Jeśli ktoś, jak ja, odruchowo unika polskich filmów, to niech się do tego nie zraża. To nie jest polski film. Nie może być. Za dobry jest.
Raz, że historia nieskomplikowana i przekonująca tą prostotą. Dwa, że bohaterowie - no może poza główną bohaterką* - bardzo ładnie wymyśleni. Trzy, że przepiękna scenografia. Cztery, że doskonale zrobiony dźwiękowo. I pięć, że w ogólnej wymowie optymistyczny. To znaczy - chyba - bo zakończenie należy sobie wymyślić samemu. Co ja uczyniłem i wyszło mi optymistycznie. Bardzo ładnie mi wyszło. Świat jest lepszy.
Technikalia: http://www.imdb.com/title/tt1846492/
--
* Zaraz po obejrzeniu nie miałem takich wątpliwości. Dopiero później się namyśliłem, że zmiana, jaka w niej zachodzi, i dookoła której w sumie zasadza się cały film, jest nieszczególnie przekonująco pokazana; no ale skoro zaraz po obejrzeniu mnie to nie bolało, to nie ma co marudzić.
sobota, 4 maja 2013
McQuarrie, Christopher: Jack Reacher
Polski tytuł - Jack Reacher: Jednym strzałem - w sumie dobrze się komponuje. Nieścisłości fabularne oraz wszelkie nieprawdopodobieństwa rozwiązywane są w tym filmie metodą strzałów znikąd: a to bandyci się pobiją sami między sobą, a to nagle drzemiący dziadek (!) ze strzelbą obudzi się w perfekcyjnym momencie (!!) aby uratować życie głównego bohatera perfekcyjnie celując ze snajperskiej strzelby (!!!) w ciemnościach (!!!!) do ruchomych celów (no już nie mogę więcej wstawiać wykrzykników, no litości), a to... i tak cały czas. Główny bohater jest natomiast tak super, jak James Bond i Jason Bourne w jednym.
Skoro już jesteśmy przy tym ostatnim, naprawdę lepiej po raz drugi, trzeci a nawet ósmy obejrzeć dowolnego Bourne'a zamiast tracić 2 godziny na tego tutaj herosa.
Po obejrzeniu dopiero doczytałem, że to ekranizacja jakiegoś sensacyjnego czytadła. No dobra, no mystery then.
Technikalia: http://www.imdb.com/title/tt0790724/
Skoro już jesteśmy przy tym ostatnim, naprawdę lepiej po raz drugi, trzeci a nawet ósmy obejrzeć dowolnego Bourne'a zamiast tracić 2 godziny na tego tutaj herosa.
Po obejrzeniu dopiero doczytałem, że to ekranizacja jakiegoś sensacyjnego czytadła. No dobra, no mystery then.
Technikalia: http://www.imdb.com/title/tt0790724/
poniedziałek, 18 lutego 2013
Raczkowski, Marek: Książka, którą napisałem, żeby mieć na dziwki i narkotyki
[...]
W płetwach pływam jak rybka. Na dowolnej głębokości. Tego się nie wstydzę, ale żabki wstydzę się bardzo. Dlatego nie mogę też tańczyć. Nawet iść po ulicy trochę się wstydzę. A biec, to już w ogóle. Nie chcę być śmieszny. Mam chyba przerośnięte poczucie godności. Wstydzę się też krzyczeć. Od dzieciństwa się zastanawiam, co by się stało, gdyby mnie napadli w nocy na pustej ulicy. Czy wstydziłbym się krzyczeć "ratunku"?
Ja bym się wstydziła. Nawet czasem mi się to śni.
- Ja też bym się chyba wstydził. Bo co, jeśli z mojego zastraszonego gardła wyjdzie jakiś cienki, cichutki głosik? Do końca życia bym się z tego nie podniósł. Biegłem kiedyś do autobusu, wydawało mi się, że zdążę - w środku pełno ludzi, ale liczyłem na to, że kierowca chwilę na mnie zaczeka. Nie zaczekał. Zamknął drzwi i odjechał, a pasażerowie spokojnie zza szyby obserwowali moje wysiłki. Co zrobiłem? Pobiegłem dalej, nie zwalniając ani na chwilę! Udawałem, że nie do tego autobusu biegłem, tylko tak sobie, Traciłem czucie w nogach, ale biegłem twardo aż do momentu, kiedy miałem pewność, że ci ludzie w autobusie już mnie nie widzą, bo zniknęli gdzieś za zakrętem. Nie wiem, dlaczego taką uwagę przywiązuję do godności. Może dlatego, że nie mam nic innego. W każdym razie wszystko inne może mi zabrać komornik.
