czwartek, 31 grudnia 2020

Przeczytane w 2020

Rok 2020 był czytelniczo wyraźnie słabszy niż poprzedni. Głównie dlatego, że w zasadzie zupełnie straciłem możliwość czytania w komunikacji miejskiej. Najpierw nie dojeżdżałem do pracy w ogóle, potem zacząłem dojeżdżać rowerem. Pomysłu czytania na rowerze nie testowałem. Ale są też plusy - dojeżdżałem na rowerze w zasadzie aż do końca roku i planuję jeździć nadal, a to mi i ciśnionko wyrównało, i rumieńców na policzkach przydało. Zima nie okazuje się takim znowu wielkim problemem, powstrzymują mnie jedynie dni deszczowe. Wiem, że są na to sposoby, ale po prostu zupełnie tego nie znoszę - jazda w deszczu to dla mnie żadna przyjemność.

Trochę też wsadziłem sam sobie patyk w szprychy doborem lektur. Okazało się bowiem, że jedna z moich ulubionych książek, Bieguni, w wersji angielskiej szła mi koszmarnie wolno - spędziłem nad nią dobre 5 czy 6 tygodni, fatalny wynik.

Sobie i wszystkim życzę na 2021 samych dobrych wyborów i satysfakcjonującej równowagi pomiędzy czymś dla ciała a czymś dla ducha.
  1. Georgi Gospodinow: Fizyka smutku (zaczęta jeszcze w 2019)
  2. Olga Tokarczuk: Prowadź swój pług przez kości umarłych
  3. Flannery O'Connor: Ocalisz życie, może swoje własne
  4. Wisława Szymborska, Stanisław Barańczak: Inne pozytywne uczucia też wchodzą w grę. korespondencja 1972-2011 (red. R. Krynicki)
  5. Wit Szostak: Chochoły
  6. Olga Tokarczuk: Flights
  7. Ruth Ozeki: A Tale for the Time Being
  8. Malcolm XD: Emigracja
  9. Michał R. Wiśniewski: Wszyscy jesteśmy cyborgami
  10. Maciek Bielawski: Doktor Bianko i inne opowiadania
  11. Krystian Nowak: Ludzie dobrej woli
  12. Anthony Beevor: Berlin 1945. Upadek
  13. Aleksandra Łojek: Belfast. 99 ścian pokoju
  14. Mark Mazower: Saloniki. Miasto duchów (porzucone w trakcie czytania)
  15. Tomasz Michniewicz: Chrobot
  16. Mariusz Szczygieł: Osobisty przewodnik po Pradze
  17. Waldemar Bawołek: Bimetal
  18. Waldemar Bawołek: Pomarli
  19. Paul Beatty: Slumberland
  20. Jerzy Pilch: Żółte Światło
  21. Josef Škvorecký: Gorzki świat
  22. Bill Gaston: Bogowie pokazują klaty
  23. Piotr M. Majewski: Kiedy wybuchnie wojna? 1938. Studium kryzysu
  24. Matthew Desmond: Eksmitowani. Nędza i zyski w jednym z amerykańskich miast
  25. Monika Sznajderman: Pusty las
  26. Radek Rak: Baśń o wężowym sercu
  27. Jorge Luis Borges: Fikcje (fragmenty, nie dałem rady całości)
  28. Zygmunt Haupt: Pies Baskijski
  29. Szczepan Twardoch: Pokora
  30. Joanna Gierak-Onoszko: 27 śmierci Toby'ego Obeda
  31. Jacek Dehnel: Ale z naszymi umarłymi
  32. Wit Szostak: Cudze słowa
  33. Jo Nesbø: Królestwo
  34. Alice Munro: Widok z Castle Rock
  35. Igor Jarek: Halny
  36. Ben Fountain: Długi marsz w połowie meczu
  37. Pavol Rankov: Zdarzyło się pierwszego września
  38. Marin Mălaicu-Hondrari: Bliskość
  39. Nora Iuga: Dama z młodzieńcem 
  40. Varujan Vosganian: Księga szeptów
  41. Mikołaj Grynberg: Poufne 
  42. Max Blecher: Rozświetlona jama. Dziennik sanatoryjny
  43. Matei Vișniec: Sprzedawca początków opowieści
  44. Lavinia Branişte: Wewnętrzny zero
  45. Don DeLillo: Americana
  46. Etgar Keret: Usterka na skraju galaktyki
  47. Paweł Huelle: Talita

