środa, 15 grudnia 2010

Eustachy Rylski, czyli o mojej ostatniej niemocy intelektualnej

Przeczytałem Warunek oraz Wyspę. Obie te książki już czytałem kiedyś, na studiach, ale o Warunku pamiętałem tyle, że mi się podobał, a o Wyspie nic.

Przeczytałem, leżą jak wyrzut sumienia od dwóch tygodni na biurku, a ja nie umiem zebrać myśli. Wyspa mi się podoba umiarkowanie, jakieś przegadane, przekombinowane te opowiadania; piękne, erudycyjne, ale nie umiem złapać o co chodzi. Za mądre dla mnie chyba.

Warunek natomiast podoba mi się bardzo, ale poza rzuceniem kilku haseł:
  • antyczna tragedia (w zakresie nieuchronności wyborów, niewidzialnej ręki losu kierującej poczynaniami bohaterów);
  • forma w znaczeniu gombrowiczowskim, tyle że w wersji poważnej i tragicznej właśnie;
  • wreszcie skojarzenie bardzo współczesne: Lech Kaczyński - dorabianie człowiekowi wymiaru historycznego, wkładanie go w kostium bohatera, który mu ewidentnie ciąży na ramionach, do którego on nijak nie pasuje; a potem konsekwentne propagowanie tej legendy po śmierci głównego zainteresowanego;
nie jestem w stanie sprecyzować swoich refleksji.

Tak to sobie więc zapamiętam hasłowo, a może kiedyś nadarzy się okazja do ponownej lektury w mniej zapracowanym czasie.

Aha, ale językowo bardzo mi Rylski smakuje. Chirurgiczna precyzja.

środa, 8 grudnia 2010

Wszystko to pic na wodę fotomontaż

Po tym jak napisałem o Dark City, że to rewelka na miarę Matriksa albo i lepiej (czy coś jak to), na fejsiuniu zaprotestował Majk-Wieczny-Malkontent mówiąc, że może z palca sypnąć tytułami znacznie lepszych filmów eksplorujących koncepcję virtual reality. I sypnął. Na część jego sugestii zareagowałem intuicyjnym sprzeciwem - wydawało mi się, że są fundamentalne różnice w podejściu do tego vr pomiędzy nimi a dwoma wymienionymi na początku. Części nie znałem.
Do dziś uzupełniłem zaległości i mogę pokusić się o próbę zestawienia.

Tytuł Czy istnieje "normalny świat zewnętrzny"? Czy bohater dostał się do vr z własnej woli / świadomie? Czy bohater może wyjść z vr?
Andy i Larry Wachowski: Matrix Nie1 Nie Nie2
Alex Proyas: Dark City Nie Nie Nie3
Christopher Nolan: Inception Tak Tak Tak
Richard Linklater: A Scanner Darkly Tak/Nie4 Nie Nie
David Cronenberg: eXistenZ Tak Tak Tak
Cameron Crowe: Vanilla Sky Tak Tak Nie5
Paul Verhoeven: Pamięć absolutna Tak Nie6 Tak
Steven Lisberger: Tron7 Tak Nie Tak
Josef Rusnak: The Thirteenth Floor Tak8 Nie Tak

[1] Jest tak zdeformowany i opresyjny, że wyjście z vr nie stanowi powrotu do żadnej "normalności" w interpretacji widza.
[2] Z powodu opisanego powyżej. Może tylko wpaść z deszczu pod rynnę.
[3] Może przejąć kontrolę nad vr, ale nie ma żadnego "zewnątrz".
[4] Ta sytuacja balansowania pomiędzy narkotycznym odurzeniem a permanentną inwigilacją jest teoretycznie do zmiany, ostatecznie to ludzie sami wygenerowali sobie taki świat, ale w praktyce sytuacja jest beznadziejna. Tak bym widział pesymistyczne przesłanie tego filmu.
[5] Może, pod warunkiem zaakceptopwania rychłej śmierci ze starości, OIDP - tego filmu sobie nie przypomniałem teraz na potrzeby zestawienia, może źle pamiętam.
[6] Generalnie "zamazywanie pamięci" jest operacją dobrowolną, ale akurat ten bohater został jej poddany bez zgody - OIDP.
[7] Tego mi Majk nie sugerował, przypadkiem oglądałem w tym samym czasie i okazało się, że tematyka podobna. Choć oczywiście podejście kompletnie inne i inna realizacja, ostatecznie ten film od pozostałych dzieli blisko 20 lat.
[8] Albo i nie - w finałowej scenie bohater przyjął na wiarę, że wydostał się do prawdziwego świata, nie próbował wyjechać za miasto i jechać do oporu ;)


