wtorek, 19 stycznia 2016

Msza za miasto Arras

Fantastyczny, wciągający monodram Janusza Gajosa (http://www.narodowy.pl/repertuar,spektakle,118,msza_za_miasto_arras.html) skłonił mnie do sięgnięcia po książkę Andrzeja Szczypiorskiego. Igor Sawin, autor adaptacji scenicznej, z konieczności okroił nieco tekst, ale zostawił co najważniejsze: próbę refleksji nad źródłami fanatyzmu, chyba wszelkiego rodzaju.

Mam jednak wrażenie, że dopiero po lekturze pełnego tekstu - w tym licznych, pominiętych w adaptacji rozważań Jana i Alberta - widać uderzającą aktualność opowieści Szczypiorskiego. Można przyłożyć ten tekst do dzisiejszej sytuacji politycznej i społecznej w Polsce i bawić się w rozpoznawanie bohaterów.

czwartek, 14 stycznia 2016

Alex Garland: Ex Machina

Bardzo dobry film, w zasadzie bezbłędny, ale dopisałbym inne zakończenie. Znacznie bardziej interesująca byłaby taka wizja, w której AI po prostu wciela się w rolę żyjącego w odosobnieniu właściciela największej wyszukiwarki świata i stopniowo przejmuje władzę nad światem. A my nic o tym nie wiemy, he he he.

Technikalia: http://www.imdb.com/title/tt0470752/

poniedziałek, 4 stycznia 2016

Powrót do przeszłości

21.10.2015 dotarł do nas Marty McFly, ekscytowali się wszyscy fani, ja też się uśmiechnąłem. Filmy lubiłem, może nawet i bym sobie je jeszcze kiedyś przypomniał, ale nie na tyle, żeby się przesadnie emocjonować.

Ekscytację natomiast zapewnili mi miesiąc i dwa miesiące później producenci 2 innych filmów z serii, które kocham miłością szczerą, czystą, sięgającą dzieciństwa a przez to, podejrzewam, wieczną.

Zaczął Sam Mendes, reżyser Spectre, czyli najnowszego filmu o Jamesie Bondzie (technikalia: http://www.imdb.com/title/tt2379713/). Słyszałem narzekania z lewej i prawej i sam mam kilka wątpliwości. Na przykład, w wątku z Monica Bellucci mogłoby chodzić o coś więcej niż tylko o to, aby pokazać sapiącą Monicę Bellucci. Arcyłotr jest umiarkowanie łotrowski, zaś możliwości aktorskie Christopha Waltza nie zostały, mam wrażenie, wykorzystane w pełni.

Ale co równoważy dla mnie wszystkie minusy, to sięgnięcie do bondowskiej historii. Nie do historii bohatera (choć i tego nie brakuje - jedni to krytykują, mi nie przeszkadza), ale do historii serii filmowej. Kultowe samochody. Akcja w kolejce linowej. Romans i niebezpieczeństwo w (nieomal, chodzi o wizualne skojarzenia) orient-ekspressie. "Niezniszczalny" osiłek (brakowało mu tylko żelaznej szczęki). Wszystko to sygnalizowało mi powrót do początków serii; powrót, którego głównym elementem jest przecież wskrzeszenie dawno niewidzianej, tytułowej superorganizacji przestępczej! Bawiłem się doskonale i czekam na więcej. Mam wrażenie, że powrót SPECTRE do gry umożliwia reżyserom złapanie na nowo oddechu przy planowaniu kolejnych filmów.

O wiele większe emocje towarzyszyły drugiemu powrotowi - 7. części Gwiezdnych Wojen rzecz jasna. Przebudzenie mocy (technikalia: http://www.imdb.com/title/tt2488496/). J. J. Abrams miał zadanie trudniejsze niż Mendes. Raz, że legenda zupełnie innego kalibru. Dwa, że organizacja fanów znacznie większa a ich oczekiwania ogromne. Miał zadanie trudniejsze, lecz podołał. Zagrał chyba w jedyny możliwy sposób - przypominając wątki z poprzednich 6 części, robiąc w zasadzie riplej, powtórkę wszystkiego, ale też w miarę zręcznie wprowadzając haczyki, możliwości nowych otwarć.

Uśmiechów w stronę zagorzałych fanów serii jest co niemiara, w zasadzie co scena to żart, mrugnięcie okiem, wspomnienie. Bardzo raduje mnie prawie zupełne pominięcie w tych nawiązaniach "nowej" trylogii, jest jej tylko tyle ile musi być, aby całość nie straciła sensu. Poza tym minimum - został wykonany przeskok od "starej" trylogii do obecnej, jakby "nowa" była trochę wstydliwym epizodem. Może i słusznie.

Słyszałem głosy rozczarowania - że ta powtórka jakby za bardzo powtórzona, że nic nowego. Ale twierdzę, że to jedyne możliwe rozwiązanie: jednocześnie dać nowym widzom bardzo elegancko rozegraną świeżą historię, nie wymagającą znajomości poprzednich filmów; zrobić to w sposób umożliwiający wyprowadzenie ze świeżych wątków 2 kolejnych filmów; a przy okazji nie zgubić obecnych fanów - zaproponować im to, co już znają i kochają.

Dlatego stoję na stanowisku, że powtórzenia i przerysowania się tłumaczą i że nie można było zrobić tego lepiej. A nowe motywy, nowi bohaterowie są naprawdę obiecujący. Dają nadzieję na dobre rozegranie kolejnych 2 części. O ile oczywiście ktoś przy ich reżyserowaniu nie postanowi pójść już na kompletną łatwiznę w stylu "klaskali jak wybuchała Gwiazda Śmierci, klaskali jak wybuchała Starkiller Base, to poklaszczą przy trzeciej, faftylion razy większej wybuchającej piłce!".

Jedyną poważną wątpliwość mam co do superłotra. Ja rozumiem czemu on jest taki mimozowaty, ale jeśli ta postać nie przejdzie jakiegoś dynamicznego rozwoju, to jej figurki będą stały na półkach dzieci obok Jar-Jar Binksa.


Anyways, jestem zadowolony z efektu, bawiłem się doskonale już 2 razy i chyba sobie jeszcze powtórzę, ze wstępną aprobatą czekam na ciąg dalszy.

---
Edit: tymczasem Paweł podesłał taką recenzję i wyszło, że dałem się upupić (ale i tak mi się podobało): http://www.hollywoodreporter.com/news/critics-notebook-how-star-wars-851209