poniedziałek, 21 marca 2016

Grímur Hákonarson: Barany. Islandzka opowieść.

Jest to dobry film.

Raz, że ładny. Krajobrazy ładne, uspokajające. Dużo miejsca, mało rzeczy.

Dwa, że pokazuje świat w nieco lepszej wersji. Świat, w którym nie zamyka się drzwi do domu na klucz. W którym jak obywatel coś mówi, to urzędnik mu wierzy. W którym ludzie troszczą się o siebie nawzajem.

Trzy, że przy okazji mówi o rzeczach ważnych. Nie wiem, o co poszło braciom 40 lat wcześniej. Ale każdy z nich wie, co jest w życiu ważne. I wie, że dla drugiego w gruncie rzeczy to samo jest ważne.

A przy okazji - to na czwartą nóżkę - miejscami jest bardzo zabawny. Nie przesadnie, to w gruncie rzeczy raczej przejmująca i raczej smutna opowieść. Ale tym łatwiej można zauważyć i docenić wrzucone tu i ówdzie rodzynki niewymuszonego dowcipu.

Warto.

Technikalia: http://www.imdb.com/title/tt3296658/?ref_=ttrel_rel_tt

PS: Oryginalny tytuł to Hrútar. Międzynarodowy, angielski: Rams. Ciekawe, że zdaniem polskiego dystrybutora wymagał on opatrzenia komentarzem.

niedziela, 20 marca 2016

Reportaże ze smutnych miejsc

Przeczytałem ostatnio Zabójcę z miasta moreli. Reportaże z Turcji Witolda Szabłowskiego. Smutna to opowieść - interesująca, ale smutna. Czasem tak wychodzi, że z rzetelnego, reporterskiego opisu innej kultury wyłania się bardziej obraz jej kompletnej nieprzystawalności do tego, co ja zwykłem uważać za normalne, aniżeli jakiekolwiek poczucie ponadnarodowej czy ponadkulturowej więzi.

Owszem, teksty o Stambule mieszczą się jeszcze w ramach inne, ale ciekawe, natomiast historie o sprzedawaniu sióstr i żon do burdeli, o honorowych zabójstwach dziewczyn choćby podejrzanych o pozamałżeński seks - bez, oczywiście, wysłuchania ich samych - budzą we mnie tylko przerażenie.

A kiedy czytam np. o prześladowaniach mniejszości seksualnych, myślę sobie: dzicz.

I tu wypadałoby wspomnieć o drugiej lekturze - przeczołgałem się bowiem przez Białystok. Biała siła, czarna pamięć Marcina Kąckiego.

Przeczołgałem, mówię, nie dlatego że to książka źle napisana. Przeciwnie. Ale nie ma w niej nic dobrego. Bagno. Może nieliczne perełki w bagnie, ale zasadniczo - smutna i zła historia goni kolejną smutną i złą historię.

Historyczne uwarunkowania czynią Białystok miastem wyjątkowym, ale tak naprawdę najbardziej boję się myśli, że jeśli chodzi o stan dzisiejszy, to może być raczej reguła aniżeli wyjątek. Reguła, której ja może z perspektywy warszawskiej bańki względnej tolerancji, względnego równouprawnienia i względnej dbałości o pamięć o wszystkich wydarzeniach historycznych - mniej i bardziej chlubnych - nie dostrzegam na codzień.

Po przeczytaniu Zabójcy... podzieliłem się z kilkoma osobami myślą, że nie ma miejsca dla Turcji w UE. Zbyt duży dystans kulturowy. Po przeczytaniu Białegostoku... myślę, że może lepiej nic nie będę mówił.


--
PS: Ale z Zabójcy... rozdział o tureckich serialach polecam szczególnie. Jest wyjątkowo lekki w porównaniu z innymi, wciągający, a miałem okazję zestawić spostrzeżenia w nim zawarte z kilkoma odcinkami takich seriali, które Żona ogłąda służbowo a ja jej czasami zerkam przez ramię. 100% faktów.

sobota, 12 marca 2016

Recap


Wycieczka do Pragi: 11/10. Nawet przy trzeciej wizycie nie można się w tym mieście nudzić.

