poniedziałek, 21 września 2015

Iza Klementowska: Samotność Portugalczyka

A mi się nie podobało.

Przeczytałem raz, zimą, nie podobało mi się. Ale nic nie zanotowałem, odłożyłem na bok, zapomniałem. Po ostatniej lekturze Lizbony wziąłem znowu do ręki, zacząłem czytać i jakoś się wciągnąłem. Więc przeczytałem znów. I znów mi się nie podobało.

Nie dlatego, że jest źle napisane. Klementowska pisze ładnie, ma talent do opowiadania, najwyraźniej nie boi się też poznawać ludzi i umie przekazywać ich historie. Chodzi bardziej o układ książki - trochę chaotyczny i frustrujący. Miałem cały czas wrażenie, że autorka - zestawiając ludzi i historie - próbuje przekazać jakieś rozpoznania na temat charakteru Portugalczyków, ale zatrzymuje się w pół kroku. I że to zatrzymanie nie wynika z chęci zachowania obiektywizmu, pozwolenia, aby czytelnik wyrobił sobie własną opinię, ale z wewnętrznego niezdecydowania lub niepewności: czy mogę tak o nich powiedzieć?

A, no i dokumentacja. W kilku miejscach (np. historia konsula de Sousy Mendesa) Samotność... przeczy Lizbonie, a uwiedziony ilością przypisów wierzę raczej tej drugiej pozycji. W związku z czym cała lektura Samotności... staje się podszyta nieufnością.

środa, 16 września 2015

John Gimlette: Teatr ryb. Podróże po Nowej Fundlandii i Labradorze

Znakomity pomysł - wyprawa śladami własnego pradziadka, z jego dziennikiem w ręku - który pozwolił autorowi napisać coś z pogranicza literatury podróżniczej i historycznej. Niezwykle dygresyjna, ale dobrze poprowadzona opowieść, choć nieco działał mi na nerwy sam język: fraza zdaje się na siłę upiększona, z przesadną ilością kunsztownych epitetów i wydumanych metafor.

Spore wrażenie robi przeplatanie się wtedy i teraz. Wtedy były ryby. Teraz ich nie ma. Co zostaje wyspie, która nie miała nic prócz ryb, gdy zabrać jej ryby?

Niewiele.

Wystarczająco dużo na wciągająca książkę.

PS: To kolejny z naszych prezentów ślubnych - dzięki!

niedziela, 6 września 2015

Katarzyna Bonda: Okularnik

Niestety w porównaniu z Pochłaniaczem lektura rozczarowuje. Nie lubię przesadnej prostoty, ale tu wszystkiego było ciut za dużo: za dużo wątków, za dużo postaci, poszatkowana narracja utrudniająca zrozumienie. Do tego główna bohaterka rozkleja się i staje się trochę wiotką mimozą. A kiedy jeszcze, po tych 800 stronach, okazało się, że tak naprawdę nic się nie kończy, nic się nie domyka, wszystko urwane w połowie akcji i trzeba czekać na kolejny tom, solidnie się zirytowałem. No ale dobrze, poczekam. Może trzeci będzie tak samo dobry jak pierwszy.

Książka to jeden z prezentów ślubnych i niezadowolenie z rozwoju akcji nie zmniejsza mojej wdzięczności - dzięki!

Neill Lochery: Lizbona. Miasto Światła w cieniu wojny 1939-1945

Jedna z lepszych książek, jakie w życiu przeczytałem. Wciągająca jak dobry kryminał, lekko i elegancko napisana, a jednocześnie fenomenalnie udokumentowana. Przypisy są końcowe, więc skali wykonanej pracy dokumentalnej nie widać aż do ostatniej strony danego rozdziału - a tam nagle ujawnia się, że to jest praca naukowa, a nie powieść.

Wiedziałem o neutralności Portugalii w czasie wojny, ale na tym się moja wiedza kończyła. Dopiero ta lektura pokazała mi, jak zniuansowana to była neutralność, jakiego lawirowania między dwoma stronnictwami wymagała, ale też jakim teatrem działań wojennych pozostawała Lizbona pomimo tej neutralności.

Znakomita lektura - kolejny z prezentów ślubnych - dzięki!

Oliver Sacks: Mężczyzna, który pomylił swoją żonę z kapeluszem

Kilka dni temu doszła do mnie wiadomość o śmierci Olivera Sacksa, a akurat kilka dni wcześniej dałem radę przeczytać jego książkę.

Ta książka jest jak antyczna tragedia - wywołuje litość i trwogę. Czytałem o kolejnych przypadkach z narastającą fascynacją, ale jednocześnie czując, jak robi mi się nieco niedobrze - ze strachu, że coś takiego mogłoby przytrafić się i mnie. Niestety, spodziewane katharsis nie nadeszło. Książka się skończyła, trochę strachu pozostało.

Najbardziej jednak utkwiły mi w pamięci nieliczne fragmenty, w których autor odpływa w stronę rozważań niemal religijnych, zadając pytania o duszę. Jakie schorzenie, jaki stopień degradacji funkcji mózgu sprawia, że człowiek przestaje być istotą rozumną - i czy w takim wypadku ma on nadal duszę, czy już jej nie ma? Nie zastanawiałem się nigdy za wiele nad duszą, prawdę mówiąc, traktuję ją tu bardziej jako słowo-klucz do pytania bardziej ogólnego: do jakiego stopnia uszkodzenia mózgu człowiek jest nadal człowiekiem?

Wątek ledwo w książce zasygnalizowany. Z rozważaniami zostałem sam.


PS: Książka to jeden z prezentów ślubnych - dziękujemy!