesamowicie na plus zmieniła Lizbona w ostatnich 15 latach? Ale poza zaciekawieniem widokami, to kaszana, tylko muzyka fajna. Choć może skoro to film, w którym (jak doczytałem) chodziło reżyserowi głównie o muzykę i dźwięk, to moje podsumowanie jest całkiem pochlebne?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;3. &lt;a href="http://www.filmweb.pl/film/Autor+Widmo-2010-463952"&gt;Polański, Roman: &lt;i&gt;Ghost Writer&lt;/i&gt;&lt;/a&gt; - bardzo fajna sensacja z bardzo ironicznym zakończeniem, sam smak. Ale na dłuższą metę nic, co by zapadało w pamięć. Można sobie podczas oglądania odnotować: &lt;i&gt;o, trafna uwaga o funkcjonowaniu dzisiejszych mediów&lt;/i&gt; czy &lt;i&gt;o, trafne podsumowanie świata polityki&lt;/i&gt;, ale &lt;i&gt;trafne&lt;/i&gt; nie znaczy &lt;i&gt;świeże &lt;/i&gt;czy &lt;i&gt;odkrywcze.&lt;/i&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2068029636685617760-1925487011435379456?l=witoldwoicki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://witoldwoicki.blogspot.com/feeds/1925487011435379456/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=2068029636685617760&amp;postID=1925487011435379456' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2068029636685617760/posts/default/1925487011435379456'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2068029636685617760/posts/default/1925487011435379456'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://witoldwoicki.blogspot.com/2011/01/trzy-filmy-ktore-mnie-niezbyt-obeszy.html' title='Trzy filmy, które mnie niezbyt obeszły'/><author><name>donwito.net</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12542145113588418753</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2068029636685617760.post-3413460848341975832</id><published>2011-01-01T18:05:00.001+01:00</published><updated>2011-01-01T18:13:24.370+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='książka'/><title type='text'>Zajdel, Janusz A.: Cylinder Van Troffa</title><content type='html'>&lt;i&gt;A mi się nie podobało&lt;/i&gt;. To znaczy podobało mi się nawet, ale jakoś tak bez rewelacji - sztywne językowo, bez ekscytacji jeśli chodzi o warstwę fabularną, i w zasadzie tylko sobie zapamiętam niesformułowane chyba (OIDP) wprost, ale wynikające z tekstu pytanie o granice ciekawości naukowej. Czy mając możliwość przekonania się na własne oczy o losach świata za sto, tysiąc, milion lat, w zamian za porzucenie mojego życia tu i teraz - skorzystałbym, czy nie? Lubię moje życie teraz. Ale prawdziwy naukowiec pewnie by skorzystał.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Bo drugie pytanie, pytanie postawione w tekście wprost, o granice ingerencji naukowej w rozwój gatunku ludzkiego, wcale mnie nie zainteresowało. Wcale a wcale, e-e.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2068029636685617760-3413460848341975832?l=witoldwoicki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://witoldwoicki.blogspot.com/feeds/3413460848341975832/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=2068029636685617760&amp;postID=3413460848341975832' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2068029636685617760/posts/default/3413460848341975832'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2068029636685617760/posts/default/3413460848341975832'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://witoldwoicki.blogspot.com/2011/01/zajdel-janusz-cyflinder-van-troffa.html' title='Zajdel, Janusz A.: Cylinder Van Troffa'/><author><name>donwito.net</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12542145113588418753</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2068029636685617760.post-5377426692714097588</id><published>2011-01-01T17:27:00.000+01:00</published><updated>2011-01-01T17:27:53.168+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='cytat'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='książka'/><title type='text'>Dukaj, Jacek: Inne Pieśni</title><content type='html'>&lt;blockquote&gt;Berbelek zapalił tytońca. Oparty o framugę okna, strzepywał popiół na zewnątrz, na ośnieżony dach.&lt;br /&gt;-  Strategos wie - rzekł powoli - iż najlepsze plany to te, które nie  wymagają od wykorzystywanych w nich ludzi postępowania wbrew ich  naturze, lecz właśnie w zgodzie z nią; tym bardziej wie to kratistos.  Najtrudniej przejrzeć oszustwo zbudowane z tysiąca drobnych prawd, gdzie  fałsz istnieje wyłącznie w sposobie ich złożenia, w umyśle strategosa.  Zawsze lepiej użyć do osiągnięcia danego celu przedmiot po to właśnie  istniejący, aniżeli inny, wbrew jego przeznaczeniu. Nóż, by przeciąć,  powróć, by związać, Babuczkina, by zdradził.&lt;br /&gt;[s. 544]&lt;/blockquote&gt;&lt;br /&gt;Jestem bardziej niż pod wrażeniem, choć zrozumiałem chyba niewiele.&lt;br /&gt;Przede wszystkim, z moim kulawym wykształceniem miałem spore kłopoty, żeby w ogóle przez tę książkę przebrnąć. Zanim się przestawiłem z językowych naleciałości łacińskich na ten język zbudowany w oparciu o grekę, sporo mi pewnie umknęło.&lt;br /&gt;Zanim zrozumiałem do końca zasady rządzące tym światem, umknęło mi pewnie drugie tyle. Ach, gdybym w swoim czasie zapoznał się i postarał zapamiętać Arystotelesa, wszystko byłoby o wiele prostsze. Jacek Dukaj nie tylko przeczytał i zrozumiał, ale jeszcze wykonał gigantyczną pracę wyobrażenia sobie i opisania świata rządzonego zupełnie innymi zasadami od znanych nam teraz - podobnego, a jednak odmiennego w każdym fragmencie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ogrom tej pracy jest wręcz porażający - kompleksowość, złożoność i kompletność tego wykreowanego świata ścina z nóg. Tylko że... no właśnie. Mam wrażenie, że jeśli mi moja mądrzejsza koleżanka Kasia, która przyznała się, że przeczytała dwa razy, nie powie o co chodziło, to nie będę się mógł pochwalić, że zrozumiałem do końca. Bo w końcu nie wiem co dokładnie zobaczył pan Berbelek, kiedy &lt;i&gt;z ostatnim cięciem krzywego ostrza zrozumiał wyraz twarzy umierającego adynatosa&lt;/i&gt; (s. 627) - ulgę? strach? może zrozumienie? A skoro tego nie wiem, to co mam na przykład myśleć, gdy mówi: &lt;i&gt;taka jest moja natura. Chcę tego, śnię o tej bitwie, to mój cel&lt;/i&gt; (s. 594) - czy wiedział czego chce? czy był zaskoczony? czy przyjęta forma go przerosła, czy to jemu udało się przerosnąć formę strategosa i stworzyć nową? Tyle pytań, tak mało odpowiedzi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;To zachowam sobie tylko dwa fragmenty i zaczekam na okazję do rozmowy z Kasią.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;blockquote&gt;- O czym myślisz, esthlos?&lt;br /&gt;- To chyba oznaka nadchodzącej starości, gdy przeszłość zaczyna zwyciężać nad teraźniejszością. - Potrząsnął głową.&lt;br /&gt;Rumia zatrzymała nóż nad łososiem.&lt;br /&gt;- Ja też pamiętam, tamtego roku zamarzł cały Rein, przed wyjazdem odwiedziłeś nas, esthlos, z córką i synem. Och, przepraszam.&lt;br /&gt;- Abel, tak.&lt;br /&gt;- Przepraszam, przepraszam, tak mi przykro.&lt;br /&gt;Machnął ręką z chustą, otarł nią usta.&lt;br /&gt;- Nie ma powodu, by było ci przykro. Zawsze zastanawiała mnie ta forma. Co właściwie kryje się za podobnymi wyrazami współczucia? Przecież nie współczucie, do niego zdolni są tylko najbliżsi, z którymi łączy nas podobieństwo Formy. Czy chodzi więc o pocieszenie żałobnika? Może o okazanie szacunku? Ale komu? Zmarłemu? Obcy człowiek przychodzi i mówi, jak mu przykro; podczas gdy wiem, że przykro mu nie jest. I to jeszcze w momentach takiego napięcia uczuć: po śmierci, podczas pogrzebów, całopaleń. Dziwię się, że nie dochodzi do bójek nad grobami. Właściwie - jak o tym pomyśleć - to pewnie akurat by się Ablowi spodobało, jako rodzaj pośmiertnego hołdu. Mhmmm.&lt;br /&gt;Dotknęła jego dłoni.&lt;br /&gt;- Po prostu chciałam przeprosić za przywołanie wspomnienia Abla.&lt;br /&gt;- Dlaczego miałabyś za to przepraszać? Dlaczego miałbym unikać wspomnień o nim? Czy był zbrodniarzem, człowiekiem złym, małym i podłym?&lt;br /&gt;[s. 568-569]&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wszakże kroplą, która przelała czarę, okazał się najazd demokratów. Sekta uaktywniła się w Neurgii tego lata; nie od razu uderzyli do pana Berbeleka. Skoro już jednak powzięli zamiar, nie było ucieczki przed fanatykami. Stanowił dla nich ucieleśnienie ideałów kultu, drogę do spełnienia ich szalonych postulatów. Wszak pierwszym warunkiem demokracji jest pozbycie się kratistosów; zbudowaniu prawdziwych polis stoi na przeszkodzie aristokracja. Lepiej niż Kratistobójca znali cel Kratistobójcy. Dżurdża w imię demokracji! Wyrżnie wszystkich kratistosów, przepędzi królów, odtąd rządzić będzie Lud. Skradali się pod okna kamienicy, rzucali w nie kamykami, słali listy, manifesty, petycje błagalne, skrzynie książek autorstwa starożytnych i nowożytnych filozofów, jeden bełkot. Próbowali czepiać się jego powozu, zaskakiwali go na mieście, wślizgiwali się na przyjęcia, w których brał udział, jeden przecisnął się nawet kominem, pan Berbelek go zastrzelił, gdy wariat zwalił się w palenisko. Szaleńców jednak nie wystarczy konsekwentnie ignorować. Trzy noce temu młoda demokratka podpaliła się pod oknami jego kamienicy, długo wrzeszczała, płonąc, rozbudziła pół dzielnicy. Do jakiego stopnia było to żałosne: już na samym początku sprzeniewierzali się własnym ideałom, uznając nieskończoną wyższość Kratistobójcy. Zaiste, prawdę pisał Platon: nie wszystkie książki stanowią bezpieczną lekturę dla nieuformowanych umysłów.