[s. 284-285]
Abstrahując od chybionej, moim zdaniem, definicji godności, to jest to dosyć ciekawy kawałek tej w sumie, niestety, nudnej książki. Marek Raczkowski - rysownik genialny, dla którego nie znajduję wystarczająco entuzjastycznych określeń, okazuje się (co było w sumie do przewidzenia) człowiekiem dość poważnym a nawet nieco smutnym.
Albo wywinął naprawdę niezły żart do spółki z panią Żakowską. You never know.
Tak czy owak, zwalczyłem w sobie pokusę, by poddać się odruchowemu rozczarowaniu (Jak to? Taki zabawny rysownik i nie napisał zabawnej książki?) i po namyśle stwierdzam, że jest to książka warta 33,90. Gdyby okazało się, że trafna jest druga interpretacja, dorzuciłbym mu nawet 16,10 do równego rachunku.
wtorek, 29 stycznia 2013
Butenko, Bohdan: Wesoła gromadka
Butenko wrócił! To znaczy - wrócił dla mnie, bo rysować nie przestał, ale wiele lat temu mi jakoś zniknął z horyzontu. Choć Gapiszona pamiętam z dzieciństwa, to później wiele lat nie tęskniłem i nie wracałem do rysunków z podpisem Butenko pinxit. Może i lepiej - z tym większą radością po latach odkryłem go w wersji dla dorosłych.
Nominalnie to nadal jest książeczka dla dzieci. Ma rysunki i wierszyki i w ogóle, ale... no cóż, Happy tree friends też nominalnie było kreskówką.
Wszystkim młodym rodzicom serdecznie polecam. Ale najpierw samodzielną lekturę. Podsuwanie dzieciom też, czemu nie, tylko może po chwili namysłu nad zamierzonymi celami dydaktycznymi i wychowawczymi :D
Nominalnie to nadal jest książeczka dla dzieci. Ma rysunki i wierszyki i w ogóle, ale... no cóż, Happy tree friends też nominalnie było kreskówką.
Wszystkim młodym rodzicom serdecznie polecam. Ale najpierw samodzielną lekturę. Podsuwanie dzieciom też, czemu nie, tylko może po chwili namysłu nad zamierzonymi celami dydaktycznymi i wychowawczymi :D
Dwa słabe filmy
Martin McDonagh: Seven Psychopats. Ależ durny ten film, słodki jeżu. No nic go nie ratuje, nawet Tom Waits. Może jeden dowcip Irlandczyka o Anglii, ale umówmy się, dla trzech sekund dobrego żartu nie warto się męczyć dwie godziny. Nie tylko do poziomu Snatch, w który chyba celował, ale nawet do wyznaczonego przez samego siebie całkiem niezłego poziomu In Bruges reżyser nie doskoczył.
Technikalia: http://www.imdb.com/title/tt1931533/
Andrew Dominik: Killing Them Softly. No więc tak. Jako moralitet jest słaby jak kompot z desek. A jako film sensacyjny w ogóle nie trzyma w napięciu, jest boleśnie przewidywalny i zwyczajnie nudny. Do tego ma dramatyczne luki fabularne i niewiarygodnych bohaterów. I nie ma nawet jednego dobrego dowcipu. Ktoś, kto mi wyjaśni, po co został tak szczegółowo rozbudowany cały prolog (5 minut na scenę zbierania gotówki podczas napadu, co można było ogarnąć w 30 sekund, bo ta strzelba, ujmując temat metaforycznie, nigdzie później nie wypala), dostaje w nagrodę medal z ziemniaka.
