Spoko. Spoko, ale bez rewelki. Nawet się nieco zdziwiłem rozwinięciem fabuły, więc lekki suspens był, choć ogólnie to taka trochę słabsza, gorsza i spóźniona wersja Bourne'a. Ale ja od dłuższej chwili czekam na coś równie ekscytującego jak trylogia Bourne'a, więc dobre i to.
http://www.imdb.com/title/tt1401152/
wtorek, 17 stycznia 2012
Nic nie powiem
Przeczytałem w ciągu ostatnich kilku dni:
- Włodzimierz Kowalewski: Powrót do Breitenheide
- Milan Kundera: Życie jest gdzie indziej
- Milan Kundera: Tożsamość
- Zbigniew Kruszyński: Ostatni raport
wtorek, 3 stycznia 2012
Favreau, Jon: Cowboys & Aliens
Słodki jezu, jaka kosmiczna bzdura. Ale poza tym świetny film, naprawdę. Wszystko w nim jest, straszne potwory, tajemnicze zagadki, spektakularne efekty i wielkie wybuchy, prawdziwi mężczyźni (w tym James Bond), strzelaniny, pościgi i ucieczki, no i wielka miłość. Tylko szkoda, że gołej Olivii Wilde nie ma więcej. No ale nie można mieć wszystkiego.
I bohaterski młody chłopiec! Bohaterski młody chłopiec jest moim absolutnym faworytem!
http://www.imdb.com/title/tt0409847/
I bohaterski młody chłopiec! Bohaterski młody chłopiec jest moim absolutnym faworytem!
http://www.imdb.com/title/tt0409847/
poniedziałek, 2 stycznia 2012
Kundera, Milan: Śmieszne miłości
Marcin nazywa to "rejestracją". Opiera się na swoich bogatych doświadczeniach, które doprowadziły go do konkluzji, że nie tak ważne jest dziewczynę uwieść, jak - mając pod tym względem dość wysokie wymagania jakościowe - znać zawsze wystarczającą ilość dziewcząt, których dotychczas nie uwiedliśmy.
Dlatego też twierdzi, że należy stale, wszędzie i przy każdej okazji prowadzić szeroko zakrojoną rejestrację, zapisywać w notesie czy w pamięci (Marcin polega głównie na pamięci) imiona kobiet, które nas zainteresowały i z którymi moglibyśmy się skontaktować.
Kontaktacja - to już wyższa faza działania i oznacza, że z daną kobietą spotkamy się, nawiążemy znajomość i potrafimy pozyskać jej względy.
Kto lubi z dumą spoglądać w przeszłość, przywiązuje wagę do imion kobiet zdobytych, ale kto patrzy naprzód, w przyszłość, musi starać się przede wszystkim o to, żeby mieć pod dostatkiem kobiet zarejestrowanych i skontaktowanych.
Wyżej niż kontaktacja bowiem stoi już tylko ostatni etap działania, a ja chętnie podkreślam - aby zasłużyć na uznanie Marcina - że ci, którzy dążą wyłącznie do tego ostatniego etapu, to mężczyźni prymitywni i niewiele warci, którzy przypominają mi wsiowych futbolistów, rzucających się bezmyślnie na bramkę przeciwnika i zapominających, że do gola i wielu następnych goli, nie wiedzie jedynie zwariowana chęć strzelenia bramki, ale przede wszystkim precyzyjna i solidna gra na boisku.
Złote jabłko wiecznej tęsknoty, s. 43-44.
David Gordon Green: Your Highness
Myślałem, że będzie jajcarskie, autoironiczne fantasy, pełne mrugnięć oka i popkulturowych odwołań, plus Natalie Portman.
Okazało się, że to 100 minut lepszych lub gorszych, ale przeważnie gorszych żartów o dupczeniu, plus Natalie Portman.
No cóż, mogło być gorzej. Mogło nie być Natalie Portman.
Technikalia: http://www.imdb.com/title/tt1240982/
Okazało się, że to 100 minut lepszych lub gorszych, ale przeważnie gorszych żartów o dupczeniu, plus Natalie Portman.
No cóż, mogło być gorzej. Mogło nie być Natalie Portman.