&lt;br /&gt;[s. 577]&lt;/blockquote&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2068029636685617760-5377426692714097588?l=witoldwoicki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://witoldwoicki.blogspot.com/feeds/5377426692714097588/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=2068029636685617760&amp;postID=5377426692714097588' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2068029636685617760/posts/default/5377426692714097588'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2068029636685617760/posts/default/5377426692714097588'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://witoldwoicki.blogspot.com/2011/01/dukaj-jacek-inne-piesni.html' title='Dukaj, Jacek: Inne Pieśni'/><author><name>donwito.net</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12542145113588418753</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2068029636685617760.post-6055019725003953533</id><published>2011-01-01T15:54:00.000+01:00</published><updated>2011-01-01T15:54:45.344+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='teatr'/><title type='text'>Bagdad Cafe</title><content type='html'>... czyli jak ze słabego filmu zrobić chujowe przedstawienie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Albowiem wybraliśmy się ze Stefanem do niezwykle modnego (jak się okazało; nie byłem świadom) teatru Polonia na przedstawienie pt. &lt;i&gt;&lt;a href="http://www.teatrpolonia.pl/spektakl-bagdad-cafe"&gt;Bagdad Cafe&lt;/a&gt;&lt;/i&gt;. Generalnie dramat i groza już na wejściu, bo się okazało dość prędko, że to musical, a ja na musicale reaguję wysypką, łapią mnie dreszcze, kicham i swędzi mnie pod kolanem. Lewym. No ale dobra, siedzimy, oglądamy, proste to jak konstrukcja cepa - dwie panie na życiowym zakręcie, w szerokiej perspektywie &lt;i&gt;weltschmerz&lt;/i&gt; a w szczególe proza życia, dzieciaki się buntują, knajpa rdzewieje i nie przynosi dochodu, mężowie są złamasami (a raczej byli, bo panie ich właśnie bądź to opuściły bądź wywaliły za drzwi), widoków na życie brak, no bieda. Ale przetykane to wszystko wstawkami mocno artystycznymi, które mają nam ten ogrom biedy unaocznić, jak na przykład poginający przez scenę baletmistrz&lt;sup&gt;1&lt;/sup&gt; z wstążką (WTF?!, że się tak spytam). Następuje starcie postaw życiowych. Z jednej strony mamy konstruktywny optymizm, chęć zmiany, zamiłowanie do pracy i działania - uosabiane przez pochodzącą z (kto by pomyślał) Niemiec Jasmin. Z drugiej strony nieufność, wrogość wobec &lt;i&gt;innego&lt;/i&gt;, rezygnację, rozmiłowanie w stagnacji i przywiązanie do wyobrażenia samej siebie w roli wiecznej ofiary przeciwności losu - reprezentowane przez córę dumnego narodu amerykańskiego, Brendę. Oczywiście ostatecznie koncepcja konstruktywna przeważa i panie zostają przyjaciółkami na całe życie, ale zanim do tego dojdzie mamy jeszcze kilka dygresji oraz przerwę techniczną.&lt;br /&gt;Przerwa techniczna następuje po 70 minutach, kiedy po ciągnącym się jak flaki z olejem wstępie wszystko wyraźnie zmierza ku dobremu. Wtedy aktorzy schodzą ze sceny, goście są serdecznie zapraszani do wydania paru złociszy w teatralnym bufecie, a po dwudziestu minutach lecimy dalej z częścią drugą. Część druga trwa 20 minut i mieszczą się w niej:&lt;br /&gt;- dramatyczny zwrot akcji;&lt;br /&gt;- rozstanie bohaterek w gniewie;&lt;br /&gt;- powrót stanu życiowej stagnacji i uświadomienie sobie własnej pomyłki przez Brendę;&lt;br /&gt;- powrót Jasmin, wielkie pojednanie i potwierdzenie przyjaźni już na całe życie (BFF, duh!).&lt;br /&gt;I jeszcze kilka smakowitych dygresji. Na przykład jedna taka, która szczególnie zapada w pamięć: chór ośmiu mocno zniewieściałych męskich bohaterów w skomplikowanym układzie taneczno-wokalnym objaśnia istotę męskiej przyjaźni. Dowiedzieliśmy się ze Stefanem, że chodzi o to, aby się w knajpach prać po ryjach ze wszystkimi, którzy nie są naszymi przyjaciółmi, a poza knajpami patrzeć sobie głęboko w oczy bez słów, bo w prawdziwej męskiej przyjaźni słowa nie są potrzebne.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;No dobra, żeby nie przeciągać - Stefan chciał wyjść po pierwszej "połowie", a ja go namówiłem na pozostanie, za co chciałbym oficjalnie przeprosić. Albowiem druga połowa nie tylko nie uratowała tego kiczowatego widowiska, ale pogrążyła je doszczętnie, obnażając nieudolność konstrukcyjną i koncepcyjną. Amen.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A z napisaniem tego poczekałem kilka dni, bo chciałem sobie najpierw obejrzeć oryginał, czyli film Percy'ego Adlona &lt;i&gt;&lt;a href="http://www.imdb.com/title/tt0095801/"&gt;Bagdad Cafe&lt;/a&gt;&lt;/i&gt; z 1987 roku. Kombinowałem bowiem, że może to kupa z muchą to przedstawienie, ale może to nie wina samego przestawienia, tylko materiału, z jakiego to przestawienie zostało zrobione.&lt;br /&gt;Otóż nie. Oryginalny film jest, owszem, słaby (z perspektywy 23 lat; po prostu słabo się zestarzał, pewnie w 1987 roku był całkiem zgrabny), ale nie aż tak słaby. Przede wszystkim - nie jest musicalem, i to już jest mu policzone na plus. Jest piosenka tytułowa (&lt;i&gt;Calling you&lt;/i&gt;, w wersji Jandy spolszczona), ale całej reszty prze-pustych przyśpiewek nie ma. Ludzie rozmawiają ze sobą jak ludzie. Po drugie: zamiast chłopca ze wstążką jest turysta, który rozbija namiot w okolicy i bawi się rzucaniem bumerangu, wciągając w tę rozrywkę kilkoro lokalsów, co ma jakiś sens - baletmistrz natomiast nie miał kompletnie żadnego.&lt;br /&gt;Po trzecie, Brenda jest po prostu standardowo nieufna wobec &lt;i&gt;innego &lt;/i&gt;i &lt;i&gt;nieznanego&lt;/i&gt;, ale nie pielęgnuje z uporem swojego nieszczęścia; ostrożnie, ale przyjmuje pozytywną zmianę. Dzięki temu rozwój akcji jest w miarę równomierny. OK, również przez to na końcu następuje jakaś absolutna tandeta typu powrót męża (który tak naprawdę nigdzie nie odjechał, tylko stał na pobliskim wzgórzu i obserwował przemianę żony przez lornetkę - WTFFFFF?!), ale mimo wszystko, daje się to łyknąć bez nadmiaru niesmaku.&lt;br /&gt;Generalnie w filmie widać jakiś plan, miała być komedia, z perspektywy roku 2011 wyszła umiarkowanie zabawna, ale z perspektywy 1987 pewnie była urocza. W przedstawieniu nie widać nic, a próba ratowania efektu humorystycznego dodaniem jąkającego się policjanta jest nic więcej niż żenująca.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;[1] Tancerka baletowa to baletnica; tancerz baletowy to baletmistrz. Jak nieskromnie!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2068029636685617760-6055019725003953533?l=witoldwoicki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://witoldwoicki.blogspot.com/feeds/6055019725003953533/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=2068029636685617760&amp;postID=6055019725003953533' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2068029636685617760/posts/default/6055019725003953533'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2068029636685617760/posts/default/6055019725003953533'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://witoldwoicki.blogspot.com/2011/01/bagdad-cafe.html' title='Bagdad Cafe'/><author><name>donwito.net</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12542145113588418753</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2068029636685617760.post-1475146111726687590</id><published>2010-12-15T15:35:00.000+01:00</published><updated>2010-12-15T15:35:15.601+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='książka'/><title type='text'>Eustachy Rylski, czyli o mojej ostatniej niemocy intelektualnej</title><content type='html'>Przeczytałem &lt;i&gt;Warunek&lt;/i&gt; oraz &lt;i&gt;Wyspę&lt;/i&gt;. Obie te książki już czytałem kiedyś, na studiach, ale o &lt;i&gt;Warunku&lt;/i&gt; pamiętałem tyle, że mi się podobał, a o &lt;i&gt;Wyspie &lt;/i&gt;nic.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przeczytałem, leżą jak wyrzut sumienia od dwóch tygodni na biurku, a ja nie umiem zebrać myśli. &lt;i&gt;Wyspa&lt;/i&gt; mi się podoba umiarkowanie, jakieś przegadane, przekombinowane te opowiadania; piękne, erudycyjne, ale nie umiem złapać o co chodzi. Za mądre dla mnie chyba.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Warunek &lt;/i&gt;natomiast podoba mi się bardzo, ale poza rzuceniem kilku haseł:&lt;br /&gt;&lt;ul&gt;&lt;li&gt;antyczna tragedia (w zakresie nieuchronności wyborów, niewidzialnej ręki losu kierującej poczynaniami bohaterów);&lt;/li&gt;&lt;li&gt;&lt;i&gt;forma&lt;/i&gt; w znaczeniu gombrowiczowskim, tyle że w wersji poważnej i tragicznej właśnie;&lt;/li&gt;&lt;li&gt;wreszcie skojarzenie bardzo współczesne: Lech Kaczyński - dorabianie człowiekowi wymiaru historycznego, wkładanie go w kostium bohatera, który mu ewidentnie ciąży na ramionach, do którego on nijak nie pasuje; a potem konsekwentne propagowanie tej legendy po śmierci głównego zainteresowanego;&lt;/li&gt;&lt;/ul&gt;nie jestem w stanie sprecyzować swoich refleksji.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tak to sobie więc zapamiętam hasłowo, a może kiedyś nadarzy się okazja do ponownej lektury w mniej zapracowanym czasie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Aha, ale językowo bardzo mi Rylski smakuje. Chirurgiczna precyzja.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2068029636685617760-1475146111726687590?l=witoldwoicki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://witoldwoicki.blogspot.com/feeds/1475146111726687590/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=2068029636685617760&amp;postID=1475146111726687590' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2068029636685617760/posts/default/1475146111726687590'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2068029636685617760/posts/default/1475146111726687590'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://witoldwoicki.blogspot.com/2010/12/eustachy-rylski-czyli-o-mojej-ostatniej.html' title='Eustachy Rylski, czyli o mojej ostatniej niemocy intelektualnej'/><author><name>donwito.net</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12542145113588418753</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2068029636685617760.post-4953614630669302279</id><published>2010-12-08T22:31:00.000+01:00</published><updated>2010-12-08T22:31:31.122+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='film'/><title type='text'>Wszystko to pic na wodę fotomontaż</title><content type='html'>Po tym jak &lt;a href="http://witoldwoicki.blogspot.com/2010/11/proyas-alex-dark-city.html"&gt;napisałem o &lt;i&gt;Dark City&lt;/i&gt;, że to rewelka na miarę &lt;i&gt;Matriksa&lt;/i&gt; albo i lepiej&lt;/a&gt; (czy coś jak to), na fejsiuniu zaprotestował Majk-Wieczny-Malkontent mówiąc, że może z palca sypnąć tytułami znacznie lepszych filmów eksplorujących koncepcję &lt;i&gt;virtual reality&lt;/i&gt;. I sypnął. Na część jego sugestii zareagowałem intuicyjnym sprzeciwem - wydawało mi się, że są fundamentalne różnice w podejściu do tego vr pomiędzy nimi a dwoma wymienionymi na początku. Części nie znałem.&lt;br /&gt;Do dziś uzupełniłem zaległości i mogę pokusić się o próbę zestawienia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;table border="1px"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt; &lt;td&gt;Tytuł&lt;/td&gt; &lt;td&gt;Czy istnieje "normalny świat zewnętrzny"?&lt;/td&gt; &lt;td&gt;Czy bohater dostał się do vr z własnej woli / świadomie?&lt;/td&gt; &lt;td&gt;Czy bohater może wyjść z vr?