sobota, 29 grudnia 2012

Jackson, Peter: The Hobbit: An Unexpected Journey

Myślę, że gdyby tak reżyser postawił nie na 3x3h a 3x2h to i tak nikt nie miałby mu nic za złe; cel biznesowy zostałby osiągnięty, bo z całą pewnością wszyscy poszliby na wszystkie trzy części; nikt by nie narzekał, że został oszukany, a może udałoby się nieco zdynamizować akcję. Bo ta pierwsza część zapowiadanej trylogii to... taka nuda trochę.

Jak się dzieje to się dzieje i to nawet ciekawie i ładnie, ale w przerwach, te sceny rozwleczone do granic możliwości (trolle), sięganie po dość nudnawe wstawki z Silmarillionu, czy wreszcie zauważalny recycling znanych już z Władcy ujęć podróży przez góry... no, trochę można by z tego wyciąć bez straty dla całości.

Ale poza tym to ładna bajka. Bardziej papierowa niż Władca, wszystko w niej jest prostsze (także humor), ale nie ma się co na to dąsać. Wesoła przygoda dla dużych dzieci.


http://www.imdb.com/title/tt0903624/?ref_=sr_1

Florencja, grudzień 2012

W Modlinie piździawa i odwołane loty, dwie godziny samolotem na południowy zachód złota jesień tudzież wiosna w pełni.


Generalnie wszystko pięknie, ale jednak nie zakochuję się w Italii. Jeśli mam gdzieś wracać, to do Portugalii, do Hiszpanii, natomiast Włochy... no, fajnie było zerknąć i dzięki, wystarczy. Oczywiście, jeśli znowu ktoś mi zaproponuje kilkudniową ucieczkę od pracy i miłe towarzystwo to przyjmuję bez mrugnięcia okiem, ale na listę moich turystycznych hitów te okolice nie trafiają.

czwartek, 13 września 2012

Varga x2

Krystian doszedł właśnie do sklepu spożywczego z polską żywnością, czyli brzydką, ale zdrową, kostropatą, ale smaczną, wyrosłą na skropionej krwią pokoleń polskiej ziemi nawożonej krowim łajnem i już miał wkraczać w odrzwia, gdy wtem zatrzymał go kulturalnie ochroniarz w garniturze-mundurze, z obowiązkowym walkie-talkie w prawej ręce i słuchawką w lewym uchu. Niestety, nie ma wejścia, powiedział, i z tą swoją kurewską subtelną stanowczością kulturalnych ochroniarzy zatrzymał swoją rozczapierzoną lewą dłoń na wysokości klatki piersiowej Krystiana. Krystian miał dziwne szczęście do ochroniarzy, zawsze go gdzieś nie dopuszczali, skądś wypraszali, dokądś przesuwali; czasami wydawało mu się, że w Polsce jest więcej ochroniarzy niż zwykłych obywateli, a każdy warzywniak musi mieć własną agencję ochrony. Najbardziej zapyziałe parkingi osiedlowe ochraniane były przez przerażonych dziadków barykadujących się w swych stróżówkach przypominających sławojki. Każdy narożny kiosk z przemycanymi papierosami i pisemkami pornograficznymi pysznił się nalepką "obiekt chroniony", chronione były zdewastowane przystanki autobusowe, ochroniarze strzegli budek z chińskimi tiszertami, przyczep z przypalonymi zapiekankami, wietnamskich jadłodajni z glutaminianem sodu. Agencje ochrony strzegły agencji towarzyskich, agencji reklamowych i agencji nieruchomości, każdy kogoś chronił, cały kraj był jedną wielką stróżówką, wszędzie pałętali się mężczyźni w czarnych kombinezonach i stojąc na szeroko rozstawionych nogach, nadrabiali srogimi minami swoją nieważność. Wciąż trwało jakieś nieustające wielkie narodowe powstanie ochroniarzy.
[Krzysztof Varga: Aleja Niepodległości, s. 189-190]

Naturalnie jestem przyzwyczajony do takich niespodziewanych wypadków, jak paraliż całej trasy kolejowej, choć oczywiście nie zdarza się to zbyt często, z reguły mam do czynienia z opóźnieniami krótszymi, po prostu normalnymi, uświęconymi tradycją, choć oczywiście zdarzają się również spóźnienia, że tak powiem, ekstraordynaryjne, gdy zepsuje się stara lokomotywa i trzeba czekać na rezerwową, ponieważ w świecie polskich kolei psuje się wszystko, co tylko może się zepsuć, albowiem nikt nie ma czasu na konserwowanie, naprawianie, doglądanie, ponieważ czas trawi się na rojeniach o wielkości, przyszłej wspaniałej wielkości polskich kolei, kiedy się roi o przyszłości, teraźniejszość jest na z góry straconej pozycji, teraźniejszość żadną miarą nie jest wzniosła, wzniosłość jest domeną przyszłości. Nie przypominam sobie w tej chwili, kiedy po raz ostatni przyjechałem na dworzec w wyznaczonym przez rozkład czasie, mogę jedynie w trakcie podróży spekulować, o ile spóźni się mój pociąg, bo że się spóźni, nie mam watpliwości, i nie chodzi tu wcale o żadne katastrofy naturalne, jak sroga zima i pękające tory, czy też katastrofy nienaturalne, jak okresowa zmiana rozkładów, która nieodmiennie pociąga za sobą apokaliptyczny chaos, ponieważ każda zmiana czegokolwiek w tym kraju skutkuje apokaliptycznym chaosem, mam na myśli spóźnienia dnia powszedniego, spóźnienia przy pięknej pogodzie, w pełnym słońcu, o ile oczywiście słońce nie jest zbyt natarczywe i tory nie wyginają się z przegrzania. Spóźniam się zazwyczaj od kwadransa do godziny i już w momencie kupowania biletu biorę na to poprawkę, więc nie denerwuje mnie to jak innych, żeby się uspokoić, gram na laptopie w madżonga i muszę przyznać, że odnoszę w tej grze coraz większe sukcesy.
[Krzysztof Varga: Trociny, s. 45]

No tak, gdyby Varga napisał kiedyś o Polsce i Polakach coś optymistycznego, radosnego, coś w tonie pochwały i zadowolenia, niepodszytego ironią, to bym najpierw sprawdził czy nie pierwszy kwietnia, później zaś, czy nie jest to inny autor o przypadkowo zbieżnym nazwisku.

Ale dobrze, że chociaż w tej bezinteresownej literackiej niechęci radzi sobie coraz lepiej. Trociny czyta się znacznie przyjemniej, i te narzekania na świat dookoła mniej wydumane i naciagane, i bohater jakiś taki bardziej do życia.

poniedziałek, 3 września 2012

Burton, Tim: Dark Shadows

Nie widziałem wszystkich filmów Tima Burtona, ale widziałem spory zestaw jego produkcji z duetem Johnny Depp + Helena Bonham Carter. Wystarczająco dużo, żeby się zakochać. I wystarczająco dużo, żeby teraz się rozczarować. Dark Shadows jest jak parówka z kerfura, miałki i bez treści. Jest o niczym, a tych kilka dowcipów, które zresztą w sporej części zostały sprzedane w trailerze, zasługuje ledwie na mruknięcie, na lekkie drgnienie wargi, nic więcej.

Nawet Johnny i Helena nie mają okazji błysnąć.

Technikalia: http://www.imdb.com/title/tt1077368/

wtorek, 28 sierpnia 2012

Tokarczuk, Olga: Moment niedźwiedzia

Uwielbiam powieści Tokarczuk, ale w Momencie niedźwiedzia się nie odnalazłem:

1. Tokarczuk-publicystka w ogóle mnie nie rusza; albo proponuje ćwiczenia intelektualne dla mnie zbyt skomplikowane (Jak wymyslić heterotopię. Gra towarzyska), albo prezentuje poglądy, na które jestem programowo obojętny (Maski zwierząt).

2. Tokarczuk-miniaturzystka (jest takie słowo?) dokonuje obserwacji tak magicznych, że aż nieprawdopodobnych, niestety (Mapy lęku); nie zarzucam jej naciagania rzeczywistości, ale niestety jej rzeczywistośc mi się nie zdarza, i nie uwierzę dopóki nie zobaczę.

3. Tokarczuk-eseistka (lub felietonistka) jest słaba słabością kiepskiego żartu (Mały stronniczy przewodnik po Polsce...) lub po prostu nudna (Odra).

Także fajnie, fajnie, ale ja poczekam na kolejną powieść. W międzyczasie ponowię lekturę Biegunów, książki doskonałej.

Morris, Christopher: Four lions

ROTFL po stokroć. Nie wiem tylko, z kogo bardziej - z kretyńskich zamachowców czy z durnych "przeciętnych Brytyjczyków", czy może z ich zidiociałej policji.


Technikalia: http://www.imdb.com/title/tt1341167/

poniedziałek, 27 sierpnia 2012

Allen, Woody: To Rome with Love

Słodki jezu, czy ja się nigdy nie nauczę, że mnie Allen denerwuje? Ten jego skretyniały typ narratora, ten jego cipowaty typ bohatera, te łopatą podawane prawdy życiowe i morały. Plus jeszcze do tego kilka slapstickowych gagów wciśnietych w środek, sam Allen, który jest chyba najbardziej wkurwiającym aktorem ever, i nachalny product placement (nie wspominając o nachalnym city-placement, czy jakkolwiek by się to profesjonalnie nie nazywało). Recepta na hicior.

Ale nie, tak sobie tylko narzekam w sumie, żeby dobrze zacząć poranek i cały tydzień. Bo tak naprawdę to Allen jest jak McDonald - mieli te swoje hambuksy hurtowo, z najgorszego sortu odpadków i tektury, a i tak wychodzą mu całkiem poprawne bigmaki. Można iść, ustawić poprzeczkę oczekiwań na mid-low i bawić się całkiem znośnie.

Na plus: zabawny portret włoskich mediów i kilka naprawdę wesołych żartów, głównie w wykonaniu Aleca Baldwina (propsy) i Penélope Cruz. Żarty tej ostatniej, niestety, sprzedane w większości w trailerze.

Technikalia: http://www.imdb.com/title/tt1859650/