Po takim zestawieniu podtrzymuję moją opinię, że jeśli chodzi o zupełne podstawy konstrukcyjne opowiadanej historii, Dark City i Matrix są filmami zupełnie innymi od pozostałych. W zasadzie tylko one ukazują vr jako coś nadanego z góry, jako coś, w czym można obudzić się pewnego dnia - to znaczy uzyskać świadomość przebywania w vr, i co gorsza - nie mieć wyjścia z tej sytuacji. w Pozostałych filmach to vr to rodzaj gry, albo wyzwania, przygody, czasem nieporozumienia lub kary, ale zawsze istnieje pewien zewnętrzny świat, do którego można - zwykle z trudem, nie bez przeszkód, z narażeniem życia, ale można się wydostać.
Filmy różnią się także w ocenie tego vr. Są takie, które zdają się mówić (jak 13th floor), że to zabawa niebezpieczna, gra, w którą grać nie wolno - inne (Incepcja) nadają wszystkiemu posmak stosunkowo bezpiecznej, choć oczywiście niepożądanej przez ogół spokojnych mieszczan tej ziemi, awanturniczej przygody, czy nawet pewnego rodzaju luksusu (Vanilla Sky).

Tak czy owak, są to filmy z gruntu inne niż Dark City i Matrix - te bowiem proponują zadać sobie pytanie: "a co, jeśli nasz świat to faktycznie tylko iluzja, i co, jeśli z tej iluzji nie ma wyjścia?".

Z całego tego zestawienia jeszcze tylko dwie pozycje delikatnie wyróżniają się, jeśli chodzi o pomysł: A Scanner Darkly zaskakuje niezwykle mrocznym przesłaniem - to nasz świat my sami (my - w sensie rządy, które wybieraliśmy, wybory, których dokonywaliśmy, dyktowane głupotą, wygodnictwem, lenistwem etc.) zmieniliśmy w vr, z której nie ma już ucieczki; 13th floor finałowym niedopowiedzeniem, bo ja interpretuję je na korzyść filmu jako niedopowiedzenie (można na niekorzyść - jako tandetny happy end) oraz spostrzeżeniem, że to, co kreowane jest wewnątrz vr również w pewnym sensie zasługuje na miano życia.


No, to teraz czekam na majkowe protesty, a tymczasem sobie ku pamięci krótkie opinie o w/w:

  • Christopher Nolan: Inception - znakomita przygodówka. Czysta rozrywka, świetne efekty, prosto rozrysowany plan gry,no naprawdę miodzio. Tylko te wątki rodzinne miejscami nieco przesłodzone.
  • Richard Linklater: A Scanner Darkly - mocne uderzenie. Ogląda się czasami męcząco, z uwagi na "narkotyczne" zachowania bohaterów, ale generalnie warto się przebić, w pesymistyczny sposób daje do myślenia. Godna odnotowania koncepcja graficzna, wcześniej takiej nie widziałem.
  • David Cronenberg: eXistenZ - trochę pierwowzór Incepcji, tylko bardziej odrażający i z małą ilością efektów. Ale ogląda się pysznie.
  • Cameron Crowe: Vanilla Sky - nie pamiętam, dawno oglądałem.
  • Paul Verhoeven: Pamięć absolutna - jw.
  • Steven Lisberger: Tron - niby klasyk, ale zestarzał się brzydko. Czekam na Legacy.
  • Josef Rusnak: The Thirteenth Floor - bardzo ładny film, w zasadzie prawie do końca nie wiedziałem o co chodzi i co jest grane. A na końcu albo rozczarowanie tandetą albo porozumiewawcze mrugnięcie okiem. Ja wolę wierzyć w to drugie. Generalnie warto.