wtorek, 31 grudnia 2019

Przeczytane w 2019

Rok 2019 zaliczam do udanych. W okolicach przełomu 2018 i 2019 czytałem 2 książki (Marcin Wicha: Jak przestałem kochać design; Witold Szabłowski: Tańczące niedźwiedzie) i nie pamiętam dokładnie, czy skończyłem jeszcze w 2018 czy już w 2019. Ale na pewno na konto 2019 mogę zapisać:
  1. Robert Rient: Świadek
  2. Piotr Ibrahim Kalwas: Egipt: Haram halal
  3. Ziemowit Szczerek: Siwy dym
  4. Jakub Małecki: Nikt nie idzie
  5. Olga Hund: Psy ras drobnych
  6. Artur Nowak: Opętana
  7. Marta Dzido: Frajda
  8. Katarzyna Wiśniewska: Tłuczki
  9. Żadan Serhij: Internat
  10. Małgorzata Rejmer: Błoto słodsze niż miód
  11. Mariusz Surosz: Pepiki
  12. Agnieszka Rybak, Anna Smółka: Wieża Eiffla nad Piną
  13. Frank Herbert: Mesjasz Diuny
  14. Frank Herbert: Diuna
  15. Virginie Despentes: Vernon Subutex. T. 1
  16. Virginie Despentes: Vernon Subutex. T. 2
  17. Virginie Despentes: Vernon Subutex. T. 3
  18. Jerome Klapka Jerome: Trzech panów w łódce nie licząc psa
  19. Laurent Binet: Siódma funkcja języka
  20. Karol Olgierd Borchardt: Znaczy kapitan
  21. Drybling Hidegkutiego, czyli rozmowy z Hrabalem
  22. Hrabal: Piękna rupieciarnia
  23. Hrabal: Pociągi pod specjalnym nadzorem
  24. Hrabal: Lekcje tańca dla starszych i zaawansowanych
  25. Hrabal: Rozpirzony bęben
  26. Hrabal: Pieśni dziadowskie i legendy
  27. Hrabal: Skarby świata całego
  28. Dehnel: Matka Makryna
  29. Nadżib Mahfuz: Opowieści starego Kairu
  30. Eduardo Mendoza: Przygoda fryzjera damskiego
  31. Jo Nesbo: Człowiek nietoperz
  32. Krzysztof Środa: Srebro ryb
  33. Aleksandra Boćkowska: Można wybierać. 4 czerwca 1989
  34. Agnieszka Pajączkowska: Wędrowny Zakład Fotograficzny
  35. Aksel Sandemose: Uciekinier przecina swój ślad. Opowieść o dzieciństwie mordercy
  36. Filip Springer: Dwunaste: Nie myśl, że uciekniesz
  37. Jo Nesbo: Karaluchy
  38. Gyula Krudy: Miasto uśpionych kobiet
  39. Sandor Marai: Sindbad wraca do domu
  40. Michel Houellebecq: Serotonina
  41. Jose Saramago: Rozterki śmierci
  42. Paweł Sołtys: Nieradość
  43. Gyula Krudy: Laur dla Natalii
  44. Howard Zinn: Ludowa historia Stanów Zjednoczonych. Od roku 1492 do dziś
  45. Mariusz Szczygieł: Nie ma
  46. Marek Szymaniak: Urobieni. Reportaże o pracy
  47. Artur Domosławski: Śmierć w Amazonii
  48. Karolina Bednarz: Kwiaty w pudełku
  49. Olga Gitkiewicz: Nie zdążę
  50. Terry Pratchett, Neil Gaiman: Dobry Omen
  51. Wojciech Orliński: Człowiek, który wynalazł internet. Biografia Paula Barana
  52. Jo Nesbo: Czerwone Gardło

Trzy książki porzuciłem w trakcie lektury: 
  • Robert Rient: Przebłysk
  • Juliusz Strachota: Turysta polski w ZSRR
  • Jonathan Littell: Stara historia. Nowa wersja

Do tego przeczytałem 5 książek, które składałem, jedną, którą tłumaczyłem, i niezliczoną ilość książeczek dla dzieci. Te ostatnie wielokrotnie. I jeszcze raz. I znowu.

2019 kończę z 53. książką w ręku - jestem w połowie Fizyki smutku Georgiego Gospodinowa  - ale ją uwzględnię już na liście z 2020. Nastawiam się na kolejny dobry rok.