Technikalia: http://www.imdb.com/title/tt1240982/
niedziela, 1 stycznia 2012
Robinson, Bruce: The Rum Diary
Miał być zabawny film, wyszedł zbiór dowcipów bez puenty.
Z plusów, to Depp gra jak zwykle bardzo fajnie, role podpitych gości wychodzą mu perfekcyjnie. Dowcipy o pijaństwie lub o kacu też są (mniej lub bardziej, ale często bardziej) zabawne; w sumie to taki samograj, no bo umówmy się - każdy wie jak to jest, "a pamiętasz jak w zeszłą sobotę..." i te sprawy. Giovanni Ribisi jako Moburg też dobry, a scena pod koniec, z przemówieniem Hitlera, prze-mistrzowska.
Z minusów, to kiedy seria żartów w końcu ma doprowadzić naszego bohatera do wewnętrznej przemiany i odnalezienia kierunku w życiu, to odnajduje on ten kierunek jak ostatnia pipa, a motywy całej przemiany są niezrozumiałe a jej wykonanie tak patetyczne, że ostatecznie niewiarygodne. A kiedy ona już następuje, i oczekiwalibyśmy jakiejś zgrabnej puenty, typu pierwszy sukces na tej nowej drodze, to film się kończy i dostajemy planszę informacyjną, że in real life te sukcesy były.
Rozumiem, że reżyser filmu na podstawie książki (napisanej w jakiejś części na podstawie osobistych doświadczeń) ma umiarkowane możliwości zmiany zakończenia, ale cóż, efekt jest jaki jest: pozostaje niedosyt i wrażenie braku elementu spajającego historię.
Aha, i główna bohaterka jakaś taka brzydka, jak gorsza wersja Scarlett Johansson.
Technikalia: http://www.imdb.com/title/tt0376136/
Z plusów, to Depp gra jak zwykle bardzo fajnie, role podpitych gości wychodzą mu perfekcyjnie. Dowcipy o pijaństwie lub o kacu też są (mniej lub bardziej, ale często bardziej) zabawne; w sumie to taki samograj, no bo umówmy się - każdy wie jak to jest, "a pamiętasz jak w zeszłą sobotę..." i te sprawy. Giovanni Ribisi jako Moburg też dobry, a scena pod koniec, z przemówieniem Hitlera, prze-mistrzowska.
Z minusów, to kiedy seria żartów w końcu ma doprowadzić naszego bohatera do wewnętrznej przemiany i odnalezienia kierunku w życiu, to odnajduje on ten kierunek jak ostatnia pipa, a motywy całej przemiany są niezrozumiałe a jej wykonanie tak patetyczne, że ostatecznie niewiarygodne. A kiedy ona już następuje, i oczekiwalibyśmy jakiejś zgrabnej puenty, typu pierwszy sukces na tej nowej drodze, to film się kończy i dostajemy planszę informacyjną, że in real life te sukcesy były.
Rozumiem, że reżyser filmu na podstawie książki (napisanej w jakiejś części na podstawie osobistych doświadczeń) ma umiarkowane możliwości zmiany zakończenia, ale cóż, efekt jest jaki jest: pozostaje niedosyt i wrażenie braku elementu spajającego historię.
Aha, i główna bohaterka jakaś taka brzydka, jak gorsza wersja Scarlett Johansson.
Technikalia: http://www.imdb.com/title/tt0376136/
Sapkowski, Andrzej: Trylogia husycka
Z lekkim opóźnieniem (ale się dąsałem za porzucenie Wiedźmina) - łyknąłem Narrenturm, Bożych bojowników i Lux perpetua. Każda książka ok. 600 stron, na każdą jedno popołudnie + wieczór. W miarę możliwości - bez przerwy. Ekscytacji nie ma, ale to naprawdę dobrze napisana, wciągająca fantastyka (historyczna bo historyczna, ale fantastyka). Trochę bardziej niż w książkach wiedźmińskich zauważalne pewne charakterystyczne dla autora, a na dłuższa metę irytujące sztuczki formalne, ale generalnie bardzo spoko.
Subskrybuj:
Posty (Atom)