poniedziałek, 6 grudnia 2010

Tyrmand, Leopold: Gorzki smak czekolady Lucullus

Ciekawie układają się drogi młodego neofity morskiego w nieznanym porcie. Jakby nie maszerował krętymi portowymi zaułkami o drewnianych, zmurszałych chodnikach, zawsze trafi do knajpy. [...]
Szwendając się z rękami w kieszeniach, pozornie bez celu, miałem jednak cel, który uświadomiłem sobie znakomicie. Musiałem znaleźć jakiegoś Polaka. [...]
Poznanie odbyło się w sposób niewymuszony.
Po wejściu do brudnej, ciemnej knajpy oparłem się o kontuar i zażądałem piwa. Ogromny, zwalisty jak bryła skalna, Norweg, który wypełniał przestrzeń między kontuarem a półkami, nalał mi piwa i spytał wskazując paluchem, jak żerdź od płotu, na mnie:
- Tysker (Niemiec)?
- No, ikke (nie)! - odparłem trzęsąc głową w straszliwym oburzeniu.
- Who are you? - indagował dalej, tym razem po angielsku.
- Gówno cię to obchodzi - zakończyłem konwersację po polsku, raz, aby się przekonał do reszty, że rzeczywiście nie jestem Niemcem, po drugie, że zaczynał mnie już denerwować.
Na dźwięk tych słów z głębi podniosła się jakaś postać średniego wzrostu, ubrana nie tyle z waszecia, ile z rybacka, o smętnych, niebieskich oczkach, perkatym nosie i najeżonym blond wąsiku pod nim. Pan ten podszedł żeglarskim, kołyszącym się krokiem do mnie, popatrzył mi długo i tkliwie w oczy i zapytał, zaciągając z lekka:
- Co ty tu robisz?
Muszę przyznać, że podobny sposób witania rodaka w okolicach Koła Polarnego na Półwyspie Skandynawskim wyprowadził mnie trochę z równowagi. Powitania ziomków na dalekiej obczyźnie mają być nacechowane entuzjazmem, a nie objawiać się w formie idiotycznych pytań. Toteż odparłem niedbale:
- Czekam na siedemnastkę...
- To ty z Warszawy - zaopiniował pewnie mój rozmówca.
Na to zgodziłem się bez wahania.
[s. 75-76]

I takich to wesołych fragmentów w książce można znaleźć ze dwa, może trzy. Opowiadań łącznie jest 10, na stron łącznie 325, nadają się zaś do czytania 3 "morskie": Kajaluk, Niedziela w Stavanger i Tübingen ma białe kominy.

Te są chropowate, kanciaste, jakby grubo ciosane językowo, ale da się je czytać z niejaką przyjemnością. Pozostałe sprawiają wrażenie pogadanek ze Sztandaru młodych - drętwe, moralizatorskie, napuszone, przegadane i nadal niezgrabne językowo. Wcześniej czytałem Tyrmanda Złego i Dziennik 1954 i jestem rozczarowany jak cholera.
 