środa, 31 maja 2017

Paweł Chynowski / Piotr Czajkowski / Krzysztof Pastor: Jezioro Łabędzie

Wiecie jak to jest ze mną i baletem. Wysłać prostaka żeby oglądał wysoką sztukę, to połowy nie zauważy, połowy nie zrozumie, a nawet jeśli cokolwiek, to i tak nie doceni.

No właśnie.

Więc w temacie nowej inscenizacji Jeziora Łabędziego, to muzyka przepiękna. Ale nowe libretto... no, jakby tu powiedzieć - nie widziałem nigdy klasycznej wersji, więc może krytyka moja niezasadna, ale dla mnie to ta historia w takim wydaniu się kupy nie trzyma. A żeby się jednak nieco trzymała, sklejona jest wstawkami wręcz komicznymi, jak ten nieszczęsny pluszak zabrany carewiczowi w dzieciństwie i oddany mu przez ojca dopiero na łożu śmierci. Jak te oniryczne sceny mocowania się z ojcem, tak boleśnie łopatologiczne. No i wreszcie załatane są długimi popisami solowymi, co się rzecz jasna tłumaczy zwłaszcza w przypadku solistów, no ale na boga, jak popisy solowe odstawia po kolej cały carski dwór, to ja błagam o litość.

Także tak. Pięknie grali, ładnie tańczyli, ale żebym jakoś bardzo docenił, to nie powiem.

Technikalia: http://teatrwielki.pl/repertuar/kalendarium/2016-2017/jezioro-labedzie/termin/2017-05-21_18-00/

Majóweczki

W maju 2 wycieczki - lokalna i zagraniczna. Luksus.
Zaczęliśmy od Białogóry, ale z przystankiem w Ostródzie i nad Kanałem Elbląskim. Statki przetaczane po pochylniach - największa frajda. Pogoda nieciekawa, ale jakoś tam wytrzymaliśmy. Więcej foteczek po kliknięciu: https://goo.gl/photos/HgzWs2PsC5nyWUFBA



A w połowie maja przygarnęli nas na przedłużony weekend Agnieszka z Piotrem i Hanią. Foteczki: https://goo.gl/photos/kirqC98oHPV3Zz3LA




Londyn widziałem ostatnio 16 lat temu - byłem tam w wakacje w 2001 r.
Część rzeczy się nie zmieniła - oczywiście nie mówię o zabytkach, które stoją od wieków, ale np. z uśmiechem odnotowałem te same wagony metra: niskie, dość ciasne, gorące, z charakterystycznymi "poddupnikami" na końcach. Część jednak jest zupełnie inna. Sprzed 16 lat miałem wspomnienie, że to miasto niezwykle brudne. Śmieci leżą na ulicach, które aż lepią się od brudu. Pamiętam, że brzydziłem się chodzić w sandałach. Dziś, choć śmietników nadal nie ma (zamiast nich stoją potykacze przypominające o zakazie śmiecenia), jest zdecydowanie czyściej. Nie wiem jak dokładnie to osiągnęli, ale osiągnęli.

Imponujące są też inwestycje budowlane: nie mówię tylko o biurowcach w City, ale także o zmodernizowanych muzeach (British, Tate) czy nawet o apartamentowcach po południowej stronie Tamizy.

Ale co mi się chyba najbardziej podobało, to że można w 30 minut z zatłoczonego centrum przedostać się do dzielnicy takiej jak Crouch End, która nadal wygląda jakby była małym miasteczkiem, uroczym, spokojnym bardzo lokalnym, tyle że jest doskonale skomunikowana z resztą miasta. Taki model miasta klikam bardzo.

