środa, 31 grudnia 2025

Przeczytane w 2025

Jak się człowiek wyprowadzi do mniejszego miasteczka to mu życie biegnie spokojniej i ma więcej czasu na czytanie. Tegoroczna średnia wyszła powyżej jednej książki na tydzień. A poza tym jeszcze obejrzałem ze 3 a może i 4 seriale, co też mi się wcześniej nie zdarzało. Wróciłem do nauki języków obcojęzycznych. I - poza styczniem i lutym, kiedy wstawanie o 6 rano na siłownię mnie przerosło - przez prawie cały rok regularnie ćwiczyłem. Być może jestem starym dziadem ale jeszcze się do tego nie przyznaję. Zaliczam sobie ten rok jako nieustające pasmo sukcesów, czego i wszystkim życzę.


1. Pavol Rankov: Klinika

2. Monika Milewska: Latawiec z betonu

3. Izabela Tadra: Hotel ZNP 

4. Patryk Zalaszewski: Luneta z rybiej głowy

5. Ignacy Karpowicz: Ludzie z nieba

6. Zofia Smełka-Leszczyńska: Cześć pracy. O kulturze zapierdolu

7. Helen Weinzweig: Mała czarna i perły 

8. Jerzy Ficowski: Czekanie na sen psa

9. Herbert Rosendorfer: Wielkie solo Antona L.

10. Bohumil Hrabal: Bar Świat

11. Dorota Masłowska: Magiczna rana

12. Ursula K. Le Guin: Ziemiomorze (cały cykl 6 książek:  Czarnoksiężnik z Archipelagu, Grobowce Atuanu, Najdalszy brzeg, Tehanu, Inny wiatr, Opowieści z Ziemiomorza)

13. Isaac Asimov: Fundacja

14. Roczniki kwedlinburskie (przekład Andrzej Kozicki)

15. Isaac Asimov: Fundacja i Imperium 

16. Isaac Asimov: Druga Fundacja

17. Isaac Asimov: Agent Fundacji

18. Isaac Asimov: Fundacja i Ziemia

19. Lorrie Moore: Ptaki Ameryki

20. Jan Bliźniak: Dźwięki z Ha'Tun

21. Yael van der Wouden: The Safekeep

22. Uketsu: Strange pictures

23. Julian Stryjkowski: Sen Azrila 

24. Kaliane Bradley: The Ministry of Time

25. David Graeber: Bullshit jobs

26. Judith Schalansky: Szyja żyrafy

27. Weronika Murek: Urodziny

28. Wojciech Gunia: Kiedy będziesz gotowy, idź

29. Adelheid Duvanel: Ostatni akt łaski

30. Marlen Haushofer: Ściana

31. Marcin Wicha, Agnieszka Rayss: Kamionek

32. Abdulrazak Gurnah: Nad morzem 

33. Dashiell Hammett: Sokół maltański

34. Serhij Żadan: Arabeski

35. Tobias Wolff: Oto początek naszej historii 

36. Szczepan Twardoch: Null

37. Muriel Spark: Jazda

38. Bora Chung: Przeklęty królik 

39. Bella Mackie: Jak umrzeć na bogato

40. Georgi Gospodinow: Ogrodnik i śmierć 

41. Bora Chung: Poddajcie się, Ziemianie!

42. Ferenc Karinthy: Epepe

43. Ronald Firbank: Smutek w tropikach

44. Gyula Krúdy: Wszystkie kobiety Sindbada

45. António Lobo Antunes: Karawele wracają 

46. Ludwik Hering: Ślady

47. Miguel Ángel Asturias: Pan Prezydent 

48. Josef Škvorecký: Tchórze 

49. Gerald Murnane: Równiny

50. Filip Zawada: Weź z nią zatańcz

51. Filip Zawada: Gdyby nie czerń 

52. Zyta Rudzka: Tylko durnie żyją do końca 

53. Emilia Dłużewska: Jak płakać w miejscach publicznych 

54. Jonathan Haidt: The Anxious Generation 

55. Lewis Carroll: Alice in Wonderland

56. J.M. Coetzee: Nadzieja

57. Krzysztof Środa: Rzeczy zdarzające się w podróży 

58. Abdulrazak Gurnah: Kradzież 




Osobno:

W.G. Sebald: Campo Santo

Książka przeczytana może w połowie. Sięgnąłem po nią na fali zachwytu Sebaldem, ale musiałem poddać front. Niektóre z tych esejów przeczytałem z przyjemnością, ale dużo odpuściłem - nie umiem się wciągnąć w czytanie o książkach, których sam nie czytałem, nie znam, i pewnie nigdy po nie nie sięgnę, bo mnie nijak nie ekscytują. Także notuję sobie tę próbę ale nie dodaję do listy.


wtorek, 31 grudnia 2024

Przeczytane w 2024

W tym roku wyszło nieco mniej niż jedna książka na tydzień. Ale mam dobre usprawiedliwienie! Od lutego do maja byłem dość zajęty planowaniem przeprowadzki, a od czerwca do końca roku, kiedy się już przeprowadziłem, zacząłem dojeżdżać do pracy na rowerze. Od kilku lat miałem rano i po południu po 20-30 minut na czytanie w komunikacji miejskiej, teraz to zniknęło. Nie żebym bardzo żałował, chyba jednak wolę dojeżdżać na rowerze a czytać wieczorami. Gdybym jeszcze zaczął chudnąć od tego całego jeżdżenia, to w ogóle byłoby wspaniale. No ale tymczasem, 6 kilo cięższy niż rok temu, życzę wszystkim wielu udanych wycieczek i wielu dobrych lektur.


