niedziela, 11 października 2015

Życie to jednak strata jest. Andrzej Stasiuk w rozmowach z Dorotą Wodecką.

Mądrego to i miło posłuchać:
[o żonie - ww]
Skąd pan wiedział, że ona jest tą właśnie?
Tego się nigdy nie wie. To się okazuje. [...]
[s. 9]

I w zasadzie od 9. strony byłem kupiony. Nie czytałem wszystkich tych wywiadów w GW, a te, które czytałem, zdążyłem już zapomnieć. Więc przyjemność lektury nie była zepsuta przez wrażenie powtórki. Ale nawet gdyby - to nie jest w końcu tak, że Andrzej Stasiuk zsyła na czytelnika jakąś iluminację, przekazuje prawdy objawione, słowem rozświetla mrok. To nie są przełomowe twierdzenia - siła Stasiuka tkwi w jego prostolinijności i zdrowym rozsądku. Jak to ładnie sformułował kolega Jakub, Andrzej Stasiuk siada i mówi jak jest.

Jesteśmy uwięzieni w stereotypach. Wciąż się oglądamy za siebie, czy aby idziemy kupą. W końcu łatwiej pytać, czy ze mnie Europejczyk albo Polak, a trudniej. czy aby nie jełop albo i świnia.
[s. 80]

No, tak właśnie. Brodzenie w gównie może i być smutną codzienną koniecznością, ale warto jednak pamiętać, żeby w miarę możliwości trzymać głowę na powierzchni i widzieć szerszą perspektywę, a nie z własnej woli zanurzać się po uszy.


sobota, 10 października 2015

David Lagercrantz: Co nas nie zabije

David Lagercrantz to pisarz z dużym literackim dorobkiem - mówi notka na czwartej stronie okładki. Sprawdzam więc i znajduję - poza Co nas nie zabije na własnej stronie www chwali się czterema napisanymi książkami. No, z tym dużym dorobkiem to bym nie przesadzał, ale ostatecznie odnalazł się na właściwym miejscu. Nie wchodzę w ogóle w dyskusje, czy dał radę "podrobić" styl Larssona, bo stylu tego kompletnie nie pamiętam. Z poprzednich książek zapamiętałem, że fabuła była nieodparcie wciągająca - na tyle, że zarywałem noce, aby przeczytać kolejne tomy. Zapamiętałem dość drobiazgowo rozpisywane szczegóły intrygi - zarówno motywacje postaci jak i detale techniczne. I te dwie rzeczy podrobił wystarczająco dobrze, aby Co nas nie zabije czytało się z przyjemnością.

Intryga rozpędza się wolniej niż w oryginalnej trylogii, lub wolniej działała na mnie - tak do połowy książki nie miałem problemu z oderwaniem się i odłożeniem czytania na kolejny dzień. Ale ostatnie sto stron łyknąłem na raz. Jak się akcja rozkręciła, to na całego.


Dobrze. W rozsądnych granicach mógłbym przygodę z tymi bohaterami kontynuować. Fajnie, że znalazł się ktoś, kto potrafi ją wymyślić.