Nie zachwyciły mnie natomiast piweczka. Nawet krafty robią tak, żeby smakowały trochę jak bitter czy mild. Szału nie ma.

sobota, 18 lutego 2017

Aneta Prymaka-Oniszk: Bieżeństwo 1915. Zapomniani uchodźcy

Książka zrobiła na mnie ogromne wrażenie, chyba najbardziej jej początkowe rozdziały - o zbiorowej psychozie ogarniającej ludzi, o psychicznym przymusie ucieczki przed nieznanym wrogiem. Choć, nie ukrywam, w kontekście ciągłej dyskusji okołoimigranckiej, także i rozdziały o przyjmowaniu bieżeńców w różnych częściach Rosji zapadają w pamięć. No, ale nie zapisałem nic na czas, moja strata - gwiazdą wpisu będzie cytat, też zadziwiająco aktualny:

Wuj kpi z Pawlika. Niby taki uczony, w gimnazjum w Białymstoku się kształcił, a zwyczajny głupek. Jak nie wykorzystać sposobności, gdy sama się nadarza?
W Wólce Wygonowskiej zaczęli tworzyć listy na "zapomogę dziecinną". Amerykańskie organizacje humanitarne chcą pomóc najbiedniejszym i najsłabszym w zrujnowanym wojną kraju. Będą dożywiać dzieci. Wioskowe władze zamiast biednych maluchów zapisują jednak w pierwszej kolejności co cwańszych dorosłych. Proponują Pawłowi; wszyscy jego rówieśnicy się zapisali. Ten stanowczo odmawia. "W wieku 19 lat nie wypada być dzieckiem. Niech z tego dobrodziejstwa lepiej skorzysta dziecko" - mówi, wywołując drwiące uśmiechy.
Gdy amerykańska pomoc przyjeżdża do Wólki, chłopak obserwuje jak "rozpływają się" puszki mleka czy worki z mąką. "Każdy stara się wykombinować coś sobie tak, że w rezultacie do najbiedniejszego dziecka dociera bardzo mała ilość produktów" - zapisuje w pamiętniku.
*
Kto jest cwany, ma łatwiej. To nic nowego. Tacy zawsze potrafią wiele załatwić. A kiedy wokół panuje prawo silniejszego, mają używanie.
Syn gospodarza z Rzepis wspomina opowieści ojca, jak stał się posiadaczem sześciu hektarów pola. Przed wojną pomagał pewnemu bezdzietnemu gospodarzowi i teraz ten nie wrócił z bieżeństwa. Chce przejąć jego ziemię, ale potrzebuje dokumentu, że właściciel przekazał mu te grunta jeszcze za cara. Odnajduje dawnego starostę, ten za niedużą opłatą stawia przedwojenną pieczątkę na sfałszowanej umowie. Tę ziemię ktoś już obrabia, ojciec występuje więc do sądu i wygrywa sprawę.
[s. 279-280]

Leniwe kino

Zaliczyliśmy ostatnio dwa bardzo dobre filmy, które łączy z pewnością jedno: reżyserom się nie spieszyło.

Widać to w ujęciach, w scenach, które można by spokojnie wyciąć lub skrócić o 2/3 bez straty dla fabuły i dla rozwoju akcji, w dialogach, które są bardziej stosunkiem przerywanym niż wartką rozmową, w doborze bohaterów, którzy ewidentnie nie spieszą się z wyrażaniem myśli. I w ogóle się w życiu nie spieszą.

W Pattersonie Jima Jarmuscha ta powolność doskonale podbudowuje to, co dla mnie było najbardziej uderzające w całym filmie - atmosferę tęsknoty za Ameryką lat 50., za spokojnym mieszczańskim życiem, za porządkiem i harmonią, które pozwalały kierowcy miejskiego autobusu utrzymać rodzinę, wyjść na codzienne piwo, w skrócie - wiedzieć w miarę dokładnie, co go czeka dziś, jutro, za miesiąc, za rok.

W zajawkach czytałem, że chodziło o to, że życie jest poezją i można znaleźć poetyckie piękno w każdej drobnej czynności każdego dnia. Może. Może Patterson to swój własny bliźniak, jest ich dwóch: kierowca autobusu i dojrzewający powoli poeta. Może ta powolność, cisza, spokój, to haiku - mniej znaczy więcej.

Ale dla mnie jednak najważniejszy jest tu hymn pochwalny dla stabilności, spokoju, bezpieczeństwa. Dla świata, w którym największe dramaty dzieją się gdzie indziej, u kogo innego. W którym najlepszym żartem jest to, że autobus przecież mógł eksplodować. He he, jasne, mógł.