1. Cormac McCarthy: Droga

2. Rebecca Makkai: Mam do pana kilka pytań 

3. Kurt Vonnegut: Hocus Pocus

4. Olga Drenda: Słowo humoru

5. Joanna Kuciel-Frydryszak: Chłopki. Opowieść o naszych babkach

6. Afonso Cruz: Jesus Christ Drank Beer

7. Breece D'J Pancake: Trylobity

8. Mikołaj Łoziński: Książka

9. George Saunders: Lincoln w Bardo

10. Tess Gerritsen: Wybrzeże szpiegów 

11. James Baldwin: Mój Giovanni

12. Yiyun Li: Czy muszę odchodzić

13. Cixin Liu: Problem trzech ciał

14. Eugenia Kuzniecowa: Drabina

15. Piotr Oczko: Pocztówka z Mokum

16. Herbert Rosendorfer: Budowniczy ruin

17. Michał Szafrański: Zaufanie czyli waluta przyszłości 

18. Hwang Bo-reum: Witajcie w księgarni Hyunam-dong 

19. Wioletta Grzegorzewska: Guguły 

20. Jessa Maxwell: Złota łyżka 

21. Andrzej Stasiuk: Rzeka dzieciństwa 

22. Pierre Lemaitre: Wielki świat 

23. Thomas Schlesser: Oczy Mony

24. Kumiko Makihara: Szkoła po japońsku 

25. Krzysztof Varga: Ostrygi i kamienie

26. José Saramago: The Double

27. Philip K. Dick: Przez ciemne zwierciadło 

28. Piotr Kofta: Lejek

29. Monika Muskała: Rondo Rodeo 

30. Nicole Krauss: Być człowiekiem 

31. Jerzy Andrzejewski: Ciemności kryją ziemię. Bramy raju. Idzie skacząc po górach

32. Pierre Lemaitre: Do zobaczenia w zaświatach

33. Ola Synowiec, Arkadiusz Winiatorski: Na poboczu Ameryk

34. Szczepan Twardoch: Powiedzmy, że Piontek

35. Andrzej Bałys: Ballady Mirowskie i inne opowiadania

36. Ilia Erenburg: Trzynaście fajek

37. Wade Davis: Wąż i tęcza

38. Sławomir Mrożek: Małe prozy

39. Jamal Ouariachi: Głód

40. Stanisław Kubajek: Piruet Mentony

41. Raymond Chandler: Żegnaj, laleczko

42. Paweł Sołtys: Sierpień

43. Piotr Bratkowski: Mieszkam w domu, w którym wszyscy umarli

44. Thomas Pynchon: 49 idzie pod młotek

45. Juan José Saer: Pasierb

46. Jul Łyskawa: Prawdziwa historia Jeffreya Watersa i jego ojców 

47. Andrzej Sapkowski: Rozdroże kruków

48. Monika Helfer: Hałastra

49. Maryse Condé: Ewangelia Nowego Świata

50. Michaił Bułhakow: Mistrz i Małgorzata (po raz pierwszy w przekładzie Andrzeja Drawicza)

51. Philip K. Dick: A teraz zaczekaj na zeszły rok 



A także, poza listą, "Wiśnie, których niema i wiśnie, które są" Bronisława Gałczyńskiego. Nie zasługuje ta pozycja na znalezienie się na liście książek, bo to raczej broszurka, ale tak wspaniała, że szkoda byłoby o niej zapomnieć.


I jeszcze Cynthii Hetherington "OSINT: The authoritative guide to due diligence", ale bardziej przeskanowałem wzrokiem, bo okazało się, że tylko jeden rozdział mnie interesuje na tyle, aby przeczytać go dokładnie. Tak że też sobie nie doliczam, nie ma co oszukiwać.

niedziela, 31 grudnia 2023

Przeczytane w 2023

Po rekordowym 2022, moim postanowieniem na 2023 było czytać mniej ale lepiej. Czy się udało? No nie wiem. Mniej na pewno, bo sobie utrudniłem językowo. Ale czy lepiej... Kilka z tych lektur polecałem znajomym i zapewne mógłbym je powtórzyć. Kilka było, niestety, wpadkami. I taki to był rok: raz na wozie, raz też na wozie ale jakby nieco pod wiatr. W sumie nie było źle, czego i Państwu życzę.

  1. W. G. Sebald: Pierścienie Saturna
  2. Pavel Kosatík: Czeskie sny
  3. Russ Roberts: Wild Problems. A Guide to the Decisions that Define Us
  4. Mateusz Pakuła: Jak nie zabiłem swojego ojca i jak bardzo tego żałuję 
  5. Ruth Ozeki: The Book of Form and Emptiness 
  6. Zyta Rudzka: Ten się śmieje kto ma zęby 
  7. Wojciech Orliński: Kopernik. Rewolucje
  8. Ekke Overbeek: Maxima Culpa. Jan Paweł II wiedział
  9. James Clavell: Shōgun
  10. Marcin Gutowski: Bielmo. Co wiedział Jan Paweł II 
  11. Filip Springer: Mein Gott, jak pięknie
  12. Maciej Hen: Segretario
  13. Weronika Murek: Uprawa roślin południowych metodą Miczurina
  14. Ishbel Szatrawska: Żywot i śmierć pana Hersha Libkina z Sacramento w stanie Kalifornia
  15. W.G. Sebald: Wyjechali
  16. Benjamin Labatut: Straszliwa zieleń
  17. Pascal Mercier: Nocny pociąg do Lizbony
  18. Emily St. John Mandel: Morze spokoju
  19. Ilona Wiśniewska: Migot
  20. Gabrielle Zevin: Tomorrow, and tomorrow, and tomorrow
  21. Jirí Kamen: Świece w pogańskim gaju
  22. Bogdan Wojdowski: Chleb rzucony umarłym
  23. Mateusz Górniak: Dwie powieści ruchu 
  24. Dorota Masłowska: Mam tak samo jak ty
  25. Clarice Lispector: W pobliżu dzikiego serca
  26. António Lobo Antunes: Nie wchodź tak szybko w tę ciemną noc 
  27. Naoko Abe: Anglik, który ocalił japońskie wiśnie 
  28. Ethan Kross: Chatter: The Voice in Our Head and How to Harness It
  29. Snjezana Marinkovic: Born in Sarajevo
  30. Hal Elrod: The Miracle Morning
  31. Mikołaj Łoziński: Reisefieber
  32. Michał Zabłocki: To nie jest raj. Szkice o współczesnych Czechach 
  33. W. G. Sebald: Czuję. Zawrót głowy 
  34. Iddo Gefen: Jerozolimska plaża 
  35. Radek Rak: Agla. Aurora
  36. Małgorzata I. Niemczyńska: Borys albo jeden dzień lata
  37. Wit Szostak: Rumowiska
  38. Ishbel Szatrawska: Toń
  39. Leonora Carrington: Trąbka do słuchania 
  40. Cormac McCarthy: Pasażer
  41. Cormac McCarthy: Stella Maris
  42. Abdulrazak Gurnah: Powróceni
  43. Mikołaj Łoziński: Stramer
  44. Jean Giono: The Man Who Planted Trees
  45. Małgorzata Lebda: Łakome
Na liście mogłaby się znaleźć jeszcze Nędza Andrzeja Tichego, ale tak do połowy. Fatalna książka, przeskakiwałem strony i zastanawiałem się, po co ja to sobie robię. No i pozycja 44 jest nieco oszustwem, bo to tak naprawdę opowiadanie - tyle, że wydane osobno.

sobota, 31 grudnia 2022

Przeczytane w 2022

W 2022 troszkę oszukiwałem - zacząłem od książek, które się same czytają i już w pierwszym tygodniu miałem na liczniku 6 pozycji. Potem covid przesiedziany samotnie w hotelu dołożył trochę, a trochę też i w ciągu roku sięgałem po "czytadła", no i jakoś tak...