&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt; &lt;td&gt;&lt;a href="http://www.filmweb.pl/Matrix"&gt;Andy i Larry Wachowski: Matrix&lt;/a&gt;&lt;/td&gt; &lt;td&gt;Nie&lt;sup&gt;1&lt;/sup&gt;&lt;/td&gt; &lt;td&gt;Nie&lt;/td&gt; &lt;td&gt;Nie&lt;sup&gt;2&lt;/sup&gt;&lt;/td&gt; &lt;/tr&gt;&lt;tr&gt; &lt;td&gt;&lt;a href="http://www.filmweb.pl/film/Mroczne+miasto-1998-4885"&gt;Alex Proyas: Dark City&lt;/a&gt;&lt;/td&gt; &lt;td&gt;Nie &lt;/td&gt; &lt;td&gt;Nie&lt;/td&gt; &lt;td&gt;Nie&lt;sup&gt;3&lt;/sup&gt;&lt;/td&gt; &lt;/tr&gt;&lt;tr&gt; &lt;td&gt;&lt;a href="http://www.filmweb.pl/Incepcja"&gt;Christopher Nolan: Inception&lt;/a&gt;&lt;/td&gt; &lt;td&gt;Tak&lt;/td&gt; &lt;td&gt;Tak&lt;/td&gt; &lt;td&gt;Tak&lt;/td&gt; &lt;/tr&gt;&lt;tr&gt; &lt;td&gt;&lt;a href="http://www.filmweb.pl/film/Przez+ciemne+zwierciad%C5%82o-2006-121935"&gt;Richard Linklater: A Scanner Darkly&lt;/a&gt;&lt;/td&gt; &lt;td&gt;Tak/Nie&lt;sup&gt;4&lt;/sup&gt;&lt;/td&gt; &lt;td&gt;Nie&lt;/td&gt; &lt;td&gt;Nie&lt;/td&gt; &lt;/tr&gt;&lt;tr&gt; &lt;td&gt;&lt;a href="http://www.filmweb.pl/film/eXistenZ-1999-871"&gt;David Cronenberg: eXistenZ&lt;/a&gt;&lt;/td&gt; &lt;td&gt;Tak&lt;/td&gt; &lt;td&gt;Tak&lt;/td&gt; &lt;td&gt;Tak&lt;/td&gt; &lt;/tr&gt;&lt;tr&gt; &lt;td&gt;&lt;a href="http://www.filmweb.pl/Vanilla.Sky"&gt;Cameron Crowe: Vanilla Sky&lt;/a&gt;&lt;/td&gt; &lt;td&gt;Tak&lt;/td&gt; &lt;td&gt;Tak&lt;/td&gt; &lt;td&gt;Nie&lt;sup&gt;5&lt;/sup&gt;&lt;/td&gt; &lt;/tr&gt;&lt;tr&gt; &lt;td&gt;&lt;a href="http://www.filmweb.pl/film/Pami%C4%99%C4%87+absolutna-1990-1459"&gt;Paul Verhoeven: Pamięć absolutna&lt;/a&gt;&lt;/td&gt; &lt;td&gt;Tak&lt;/td&gt; &lt;td&gt;Nie&lt;sup&gt;6&lt;/sup&gt;&lt;/td&gt; &lt;td&gt;Tak&lt;/td&gt; &lt;/tr&gt;&lt;tr&gt; &lt;td&gt;&lt;a href="http://www.filmweb.pl/film/TRON-1982-11203"&gt;Steven Lisberger: Tron&lt;sup&gt;7&lt;/sup&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt; &lt;td&gt;Tak&lt;/td&gt; &lt;td&gt;Nie&lt;/td&gt; &lt;td&gt;Tak&lt;/td&gt; &lt;/tr&gt;&lt;tr&gt; &lt;td&gt;&lt;a href="http://www.filmweb.pl/film/Trzynaste+pi%C4%99tro-1999-30840"&gt;Josef Rusnak: The Thirteenth Floor&lt;/a&gt;&lt;/td&gt; &lt;td&gt;Tak&lt;sup&gt;8&lt;/sup&gt;&lt;/td&gt; &lt;td&gt;Nie&lt;/td&gt; &lt;td&gt;Tak&lt;/td&gt; &lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;br /&gt;[1] Jest tak zdeformowany i opresyjny, że wyjście z vr nie stanowi powrotu do żadnej "normalności" w interpretacji widza.&lt;br /&gt;[2] Z powodu opisanego powyżej. Może tylko wpaść z deszczu pod rynnę.&lt;br /&gt;[3] Może przejąć kontrolę nad vr, ale nie ma żadnego "zewnątrz".&lt;br /&gt;[4] Ta sytuacja balansowania pomiędzy narkotycznym odurzeniem a permanentną inwigilacją jest teoretycznie do zmiany, ostatecznie to ludzie sami wygenerowali sobie taki świat, ale w praktyce sytuacja jest beznadziejna. Tak bym widział pesymistyczne przesłanie tego filmu.&lt;br /&gt;[5] Może, pod warunkiem zaakceptopwania rychłej śmierci ze starości, OIDP - tego filmu sobie nie przypomniałem teraz na potrzeby zestawienia, może źle pamiętam.&lt;br /&gt;[6] Generalnie "zamazywanie pamięci" jest operacją dobrowolną, ale akurat ten bohater został jej poddany bez zgody - OIDP.&lt;br /&gt;[7] Tego mi Majk nie sugerował, przypadkiem oglądałem w tym samym czasie i okazało się, że tematyka podobna. Choć oczywiście podejście kompletnie inne i inna realizacja, ostatecznie ten film od pozostałych dzieli blisko 20 lat.&lt;br /&gt;[8] Albo i nie - w finałowej scenie bohater przyjął na wiarę, że wydostał się do prawdziwego świata, nie próbował wyjechać za miasto i jechać do oporu ;)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po takim zestawieniu podtrzymuję moją opinię, że jeśli chodzi o zupełne podstawy konstrukcyjne opowiadanej historii, &lt;i&gt;Dark City &lt;/i&gt;i &lt;i&gt;Matrix &lt;/i&gt;są filmami zupełnie innymi od pozostałych. W zasadzie tylko one ukazują vr jako coś nadanego z góry, jako coś, w czym można &lt;i&gt;obudzić się&lt;/i&gt; pewnego dnia - to znaczy uzyskać świadomość przebywania w vr, i co gorsza - nie mieć wyjścia z tej sytuacji. w Pozostałych filmach to vr to rodzaj gry, albo wyzwania, przygody, czasem nieporozumienia lub kary, ale zawsze istnieje pewien zewnętrzny świat, do którego można - zwykle z trudem, nie bez przeszkód, z narażeniem życia, ale można się wydostać.&lt;br /&gt;Filmy różnią się także w ocenie tego vr. Są takie, które zdają się mówić (jak &lt;i&gt;13th floor&lt;/i&gt;), że to zabawa niebezpieczna, gra, w którą grać nie wolno - inne (&lt;i&gt;Incepcja&lt;/i&gt;) nadają wszystkiemu posmak stosunkowo bezpiecznej, choć oczywiście niepożądanej przez ogół spokojnych mieszczan tej ziemi, awanturniczej przygody, czy nawet pewnego rodzaju luksusu (&lt;i&gt;Vanilla Sky&lt;/i&gt;).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tak czy owak, są to filmy z gruntu inne niż  &lt;i&gt;Dark City &lt;/i&gt;i &lt;i&gt;Matrix&lt;/i&gt; - te bowiem proponują zadać sobie pytanie: "a co, jeśli nasz świat to faktycznie tylko iluzja, i co, jeśli z tej iluzji nie ma wyjścia?".&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Z całego tego zestawienia jeszcze tylko dwie pozycje delikatnie wyróżniają się, jeśli chodzi o pomysł: &lt;i&gt;A Scanner Darkly&lt;/i&gt; zaskakuje niezwykle mrocznym przesłaniem - to nasz świat my sami (my - w sensie rządy, które wybieraliśmy, wybory, których dokonywaliśmy, dyktowane głupotą, wygodnictwem, lenistwem etc.) zmieniliśmy w vr, z której nie ma już ucieczki; &lt;i&gt;13th floor&lt;/i&gt; finałowym niedopowiedzeniem, bo ja interpretuję je na korzyść filmu jako niedopowiedzenie (można na niekorzyść - jako tandetny happy end) oraz spostrzeżeniem, że to, co kreowane jest wewnątrz vr również w pewnym sensie zasługuje na miano &lt;i&gt;życia&lt;/i&gt;.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;No, to teraz czekam na majkowe protesty, a tymczasem sobie ku pamięci krótkie opinie o w/w:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;ul&gt;&lt;li&gt;Christopher Nolan: &lt;i&gt;Inception&lt;/i&gt; - znakomita przygodówka. Czysta rozrywka, świetne efekty, prosto rozrysowany plan gry,no naprawdę miodzio. Tylko te wątki rodzinne miejscami nieco przesłodzone.&lt;/li&gt;&lt;li&gt;Richard Linklater: &lt;i&gt;A Scanner Darkly&lt;/i&gt; - mocne uderzenie. Ogląda się czasami męcząco, z uwagi na "narkotyczne" zachowania bohaterów, ale generalnie warto się przebić, w pesymistyczny sposób daje do myślenia. Godna odnotowania koncepcja graficzna, wcześniej takiej nie widziałem.&lt;/li&gt;&lt;li&gt;David Cronenberg: &lt;i&gt;eXistenZ&lt;/i&gt; - trochę pierwowzór &lt;i&gt;Incepcji&lt;/i&gt;, tylko bardziej odrażający i z małą ilością efektów. Ale ogląda się pysznie.&lt;/li&gt;&lt;li&gt;Cameron Crowe: &lt;i&gt;Vanilla Sky&lt;/i&gt; - nie pamiętam, dawno oglądałem.&lt;/li&gt;&lt;li&gt;Paul Verhoeven: &lt;i&gt;Pamięć absolutna&lt;/i&gt; - jw.&lt;/li&gt;&lt;li&gt;Steven Lisberger: &lt;i&gt;Tron&lt;/i&gt; - niby klasyk, ale zestarzał się brzydko. Czekam na &lt;i&gt;Legacy&lt;/i&gt;. &lt;/li&gt;&lt;li&gt;Josef Rusnak: &lt;i&gt;The Thirteenth Floor&lt;/i&gt; - bardzo ładny film, w zasadzie prawie do końca nie wiedziałem o co chodzi i co jest grane. A na końcu albo rozczarowanie tandetą albo porozumiewawcze mrugnięcie okiem. Ja wolę wierzyć w to drugie. Generalnie warto.&lt;/li&gt;&lt;/ul&gt;&lt;span style="background-color: transparent; color: black; font-family: Times New Roman; font-size: 12pt; font-style: normal; font-weight: normal; text-decoration: none; vertical-align: baseline;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2068029636685617760-4953614630669302279?l=witoldwoicki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://witoldwoicki.blogspot.com/feeds/4953614630669302279/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=2068029636685617760&amp;postID=4953614630669302279' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2068029636685617760/posts/default/4953614630669302279'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2068029636685617760/posts/default/4953614630669302279'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://witoldwoicki.blogspot.com/2010/12/wszystko-to-pic-na-wode-fotomontaz.html' title='Wszystko to pic na wodę fotomontaż'/><author><name>donwito.net</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12542145113588418753</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2068029636685617760.post-2839385745237581752</id><published>2010-12-06T20:55:00.000+01:00</published><updated>2010-12-06T20:55:33.401+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='cytat'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='książka'/><title type='text'>Tyrmand, Leopold: Gorzki smak czekolady Lucullus</title><content type='html'>&lt;blockquote&gt;Ciekawie układają się drogi młodego neofity morskiego w nieznanym porcie. Jakby nie maszerował krętymi portowymi zaułkami o drewnianych, zmurszałych chodnikach, zawsze trafi do knajpy. [...]&lt;br /&gt;Szwendając się z rękami w kieszeniach, pozornie bez celu, miałem jednak cel, który uświadomiłem sobie znakomicie. Musiałem znaleźć jakiegoś Polaka. [...]&lt;br /&gt;Poznanie odbyło się w sposób niewymuszony.&lt;br /&gt;Po wejściu do brudnej, ciemnej knajpy oparłem się o kontuar i zażądałem piwa. Ogromny, zwalisty jak bryła skalna, Norweg, który wypełniał przestrzeń między kontuarem a półkami, nalał mi piwa i spytał wskazując paluchem, jak żerdź od płotu, na mnie:&lt;br /&gt;- Tysker (Niemiec)?&lt;br /&gt;- No, ikke (nie)! - odparłem trzęsąc głową w straszliwym oburzeniu.&lt;br /&gt;- Who are you? - indagował dalej, tym razem po angielsku.&lt;br /&gt;- Gówno cię to obchodzi - zakończyłem konwersację po polsku, raz, aby się przekonał do reszty, że rzeczywiście nie jestem Niemcem, po drugie, że zaczynał mnie już denerwować.&lt;br /&gt;Na dźwięk tych słów z głębi podniosła się jakaś postać średniego wzrostu, ubrana nie tyle z waszecia, ile z rybacka, o smętnych, niebieskich oczkach, perkatym nosie i najeżonym blond wąsiku pod nim. Pan ten podszedł żeglarskim, kołyszącym się krokiem do mnie, popatrzył mi długo i tkliwie w oczy i zapytał, zaciągając z lekka:&lt;br /&gt;- Co ty tu robisz?&lt;br /&gt;Muszę przyznać, że podobny sposób witania rodaka w okolicach Koła Polarnego na Półwyspie Skandynawskim wyprowadził mnie trochę z równowagi. Powitania ziomków na dalekiej obczyźnie mają być nacechowane entuzjazmem, a nie objawiać się w formie idiotycznych pytań. Toteż odparłem niedbale:&lt;br /&gt;- Czekam na siedemnastkę...&lt;br /&gt;- To ty z Warszawy - zaopiniował pewnie mój rozmówca.&lt;br /&gt;Na to zgodziłem się bez wahania.&lt;br /&gt;[s. 75-76]&lt;/blockquote&gt;&lt;br /&gt;I takich to wesołych fragmentów w książce można znaleźć ze dwa, może trzy. Opowiadań łącznie jest 10, na stron łącznie 325, nadają się zaś do czytania 3 "morskie": &lt;i&gt;Kajaluk, Niedziela w Stavanger &lt;/i&gt;i &lt;i&gt;T&lt;/i&gt;&lt;em&gt;ü&lt;/em&gt;&lt;i&gt;bingen ma białe kominy.&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Te są chropowate, kanciaste, jakby grubo ciosane językowo, ale da się je czytać z niejaką przyjemnością. Pozostałe sprawiają wrażenie pogadanek ze &lt;i&gt;Sztandaru młodych&lt;/i&gt; - drętwe, moralizatorskie, napuszone, przegadane i nadal niezgrabne językowo.