Technikalia: http://www.imdb.com/title/tt5247022/?ref_=fn_al_tt_5

W Toni Erdmann Maren Ede niespieszność niestety czasem zmienia się w dłużyzny, które trudno mi wyjaśnić - o ile jeszcze, gdy niespieszny jest Winfried/Toni, to tworzy spójny obraz starszego pana - o tyle np. długie ujęcia podróży samochodem niezbyt umiem uzasadnić. Ale, szczęśliwie, poza wyzwaniem dla kręgosłupa nie stanowią one problemu. Trzygodzinny film i tak nie pozwala się znudzić. Bardzo ciekawie zbudowane tło: traktowana nieco jak współczesna kolonia Rumunia, aspirujący do europejskości Bukareszt (na zakupy w którego największej galerii handlowej nikogo jednak nie stać) i prowincja zatrzymana w rozwoju wkrótce po elektryfikacji wsi. Jedyna kultura, jaka ma się dobrze i może rozwijać na takim gruncie, to kultura korporacyjna. I w niej główna bohaterka, którą poznajemy dość dobrze, nie na tyle dobrze jednak aby do końca zrozumieć, czy ona naprawdę wierzy w to, co robi? Nie widzi innej drogi? Uważa, że to najlepsze, co może mieć ze świata, z życia? Czy to zadowolenie, pewność siebie, czy obojętna rezygnacja?
Do tego świata próbuje wejść jej ojciec, który ma wątpliwości, ale przecież sam do końca nie wie - bo nie zna takich realiów w ogóle. Próbuje pomóc (choć chyba nie jest pewien, czy ta pomoc jest potrzebna), ale w jedyny znany sobie sposób: żartem. Czasem topornym, czasem bezczelnym, czasem bezradnym.

Ciekawe, jak ta dwójka na siebie wpływa i co ostatecznie może z tego wyniknąć. Nie ukrywam, wynika mniej niż oczekiwałem - czekałem na jakąś spektakularną przemianę Ines, a dostałem jedynie wskazówkę, sugestię, że ostatecznie coś w niej drgnęło, że może nie zmieni się radykalnie, ale przynajmniej sama siebie lepiej zrozumie. Być może to i tak dużo.

Warto zwrócić uwagę także na drugoplanową Ancę - rozbawiła mnie jej gorliwość młodego korporacyjnego szczura, ale Karolina zwróciła uwagę, że to chyba coś innego: ona wchodzi w ten świat z pełną akceptacją, bez żadnej wątpliwości co do jego zasad; choć jest może nieco wylękniona, po prostu przyjmuje, że tak ma być. Trzeba biec za nieznajomym facetem przez miasto? OK. Trzeba się rozebrać do gaci, bo to team-building? OK. Taka firma, jak chcę tu być to robię to, kropka. Piękne, jak świeżo sformatowany dysk.


Technikalia: http://www.imdb.com/title/tt4048272/?ref_=fn_al_tt_1

Czarodziejski flet, czyli kreskówka dla dorosłych

Wybraliśmy się z Żoną na Czarodziejski flet. Ja się nieco gubię w technikaliach - kto powinien być uhonorowany jako autor w tytule wpisu: no, Mozart, to wiadomo; dwójka reżyserów: Suzanne Andrade i Barrie Kosky; czy odpowiedzialny za animacje Paul Barritt? Może najbardziej ten ostatni, bo to właśnie animacje naprawdę robią tutaj robotę.

Zgodziliśmy się, że nie chcielibyśmy, aby wszystkie opery były takie, ale od czasu do czasu, jeśli tematyka pasuje... a w tej pasuje jak rzadko. Z dość durnej w sumie historii, animacje wyciągają niesamowity potencjał komediowy. Co więcej - dają nawet radę uwspółcześnić boleśnie anachroniczne libretto; no, może jeśli nie uwspółcześnić, to przynajmniej odwrócić od niego uwagę, uogólnić opowieść tak, że jako całość zaczyna się bronić.

Supcio.

Zastanawialiśmy się potem, czy supcio dla wszystkich - dla mnie tak, a dla dzieci? I doszliśmy do wniosku, że dzieci to by się jednak mogły nieco bać. Ta pajęczyca, o rany!

Co do muzyki natomiast, to ten duet jeszcze z tydzień za mną chodził:



tu Papageno i Papagena się ze sobą o te dzieci jakby przekomarzają, spierają z większą energią; w warszawskiej wersji jest trochę innaczej - tak jakby dorzucali kolejne dzieci do wyliczanki, co jest nawet zabawniejsze. Tak czy inaczej: Pa-pa-pa-pa-pa-pa-geno!

Technikalia: http://teatrwielki.pl/repertuar/kalendarium/2016-2017/czarodziejski-flet/