Ale w przyszłym roku zamierzam dokonać taktycznej zmiany. Odwrotu w kierunku czytania jakościowego. Kroku w stronę czytelniczej elity. Czego i Wam życzę.
  1. Andrzej Sapkowski: Sezon Burz
  2. Andrzej Sapkowski: Miecz Przeznaczenia
  3. Andrzej Sapkowski: Krew Elfów
  4. Andrzej Sapkowski: Czas Pogardy
  5. Andrzej Sapkowski: Chrzest Ognia
  6. Andrzej Sapkowski: Wieża Jaskółki
  7. Wit Szostak: Oberki do końca świata 
  8. Andrzej Sapkowski: Pani Jeziora
  9. Andrzej Sapkowski: Coś się kończy, coś się zaczyna
  10. Dorota Masłowska: Bowie w Warszawie 
  11. Daniel Magariel: Nasz chłopak
  12. Sylwia Frołow: Bolszewicy i apostołowie 
  13. Wit Szostak: Zagroda zębów 
  14. Amos Oz: Pantera w piwnicy 
  15. David Foster Wallace: Blady Król 
  16. Dubravka Ugrešić: Lis
  17. Aleksandra Stępień-Dąbrowska: Jakby luksusowo. Przewodnik po architekturze Warszawy lat 90.
  18. Marie Aubert: Dorośli
  19. Johanna Frid: Zazdrość, albo płoń, Oslo, płoń
  20. Zyta Rudzka: Ślicznotka doktora Josefa
  21. Amanda Lee Koe: Ministerstwo moralnej paniki
  22. Jakub Małecki: Dżozef
  23. Zyta Rudzka: Tkanki miękkie 
  24. Agata Christie: Morderstwo w Orient Expressie
  25. Petr Stančík: Bezrożec
  26. Urszula Honek: Białe noce
  27. Georgi Gospodinow: Schron przeciwczasowy
  28. Konstanty Usenko: Wykresy fal środkowej Wołgi
  29. Mariusz Surosz: Praga. Czeskie ścieżki 
  30. Filip Zawada: Zbyt wiele zim minęło aby była wiosna
  31. Radka Denemarková: Wady snu. Trzydzieści mrugnięć Oka
  32. Henry Roth: Nazwij to snem
  33. Ota Pavel: Puchar od Pana Boga
  34. Ota Pavel: Śmierć pięknych saren. Jak spotkałem się z rybami
  35. Izreael Joszua Singer: Perły
  36. Ludvik Vaculik: Siekiera
  37. Izrael Joszua Singer: Na obcej ziemi
  38. Joanna Chmielewska: Wszystko czerwone 
  39. Witold Bereś i Janusz Schwertner: Szramy. Jak psychosystem niszczy nasze dzieci
  40. Joanna Chmielewska: Byczki w pomidorach
  41. Piotr Siemion: Bella, ciao
  42. Olga Tokarczuk: Empuzjon
  43. Samanta Schweblin: Kentuki
  44. Kurt Vonnegut: The Sirens of Titan
  45. Kurt Vonnegut: Slaughterhouse-Five
  46. Andrus Kivirähk: Człowiek, który znał mowę węży 
  47. Joanna Chmielewska: Wszyscy jesteśmy podejrzani
  48. Leelo Tungal: Mała towarzyszka i dorośli 
  49. Mariusz Szczygieł: Fakty muszą zatańczyć 
  50. Asfa-Wossen Asserate: Hajle Syllasje
  51. Joanna Chmielewska: Krokodyl z kraju Karoliny 
  52. Kurt Vonnegut: Cat's Cradle
  53. Kurt Vonnegut: Galapagos
  54. Kurt Vonnegut: God bless you, Mr. Rosewater
  55. Piotr Nesterowicz: Każdy został człowiekiem 
  56. Zbigniew Parafianowicz, Michał Potocki: Kryształowy fortepian. Zdrady i zwycięstwa Petra Poroszenki
  57. Kurt Vonnegut: Breakfast of Champions 
  58. Lidia Pańków: Bloki w słońcu. Mała historia Ursynowa Północnego
  59. Marcin Wicha: Nic drobniej nie będzie 
  60. Juan Gabriel Vásquez: Kształt ruin
  61. Ernest Hemingway: Zaś słońce wschodzi
  62. Radek Rak: Agla. Alef
  63. W.G. Sebald: Austerlitz
  64. Mark McKenna: Powrót do Uluru
  65. Charles Yu: Ucieczka z Chinatown
  66. Verena Keßler: Duchy z miasteczka Demmin
  67. Margaryta Jakowenko: Przemieszczenie 
  68. Andrea Abreu: Ośli brzuch
  69. Kay Dick: Oni
  70. Juan Emar: Wczoraj 
  71. Denis Johnson: Szczodrość syreny 
  72. Juan Gabriel Vásquez: A gdy obejrzysz się za siebie
  73. Jakub Deml: Zapomniane światło 

piątek, 31 grudnia 2021

Przeczytane w 2021

Nie do końca wiem, co tu się wydarzyło, ale w 2021 zrobiłem czytelniczo wynik nadspodziewanie dobry. Pewnie po części to kwestia zejścia z roweru i powrotu do komunikacji miejskiej (nie można mieć wszystkiego), ale to się stało dopiero w czerwcu, a pamiętam, że jeszcze przed połową roku miałem wynik powyżej jednej książki na tydzień. Może po prostu wybierałem krótsze książki. Read smarter, not harder, czy jakoś tak.
  1. Adam Leszczyński: Ludowa historia Polski 
  2. Don DeLillo: Zero K
  3. Cormac McCarthy: To nie jest kraj dla starych ludzi
  4. Alyson Schafer: Honey I Wrecked The Kids
  5. Jaroslav Rudiš: Czeski Raj
  6. Malcolm XD: Edukacja
  7. Vlastimil Třešňák: To co najistotniejsze o panu Moritzu
  8. Martin Reiner: Jeden na milion
  9. Petr Sabach: Masłem do dołu
  10. Radka Třeštíková: Osiem
  11. Jiří Březina: Przedawnienie
  12. Markéta Pilátová: Z Baťą w dżungli
  13. Natalia Osińska: Fanfik
  14. Kevin Mitnick, William L. Simon: The art of deception
  15. Dominika Słowik: Zimowla
  16. Charles Bukowski: Historie o zwykłym szaleństwie
  17. Weronika Wawrzkowicz-Nasternak, Marta Stacewicz-Paixao: Lizbona
  18. Filip Zawada: Rozdeptałem czarnego kota przez przypadek
  19. Alberto Moravia: Nuda
  20. Ignacy Karpowicz: Cicho, cichutko
  21. Charles Bukowski: Na południe od nigdzie
  22. Jacek Leociak: Młyny boże
  23. Antonio Muñoz Molina: Zima w Lizbonie
  24. Antonio Muñoz Molina: Jak przemijający cień
  25. Piotr Ibrahim Kalwas: Gozo. Radosna siostra Malty
  26. Katarzyna Tubylewicz: Sztokholm
  27. Charles Bukowski: Szmira
  28. Philip Roth: Kompleks Portnoya
  29. Wiech: Cafe pod Minogą
  30. Marcin Wicha: Kierunek zwiedzania
  31. António Lobo Antunes: Podręcznik dla inkwizytorów
  32. Jacek Leociak: Wieczne strapienie
  33. Cixin Liu: Wędrująca ziemia
  34. José Luís Peixoto: Księga
  35. Afonso Cruz: Dokąd odchodzą parasolki
  36. Bill Clegg: Koniec dnia
  37. Andrzej Stasiuk: Przewóz
  38. David Sedaris: Calypso
  39. Wells Tower: Ruiny i zhliszcza
  40. Andrés Barba: Świetlista republika
  41. Lauren Groff: Floryda
  42. David Vann: Brud
  43. Julian Stryjkowski: Przybysz z Narbony
  44. Jaroslav Rudiš: Grandhotel. Powieść nad chmurami
  45. Fiodor Dostojewski: Młokos
  46. Piotr Majewski: Niech sobie nie myślą, że jesteśmy kolaborantami. Protektorat Czech i Moraw 1939-1945
  47. Maciej Jakubowiak: Ostatni ludzie. Wymyślanie końca świata
  48. Adam Dylewski: Ruda, córka Cwiego
  49. Marieke Lucas Rijneveld: Niepokój przychodzi o zmierzchu 
  50. Zbigniew Rokita: Kajś. Opowieść o Górnym Śląsku
  51. (wielu autorów - antologia czeskiej i słowackiej fantastyki): Zachowuj się jak porządny trup
  52. Marcelina Szumer-Brysz: Wróżąc z fusów. Reportaże z Turcji
  53. Marcin Świetlicki: Dwanaście
  54. Tove Ditlevsen: Trylogia kopenhaska
  55. Agata Listoś-Kostrzewa: Ballada o śpiącym lwie
  56. Jaroslav Rudiš: Ostatnia podróż Winterberga
  57. Wojciech Orliński: Lem w PRL-u
  58. Wit Szostak: Sto dni bez słońca
  59. Dominika Słowik: Samosiejki 
  60. Wit Szostak: Fuga
  61. Karel Čapek: Inwazja Jaszczurów
  62. Andrzej Sapkowski: Ostatnie życzenie