&lt;i&gt; &lt;/i&gt;Wcześniej czytałem Tyrmanda &lt;i&gt;Złego &lt;/i&gt;i &lt;i&gt;Dziennik 1954&lt;/i&gt; i jestem rozczarowany jak cholera.&lt;br /&gt;&lt;i&gt;&amp;nbsp;&lt;/i&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2068029636685617760-2839385745237581752?l=witoldwoicki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://witoldwoicki.blogspot.com/feeds/2839385745237581752/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=2068029636685617760&amp;postID=2839385745237581752' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2068029636685617760/posts/default/2839385745237581752'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2068029636685617760/posts/default/2839385745237581752'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://witoldwoicki.blogspot.com/2010/12/tyrmand-leopold-gorzki-smak-czekolady.html' title='Tyrmand, Leopold: Gorzki smak czekolady Lucullus'/><author><name>donwito.net</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12542145113588418753</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2068029636685617760.post-4384922292380382745</id><published>2010-12-06T20:32:00.000+01:00</published><updated>2010-12-06T20:32:16.606+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='blog'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='muzyka'/><title type='text'>Paula i Karol: Overshare</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_xn7iKltJjJs/TP0ypR3vPgI/AAAAAAAANts/yrMzcOpc2aY/s1600/2010_overshare.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://3.bp.blogspot.com/_xn7iKltJjJs/TP0ypR3vPgI/AAAAAAAANts/yrMzcOpc2aY/s320/2010_overshare.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Słucham od 2 dni i nie mogę przestać. Permanentny banan na ryju. Dawno tak nie miałem :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Bo to było tak. Jakoś w okolicach wiosny Stefan mnie zapytał, czy słyszałem &lt;i&gt;Paulę i Karola&lt;/i&gt;, i że to ten sam Karol, który jest w Stanie Miłości i Zaufania. Nie słyszałem, więc od razu zajumałem od Stefana &lt;i&gt;Goodnight Warsaw EP&lt;/i&gt;, chwilę później pobiegłem na koncert w ramach pikniku Gazety w Królikarni... no i słów brak. Muzyka, która nawet nie to, że pasuje do lata, ona generuje lato w każdym miejscu i każdym momencie gdzie zabrzmi. I to nie byle które lato. To najlepsze, najbardziej beztroskie lato, kiedy miałem 17 czy może 18 lat, długie wakacje, brak było życiowych obciążeń typu praca a kieszonkowe w sam raz wystarczyło na korzystanie z tej beztroski. Przyjaciele byli dookoła, może jakaś największa miłość mojego życia też, a może właśnie ją poznawałem albo przyjaciele pomagali mi zapomnieć po rozstaniu z nią, to zresztą nie takie ważne. Mieliśmy plany, najlepszy i najbardziej niezwykły wyjazd przed nami, przygoda za każdym zakrętem, rozmowy nocami tak pełne treści i znaczeń, że dziś trudno sobie wyobrazić, że ich się tyle mogło zmieścić w tych krótkich godzinach pomiędzy późnym zmrokiem a wczesnym świtem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie wiem zresztą czy takie, dokładnie tak beztroskie i pełne możliwości lato kiedykolwiek mnie spotkało, ale znowu: to nie takie ważne, Paula i Karol odtwarzają je w postaci archetypicznej - to jest lato, które chcę pamiętać, którego potrzebuję, kiedy dookoła piździawa, praca dziś skończyła się późno a jutro zacznie wcześnie, w portfelu niedostatek hajsu a o szansie na miłość mojego życia przypominają mi tylko te wszystkie amerykańskie romantyczne komedie, w których &lt;i&gt;on&lt;/i&gt; czy &lt;i&gt;ona&lt;/i&gt;, w sensie ten &lt;i&gt;właściwy on czy ona&lt;/i&gt; pojawiają się w okolicach czterdziestki, że niby nigdy nie jest za późno.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;No i tak się zaczęło. A potem na przykład pędziłem jak dziki prosiak na Jarocin w piątek na godzinę 15:00 żeby ich posłuchać&lt;sup&gt;1&lt;/sup&gt;, a kopie EP-ki trzymałem na telefonie, w radiu samochodowym, w mp3-ce oraz na komputerze w domu i w pracy, żeby przypadkiem nie znaleźć się nigdy w sytuacji, kiedy zostanę bez tej muzyki pod ręką.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W sobotę byłem na ich koncercie w ramach re:wizji - mnóstwo ludzi, beztroska zabawa, podskoki, uśmiechy na twarzach. I długo oczekiwana przyjemność - premiera płyty. Wróciłem z zabaw wszelakich do domu o 4 rano, a do szkoły miałem wstawać o 6:30, ale przed pójściem spać jeszcze usiadłem i zgrałem sobie nowy nabytek do mp3, żeby mieć na długie wykładowe godziny następnego dnia :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Cóż, można oczywiście zarzucić tej płycie, jak i całemu zespołowi, że muzyka to takie plumkanie, żaden przełom na światową skalę. I że teksty proste, w sumie o wszystkim i o niczym. Ale to plumkanie i prostota jak dla mnie stanowią siłę całego projektu, to one generują ten ładunek radości i beztroski, to one sprawiają, że ludzie bujają się z uśmiechami na ustach na koncertach.&lt;br /&gt;Na płycie troszeczkę tego ładunku energii zniknęło, trochę za sprawą nowych aranżacji - na przykład &lt;i&gt;Goodnight Warsaw&lt;/i&gt; w wersji z EPki, surowej (opis ze strony - &lt;i&gt;casiotone version&lt;/i&gt; - mówi wszystko), wydaje mi się lepsza niż dopracowana w rytmach country wersja z płyty. Trochę też pewnie za sprawą doboru piosenek - tego, że na płycie nie ma &lt;i&gt;5, 6, 7, 8&lt;/i&gt; żałuję okrutnie.&lt;br /&gt;Ale tak czy inaczej, produkcja jest to pyszna. Kawałek lata w środku zimy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A (prawie) wszystko jest do posłuchania tutaj: &lt;a href="http://www.myspace.com/paulaikarol"&gt;http://www.myspace.com/paulaikarol&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;[1] Chociaż reszta świata zjeżdżała tam dopiero na 20 na Comę. I na Masturbatora, jest ofiara będzie msza!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2068029636685617760-4384922292380382745?l=witoldwoicki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://witoldwoicki.blogspot.com/feeds/4384922292380382745/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=2068029636685617760&amp;postID=4384922292380382745' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2068029636685617760/posts/default/4384922292380382745'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2068029636685617760/posts/default/4384922292380382745'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://witoldwoicki.blogspot.com/2010/12/paula-i-karol-overshare.html' title='Paula i Karol: Overshare'/><author><name>donwito.net</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12542145113588418753</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_xn7iKltJjJs/TP0ypR3vPgI/AAAAAAAANts/yrMzcOpc2aY/s72-c/2010_overshare.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2068029636685617760.post-1418807063758368032</id><published>2010-11-23T22:10:00.001+01:00</published><updated>2010-12-06T19:56:51.645+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='cytat'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='książka'/><title type='text'>Terry Pratchett</title><content type='html'>&lt;blockquote&gt;Pryzma [kompostu - ww] obróciła się i zaatakowała kwestora.&lt;br /&gt;Magowie cofnęli się nieco.&lt;br /&gt;- Nie jest chyba inteligentna, prawda? - upewnił się kwestor.&lt;br /&gt;- Ona tylko przesuwa się powoli i wyżera, co złapie - uspokoił go dziekan.&lt;br /&gt;- Wystarczy wsadzić jej spiczasty kapelusz, a nadawałaby się do grona profesorskiego - mruknął nadrektor.&lt;br /&gt;[s. 149-150]&lt;/blockquote&gt;&lt;br /&gt;To cytat z &lt;i&gt;Kosiarza&lt;/i&gt;, produkcji średnio udanej. Ostatnio łyknąłem także &lt;i&gt;Blask fantastyczny&lt;/i&gt; - całkiem OK, &lt;i&gt;Pomniejsze bóstwa&lt;/i&gt; - wyjątkowa słabizna i &lt;i&gt;Ciekawe czasy&lt;/i&gt; - bardzo OK. W kolejce czeka jeszcze &lt;i&gt;Piekło pocztowe&lt;/i&gt;&lt;sup&gt;1&lt;/sup&gt; i chyba na jakiś czas mi Pratchetta wystarczy. Lubię bardzo, ale ileż można się bawić?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;[1] Dopisek z&lt;i&gt; po przeczytaniu&lt;/i&gt;: bardzo mało magiczne ale bardzo fajnie napisane.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2068029636685617760-1418807063758368032?l=witoldwoicki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://witoldwoicki.blogspot.com/feeds/1418807063758368032/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=2068029636685617760&amp;postID=1418807063758368032' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2068029636685617760/posts/default/1418807063758368032'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2068029636685617760/posts/default/1418807063758368032'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://witoldwoicki.blogspot.com/2010/11/terry-pratchett.html' title='Terry Pratchett'/><author><name>donwito.net</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12542145113588418753</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2068029636685617760.post-2146254766720454704</id><published>2010-11-22T12:36:00.000+01:00</published><updated>2010-11-22T12:36:06.360+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='blog'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='muzyka'/><title type='text'>Aga Zaryan koncertowo - 20.11.2010</title><content type='html'>Byłem na koncercie w ramach festiwalu &lt;i&gt;Niewinni Czarodzieje&lt;/i&gt; i muszę zanotować sobie uwagę uzupełniającą do mojego poprzedniego, dosyć chłodnego kontaktu z Agą Zaryan, &lt;a href="http://www.blogger.com/goog_81002720"&gt;przy okazji przesłuchiwania płyty &lt;/a&gt;&lt;i&gt;&lt;a href="http://witoldwoicki.blogspot.com/2009/12/aga-zaryan-umiera-piekno.html"&gt;Umiera piękno&lt;/a&gt;.&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;To jaki ona ma głos i jak potrafi śpiewać, i jak wykonuje improwizacje przechodząc od jednego jazzowego standardu do drugiego, to jest w ogóle jakiś wyższy poziom muzycznego nieba.&lt;br /&gt;Kocham ją prawie tak mocno jak Karolinę Cichą.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tylko repertuar nieco rozczarowujący, bo spodziewałem się więcej zapowiadanej w tytule koncertu Kaliny Jędrusik, ale nie ma co narzekać, ten głos rekompensuje wszystko.