poniedziałek, 18 lutego 2013

Raczkowski, Marek: Książka, którą napisałem, żeby mieć na dziwki i narkotyki

[...]
W płetwach pływam jak rybka. Na dowolnej głębokości. Tego się nie wstydzę, ale żabki wstydzę się bardzo. Dlatego nie mogę też tańczyć. Nawet iść po ulicy trochę się wstydzę. A biec, to już w ogóle. Nie chcę być śmieszny. Mam chyba przerośnięte poczucie godności. Wstydzę się też krzyczeć. Od dzieciństwa się zastanawiam, co by się stało, gdyby mnie napadli w nocy na pustej ulicy. Czy wstydziłbym się krzyczeć "ratunku"?

Ja bym się wstydziła. Nawet czasem mi się to śni.

- Ja też bym się chyba wstydził. Bo co, jeśli z mojego zastraszonego gardła wyjdzie jakiś cienki, cichutki głosik? Do końca życia bym się z tego nie podniósł. Biegłem kiedyś do autobusu, wydawało mi się, że zdążę - w środku pełno ludzi, ale liczyłem na to, że kierowca chwilę na mnie zaczeka. Nie zaczekał. Zamknął drzwi i odjechał, a pasażerowie spokojnie zza szyby obserwowali moje wysiłki. Co zrobiłem? Pobiegłem dalej, nie zwalniając ani na chwilę! Udawałem, że nie do tego autobusu biegłem, tylko tak sobie, Traciłem czucie w nogach, ale biegłem twardo aż do momentu, kiedy miałem pewność, że ci ludzie w autobusie już mnie nie widzą, bo zniknęli gdzieś za zakrętem. Nie wiem, dlaczego taką uwagę przywiązuję do godności. Może dlatego, że nie mam nic innego. W każdym razie wszystko inne może mi zabrać komornik.

[s. 284-285]

Abstrahując od chybionej, moim zdaniem, definicji godności, to jest to dosyć ciekawy kawałek tej w sumie, niestety, nudnej książki. Marek Raczkowski - rysownik genialny, dla którego nie znajduję wystarczająco entuzjastycznych określeń, okazuje się (co było w sumie do przewidzenia) człowiekiem dość poważnym a nawet nieco smutnym.

Albo wywinął naprawdę niezły żart do spółki z panią Żakowską. You never know.

Tak czy owak, zwalczyłem w sobie pokusę, by poddać się odruchowemu rozczarowaniu (Jak to? Taki zabawny rysownik i nie napisał zabawnej książki?) i po namyśle stwierdzam, że jest to książka warta 33,90. Gdyby okazało się, że trafna jest druga interpretacja, dorzuciłbym mu nawet 16,10 do równego rachunku.