Porzucone w trakcie czytania:
  1. Don DeLillo: Gwiazda Ratnera (porzucone w trakcie czytania)
  2. Radka Denemarkova: Kobold (porzucone w trakcie czytania)
  3. Marek Niedźwiedzki: Australijczyk (porzucone w trakcie czytania -- jest to prawdopodobnie najgorzej napisana książka jaką kiedykolwiek czytałem)
  4. J. R. R. Tolkien: Upadek Gondolinu (przeczytałem tylko oryginalne opowiadanie a i to z trudem, całej reszty nawet nie próbowałem)

czwartek, 31 grudnia 2020

Przeczytane w 2020

Rok 2020 był czytelniczo wyraźnie słabszy niż poprzedni. Głównie dlatego, że w zasadzie zupełnie straciłem możliwość czytania w komunikacji miejskiej. Najpierw nie dojeżdżałem do pracy w ogóle, potem zacząłem dojeżdżać rowerem. Pomysłu czytania na rowerze nie testowałem. Ale są też plusy - dojeżdżałem na rowerze w zasadzie aż do końca roku i planuję jeździć nadal, a to mi i ciśnionko wyrównało, i rumieńców na policzkach przydało. Zima nie okazuje się takim znowu wielkim problemem, powstrzymują mnie jedynie dni deszczowe. Wiem, że są na to sposoby, ale po prostu zupełnie tego nie znoszę - jazda w deszczu to dla mnie żadna przyjemność.

Trochę też wsadziłem sam sobie patyk w szprychy doborem lektur. Okazało się bowiem, że jedna z moich ulubionych książek, Bieguni, w wersji angielskiej szła mi koszmarnie wolno - spędziłem nad nią dobre 5 czy 6 tygodni, fatalny wynik.

Sobie i wszystkim życzę na 2021 samych dobrych wyborów i satysfakcjonującej równowagi pomiędzy czymś dla ciała a czymś dla ducha.
  1. Georgi Gospodinow: Fizyka smutku (zaczęta jeszcze w 2019)
  2. Olga Tokarczuk: Prowadź swój pług przez kości umarłych
  3. Flannery O'Connor: Ocalisz życie, może swoje własne
  4. Wisława Szymborska, Stanisław Barańczak: Inne pozytywne uczucia też wchodzą w grę. korespondencja 1972-2011 (red. R. Krynicki)
  5. Wit Szostak: Chochoły
  6. Olga Tokarczuk: Flights
  7. Ruth Ozeki: A Tale for the Time Being
  8. Malcolm XD: Emigracja
  9. Michał R. Wiśniewski: Wszyscy jesteśmy cyborgami
  10. Maciek Bielawski: Doktor Bianko i inne opowiadania
  11. Krystian Nowak: Ludzie dobrej woli
  12. Anthony Beevor: Berlin 1945. Upadek
  13. Aleksandra Łojek: Belfast. 99 ścian pokoju
  14. Mark Mazower: Saloniki. Miasto duchów (porzucone w trakcie czytania)
  15. Tomasz Michniewicz: Chrobot
  16. Mariusz Szczygieł: Osobisty przewodnik po Pradze
  17. Waldemar Bawołek: Bimetal
  18. Waldemar Bawołek: Pomarli
  19. Paul Beatty: Slumberland
  20. Jerzy Pilch: Żółte Światło
  21. Josef Škvorecký: Gorzki świat
  22. Bill Gaston: Bogowie pokazują klaty
  23. Piotr M. Majewski: Kiedy wybuchnie wojna? 1938. Studium kryzysu
  24. Matthew Desmond: Eksmitowani. Nędza i zyski w jednym z amerykańskich miast
  25. Monika Sznajderman: Pusty las
  26. Radek Rak: Baśń o wężowym sercu
  27. Jorge Luis Borges: Fikcje (fragmenty, nie dałem rady całości)
  28. Zygmunt Haupt: Pies Baskijski
  29. Szczepan Twardoch: Pokora
  30. Joanna Gierak-Onoszko: 27 śmierci Toby'ego Obeda
  31. Jacek Dehnel: Ale z naszymi umarłymi
  32. Wit Szostak: Cudze słowa
  33. Jo Nesbø: Królestwo
  34. Alice Munro: Widok z Castle Rock
  35. Igor Jarek: Halny
  36. Ben Fountain: Długi marsz w połowie meczu
  37. Pavol Rankov: Zdarzyło się pierwszego września
  38. Marin Mălaicu-Hondrari: Bliskość
  39. Nora Iuga: Dama z młodzieńcem 
  40. Varujan Vosganian: Księga szeptów
  41. Mikołaj Grynberg: Poufne 
  42. Max Blecher: Rozświetlona jama. Dziennik sanatoryjny
  43. Matei Vișniec: Sprzedawca początków opowieści
  44. Lavinia Branişte: Wewnętrzny zero
  45. Don DeLillo: Americana
  46. Etgar Keret: Usterka na skraju galaktyki
  47. Paweł Huelle: Talita