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2068029636685617760-2146254766720454704?l=witoldwoicki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://witoldwoicki.blogspot.com/feeds/2146254766720454704/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=2068029636685617760&amp;postID=2146254766720454704' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2068029636685617760/posts/default/2146254766720454704'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2068029636685617760/posts/default/2146254766720454704'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://witoldwoicki.blogspot.com/2010/11/aga-zaryan-koncertowo-20112010.html' title='Aga Zaryan koncertowo - 20.11.2010'/><author><name>donwito.net</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12542145113588418753</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2068029636685617760.post-494449573835251400</id><published>2010-11-19T22:25:00.001+01:00</published><updated>2011-01-04T11:22:12.115+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='książka'/><title type='text'>Słobodzianek, Tadeusz: Nasza klasa</title><content type='html'>&lt;a href="http://wyborcza.pl/1,106967,8104096,Tadeusz_Slobodzianek__Chce_komplikowac_odpowiedzi.html"&gt;http://wyborcza.pl/1,106967,8104096,Tadeusz_Slobodzianek__Chce_komplikowac_odpowiedzi.html&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;"[...] próbuję  zadać pytanie: dlaczego to, co się wydarzyło w lecie 1941 r., nie tylko  w Jedwabnem czy Radziłowie, lecz także w rozmaitych wariantach w  dziesiątkach miasteczek polskich, tak mnie tak dręczy? I tym swoim  napięciem na ten temat chcę się podzielić z czytelnikiem czy widzem."&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;No dobra, ale to pytanie było już wielokrotnie stawiane w toku dyskusji.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;"Ale nie jest moją rolą odpowiadać na te pytania. Moją rolą jest je postawić."&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;No to chyba diametralnie inaczej widzimy rolę pisarza. Bo ja bym chciał żeby pisarz był niejako przed czytelnikiem, prowokował do myślenia - jeśli pytania nie zostały jeszcze postawione, to je stawiał, ale jeśli zostały już postawione wiele razy, to choć próbował na nie odpowiedzieć.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://wyborcza.pl/1,75402,8458926,Nike_2010__Co_sie_stalo_z_tamta_klasa_.html"&gt;http://wyborcza.pl/1,75402,8458926,Nike_2010__Co_sie_stalo_z_tamta_klasa_.html&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;div style="background-color: transparent; border: medium none; color: black; overflow: hidden; text-align: left; text-decoration: none;"&gt;&lt;i&gt;"Nagradzamy  go za sposób, w jaki o tym mówi, za formę dramatu, który w sposób  wstrząsająco prosty, a jednocześnie niesłychanie przemyślany kreśli  historię katów i ofiar, morderców i mordowanych."&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="background-color: transparent; border: medium none; color: black; overflow: hidden; text-align: left; text-decoration: none;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="background-color: transparent; border: medium none; color: black; overflow: hidden; text-align: left; text-decoration: none;"&gt;Wstrząsająco prosty a jednocześnie niesłychanie przemyślany? Słodki jezu, ja czytałem ten sam tekst? Niesłychanie przemyślany? Najbardziej oczywisty z oczywistych, walący konstrukcją postaci po gębie jak sztachetą z płotu wyrwaną! A cały ten motyw &lt;i&gt;klasy&lt;/i&gt; mógłby posłużyć do zadania jednakowoż pytania o genezę, o początek tej rysy, ale nie, nic, cisza, słoneczna klasa, było pięknie, i nagle bum, takie rozłamy jak grom z jasnego nieba.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="background-color: transparent; border: medium none; color: black; overflow: hidden; text-align: left; text-decoration: none;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="background-color: transparent; border: medium none; color: black; overflow: hidden; text-align: left; text-decoration: none;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="background-color: transparent; border: medium none; color: black; overflow: hidden; text-align: left; text-decoration: none;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dobra. Podsumowując - nic nowego w treści i nic wielkiego w formie.&lt;br /&gt;No ja w tym nie widzę Nike. Mam wrażenie, że to nagroda &lt;i&gt;bo tak wypada&lt;/i&gt; - spora część tej &lt;i&gt;okołojedwabnej&lt;/i&gt; dyskusji rozgrywała się pod patronatem Agory, do tego elegancko wyglądająca pierwsza Nike w historii dla dramatu, jury przechodzi do historii jako podejmujące odważne decyzje.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ale ponieważ naprawdę, naprawdę kompletnie nie znam się na utworach dramatycznych, to może być tak, że po prostu nic nie zrozumiałem i narzekam.&lt;br /&gt;Może być też tak, że jakaś ukryta moc wylezie z tego tekstu kiedy zostanie wystawiony na scenie. Póki co, nico.&lt;i&gt;&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;&lt;br /&gt;&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;Update 04.01.2011. Przeczytałem to: &lt;a href="http://przekroj.pl/ludzie_rozmowy_artykul,8010,2.html"&gt;http://przekroj.pl/ludzie_rozmowy_artykul,8010,2.html&lt;/a&gt; i dalej nic.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2068029636685617760-494449573835251400?l=witoldwoicki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://witoldwoicki.blogspot.com/feeds/494449573835251400/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=2068029636685617760&amp;postID=494449573835251400' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2068029636685617760/posts/default/494449573835251400'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2068029636685617760/posts/default/494449573835251400'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://witoldwoicki.blogspot.com/2010/11/sobodzianek-tadeusz-nasza-klasa.html' title='Słobodzianek, Tadeusz: Nasza klasa'/><author><name>donwito.net</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12542145113588418753</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2068029636685617760.post-5927417763868296337</id><published>2010-11-19T22:05:00.000+01:00</published><updated>2010-11-19T22:05:50.759+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='cytat'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='książka'/><title type='text'>Nahacz, Mirosław: Niesamowite przygody Roberta Robura</title><content type='html'>Gdyby to była skończona, domknięta przez autora powieść, to napisałbym tak:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;1) Znakomity pomysł na świat przedstawiony - wciągający, intrygujący totalitarny świat Światła i Telewizji, który, co ciekawie wymyślone, nie jest jednak światem spójnym - potęgi go tworzące z czasem odsłaniają się jako rywalizujące a nawet skonfliktowane.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;2) Bardzo fajnie opisany sam proces przejmowania władzy nad mieszkańcami miasta; proces u którego podstaw leżą nie tylko zręczna socjotechnika i przemoc fizyczna, ale też lenistwo tych, nad którymi władzę się przejmuje. Państwo totalitarne rodzi się w sporej części w skutek bierności samych obywateli.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;3) Jak zwykle naprawdę zręczna, zgrabna, plastyczna fraza, na którą od pierwszej przeczytanej książki Nahacza zwróciłem uwagę i która mi się nieodmiennie podoba.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ale:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;4) Kompletnie zjebane wszystko pozostałe.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Początek i koniec całej historii nie mają sensu. W dobrze wymyślonej fikcji stworzony świat jest niejako &lt;i&gt;self-explaining&lt;/i&gt; - historia wyjaśnia czemu jest jak jest, oczywiście nie wszystko zawsze jest wyjaśnione jak u Tolkiena, z tysiącletnimi mitologiami, ale generalnie nie zostaje po lekturze nieprzyjemne wrażenie typu "ej, ale to się wszystko kupy nie trzyma, czemu tak?". A tu zostaje.&lt;br /&gt;Miałem wiele razy w całym tekście takie wrażenie, że autor zaplanował historię, rozpiął jej ramy tak, jakby chciał  nakreślić świat znacznie bardziej kompleksowy. Ale nie starczyło mu  czasu albo konceptu na wypełnienie tych ram.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;5) A nawet ten język czasami zawodzi. Tekst wygląda trochę jak smutna próba napisania trzymającej w napięciu prozy  sensacyjnej. Przeskoki czasowe, flashbacki i flashforwardy,  zmiany miejsc, gwałtowne wejścia nowych bohaterów, przeróżne triki  techniczne, to wszystko jest napisane po prostu nieudolnie. Drobne porcje tej historii są doskonałe, ale złożone w całość po prostu  nudzą; nadmiarowość niewyjaśnionych historii, dopowiedzeń, dygresji, to wszystko razem  się po prostu rozlewa, pęka w szwach. Wrażenie to potęguje się pod  koniec - wygląda to trochę tak, jakby sam autor stracił wizję tego  tekstu i jakby poddał się, złożył broń, dopisał zakończenie byle jakie i  bez sensu, żeby tylko odepchnąć to wszystko od siebie jak najdalej.&lt;br /&gt;&lt;blockquote&gt;Za każdym razem kiedy ekran gasł, Mistrz czuł, jakby coś umierało. "Nie, proszę, jeszcze trochę, nie gaśnij" - myślał i zawsze przez kilka sekund, kiedy monitor już nie świecił, był znowu smutnym robotnikiem, który nie znajduje w sobie siły, żeby się poruszyć. Teraz wpatrywał się w ekran i widział swoje odbicie.&lt;br /&gt;"To jego powinniśmy widzieć na niebie, jego i nikogo więcej. Wszyscy powinniśmy go widzieć, ale tylko ja powinienem z nim rozmawiać" - myślał.&lt;br /&gt;On kochał Kontura.&lt;br /&gt;Otworzył skrzynię z numerem piątym. Znalazł w niej gumową maskę pluszowego misia, który byłby całkiem słodki, gdyby nie czerwone oczy i ostre metalowe zęby, doprawione w taki sposób, że stawały się groźną bronią.&lt;br /&gt;Mistrz nie rozumiał tego przedmiotu. Mistrz kochał Kontura.&lt;br /&gt;[s. 385]&lt;/blockquote&gt;Maska posłuży mu kilka stron później (lub wcześniej, nie pamiętam) do poderżnięcia komuś gardła. I tak co chwilę kawałek kompletnie niewytłumaczalny z żadnego punktu widzenia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;***&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ale ponieważ biografia autora nie pozwala mi traktować tego tekstu jako domkniętego, skończonego, to zwalę wszystkie niedociągnięcia właśnie na to "niedokończenie". Chociaż to nieprzyjemne wrażenie "pękania", niespójności, miałem już przy lekturze &lt;i&gt;Bociana i Loli&lt;/i&gt;, więc może to niestety taka ułomność autora, że nawet przy skończonych tekstach nie do końca był w stanie nad nimi zapanować? Żeby taką krytykę przeprowadzić, chyba potrzebowałbym jednak większej próby dłuższych tekstów, a na to z wiadomych względów nie ma szans.&lt;br /&gt;To jeszcze tylko jedna złośliwość na koniec: ja bym erudycyjnych wtrętów pochodzących z innych tekstów czy z piosenek nie opatrywał wyjaśniającymi przypisami. Połowa zabawy ucieka.