Karol Modzelewski, Zajeździmy kobyłę historii: trzeba; bardzo wiele spraw ustawia we właściwym świetle.

Zygmunt Miłoszewski, Gniew: Wciągające. Najpierw Bonda, potem ten, chyba zostanę fanem polskich kryminałów.

Trubalkan, Bubliczki. Znakomite, energetyczne granie. Czekam na jakiś koncert.

Komety grają Partię, koncert 5.03.2016: powrót do młodości. Oczywiście jak zwykle przy imprezach w Kulturalnej organizator wpuścił jakieś 30% ludzi za dużo, no ale hajs się musi zgadzać. Poza tym ekstra.


The Spierig Brothers, Predestination (2014): trochę za bardzo zakręcone, w pewnym momencie przestałem ogarniać co z czego wynika, ale dobrze się oglądało. 

Mirosława Marody: Jednostka po nowoczesności. Perspektywa socjologiczna. Spektakularna porażka czytelnicza - okazuje się, że nie jestem w stanie zmusić się do przebrnięcia przez napisaną trudnym, naukowym językiem publikację z dziedziny, która mnie średnio interesuje. Nie liczyłem, że się wciągnę, no ale jednak chciałem się zapoznać. Przeczytałem ze 2 rozdziały w miesiąc, minął termin zwrotu do BUWu i kiedy po raz kolejny zasnąłem nad lekturą, poddałem front. Użalam się nad sobą.

Ameryka też się sypie, to osobny rozdział

Przeczytałem Detroit. Sekcja zwłok Ameryki Cherliego LeDuffa i jestem podwójnie przygnębiony. Po pierwsze tym, jak spektakularnie posypało się przemysłowe miasto (nie tylko to jedno). Jak od góry do dołu nic w nim nie działa, a wysiłki pojedynczych osób, którym "jeszcze się chce" toną w morzu korupcji i tumiwisizmu na każdym szczeblu.

Po drugie jednak przygnębiła mnie ta lektura na poziomie meta - jako historia reportera, który powraca do rodzinnego miasta, umówmy się - zdobywszy już solidną sławę dziennikarską, a więc w mojej wyobraźni od pierwszych stron urasta do rangi herosa, który dociekliwością i piórem zaprowadzi przynajmniej po części porządek w zastanym burdelu. Szuka. Pisze. Walczy. Nie osiąga nic - no może jakieś drobne symboliczne zwycięstwo, po którym wszystko szybko wraca na stare tory.

LeDuff kończy opowieść w sumie optymistycznym akcentem - nie będzie nas, będzie las - ale ja zostaję z gorzkim uczuciem porażki.

Amerykańską przygodę kontynuowałem z Katarzyną Surmiak-Domańską. Bohaterowie jej Ku Klux Klan. Tu mieszka miłość mieliby, mam wrażenie, jasną diagnozę przyczyny wszystkich nieszczęść, jakie spotkały Detroit i północ Stanów w ogóle. Ale ja widzę raczej opis innych objawów tej samej choroby: gorzkiego rozczarowania rzeczywistością. Co robisz, gdy nie masz pracy i perspektyw na nią? Gdy na ulicy nie czujesz się bezpiecznie. Gdy obawiasz się wysłać swoje dziecko do szkoły? Naturalnymi reakcjami są ucieczka, obrona, szukanie wsparcia. A wsparcia ochoczo udzielają zręczni manipulatorzy, podsuwając kozła ofiarnego - non-whites i sugerując rozwiązanie: obronę białej rasy. Przy okazji inkasując po kilka dolarów składki na działalność Klanu.

Z książki wyłania się oczywiście bardziej złożony, zwłaszcza w ujęciu historycznym, obraz problemu, który ja tu na potrzeby notatki sprowadzam do dwuzdaniowej konkluzji. Warto przeczytać całość - można lepiej zrozumieć i usytuować w szerszym kontekście te czasami przebijające się aż do Polski doniesienia o różnych wewnątrzamerykańskich konfliktach na tle rasowym.

PS: Detroit to jeden z prezentów ślubnych - dzięki!