wtorek, 31 grudnia 2019

Przeczytane w 2019

Rok 2019 zaliczam do udanych. W okolicach przełomu 2018 i 2019 czytałem 2 książki (Marcin Wicha: Jak przestałem kochać design; Witold Szabłowski: Tańczące niedźwiedzie) i nie pamiętam dokładnie, czy skończyłem jeszcze w 2018 czy już w 2019. Ale na pewno na konto 2019 mogę zapisać:
  1. Robert Rient: Świadek
  2. Piotr Ibrahim Kalwas: Egipt: Haram halal
  3. Ziemowit Szczerek: Siwy dym
  4. Jakub Małecki: Nikt nie idzie
  5. Olga Hund: Psy ras drobnych
  6. Artur Nowak: Opętana
  7. Marta Dzido: Frajda
  8. Katarzyna Wiśniewska: Tłuczki
  9. Żadan Serhij: Internat
  10. Małgorzata Rejmer: Błoto słodsze niż miód
  11. Mariusz Surosz: Pepiki
  12. Agnieszka Rybak, Anna Smółka: Wieża Eiffla nad Piną
  13. Frank Herbert: Mesjasz Diuny
  14. Frank Herbert: Diuna
  15. Virginie Despentes: Vernon Subutex. T. 1
  16. Virginie Despentes: Vernon Subutex. T. 2
  17. Virginie Despentes: Vernon Subutex. T. 3
  18. Jerome Klapka Jerome: Trzech panów w łódce nie licząc psa
  19. Laurent Binet: Siódma funkcja języka
  20. Karol Olgierd Borchardt: Znaczy kapitan
  21. Drybling Hidegkutiego, czyli rozmowy z Hrabalem
  22. Hrabal: Piękna rupieciarnia
  23. Hrabal: Pociągi pod specjalnym nadzorem
  24. Hrabal: Lekcje tańca dla starszych i zaawansowanych
  25. Hrabal: Rozpirzony bęben
  26. Hrabal: Pieśni dziadowskie i legendy
  27. Hrabal: Skarby świata całego
  28. Dehnel: Matka Makryna
  29. Nadżib Mahfuz: Opowieści starego Kairu
  30. Eduardo Mendoza: Przygoda fryzjera damskiego
  31. Jo Nesbo: Człowiek nietoperz
  32. Krzysztof Środa: Srebro ryb
  33. Aleksandra Boćkowska: Można wybierać. 4 czerwca 1989
  34. Agnieszka Pajączkowska: Wędrowny Zakład Fotograficzny
  35. Aksel Sandemose: Uciekinier przecina swój ślad. Opowieść o dzieciństwie mordercy
  36. Filip Springer: Dwunaste: Nie myśl, że uciekniesz
  37. Jo Nesbo: Karaluchy
  38. Gyula Krudy: Miasto uśpionych kobiet
  39. Sandor Marai: Sindbad wraca do domu
  40. Michel Houellebecq: Serotonina
  41. Jose Saramago: Rozterki śmierci
  42. Paweł Sołtys: Nieradość
  43. Gyula Krudy: Laur dla Natalii
  44. Howard Zinn: Ludowa historia Stanów Zjednoczonych. Od roku 1492 do dziś
  45. Mariusz Szczygieł: Nie ma
  46. Marek Szymaniak: Urobieni. Reportaże o pracy
  47. Artur Domosławski: Śmierć w Amazonii
  48. Karolina Bednarz: Kwiaty w pudełku
  49. Olga Gitkiewicz: Nie zdążę
  50. Terry Pratchett, Neil Gaiman: Dobry Omen
  51. Wojciech Orliński: Człowiek, który wynalazł internet. Biografia Paula Barana
  52. Jo Nesbo: Czerwone Gardło

Trzy książki porzuciłem w trakcie lektury: 
  • Robert Rient: Przebłysk
  • Juliusz Strachota: Turysta polski w ZSRR
  • Jonathan Littell: Stara historia. Nowa wersja

Do tego przeczytałem 5 książek, które składałem, jedną, którą tłumaczyłem, i niezliczoną ilość książeczek dla dzieci. Te ostatnie wielokrotnie. I jeszcze raz. I znowu.

2019 kończę z 53. książką w ręku - jestem w połowie Fizyki smutku Georgiego Gospodinowa  - ale ją uwzględnię już na liście z 2020. Nastawiam się na kolejny dobry rok.

środa, 31 maja 2017

Paweł Chynowski / Piotr Czajkowski / Krzysztof Pastor: Jezioro Łabędzie

Wiecie jak to jest ze mną i baletem. Wysłać prostaka żeby oglądał wysoką sztukę, to połowy nie zauważy, połowy nie zrozumie, a nawet jeśli cokolwiek, to i tak nie doceni.

No właśnie.

Więc w temacie nowej inscenizacji Jeziora Łabędziego, to muzyka przepiękna. Ale nowe libretto... no, jakby tu powiedzieć - nie widziałem nigdy klasycznej wersji, więc może krytyka moja niezasadna, ale dla mnie to ta historia w takim wydaniu się kupy nie trzyma. A żeby się jednak nieco trzymała, sklejona jest wstawkami wręcz komicznymi, jak ten nieszczęsny pluszak zabrany carewiczowi w dzieciństwie i oddany mu przez ojca dopiero na łożu śmierci. Jak te oniryczne sceny mocowania się z ojcem, tak boleśnie łopatologiczne. No i wreszcie załatane są długimi popisami solowymi, co się rzecz jasna tłumaczy zwłaszcza w przypadku solistów, no ale na boga, jak popisy solowe odstawia po kolej cały carski dwór, to ja błagam o litość.

Także tak. Pięknie grali, ładnie tańczyli, ale żebym jakoś bardzo docenił, to nie powiem.

Technikalia: http://teatrwielki.pl/repertuar/kalendarium/2016-2017/jezioro-labedzie/termin/2017-05-21_18-00/

Majóweczki

W maju 2 wycieczki - lokalna i zagraniczna. Luksus.
Zaczęliśmy od Białogóry, ale z przystankiem w Ostródzie i nad Kanałem Elbląskim. Statki przetaczane po pochylniach - największa frajda. Pogoda nieciekawa, ale jakoś tam wytrzymaliśmy. Więcej foteczek po kliknięciu: https://goo.gl/photos/HgzWs2PsC5nyWUFBA



A w połowie maja przygarnęli nas na przedłużony weekend Agnieszka z Piotrem i Hanią. Foteczki: https://goo.gl/photos/kirqC98oHPV3Zz3LA




Londyn widziałem ostatnio 16 lat temu - byłem tam w wakacje w 2001 r.
Część rzeczy się nie zmieniła - oczywiście nie mówię o zabytkach, które stoją od wieków, ale np. z uśmiechem odnotowałem te same wagony metra: niskie, dość ciasne, gorące, z charakterystycznymi "poddupnikami" na końcach. Część jednak jest zupełnie inna. Sprzed 16 lat miałem wspomnienie, że to miasto niezwykle brudne. Śmieci leżą na ulicach, które aż lepią się od brudu. Pamiętam, że brzydziłem się chodzić w sandałach. Dziś, choć śmietników nadal nie ma (zamiast nich stoją potykacze przypominające o zakazie śmiecenia), jest zdecydowanie czyściej. Nie wiem jak dokładnie to osiągnęli, ale osiągnęli.

Imponujące są też inwestycje budowlane: nie mówię tylko o biurowcach w City, ale także o zmodernizowanych muzeach (British, Tate) czy nawet o apartamentowcach po południowej stronie Tamizy.

Ale co mi się chyba najbardziej podobało, to że można w 30 minut z zatłoczonego centrum przedostać się do dzielnicy takiej jak Crouch End, która nadal wygląda jakby była małym miasteczkiem, uroczym, spokojnym bardzo lokalnym, tyle że jest doskonale skomunikowana z resztą miasta. Taki model miasta klikam bardzo.