Technikalia: http://www.imdb.com/title/tt1764234/
Technikalia: http://www.imdb.com/title/tt1931533/
Andrew Dominik: Killing Them Softly. No więc tak. Jako moralitet jest słaby jak kompot z desek. A jako film sensacyjny w ogóle nie trzyma w napięciu, jest boleśnie przewidywalny i zwyczajnie nudny. Do tego ma dramatyczne luki fabularne i niewiarygodnych bohaterów. I nie ma nawet jednego dobrego dowcipu. Ktoś, kto mi wyjaśni, po co został tak szczegółowo rozbudowany cały prolog (5 minut na scenę zbierania gotówki podczas napadu, co można było ogarnąć w 30 sekund, bo ta strzelba, ujmując temat metaforycznie, nigdzie później nie wypala), dostaje w nagrodę medal z ziemniaka.
Technikalia: http://www.imdb.com/title/tt1764234/
niedziela, 30 grudnia 2012
Vincent Paronnaud, Marjane Satrapi: Kurczak ze śliwkami
Pięknie namalowany film i dosyć zabawny w detalach, ale za dużo w nim nieszczęścia jak na mój gust. Nieszczęśliwe miłości, poprzetrącane życia, no ogólnie dramat.
Zdziwiłem się natomiast obrazem Teheranu w latach 50.
Moja wiedza nt. historii Iranu jest... ekhem... raczej skromna, a już takiej ogólnej wizji, jak ichniejsza stolica mogła wyglądać pół wieku temu to nie miałem w ogóle. Jeśli scenografie wyczarowane dla filmu są prawdziwe, to moje zaskoczenie nie ma granic. Jewropa. Zwłaszcza jeśli chodzi o damskie stroje i ogólniej - swobodę obyczajową pań.
Dowcipnie - w zestawieniu z (również pokazanym) tradycyjnym dobieraniem córce męża przez ojca.
No i co tu teraz myśleć? Jak żyć?
Technikalia: http://www.imdb.com/title/tt1663321/?ref_=fn_al_tt_1
___
PS: Chyba pierwszy raz w życiu byłem w kinie Wisła. Pamiętam sprzed wielu lat siebie przed tym kinem, ale nie pamiętam filmu, więc może tylko chciałem iść a nie poszedłem? Anyway, w środku czas się zatrzymał - tylko popcorn dorzucili. Chyba kupię kartę stałego klienta, tak jest tam uroczo.
Zdziwiłem się natomiast obrazem Teheranu w latach 50.
Moja wiedza nt. historii Iranu jest... ekhem... raczej skromna, a już takiej ogólnej wizji, jak ichniejsza stolica mogła wyglądać pół wieku temu to nie miałem w ogóle. Jeśli scenografie wyczarowane dla filmu są prawdziwe, to moje zaskoczenie nie ma granic. Jewropa. Zwłaszcza jeśli chodzi o damskie stroje i ogólniej - swobodę obyczajową pań.
Dowcipnie - w zestawieniu z (również pokazanym) tradycyjnym dobieraniem córce męża przez ojca.
No i co tu teraz myśleć? Jak żyć?
Technikalia: http://www.imdb.com/title/tt1663321/?ref_=fn_al_tt_1
___
PS: Chyba pierwszy raz w życiu byłem w kinie Wisła. Pamiętam sprzed wielu lat siebie przed tym kinem, ale nie pamiętam filmu, więc może tylko chciałem iść a nie poszedłem? Anyway, w środku czas się zatrzymał - tylko popcorn dorzucili. Chyba kupię kartę stałego klienta, tak jest tam uroczo.
sobota, 29 grudnia 2012
Burton, Tim: Frankenweenie
Nic, nawet moja miłośc do dokonań Burtona, nie ratuje tego filmu. Jest słaby. Średnio narysowany. Nudny. Niezbyt dowcipny. A jako bajka dla dzieci (czy dla dorosłych, na jedno wychodzi) - kompletnie pozbawiony jakiejkolwiek wymowy. Morały są dwa i jeden przeczy drugiemu.
Nawet gdyby puszczali to w czwarki z kinder bueno za 10 złotych to bym nikomu nie polecał. Lepiej sobie po raz drugi obejrzeć, say... dowolny inny film Burtona?
Technikalia: http://www.imdb.com/title/tt1142977/
Nawet gdyby puszczali to w czwarki z kinder bueno za 10 złotych to bym nikomu nie polecał. Lepiej sobie po raz drugi obejrzeć, say... dowolny inny film Burtona?
Technikalia: http://www.imdb.com/title/tt1142977/
Subskrybuj:
Posty (Atom)