Paula i Karol: Overshare

Słucham od 2 dni i nie mogę przestać. Permanentny banan na ryju. Dawno tak nie miałem :)

Bo to było tak. Jakoś w okolicach wiosny Stefan mnie zapytał, czy słyszałem Paulę i Karola, i że to ten sam Karol, który jest w Stanie Miłości i Zaufania. Nie słyszałem, więc od razu zajumałem od Stefana Goodnight Warsaw EP, chwilę później pobiegłem na koncert w ramach pikniku Gazety w Królikarni... no i słów brak. Muzyka, która nawet nie to, że pasuje do lata, ona generuje lato w każdym miejscu i każdym momencie gdzie zabrzmi. I to nie byle które lato. To najlepsze, najbardziej beztroskie lato, kiedy miałem 17 czy może 18 lat, długie wakacje, brak było życiowych obciążeń typu praca a kieszonkowe w sam raz wystarczyło na korzystanie z tej beztroski. Przyjaciele byli dookoła, może jakaś największa miłość mojego życia też, a może właśnie ją poznawałem albo przyjaciele pomagali mi zapomnieć po rozstaniu z nią, to zresztą nie takie ważne. Mieliśmy plany, najlepszy i najbardziej niezwykły wyjazd przed nami, przygoda za każdym zakrętem, rozmowy nocami tak pełne treści i znaczeń, że dziś trudno sobie wyobrazić, że ich się tyle mogło zmieścić w tych krótkich godzinach pomiędzy późnym zmrokiem a wczesnym świtem.

Nie wiem zresztą czy takie, dokładnie tak beztroskie i pełne możliwości lato kiedykolwiek mnie spotkało, ale znowu: to nie takie ważne, Paula i Karol odtwarzają je w postaci archetypicznej - to jest lato, które chcę pamiętać, którego potrzebuję, kiedy dookoła piździawa, praca dziś skończyła się późno a jutro zacznie wcześnie, w portfelu niedostatek hajsu a o szansie na miłość mojego życia przypominają mi tylko te wszystkie amerykańskie romantyczne komedie, w których on czy ona, w sensie ten właściwy on czy ona pojawiają się w okolicach czterdziestki, że niby nigdy nie jest za późno.

No i tak się zaczęło. A potem na przykład pędziłem jak dziki prosiak na Jarocin w piątek na godzinę 15:00 żeby ich posłuchać1, a kopie EP-ki trzymałem na telefonie, w radiu samochodowym, w mp3-ce oraz na komputerze w domu i w pracy, żeby przypadkiem nie znaleźć się nigdy w sytuacji, kiedy zostanę bez tej muzyki pod ręką.

W sobotę byłem na ich koncercie w ramach re:wizji - mnóstwo ludzi, beztroska zabawa, podskoki, uśmiechy na twarzach. I długo oczekiwana przyjemność - premiera płyty. Wróciłem z zabaw wszelakich do domu o 4 rano, a do szkoły miałem wstawać o 6:30, ale przed pójściem spać jeszcze usiadłem i zgrałem sobie nowy nabytek do mp3, żeby mieć na długie wykładowe godziny następnego dnia :)

Cóż, można oczywiście zarzucić tej płycie, jak i całemu zespołowi, że muzyka to takie plumkanie, żaden przełom na światową skalę. I że teksty proste, w sumie o wszystkim i o niczym. Ale to plumkanie i prostota jak dla mnie stanowią siłę całego projektu, to one generują ten ładunek radości i beztroski, to one sprawiają, że ludzie bujają się z uśmiechami na ustach na koncertach.
Na płycie troszeczkę tego ładunku energii zniknęło, trochę za sprawą nowych aranżacji - na przykład Goodnight Warsaw w wersji z EPki, surowej (opis ze strony - casiotone version - mówi wszystko), wydaje mi się lepsza niż dopracowana w rytmach country wersja z płyty. Trochę też pewnie za sprawą doboru piosenek - tego, że na płycie nie ma 5, 6, 7, 8 żałuję okrutnie.
Ale tak czy inaczej, produkcja jest to pyszna. Kawałek lata w środku zimy.


A (prawie) wszystko jest do posłuchania tutaj: http://www.myspace.com/paulaikarol


[1] Chociaż reszta świata zjeżdżała tam dopiero na 20 na Comę. I na Masturbatora, jest ofiara będzie msza!