wtorek, 29 grudnia 2015

Filip Springer: 13 pięter

Mnie w zasadzie nie trzeba było przekonywać, że stwierdzenie "każdy dorosły człowiek musi mieć własne mieszkanie, a wzięcie kredytu na pół życia jest naturalną i najlepszą drogą do realizacji tego celu" to jedno z największych oszustwa jakie daliśmy sobie (my: zarówno jako społeczeństwo jak i jako indywidualni ludzie) wmówić. Sam spłacam kredyt, co prawda tylko 15-letni, ale kolejne 15 lat zostało mi oszczędzone tylko dzięki pomocy rodziców. I zastanawiam się, mimo głębokiej wdzięczności do nich i mimo poczucia, że mam luksusową sytuację, czy na pewno nie mogłoby być lepiej. Rozsądniej. Pewniej.

Filip Springer rozprawia się z tym oszustwem kompleksowo. Zahacza przy okazji o tematy pozornie niezwiązane (rynek wynajmu, kontenery dla bezdomnych), ale dzięki temu uzyskuje pełen obraz tej grozy, która się dookoła sytuacji mieszkaniowej w Polsce rozgrywa. Zaczyna od wątku historycznego, za co jestem mu osobiście wdzięczny, bo jego akurat nie znałem. "Paryż północy", owszem, też taką miałem wizję przedwojennej Warszawy. Pocztówkową, filmową.

Najbardziej frustrujące dla mnie są rozdziały o TBSach, zwłaszcza w zestawieniu z wątkiem historycznym. One pokazują, że od 100 lat nikt tutaj nie jest w stanie sięgnąć po działające i sprawdzone rozwiązania! A jeśli ktoś nawet spróbuje je wdrożyć, zaraz okazuje się, że dookoła biznesu mieszkaniowego kręci się zbyt grube lody, aby można było tak sobie po prostu myśleć o potrzebach ludzi.

Są tacy, którzy by chcieli, ale póki co oscylują w okolicach 3% społecznego poparcia. Może za 4 lata. A przez ten czas dobudujemy sobie jeszcze kilka pięter do tego ogólnonarodowego Czarnego Kota.


PS: Jakoś tak w miarę w tym samym czasie kiedy czytałem książkę, byłem na wystawie Spór o odbudowę, w ramach festiwalu Warszawa w budowie 7. Część wątków się powtarzała, dochodziły też nowe. Ogólnie wystawa znakomita, ale oczywiście zanim się zebrałem do pisania to się już dawno skończyła. Bhawo ja.

poniedziałek, 28 grudnia 2015

Rzym

W końcu udało nam się skreślić pozycję nr 1 z listy planowanych wycieczek - Rzym. Pojechaliśmy w 4 grudnia, w piątek, wróciliśmy w poniedziałek. Trochę było obaw czy zdążymy ze wszystkim, ale czasowo wypadło w sam raz.

Przede wszystkim - drugi raz byliśmy we Włoszech na początku grudnia i drugi raz pogoda była cudowną odskocznią od polskiej zimy. 14-15 stopni, przewaga słońca, bez deszczu. Luksus.

Poza tym - Rzym to jest jakieś drogowe szaleństwo. Mokry sen wszystkich kierowców-anarchistów. Jeżdżą jak chcą, parkują wszędzie. Nie ma takiego miejsca - pasy, chodnik, skrzyżowanie - które nie nadawałoby się na parking. Nie zwalniają aby przepuścić pieszych na pasach, Co najwyżej w ostatniej chwili hamują. Wieczne miasto jest też wiecznie zakorkowanym miastem. Groza.

Dodatkowo - przejechaliśmy przez przedmieścia: są na poziomie przedmieść Radomia. Urbanistyczny chaos, reklamowy bajzel, brzydko, brudno, nijako.