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2068029636685617760-5927417763868296337?l=witoldwoicki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://witoldwoicki.blogspot.com/feeds/5927417763868296337/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=2068029636685617760&amp;postID=5927417763868296337' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2068029636685617760/posts/default/5927417763868296337'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2068029636685617760/posts/default/5927417763868296337'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://witoldwoicki.blogspot.com/2010/11/nahacz-mirosaw-niesamowite-przygody.html' title='Nahacz, Mirosław: Niesamowite przygody Roberta Robura'/><author><name>donwito.net</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12542145113588418753</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2068029636685617760.post-7935354858598760196</id><published>2010-11-15T13:23:00.008+01:00</published><updated>2010-11-17T13:26:06.961+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='cytat'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='książka'/><title type='text'>Nahacz, Mirosław: Bocian i Lola</title><content type='html'>A to, to już kompletna porażka. Nie byłem w stanie doczytać do końca.&lt;br /&gt;OK, nadal na poziomie pojedynczej frazy Nahacz jest znakomity, ale już na poziomie akapitu to sie w ogóle kupy nie trzyma. Czytam i kompletnie nie rozumiem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Anna K. w Amsterdamie powiedziała coś o badaniach, jak pająki tkają sieci pod wpływem różnych narkotyków. Znalazłem wtedy taką stronę z obrazkami:&lt;br /&gt;&lt;a href="http://www.trinity.edu/jdunn/spiderdrugs.htm"&gt;http://www.trinity.edu/jdunn/spiderdrugs.htm&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;i teraz mam skojarzenie z siecią po LSD: każda nitka z osobna jest ok, ale nie ma żadnych połączeń między nimi, sieć jako całość nie funkcjonuje.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ani nie jestem w stanie czytać tego z przyjemnością, ani nie jestem w stanie ogarnąć o czym do cholery ciężkiej w ogóle jest mowa. W połowie książki odpuściłem, bo nadal rozumiałem tylko, że &lt;i&gt;jutro ma przyjść Lola&lt;/i&gt;, czyli dokładnie tyle samo, ile po przeczytaniu notki na okładce.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;No nie, zdecydowanie mogłem się wcześniej przestac obrażac na Nahacza, nie miałem o co.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;PS: Z drugiej strony, jeśli chwilę zaczekam, to pewnie prędzej czy później jacyś młodzi poloniści zorganizują elegancką konferencję o zasięgu międzynarodowym a w najgorszym wypadku chociaż krajowym, na której to konferencji zostanie odczytany szereg nahaczologicznych referatów, odbędą się panele dyskusyjne i debaty, a po wszystkim zostanie wydany odpowiednio gruby tom pokonferencyjny, który to tom ostatecznie udowodni mi, że się mylę całkowicie. A może taka konferencja już się odbyła? W takim razie dobrze, że zdążyłem przeczytać Nahacza zanim przeczytałem ten tom analiz - mam chociaż chwilę na to, żeby mi się po prostu nie podobało.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;***&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Napisałem co wiedziałem, a Stefan mi na to:&lt;br /&gt;"no właśnie ta książka na końcu jest zajebista.  efekt końcowy - nagle salto mortale i błysk. warto doczytać, bo też tak  miałem - nie mogłem doczytać a potem wow :)"&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;No to wstrzymałem się z oddawaniem do biblioteki i doczytałem do końca. I podtrzymuję. OK, w zakończeniu jakoś tam ujawnia się koncept tej książki, że niby to jakieś terapeutyczne wspomnienia czy inne ekspiacje, katharsis albo okolice, tak ja bym to rozumiał, ale kompletnie nie wpływa to na odbiór całości. Może to i terapeutyczny bełkot, a może bełkot z jakimś innym pomysłem, którego to pomysłu ja nie umiem rozpoznać, ale to nie zmienia faktu że nadal bełkot. Także jeśli ktoś szuka argumentów za tym żeby się zapoznać, to sugeruję raczej rozmowę ze Stefanem, jego zdaniem to "wow" ;)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2068029636685617760-7935354858598760196?l=witoldwoicki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://witoldwoicki.blogspot.com/feeds/7935354858598760196/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=2068029636685617760&amp;postID=7935354858598760196' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2068029636685617760/posts/default/7935354858598760196'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2068029636685617760/posts/default/7935354858598760196'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://witoldwoicki.blogspot.com/2010/11/nahacz-mirosaw-bocian-i-lola.html' title='Nahacz, Mirosław: Bocian i Lola'/><author><name>donwito.net</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12542145113588418753</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2068029636685617760.post-1052345772400460573</id><published>2010-11-15T13:13:00.000+01:00</published><updated>2010-11-15T13:13:58.527+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='cytat'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='książka'/><title type='text'>Nahacz, Mirosław: Bombel</title><content type='html'>&lt;blockquote&gt;Karczak miał śmierć jak z filmu sensacyjnego, nie wystarczył nawet jeden samochód, i jestem pewny, że gdyby przeżył te koła, które go rozjeżdżały, potem chwaliłby się i mówił, że nawet jak go dwa samochody, czyli osiem kół, przejechało, to, kurwa, nic mu nie zrobiły, bo on nie z tych pedałów, co polskiemu FSO dają dupy i jeszcze dziękują potem, a na końcu grzecznie umierają, żeby się nie wydało, że w FSO pracują pedały, a największym pedałem jest prezes tej firmy na równi z konstruktorem poloneza. Bo polonez to podobno był pierwszy samochód, który wjechał w Karczaka, a potem odjechał. A jemu się nawet rzeczywiście mogło nic nie stać, lekko go mogło puknąć, tyle że był już zmęczony i strasznie mu się chciało spać, tak więc zasnął na drodze tam, gdzie się przewrócił, i spał smacznie, bo noc była ciepła, ale następne auto to był maluch i dwóch dzieciaków w środku, przejechali po nim jak po wyboju na drodze bo Karczak miał czarny płaszcz i jak zasnął tam, na drodze, przykrył się nim szczelnie i był z niego Dejwid Koperfild albo inny Czarnoksiężnik z Krainy Oz, bo zniknął całkowicie i wtopił się w asfalt. Ci chłopcy całkiem się zdziwili, że jadą sobie normalnie, muzyczka gra w tle, kobiety czekają na dyskotece, zaraz będzie taniec, kolory stroboskopu i macanie, a tu nagle wyboje akurat w tym miejscu, gdzie ich nigdy nie było, no i lekka wtopa, bo okazało się, że nie żadna dziura, żadne nierówności i fałdowania ani ruchy górotwórcze, tylko śpiący, a potem umierający albo od razu nawet nieżywy Karczak, który tak już chyba nie żył, że bardziej się nie dało. No ale skończył we śnie i może nawet nie zauważył, miał ewidentne szczęście, że śmierć przyszła do niego, jak spał.&lt;br /&gt;Ja widziałem potem po twarzy, jak już leżał w pokoju i całe pomieszczenie pachniało lekko nadgnitymi owocami, tylko bez fermentu, jakby została sama ta słodkość, i on leżał na środku jak ważny pan, trzymał w ręku zapaloną gromnicę i był ubrany w lekko spłowiały garnitur i papierowe buty, akurat do trumny, a twarz miał taką, że musiał umrzeć we śnie, i na pewno śniły mu się do tego jakieś dziewczynki, które tańczą wokół niego i siadają mu na kolanach, a on wtedy może na to odpowiednio zareagować i działa mu to, co trzeba, i w ogóle jest jak w reklamie piwa. I ta jego rubasznie zadowolona twarz nijak się miała do jego żony, która chodziła zapłakana, do ludzi, którzy klęczeli wokół, bo tak naprawdę wyglądał, jakby mu jakaś anielica w tym niebie robiła najnormalniej laskę, a on był najwyraźniej połączony jeszcze z tym ciałem, ono jeszcze odbierało to, co działo się z jego duszą. No ale należy mu się i życzę mu, żeby w jego niebie było tak, że dwadzieścia anielic jest oddelegowanych tylko do tego, żeby zabawiać Karczaka w sposób ziemski, z pięć, żeby mu nalewać wino, i ze dwie, żeby tańczyły przed nim nago taniec brzucha. Ale potem zamknęli jego trumnę, żeby nie było widać, co chodziło mu po głowie, jak spał naprzeciwko ośrodka zdrowia, jaki był szczęśliwy, i może nawet ten moment śmierci zbiegł się z innym momentem w jego śnie, równie wybuchowym.&lt;br /&gt;[s. 78-80]&lt;/blockquote&gt;&lt;br /&gt;Drugi Nahacz wszedł mi znacznie lepiej niż &lt;a href="http://witoldwoicki.blogspot.com/2010/11/nahacz-mirosaw-osiem-cztery.html"&gt;pierwszy&lt;/a&gt; - bo i napisany jest zgrabnie, i, w odróżnieniu od pierwszego, udało mi się odnaleźć w nim trochę treści.&lt;br /&gt;Napisany jest zgrabnie, choć już nie tak zgrabnie jak pierwszy. Tak jakby język nieco nie utrzymał konceptu. Nahacz jest (był; żeby nie było, że pomijam szczegół biograficzny, ale lepiej mi się komentuje w czasie teraźniejszym, więc przy nim zostanę) dobry w produkowaniu mowy pijackiej, strumienia świadomości, swobodnego ciągu skojarzeń i dygresji, opakowanego w przepiękne fajerwerki stylistyczne. &lt;i&gt;Osiem cztery&lt;/i&gt; udowodniła, że taka mowa "sama mu się pisze", tyle tylko, że to jest jednak mowa pijackiej inteligencji.&lt;br /&gt;Nie wiem jak to ująć, bo do tradycyjnego rozumienia słowa &lt;i&gt;inteligencja&lt;/i&gt; pozostaje tu spory dystans, ale mimo wszystko: Nahacz piszący &lt;i&gt;Osiem cztery&lt;/i&gt; to gość obyty kulturowo, z pewnym bagażem przeczytanych książek, obejrzanych filmów, z wykształceniem średnim, który jakoś w czasie tworzenia tego tekstu zaczął studia humanistyczne na UW. I narrator w &lt;i&gt;Osiem cztery&lt;/i&gt; to postać z tego samego kręgu kulturowego - nawet jeśli chleje i ćpa gdzieś po krzakach, to jego pijackie dyskusje pozostają na innym poziomie językowym i tematycznym niż pijackie dyskusje, które można usłyszeć pod gieesem we wsi w powiecie grójeckim.&lt;br /&gt;Tymczasem Bombel (jak się można domyślać, główny bohater i narrator &lt;i&gt;Bombla&lt;/i&gt;) to raczej ten drugi typ postaci, i kiedy przemawia pijackim językiem konstruowanym przez Nahacza, czuć w nim delikatną nieautentyczność.&lt;br /&gt;No dobra, ale ten niewielki zgrzyt wpływający na przyjemność obcowania z tekstem nie zmienia faktu, że w drugiej książce dostałem w końcu bohatera, który &lt;i&gt;jest&lt;/i&gt;. Który mówi i znaczy.