Nie zachwyciły mnie natomiast piweczka. Nawet krafty robią tak, żeby smakowały trochę jak bitter czy mild. Szału nie ma.

sobota, 18 lutego 2017

Aneta Prymaka-Oniszk: Bieżeństwo 1915. Zapomniani uchodźcy

Książka zrobiła na mnie ogromne wrażenie, chyba najbardziej jej początkowe rozdziały - o zbiorowej psychozie ogarniającej ludzi, o psychicznym przymusie ucieczki przed nieznanym wrogiem. Choć, nie ukrywam, w kontekście ciągłej dyskusji okołoimigranckiej, także i rozdziały o przyjmowaniu bieżeńców w różnych częściach Rosji zapadają w pamięć. No, ale nie zapisałem nic na czas, moja strata - gwiazdą wpisu będzie cytat, też zadziwiająco aktualny:

Wuj kpi z Pawlika. Niby taki uczony, w gimnazjum w Białymstoku się kształcił, a zwyczajny głupek. Jak nie wykorzystać sposobności, gdy sama się nadarza?
W Wólce Wygonowskiej zaczęli tworzyć listy na "zapomogę dziecinną". Amerykańskie organizacje humanitarne chcą pomóc najbiedniejszym i najsłabszym w zrujnowanym wojną kraju. Będą dożywiać dzieci. Wioskowe władze zamiast biednych maluchów zapisują jednak w pierwszej kolejności co cwańszych dorosłych. Proponują Pawłowi; wszyscy jego rówieśnicy się zapisali. Ten stanowczo odmawia. "W wieku 19 lat nie wypada być dzieckiem. Niech z tego dobrodziejstwa lepiej skorzysta dziecko" - mówi, wywołując drwiące uśmiechy.
Gdy amerykańska pomoc przyjeżdża do Wólki, chłopak obserwuje jak "rozpływają się" puszki mleka czy worki z mąką. "Każdy stara się wykombinować coś sobie tak, że w rezultacie do najbiedniejszego dziecka dociera bardzo mała ilość produktów" - zapisuje w pamiętniku.
*
Kto jest cwany, ma łatwiej. To nic nowego. Tacy zawsze potrafią wiele załatwić. A kiedy wokół panuje prawo silniejszego, mają używanie.
Syn gospodarza z Rzepis wspomina opowieści ojca, jak stał się posiadaczem sześciu hektarów pola. Przed wojną pomagał pewnemu bezdzietnemu gospodarzowi i teraz ten nie wrócił z bieżeństwa. Chce przejąć jego ziemię, ale potrzebuje dokumentu, że właściciel przekazał mu te grunta jeszcze za cara. Odnajduje dawnego starostę, ten za niedużą opłatą stawia przedwojenną pieczątkę na sfałszowanej umowie. Tę ziemię ktoś już obrabia, ojciec występuje więc do sądu i wygrywa sprawę.
[s. 279-280]

Leniwe kino

Zaliczyliśmy ostatnio dwa bardzo dobre filmy, które łączy z pewnością jedno: reżyserom się nie spieszyło.

Widać to w ujęciach, w scenach, które można by spokojnie wyciąć lub skrócić o 2/3 bez straty dla fabuły i dla rozwoju akcji, w dialogach, które są bardziej stosunkiem przerywanym niż wartką rozmową, w doborze bohaterów, którzy ewidentnie nie spieszą się z wyrażaniem myśli. I w ogóle się w życiu nie spieszą.

W Pattersonie Jima Jarmuscha ta powolność doskonale podbudowuje to, co dla mnie było najbardziej uderzające w całym filmie - atmosferę tęsknoty za Ameryką lat 50., za spokojnym mieszczańskim życiem, za porządkiem i harmonią, które pozwalały kierowcy miejskiego autobusu utrzymać rodzinę, wyjść na codzienne piwo, w skrócie - wiedzieć w miarę dokładnie, co go czeka dziś, jutro, za miesiąc, za rok.

W zajawkach czytałem, że chodziło o to, że życie jest poezją i można znaleźć poetyckie piękno w każdej drobnej czynności każdego dnia. Może. Może Patterson to swój własny bliźniak, jest ich dwóch: kierowca autobusu i dojrzewający powoli poeta. Może ta powolność, cisza, spokój, to haiku - mniej znaczy więcej.

Ale dla mnie jednak najważniejszy jest tu hymn pochwalny dla stabilności, spokoju, bezpieczeństwa. Dla świata, w którym największe dramaty dzieją się gdzie indziej, u kogo innego. W którym najlepszym żartem jest to, że autobus przecież mógł eksplodować. He he, jasne, mógł.

Technikalia: http://www.imdb.com/title/tt5247022/?ref_=fn_al_tt_5

W Toni Erdmann Maren Ede niespieszność niestety czasem zmienia się w dłużyzny, które trudno mi wyjaśnić - o ile jeszcze, gdy niespieszny jest Winfried/Toni, to tworzy spójny obraz starszego pana - o tyle np. długie ujęcia podróży samochodem niezbyt umiem uzasadnić. Ale, szczęśliwie, poza wyzwaniem dla kręgosłupa nie stanowią one problemu. Trzygodzinny film i tak nie pozwala się znudzić. Bardzo ciekawie zbudowane tło: traktowana nieco jak współczesna kolonia Rumunia, aspirujący do europejskości Bukareszt (na zakupy w którego największej galerii handlowej nikogo jednak nie stać) i prowincja zatrzymana w rozwoju wkrótce po elektryfikacji wsi. Jedyna kultura, jaka ma się dobrze i może rozwijać na takim gruncie, to kultura korporacyjna. I w niej główna bohaterka, którą poznajemy dość dobrze, nie na tyle dobrze jednak aby do końca zrozumieć, czy ona naprawdę wierzy w to, co robi? Nie widzi innej drogi? Uważa, że to najlepsze, co może mieć ze świata, z życia? Czy to zadowolenie, pewność siebie, czy obojętna rezygnacja?
Do tego świata próbuje wejść jej ojciec, który ma wątpliwości, ale przecież sam do końca nie wie - bo nie zna takich realiów w ogóle. Próbuje pomóc (choć chyba nie jest pewien, czy ta pomoc jest potrzebna), ale w jedyny znany sobie sposób: żartem. Czasem topornym, czasem bezczelnym, czasem bezradnym.

Ciekawe, jak ta dwójka na siebie wpływa i co ostatecznie może z tego wyniknąć. Nie ukrywam, wynika mniej niż oczekiwałem - czekałem na jakąś spektakularną przemianę Ines, a dostałem jedynie wskazówkę, sugestię, że ostatecznie coś w niej drgnęło, że może nie zmieni się radykalnie, ale przynajmniej sama siebie lepiej zrozumie. Być może to i tak dużo.

Warto zwrócić uwagę także na drugoplanową Ancę - rozbawiła mnie jej gorliwość młodego korporacyjnego szczura, ale Karolina zwróciła uwagę, że to chyba coś innego: ona wchodzi w ten świat z pełną akceptacją, bez żadnej wątpliwości co do jego zasad; choć jest może nieco wylękniona, po prostu przyjmuje, że tak ma być. Trzeba biec za nieznajomym facetem przez miasto? OK. Trzeba się rozebrać do gaci, bo to team-building? OK. Taka firma, jak chcę tu być to robię to, kropka. Piękne, jak świeżo sformatowany dysk.


Technikalia: http://www.imdb.com/title/tt4048272/?ref_=fn_al_tt_1

Czarodziejski flet, czyli kreskówka dla dorosłych

Wybraliśmy się z Żoną na Czarodziejski flet. Ja się nieco gubię w technikaliach - kto powinien być uhonorowany jako autor w tytule wpisu: no, Mozart, to wiadomo; dwójka reżyserów: Suzanne Andrade i Barrie Kosky; czy odpowiedzialny za animacje Paul Barritt? Może najbardziej ten ostatni, bo to właśnie animacje naprawdę robią tutaj robotę.

Zgodziliśmy się, że nie chcielibyśmy, aby wszystkie opery były takie, ale od czasu do czasu, jeśli tematyka pasuje... a w tej pasuje jak rzadko. Z dość durnej w sumie historii, animacje wyciągają niesamowity potencjał komediowy. Co więcej - dają nawet radę uwspółcześnić boleśnie anachroniczne libretto; no, może jeśli nie aż uwspółcześnić, to przynajmniej odwrócić od niego uwagę, uogólnić opowieść tak, że jako całość zaczyna się bronić.

Supcio.

Zastanawialiśmy się potem, czy supcio dla wszystkich - dla mnie tak, a dla dzieci? I doszliśmy do wniosku, że dzieci to by się jednak mogły nieco bać. Ta pajęczyca, o rany!

Co do muzyki natomiast, to ten duet jeszcze z tydzień za mną chodził:



tu Papageno i Papagena się ze sobą o te dzieci jakby przekomarzają, spierają z większą energią; w warszawskiej wersji jest trochę innaczej - tak jakby dorzucali kolejne dzieci do wyliczanki, co jest nawet zabawniejsze. Tak czy inaczej: Pa-pa-pa-pa-pa-pa-geno!

Technikalia: http://teatrwielki.pl/repertuar/kalendarium/2016-2017/czarodziejski-flet/

Varga, Krzysztof: Langosz w jurcie

W trakcie wakacji znowu wpadliśmy na chwilę na Węgry1 i znowu się zachwyciłem. Tym razem założyliśmy bazę w Nagyatád - trochę na uboczu turystycznych szlaków. Kemping wyglądał, jakby lata prosperity miał za sobą; nie, że jakościowo - było czysto, elegancko. Ale - przygotowany na 100+ kamperów - zajęty był może w 10%. W tym samym czasie w Chorwacji mieliśmy kłopot ze znalezieniem wolnego miejsca na kilku kolejnych polach namiotowych. Zwiedziliśmy Pecz, kilka wsi w regionie winiarskim Villány-Siklósi (te rzędy piwniczek pozamykanych na głucho...), trochę się pobyczyliśmy na skromnym kąpielisku w Nagyatád i śmignęliśmy lokalnymi, bocznymi drogami do Sopronu. Drogami, po których było widać, że kilka(naście?) lat temu zbudowano im konkurencję w postaci autostrad - z zamkniętymi gospodami, zrujnowanymi stacjami benzynowymi, wystawami ogrodowych krasnali, których nikt już nie sprzedaje, ale też nikomu nie chciało się ich sprzątnąć.

Sam Sopron to piękne miasteczko i turystyczna atrakcja, ale my znów założyliśmy bazę w mniejszej dziurze - Sopron-Balf. A tam tradycyjne nic: przydrożne stragany, centrum finansowe w postaci bankomatu i banku zamykanego o 16:00, z 3 knajp czynna jedna, a zapowiadane kąpielisko termalne okazało się sanatorium wyjętym żywcem z Polski lat 80. Tak to wyglądało, jak mając 5 lat jeździłem z rodzicami do podobnego ośrodka w Muszynie (Metalowiec, o ile dobrze pamiętam) - tylko napisy węgierskie.

Posnuliśmy się więc po madziarskich dziurach i kiedy wróciliśmy, domykająca trylogię węgierską ksiązka Vargi wydawała mi się również idealnym dopełnieniem wakacji.

Niestety, rozczarowałem się nieco. Czegoś mi w Langoszu... brakuje. Jakby podano mi ten placek bez śmietany i sera. Jakbym towarzyszył autorowi w podróży, ale nie wiedział po co ja właściwie jadę, co to jest, co powinienem zauważyć, zapamiętać, z czym mam wrócić.

Prawie w każdej wsi stały tablice z napisem "Mięso na sprzedaż", "Prosiak na sprzedaż", "Słonina na sprzedaż", można było zaopatrzyć się w zapasy wieprzowiny na całe życie, a przy niektórych obejściach widniały też oczywiście napisy, że cały dom jest na sprzedaż, choć któż by chciał tu kupić dom?
[s. 91]

Pojechaliśmy tu, było pusto, nic nie było, zapowiadanej gospody nie było, zawróciliśmy; pojechaliśmy tam, było pusto, nic nie było, była gospoda, zjedliśmy, pojechaliśmy dalej... - albo czasem coś było, o czym mam jakąś historyjkę albo osobistą refleksję, albo z czego się nieco pośmialiśmy lub na co się skrzywiliśmy. No, nie mogę się zachwycić tym schematem. Miło się czyta, fakt, bo i ja jeździłem i widziałem, że nic nie ma, i jadłem, a czasami nie jadłem, bo gospoda była zamknięta. Ale miło się czyta po zachwycie2 z jakim wręcz pożarłem Gulasz... i Czardasza... to nie jest komplement.

To, co było fascynującą podróżą dla mnie i co - w wersji dłuższej i bardziej rozbudowanej - było na pewno fascunującą podróżą dla Vargi, okazało się nie do końca przekładalne na papier. W Gulaszu z turula i Czardaszu z mangalicą było coś więcej: może Historia (ta właśnie przez wielkie H), może coś innego, ale uniwersalnego, zmieniającego opowiadanie w Opowieść. Langosz..., mam wrażenie, nie wchodzi ponad poziom anegdoty.

Być może należało mieć tę książkę ze sobą w trakcie wakacji, jeździć śladem Vargi, czytać Langosza... jak przewodnik. Być może.



1. Telegraficzne podsumowanie tej części wakacji: http://witoldwoicki.blogspot.com/2016/08/starym-pezotem-mkniemy-przez-swiat.html
Foteczki: https://goo.gl/photos/KDvVGRmGPxr9WVcK6

2. O Gulaszu... wspomniałem (http://witoldwoicki.blogspot.com/2010/10/varga-krzysztof-gulasz-z-turula.html), o Czardaszu... tylko miałem (http://witoldwoicki.blogspot.com/2014/08/mangalica-tour-2014.html), ale zachwyt był! 

piątek, 28 października 2016

Paweł Huelle: Śpiewaj ogrody

Znakomita książka. Znakomita. Misternie skonstruowana. Przypuszczam, że im się ktoś lepiej zna na niuansach muzycznych, tym większe ma szanse na docenienie tego tekstu. Mam wrażenie, że rozwija się on trochę jak utwór muzyczny - niektóre motywy są delikatnie sygnalizowane po to, żeby później wrócić wyraźniej, żeby dookoła nich zakręciło się coś ważniejszego, żeby wreszcie wybrzmieć w pełni, mocno. Muzyka jest w tej książce nie tylko elementem historii, wydaje mi się, że jest też w jej konstrukcji i szczerze zazdroszczę temu, kto umie to wyraźniej dostrzec.