Wszystko to powiedziawszy, mogę dotrzeć do najważniejszej części wspominek z wycieczki: Rzym jest super. Jego centralna część jest bardzo ładna, idealna do spacerów. Budynki albo piękne, albo imponująco wiekowe, albo jedno i drugie; zieleń, parki, place - wszystko to, co turystom-łazikom zapewnia szczęście. Knajpy są przyjazne i karmią dobrze, rzemieślnicze piwa na wysokim poziomie są łatwe do znalezienia, ludzie się uśmiechają. Można zaginąć na długie tygodnie w przepastnych muzeach, ale można tez po prostu iść na spacer i np. wchodzić do kościołów, są na każdym rogu, a w każdym jest albo jakaś wyjątkowa rzeźba albo cała kaplica, albo przynajmniej kilka godnych uwagi obrazów.

Jeśli ktoś szuka miasta na przedłużony weekend, Rzym jest znakomitym celem.

Trochę foteczek po kliknięciu.

https://picasaweb.google.com/witold.woicki/Rzym47122015


PS: W ramach przygotowań do wycieczki przeczytałem Anioły i demony Dana Browna. Bardzo eleganckie czytadło.

niedziela, 27 grudnia 2015

Michał Olszewski: Najlepsze buty na świecie

Nie czytałem chyba żadnego z reportaży Olszewskiego zebranych w tej książce. A przynajmniej nie pamiętam. Możliwe, że drukowane pojedynczo w gazetach miały mniejszą siłę rażenia, ale zebrane w tomie - są druzgocące.

Olszewski nie podejmuje tematów lekkich ani przyjemnych. Zwykle pisze o rzeczach trudnych - o niesprawiedliwości, o krzywdzie, o biedzie, o błędach systemu. Nawet jeśli jest w tekście bohater pozytywny, to zwykle jest on w tarapatach. Ponad 250 stron takiego przekazu skutecznie leczy z jakiegokolwiek optymizmu na dłuższy czas.

Nie oznacza to, że nie warto sięgnąć po ten zbiór - teksty są doskonale napisane. Co najwyżej, warto sobie rozłożyć lekturę na raty. Przeplatać np. z Muminkami. Nie czytać ponurą jesienią.

Ale czytać.

Niektóre z tekstów zapewne przynajmniej w części się już zdezaktualizowały, najwcześniejsze są z 2003. Do innych jest dopisane postscriptum. Ale nie mam żadnych wątpliwości, że niektóre sygnalizowane dekadę temu problemy do dziś są żywe. O czym warto, mieszkając w sytej Warszawie, pamiętać.



PS: To kolejny z prezentów ślubnych, dzięki!

sobota, 26 grudnia 2015

Szczepan Twardoch: Morfina

Ojezu, ale się zmęczyłem.

Pojechaliśmy z kolegami w 2010 i 2012 roku do Amsterdamu na kilka dni. No wiadomo, hulaj dusza, piekła nie ma. Było ekstra, łażenie, zwiedzanie, przygody; ale za każdym razem po 3 dniach czułem się fizycznie zmęczony. Że ja już nie mogę, że nawet jak po prostu spacerujemy, to ja i tak jestem taki jakiś lekko przytłoczony oparami zabawy. Że to zmęczenie nie chce przejść.

Podobnie było przy tej książce - nie chodzi o opisy narkotycznych sesji, tylko o to, że nawet pomiędzy nimi Konstanty nie odzyskuje przytomności umysłu. Że jego motywacje, ścieżki rozumowania, a w efekcie - decyzje, że wszystko to jest nieustannie, czy jest trzeźwy czy nie, spowite w narkotyczno-alkoholowej mgle.

Historia dziejąca się w tle jest fascynująca i wciagająca i nie pozwala odpuścić w trakcie - chociaż naprawdę chciałem, chciałem już odłożyć książkę i przetrzeźwieć nieco, i wreszcie odpocząć.

Znaczy to chyba, że należałoby pogratulować autorowi znakomitej powieści.


PS: To kolejny z prezentów ślubnych, dzięki!