&lt;br /&gt;Bombel samym swoim istnieniem, nawet nie tym, co mówi, nie tymi historiami o swojej wsi, znajomych, sąsiadach, turystach, wycieczkach do miasta, ale samym sobą stanowi smutną diagnozę polskiej wsi - tej ostatniej, najbardziej zapomnianej kategorii wsi, na którą można czasami zabłądzić, jak się bardzo zjedzie w bok ze szlaków turystycznych. Tej wsi, na której może jeden gospodarz jeszcze pracuje, jeszcze jakoś mu się chce i opłaca zbierać jabłka i wozić do skupu, a pozostali juz tylko egzystują, z rozpędu wstają codziennie rano, jedzą, chociaż głównie to już tylko piją, od czasu do czasu się rozmnożą, z kimś porozmawiają, idą spać. Tej wsi, która pojawia się gdzieś w tle &lt;i&gt;Wesela&lt;/i&gt; Smarzowskiego czy ostatniej powieści Tokarczuk, a której tutaj oddany został główny głos.&lt;br /&gt;Nie jest do głos dla mnie nowy, nie jest szczególnie odkrywczy, więc i mój zachwyt &lt;i&gt;Bomblem&lt;/i&gt; na poziomie opowieści jest umiarkowany, ale dobrze, że po rozczarowującej w tym temacie &lt;i&gt;Osiem cztery&lt;/i&gt; jakiś głos się w ogóle pojawił.&lt;br /&gt;Osoby bardziej wprawione w interpretacjach mogą sobie dobudować piętro drugie w dwojaki sposób: po pierwsze zauważając fakt, że ta wieś, w osobie Bombla, mówi, ale nikt jej nie słucha, mimo nadziei i&amp;nbsp;próśb na przystanku nikt się nie pojawia; po drugie rozważając na ile &lt;i&gt;Bombel&lt;/i&gt; jest krytyczny wobec tego funkcjonowania wsi na granicy rozkładu, a na ile stanowi sentymentalną pochwałę pewnego ginącego rodzaju ludowej mądrości. Ale to jesli komuś się chce. Ja się nie poczułem wystarczająco zainspirowany. A może po prostu jestem zbyt leniwy, opcjonalnie zbyt ograniczony intelektualnie.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2068029636685617760-1052345772400460573?l=witoldwoicki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://witoldwoicki.blogspot.com/feeds/1052345772400460573/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=2068029636685617760&amp;postID=1052345772400460573' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2068029636685617760/posts/default/1052345772400460573'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2068029636685617760/posts/default/1052345772400460573'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://witoldwoicki.blogspot.com/2010/11/nahacz-mirosaw-bombel.html' title='Nahacz, Mirosław: Bombel'/><author><name>donwito.net</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12542145113588418753</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2068029636685617760.post-3058587200014582500</id><published>2010-11-10T13:39:00.002+01:00</published><updated>2010-11-10T13:41:33.251+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='cytat'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='książka'/><title type='text'>Nahacz, Mirosław: Osiem cztery</title><content type='html'>&lt;blockquote&gt;Oczekiwanie potwornie męczyło, bo czas jak zwykle szwankował. Mogliby go kiedyś porządnie naprawić. Chciałem coś powiedzieć, ale czułem się tak, jakbym zapomniał wszystkich słów. W końcu się udało.&lt;br /&gt;- A co tam pojutrze w szkole? - Na filmach tak się czasami zdarza, że wszyscy jednocześnie obracają głowę, żeby spojrzeć w to samo miejsce. Robią to szybko, ale wygląda tak, jakby robili powoli. No właśnie, bo szkoła to temat zabroniony, nigdy się o niej nie mówi, nawet nie wspomina, zwłaszcza na imprezach, a to, jakby nie patrzeć, była zajebiście duża impreza. Zgłupieli trochę, bo zrobiłem to bardzo perfidnie. Nie mogłem jeść grzybów, nie starczyło dla mnie, to proszę bardzo. Zaserwowałem im coś bardzo niemiłego - pamięć. Patol miał zdawkę z polskiego, a nigdzie nie było do kupienia trawy. Tylko hasz. Hasz jest cięższy i po nim Patol z odpowiedziami na polskim nie bardzo, wyszłyby za mądre, nawet dla polonistki. Musiał na żywca. Mógłbym tak wyliczać. Ludzi i przedmioty. Przez kilka sekund myśleli tylko o tym, próbowali jeszcze się śmiać, ale potem już się nie dało. Wyglądali jak zaszczuci. Zrobiło mi się ich szkoda, dlatego nie trzymałem ich długo w tym stanie.&lt;br /&gt;- E tam, będzie jedzie spoko oko. Nie ma co się dupczyć, no nie? - To był jeden z tych zwrotów, które nie znaczą absolutnie nic, semantycznie doskonale puste. Ale przestali myśleć już o szkole, zapomnieli, to strasznie łatwo przychodzi.&lt;br /&gt;[s. 26]&lt;/blockquote&gt;&lt;br /&gt;Przestałem się obrażać na Nahacza. Obrażałem się, bo był rok młodszy ode mnie i swoim pisaniem udowadniał i podkreślał mój doskonały brak zdolności twórczych. Ale teraz już się z tym moim brakiem jakby pogodziłem, więc i obrażanie się na zdolniejszych mi przeszło. Nie na wiele się autorowi ta pośmiertna rehabilitacja przyda, ale też zakładam, że niewiele by go obchodziło moje obrażanie za życia, gdyby o nim w ogóle wiedział, a że nie wiedział, to nawet lepiej, pozostałem niezauważony jak ninja, chociaż to jedno mi się udaje.&lt;br /&gt;Przestałem się obrażać, wypożyczyłem sobie wszystkie cztery tytuły i już od początku nie wiem, co myśleć.&lt;br /&gt;No bo z jednej strony napisane jest to rewelacyjnie. Płynnie. Stasiuk na ostatniej stronie okładki komentuje, że "rzeczywistość nabrała ochoty na wypowiedź i w tym celu wybrała sobie Nahacza", i faktycznie - słodki jezu, jak jemu się pięknie pisze! Jakby bogowie literatury mu podpowiadali kolejne wyrazy i zdania.&lt;br /&gt;A z drugiej strony... to manifest pokoleniowy jest? Diagnoza społeczna? Po prostu opis bibki jakich wiele bez szczególnych szerszych ambicji? &lt;i&gt;O czym nas to poucza&lt;/i&gt;, ja się pytam? Co ja mam z tego tekstu wyciągnąć, poza samą niezwykłą przyjemnością czytania? Bo czytam i nie widzę. Zjaraliśmy się, schlaliśmy, siedzimy, gadamy o tym, jak to sobie zwykle chlamy i jaramy. No ok, każdy tak kiedyś miał, miewał, po czym z tego wyrósł albo nie wyrósł, co się stało z wyrośniętymi każdy widzi, co się stało z niewyrośniętymi każdy wie, no i co dalej? Jednak mi brakuje sensu. Wyraźnego morału. Bo jestem zachwycony, ale trochę ten zachwyt jest na luźnym biegu.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2068029636685617760-3058587200014582500?l=witoldwoicki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://witoldwoicki.blogspot.com/feeds/3058587200014582500/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=2068029636685617760&amp;postID=3058587200014582500' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2068029636685617760/posts/default/3058587200014582500'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2068029636685617760/posts/default/3058587200014582500'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://witoldwoicki.blogspot.com/2010/11/nahacz-mirosaw-osiem-cztery.html' title='Nahacz, Mirosław: Osiem cztery'/><author><name>donwito.net</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12542145113588418753</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2068029636685617760.post-526190908587791887</id><published>2010-11-09T21:28:00.000+01:00</published><updated>2010-11-09T21:28:06.985+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='link'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='film'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='muzyka'/><title type='text'>Ondříček, David: Samotni</title><content type='html'>Z dziesięcioletnim opóźnieniem, ale w końcu łyknąłem ten prze-mistrzowski film.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Chociaż w obecnej chwili jest on dla mnie całkowicie nieprzyjazny ideologicznie, bo staram się z całych sił wierzyć w tezę przeciwną od zadanej i realizować ją z oddaniem, to i tak obejrzałem z przyjemnością.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Swoją drogą, zastanawiam się, jak by wyglądała diagnoza pokoleniowa przygotowana w tym filmie 10 lat później - z uwzględnieniem całego zjawiska &lt;i&gt;social networking&lt;/i&gt;, które przecież rozwinęło się dopiero kilka lat po nakręceniu &lt;i&gt;Samotnych&lt;/i&gt;. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;object height="385" width="480"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/vM3q65fmzb0?fs=1&amp;amp;hl=pl_PL"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/vM3q65fmzb0?fs=1&amp;amp;hl=pl_PL" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="480" height="385"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Z drugiej jednak strony, to chyba wszystko wina Kurta Cobaina albo nie wiem, kogoś innego dawno temu w Ameryce, w każdym razie wszystko musiało się zacząć już dawniej, bo ci ludzie w &lt;i&gt;Samotnych&lt;/i&gt; są dziwnie znajomi, dzisiaj chyba wszyscy wyglądamy i zachowujemy się tak samo, tylko jest więcej możliwości żebyśmy sobie to nawzajem pokazywali. Dzisiaj żeby być emocjonalnym ekshibicjonistą nie trzeba pracować w radio.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;To się na koniec jeszcze tylko zachwycę postacią Roberta (Jiří Macháček) - konceptem, wykonaniem, tekstami, i ogólną wymową, zwłaszcza w kontekście niedawnej legalizacji narkotyków w Czechach. Scena z "ostatnim jointem"? - nie mam pytań!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Aha, i na marginesie - odruchowo ściągnąłem sobie angielskie napisy, ale chyba do czeskiego filmu polskie tłumaczenie byłoby lepsze. Trzeba zapamiętać.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Technikalia: &lt;a href="http://www.filmweb.pl/film/Samotni-2000-1381"&gt;http://www.filmweb.pl/film/Samotni-2000-1381&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2068029636685617760-526190908587791887?l=witoldwoicki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://witoldwoicki.blogspot.com/feeds/526190908587791887/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=2068029636685617760&amp;postID=526190908587791887' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2068029636685617760/posts/default/526190908587791887'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2068029636685617760/posts/default/526190908587791887'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://witoldwoicki.blogspot.com/2010/11/ondricek-david-samotni.html' title='Ondříček, David: Samotni'/><author><name>donwito.net</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12542145113588418753</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2068029636685617760.post-6055236579172599278</id><published>2010-11-08T13:50:00.000+01:00</published><updated>2010-11-08T13:50:15.883+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='link'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='film'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='muzyka'/><title type='text'>Proyas, Alex: Dark City</title><content type='html'>Czemu ja o tym filmie wcześniej nie słyszałem?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zupełnie niezasłużenie zapomniana&lt;sup&gt;1&lt;/sup&gt; produkcja. Koncepcja, która rok później została nieco przetworzona i podbiła świat pod nazwą &lt;i&gt;Matrix&lt;/i&gt;. Tyle, że w &lt;i&gt;Matriksie&lt;/i&gt; została niemiłosiernie rozciągnięta, do trzech potwornie długich filmów, a tutaj mieści się zgrabnie w niecałych dwóch godzinach.