poniedziałek, 2 lipca 2012

Frankfurt, Harry G.: On bullshit

Bullshit is unavoidable whenever circumstances require someone to talk without knowing what he is talking about. Thus the production of bullshit is stimulated whenever a person's obligations or opportunities to speak about some topic exceed his knowledge of the facts that are relevant to that topic. This discrepancy is common in public life, where people are frequently impelled - whether by their own propensities or by the demands of others - to speak extensively about matters of which they are to some degree ignorant. Closely related instances arise from the widespread conviction that it is the responsibility of a citizen in a democracy to have opinions about everything, or at least everything that pertains to the conduct of his country's affairs. The lack of any significant connection between a person's opinions and his apprehension of reality will be even more severe, needless to say, for someone who believes in his responsibility, as a conscientious moral agent, to evaluate events and conditions in all parts of the world.
[pp. 63-56]

Krótki esej, ledwie 67 stron formatu A6, a perfekcyjnie streszcza większość tego co myślę o współczesnych mediach, o politykach, o celebrytach i dziennikarzach, o fachowcach, ekspertach i autorytetach. Nie wiem czy magiczny krąg produkcji bullshitu jest do przerwania - żeby ludzie przestali mówić, muszą przestać być pytani; żeby pytający przestali pytać, muszą przestać mieć odbiorców dla odpowiedzi; żeby odbiorcy przestali chcieć odbierać, muszą zorientować się, że odbierają bullshit; a żeby to przyjąć, musieliby uznać, że kiedy sami zaczną produkować, też zaczną produkować bullshit. No cóż, a kto sam o sobie powie, że lepiej by nic nie produkował, bo produkuje bullshit?
Kto jest bez winy niech pierwszy przestanie pisać blogaska.

PS: To jest esej z 1986 roku. Grubo.

Brak komentarzy: