sobota, 4 maja 2013

Jakimowski, Andrzej: Imagine

Jeśli ktoś, jak ja, odruchowo unika polskich filmów, to niech się do tego nie zraża. To nie jest polski film. Nie może być. Za dobry jest.

Raz, że historia nieskomplikowana i przekonująca tą prostotą. Dwa, że bohaterowie - no może poza główną bohaterką* - bardzo ładnie wymyśleni. Trzy, że przepiękna scenografia. Cztery, że doskonale zrobiony dźwiękowo. I pięć, że w ogólnej wymowie optymistyczny. To znaczy - chyba - bo zakończenie należy sobie wymyślić samemu. Co ja uczyniłem i wyszło mi optymistycznie. Bardzo ładnie mi wyszło. Świat jest lepszy.

Technikalia: http://www.imdb.com/title/tt1846492/

--
* Zaraz po obejrzeniu nie miałem takich wątpliwości. Dopiero później się namyśliłem, że zmiana, jaka w niej zachodzi, i dookoła której w sumie zasadza się cały film, jest nieszczególnie przekonująco pokazana; no ale skoro zaraz po obejrzeniu mnie to nie bolało, to nie ma co marudzić.

McQuarrie, Christopher: Jack Reacher

Polski tytuł - Jack Reacher: Jednym strzałem - w sumie dobrze się komponuje. Nieścisłości fabularne oraz wszelkie nieprawdopodobieństwa rozwiązywane są w tym filmie metodą strzałów znikąd: a to bandyci się pobiją sami między sobą, a to nagle drzemiący dziadek (!) ze strzelbą obudzi się w perfekcyjnym momencie (!!) aby uratować życie głównego bohatera perfekcyjnie celując ze snajperskiej strzelby (!!!) w ciemnościach (!!!!) do ruchomych celów (no już nie mogę więcej wstawiać wykrzykników, no litości), a to... i tak cały czas. Główny bohater jest natomiast tak super, jak James Bond i Jason Bourne w jednym.

Skoro już jesteśmy przy tym ostatnim, naprawdę lepiej po raz drugi, trzeci a nawet ósmy obejrzeć dowolnego Bourne'a zamiast tracić 2 godziny na tego tutaj herosa.

Po obejrzeniu dopiero doczytałem, że to ekranizacja jakiegoś sensacyjnego czytadła. No dobra, no mystery then.

Technikalia: http://www.imdb.com/title/tt0790724/

poniedziałek, 18 lutego 2013

Raczkowski, Marek: Książka, którą napisałem, żeby mieć na dziwki i narkotyki

[...]
W płetwach pływam jak rybka. Na dowolnej głębokości. Tego się nie wstydzę, ale żabki wstydzę się bardzo. Dlatego nie mogę też tańczyć. Nawet iść po ulicy trochę się wstydzę. A biec, to już w ogóle. Nie chcę być śmieszny. Mam chyba przerośnięte poczucie godności. Wstydzę się też krzyczeć. Od dzieciństwa się zastanawiam, co by się stało, gdyby mnie napadli w nocy na pustej ulicy. Czy wstydziłbym się krzyczeć "ratunku"?

Ja bym się wstydziła. Nawet czasem mi się to śni.

- Ja też bym się chyba wstydził. Bo co, jeśli z mojego zastraszonego gardła wyjdzie jakiś cienki, cichutki głosik? Do końca życia bym się z tego nie podniósł. Biegłem kiedyś do autobusu, wydawało mi się, że zdążę - w środku pełno ludzi, ale liczyłem na to, że kierowca chwilę na mnie zaczeka. Nie zaczekał. Zamknął drzwi i odjechał, a pasażerowie spokojnie zza szyby obserwowali moje wysiłki. Co zrobiłem? Pobiegłem dalej, nie zwalniając ani na chwilę! Udawałem, że nie do tego autobusu biegłem, tylko tak sobie, Traciłem czucie w nogach, ale biegłem twardo aż do momentu, kiedy miałem pewność, że ci ludzie w autobusie już mnie nie widzą, bo zniknęli gdzieś za zakrętem. Nie wiem, dlaczego taką uwagę przywiązuję do godności. Może dlatego, że nie mam nic innego. W każdym razie wszystko inne może mi zabrać komornik.

[s. 284-285]

Abstrahując od chybionej, moim zdaniem, definicji godności, to jest to dosyć ciekawy kawałek tej w sumie, niestety, nudnej książki. Marek Raczkowski - rysownik genialny, dla którego nie znajduję wystarczająco entuzjastycznych określeń, okazuje się (co było w sumie do przewidzenia) człowiekiem dość poważnym a nawet nieco smutnym.

Albo wywinął naprawdę niezły żart do spółki z panią Żakowską. You never know.

Tak czy owak, zwalczyłem w sobie pokusę, by poddać się odruchowemu rozczarowaniu (Jak to? Taki zabawny rysownik i nie napisał zabawnej książki?) i po namyśle stwierdzam, że jest to książka warta 33,90. Gdyby okazało się, że trafna jest druga interpretacja, dorzuciłbym mu nawet 16,10 do równego rachunku.

wtorek, 29 stycznia 2013

Butenko, Bohdan: Wesoła gromadka

Butenko wrócił! To znaczy - wrócił dla mnie, bo rysować nie przestał, ale wiele lat temu mi jakoś zniknął z horyzontu. Choć Gapiszona pamiętam z dzieciństwa, to później wiele lat nie tęskniłem i nie wracałem do rysunków z podpisem Butenko pinxit. Może i lepiej - z tym większą radością po latach odkryłem go w wersji dla dorosłych.

Nominalnie to nadal jest książeczka dla dzieci. Ma rysunki i wierszyki i w ogóle, ale... no cóż, Happy tree friends też nominalnie było kreskówką.

Wszystkim młodym rodzicom serdecznie polecam. Ale najpierw samodzielną lekturę. Podsuwanie dzieciom też, czemu nie, tylko może po chwili namysłu nad zamierzonymi celami dydaktycznymi i wychowawczymi :D

Dwa słabe filmy

Martin McDonagh: Seven Psychopats. Ależ durny ten film, słodki jeżu. No nic go nie ratuje, nawet Tom Waits. Może jeden dowcip Irlandczyka o Anglii, ale umówmy się, dla trzech sekund dobrego żartu nie warto się męczyć dwie godziny. Nie tylko do poziomu Snatch, w który chyba celował, ale nawet do wyznaczonego przez samego siebie całkiem niezłego poziomu In Bruges reżyser nie doskoczył.

Technikalia: http://www.imdb.com/title/tt1931533/




Andrew Dominik: Killing Them Softly. No więc tak. Jako moralitet jest słaby jak kompot z desek. A jako film sensacyjny w ogóle nie trzyma w napięciu, jest boleśnie przewidywalny i zwyczajnie nudny. Do tego ma dramatyczne luki fabularne i niewiarygodnych bohaterów. I nie ma nawet jednego dobrego dowcipu. Ktoś, kto mi wyjaśni, po co został tak szczegółowo rozbudowany cały prolog (5 minut na scenę zbierania gotówki podczas napadu, co można było ogarnąć w 30 sekund, bo ta strzelba, ujmując temat metaforycznie, nigdzie później nie wypala), dostaje w nagrodę medal z ziemniaka.


Technikalia: http://www.imdb.com/title/tt1764234/

niedziela, 30 grudnia 2012

Vincent Paronnaud, Marjane Satrapi: Kurczak ze śliwkami

Pięknie namalowany film i dosyć zabawny w detalach, ale za dużo w nim nieszczęścia jak na mój gust. Nieszczęśliwe miłości, poprzetrącane życia, no ogólnie dramat.

Zdziwiłem się natomiast obrazem Teheranu w latach 50.
Moja wiedza nt. historii Iranu jest... ekhem... raczej skromna, a już takiej ogólnej wizji, jak ichniejsza stolica mogła wyglądać pół wieku temu to nie miałem w ogóle. Jeśli scenografie wyczarowane dla filmu są prawdziwe, to moje zaskoczenie nie ma granic. Jewropa. Zwłaszcza jeśli chodzi o damskie stroje i ogólniej - swobodę obyczajową pań.

Dowcipnie - w zestawieniu z (również pokazanym) tradycyjnym dobieraniem córce męża przez ojca.

No i co tu teraz myśleć? Jak żyć?

Technikalia: http://www.imdb.com/title/tt1663321/?ref_=fn_al_tt_1

___

PS: Chyba pierwszy raz w życiu byłem w kinie Wisła. Pamiętam sprzed wielu lat siebie przed tym kinem, ale nie pamiętam filmu, więc może tylko chciałem iść a nie poszedłem? Anyway, w środku czas się zatrzymał - tylko popcorn dorzucili. Chyba kupię kartę stałego klienta, tak jest tam uroczo.

sobota, 29 grudnia 2012

Burton, Tim: Frankenweenie

Nic, nawet moja miłośc do dokonań Burtona, nie ratuje tego filmu. Jest słaby. Średnio narysowany. Nudny. Niezbyt dowcipny. A jako bajka dla dzieci (czy dla dorosłych, na jedno wychodzi) - kompletnie pozbawiony jakiejkolwiek wymowy. Morały są dwa i jeden przeczy drugiemu.

Nawet gdyby puszczali to w czwarki z kinder bueno za 10 złotych to bym nikomu nie polecał. Lepiej sobie po raz drugi obejrzeć, say... dowolny inny film Burtona?

Technikalia: http://www.imdb.com/title/tt1142977/