&lt;br /&gt;Oczywiście na poziomie efektów specjalnych &lt;i&gt;Dark City&lt;/i&gt; produkcji Wachowskich nie doskakuje do sznurówek, ale poza tym - zwłaszcza jeśli chodzi o klimat, o stworzenie przytłaczającego, osaczającego nastroju miasta-pułapki, świata bez wyjścia - konkuruje z tym hiciorem godnie.&lt;br /&gt;No, tak, zakończenie jest nieco naiwne, ale czy da się taką koncepcję fabularną przeprowadzić bez odrobiny naiwności? A i tak uważam, że mogło być gorzej, na przykład finałowa scena mogłaby zawierać mniej dystansu, niepewności, przypadkowości, więcej optymizmu - i kompletnie spieprzyć efekt. A tutaj proszę, nie tak szybko z tą wielką miłością pokonującą wszelkie bariery, i jak ładnie się historyjka kończy?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A, no i jeszcze całkiem sympatyczna wersja &lt;i&gt;Sway&lt;/i&gt; jako bonusik. Nie ma oryginalnego teledysku, to chyba czyjś amatorski montaż jest, ale naprawdę daje radę:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;object height="340" width="560"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/LdGKKaHcwoE?fs=1&amp;amp;hl=pl_PL&amp;amp;rel=0"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/LdGKKaHcwoE?fs=1&amp;amp;hl=pl_PL&amp;amp;rel=0" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="560" height="340"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Technikalia: &lt;a href="http://www.filmweb.pl/film/Mroczne+miasto-1998-4885"&gt;http://www.filmweb.pl/film/Mroczne+miasto-1998-4885&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;sup&gt;1&lt;/sup&gt; Powinna być naprawdę popularna i szeroko znana. Ale może jest, tylko ja jak zwykle się nei zorientowałem. W takim razie zdanie niepotrzebne, skreślić.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2068029636685617760-6055236579172599278?l=witoldwoicki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://witoldwoicki.blogspot.com/feeds/6055236579172599278/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=2068029636685617760&amp;postID=6055236579172599278' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2068029636685617760/posts/default/6055236579172599278'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2068029636685617760/posts/default/6055236579172599278'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://witoldwoicki.blogspot.com/2010/11/proyas-alex-dark-city.html' title='Proyas, Alex: Dark City'/><author><name>donwito.net</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12542145113588418753</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2068029636685617760.post-259755756738743464</id><published>2010-11-06T14:29:00.000+01:00</published><updated>2010-11-06T14:29:59.044+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='cytat'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='książka'/><title type='text'>Rylski, Eustachy: Człowiek w cieniu</title><content type='html'>&lt;blockquote&gt;Zasmakował w dziwkach. W połowie studiów zanurzył się w kurewstwie i tak już zostało. Nie miał innych kobiet i ich nie pożądał. To nie była tylko sprawa wygody, szybkości czy perwersji. To była niechęć, a nawet niemożność podjęcia jakichkolwiek zobowiązań w tym względzie.&lt;br /&gt;Wspominając zobowiązania, nie należy wszakże sądzić, że dotyczyły one narzeczeństwa, małżeństwa czy, nie daj Bóg, przyszłej rodziny. Tak daleko nie śmiał nawet myśleć, gdyż myśl taka mogła by być sama w sobie śmiertelnie dla niego niebezpieczna. Dotyczyło to sytuacji dużo mniej groźnych. Wspólnego spaceru, kina, obiadu, nawet rozmowy.&lt;br /&gt;Podejrzenie, że mógłby z własnej, niepojętej woli poddać się rytuałowi, powtarzać nudę, a więc udrękę wielu młodych mężczyzn, budziło w nim rozbawienie. Ze współczuciem przyglądał się w parkach, knajpach, domach i na ulicach parom młodych ludzi spętanych tą nitką niewyobrażalnej nudy, tą mdłością, przedwstępnością, tym obłudnym człowieczeństwem, które w tych kwestiach miałoby nas różnić na przykład od zwierząt. Był wolny od takiego przesądu.&lt;br /&gt;[s. 54]&lt;/blockquote&gt;&lt;br /&gt;Pociąga mnie niesamowicie sterylny styl Rylskiego. Jakoś tak są skonstruowane jego zdania, akapity, że kojarzą mi się ze skalpelem i mikroskopem, z inżynierią precyzyjną. Są krótkie i zdecydowane, a jeśli mają jakieś ozdobniki, to dopracowane w najdrobniejszym detalu.&lt;br /&gt;Co do treści natomiast, to mniej mnie zainteresował główny wątek, związany z grą wyobraźni, z balansowaniem na granicy rzeczywistego i wyobrażonego, i z koniecznością mierzenia się z rzeczywistymi konsekwencjami niepowstrzymanego w porę wyobrażenia, a bardziej leżący u podstaw tego wyobrażenia ogrom nudy.&lt;br /&gt;Takiej ogólnożyciowej nudy, braku pasji, braku celu, braku pomysłu na siebie i świat dookoła. Trochę przerażające, jak tak sam na siebie patrzę ;&amp;gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2068029636685617760-259755756738743464?l=witoldwoicki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://witoldwoicki.blogspot.com/feeds/259755756738743464/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=2068029636685617760&amp;postID=259755756738743464' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2068029636685617760/posts/default/259755756738743464'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2068029636685617760/posts/default/259755756738743464'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://witoldwoicki.blogspot.com/2010/11/rylski-eustachy-czowiek-w-cieniu.html' title='Rylski, Eustachy: Człowiek w cieniu'/><author><name>donwito.net</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12542145113588418753</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2068029636685617760.post-3233916950465508205</id><published>2010-10-25T14:17:00.000+02:00</published><updated>2010-10-25T14:17:34.707+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='film'/><title type='text'>Skolimowski, Jerzy: Essential Killing</title><content type='html'>No to tak. To na początek pozytywy: znakomite zdjęcia. Przejmująca muzyka, czy raczej dźwięki, bo jakoś motywów muzycznych nie jestem w stanie sobie odtworzyć, tylko właśnie &lt;i&gt;pracę&lt;/i&gt; dźwięku, pisków, szumów, wytłumień, takich tam.&lt;br /&gt;No i (w ograniczonym zakresie, bo to pozytyw z negatywnymi konsekwencjami, na to mi wyszło) zmuszający do zastanowienia pomysł na głównego bohatera, o którym nie wiemy w sumie nic. Ukrywa się, musi zabić, żeby przeżyć, i tak go poznajemy. Ale czemu się ukrywał? Czy w wojnie ouczestniczył z przymusu, z własnej woli, ze szczerej wiary, z przypadku? Czy zabijał wcześniej, kiedy nie musiał? I czy to ma znaczenie?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dla mnie ma, stąd minusy: teza o tym, że w każdym z nas potencjalnie tkwi zdolność zabijania dla ochrony własnego życia jest tak oczywista, że nie zasługuje na film. Zasługiwałaby, gdyby była z komentarzem wartościującym, do którego możnaby się odnieść. Komentarza jednak nie ma. Z jednej strony są wstawki retrospekcyjne, szczęśliwa rodzina, z drugiej strony, w tle tych wstawek słychać zagrzewające do walki wezwania muezina. Z jednej strony &lt;i&gt;kobieta w niebieskim&lt;/i&gt; pojawia się w sennych marzeniach, z drugiej "straszy" w lesie jak wyrzut sumienia, jak ścigająca wina.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Do ostatnich chwil miałem wrażenie niedopowiedzenia, ale niestety nie takiego niedopowiedzenia, które mnie zmusza do refleksji, tylko takiego niedopowiedzenia, jakby mówiący nie umiał nic powiedzieć albo nie wiedział co powiedzieć. Wrażenie wydmuszki. W ostatnich minutach filmu jednak osłabłem zupełnie - scena z zakrwawionym białym koniem rozłożyła mnie na łopatki. Jak niedopowiedzenie można zrobić jednocześnie tak boleśnie, tak łopatologicznie dosłownym, ja się pytam? &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Technikalia: &lt;a href="http://www.filmweb.pl/film/Essential+Killing-2010-556399"&gt;http://www.filmweb.pl/film/Essential+Killing-2010-556399&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2068029636685617760-3233916950465508205?l=witoldwoicki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://witoldwoicki.blogspot.com/feeds/3233916950465508205/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=2068029636685617760&amp;postID=3233916950465508205' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2068029636685617760/posts/default/3233916950465508205'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2068029636685617760/posts/default/3233916950465508205'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://witoldwoicki.blogspot.com/2010/10/skolimowski-jerzy-essential-killing.html' title='Skolimowski, Jerzy: Essential Killing'/><author><name>donwito.net</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12542145113588418753</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2068029636685617760.post-5020464477604268994</id><published>2010-10-25T13:50:00.000+02:00</published><updated>2010-10-25T13:50:12.304+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='książka'/><title type='text'>Pilch, Jerzy: Miasto utrapienia</title><content type='html'>Ostra żena, w porównaniu z poprzednią. Koncept słaby, tekst bez polotu, fraza, nawet ta słynna pilchowska fraza - przekonstruowana i wiejąca pustką.&lt;br /&gt;Co za groza.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I chyba tak już zostało, nie? Pamiętam, że czytałem &lt;i&gt;Marsz Polonia&lt;/i&gt;, nie wiem czemu nic nie napisałem, może to było jeszcze przed tym, zanim zacząłem zapisywać? I pamiętam wrażenie jakiegoś potwornego dna, słabizny nie do obronienia. Także chyba będę stał na stanowisku, że Pilch się skończył gdzieś w okolicach &lt;i&gt;Mocnego Anioła&lt;/i&gt;.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2068029636685617760-5020464477604268994?l=witoldwoicki.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://witoldwoicki.blogspot.com/feeds/5020464477604268994/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=2068029636685617760&amp;postID=5020464477604268994' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2068029636685617760/posts/default/5020464477604268994'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2068029636685617760/posts/default/5020464477604268994'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://witoldwoicki.blogspot.com/2010/10/pilch-jerzy-miasto-utrapienia.html' title='Pilch, Jerzy: Miasto utrapienia'/><author><name>donwito.net</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12542145113588418753</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>1</thr:total></entry></feed>