Pan Bieszk spojrzał najpierw na ojca, potem na szypra. Był to rodzaj niemego pytania - czy można temu knopowi96 powiedzieć prawdę. Żaden z nich nie zareagował. I nagle potoczyła się opowieść. Najpierw o Stutthofie, gdzie pan Bieszk trafił jako młody chłopak. W obozie spędził niemal rok, wystarczająco długo, by - kiedy Niemcy ogłosili amnestię dla Kaszubów nieobciążonych najcięższymi przestępstwami przeciwko Rzeszy Niemieckiej - zgodzić się na wstąpienie do Wehrmachtu. Ojciec pana Bieszka był już rozstrzelany - w tym samym obozie - jeszcze wtedy nie było gotowego krematorium i zwłoki poddanych egzekucji palono na stosach, w lesie, tuż za drutami pod napięciem. Pan Bieszk był akurat w komandzie, które przez cały dzień zbierało drewno z lasu na ten stos. Pożegnał ojca cichą modlitwą, więcej nie mógł zrobić. A potem były Kartuzy. Zgrupowanie czterystu młodych mężczyzn na front wschodni. Wielu z nich nie umiało więcej niż dwa, trzy zdania po niemiecku. Już w mundurach, choć jeszcze bez broni - tę mieli otrzymać dopiero na froncie - stali na peronie. Pod czujnym okiem gestapowców i SS-manów. Za nimi matki, żony, siostry, narzeczone. Lejące łzy. Nadjechał pociąg. Lokomotywa wypuściła syczący kłąb pary, rozległ się gwizd - znak do wsiadania. Ale nie wsiedli od razu. Nie. Stanęli na baczność i odśpiewali - nie wiadomo przez kogo zaintonowaną pieśń - Boże, coś Polskę. Wszystkie zwrotki. W mundurach Wehrmachtu. Wraz z refrenem - ,,Ojczyznę wolną racz nam wrócić, Panie''. Było to niesamowite. Za taką pieśń trafiało się właśnie na Gestapo i do obozu. A tu nic. No, nic.

[96] Młody chłopiec (od kaszubskiego: knop).

[s. 189]

Takich mocnych uderzeń jest przynajmniej kilka, ale warto docenić nie tylko je. Warto czytać powoli a uważnie, bo to, jak Huelle niespiesznie rozwija opowieść, jak powoli, dygresyjnie kreśli szeroki horyzont okołowojennego świata, jak rozwija poplątane linie zdarzeń rozciągające się wszak na trzy epoki - to maestria wręcz chwinowska.

czwartek, 27 października 2016

Ilona Wiśniewska: Hen. Na północy Norwegii

Dobry reportaż. Są i bohaterowie, z którymi można poczuć więź, i historie, w które można się wciągnąć, i dobre opisy imponującej przyrody (plus super zdjęcia), i szwarcharakter - tu akurat pod postacią państwa norweskiego. Słowem: wszystko na miejscu.

W książce. Bo w północnej Norwegii - niekoniecznie. Przede wszystkim brakuje ludzi, ale to trochę jak w polskich małych miasteczkach:

W tych zamieszkanych [domach - ww], odbudowanych po wojnie, żyją teraz głównie starcy. Spotykają się w Bakeriet - kawiarni zwanej piekarnią, w której nigdy nie piekło się chleba, około wpół do dwunastej, codziennie prócz niedziel. Jeśli szukać esencji Finnmarku, to właśnie tutaj, w mocnej kawie i absolutnej zgodzie, zarówno na upływ czasu, samotność, jak i ten skotłowany wicher. Nawet kiedy bezwiednie zajmie się nie swój stolik, to ci, do których należy, po prostu się przysiądą. Mieszkańcy Vardø znani są z otwartości, ale oni mówią, że to nic innego jak nadmierna ciekawskość. Goście kawiarni dzielą się na cztery grupy według ustalonej hierarchii: stare emerytki, starsi emeryci, młodsze emerytki, młodsi emeryci. Siedzą osobno, ale doskonale się znają, bo jedni to dawni nauczyciele albo sąsiedzi drugich, a nierzadko matki czy ojcowie. W miarę upływu lat młodsi dołączają do starszych i niewykluczone, że każdy mieszkaniec Vardø prędzej czy później znajdzie się przy którymś ze stolików. Żartują, że jedyne, co w mieście nigdy nie upadnie, to ta kawiarnia i monopolowy, oba w tym samym budynku, jedno pod drugim. Przy czym monopolowy otwarty jest zaledwie trzy dni w tygodniu.
[s. 198]

Północna Norwegia wyludnia się i chyba nie ma na to rady. Poczucie przynależności wydaje się tutaj zerojedynkowe: albo jest niezwykle silne, albo nie ma go w ogóle. Najwyraźniej w ekstremalnej okolicy nie można pozwolić sobie na letniość, trzeba być zimnym albo gorącym.

Z całej lektury chyba najbardziej podobała mi się końcówka, gdy historia staje się mniej logiczna, spójna, uporządkowana, jakby w miarę nadciągającego orkanu, który zatyka uszy, rozmywa widok przed oczami, zmusza do przygięcia się, schowania - również i opowieść odpływała w rejony pomiędzy jawą a snem, rzeczywistością a przywidzeniem. Ładna sztuczka na zakończenie.

środa, 26 października 2016

Krzysztof Varga: Masakra

Nie jest to książka na poziomie Nike, nie będzie to też raczej książka, za którą Varga zostanie najbardziej zapamiętany. Ale nie jest to również pozycja zła - to raczej przyzwoita rozrywka, dość mocno osadzona w warszawskich realiach towarzysko-imprezowych i głównie dlatego warta lektury.

Opcjonalnie, gdyby ktoś czuł, że zbyt rozpędzona hulajnoga rzeczywistości umyka mu spod nóg na nierównym bruku życia, to może ją przeczytać po trosze jako przestrogę.

Ale tylko po trosze, bo jednak to poziom rozrywkowy, wyżyny egzystencjalnych refleksji są tu nadal stosunkowo nisko:

Stefan najbardziej w sobie nienawidził chyba tego braku asertywności, tego bycia fajnym facetem, tego nieustannego marnowania czasu na rozmowy z idiotami, z ludźmi do niczego mu niepotrzebnymi. Wolał już, naprawdę wolał, samotne picie w domu niż picie z nieznajomymi, a nawet ze znajomymi, którzy go nic nie obchodzili. Kiedy pił sam ze sobą, to przecież jednak pił z kimś, kto go bardzo obchodził.
[s. 207]

Ze wszystkimi ograniczeniami, jednak poleca się.

wtorek, 25 października 2016

Kate Brown: Plutopia. Atomowe miasta i nieznane katastrofy nuklearne

Prezent od żony, która chyba chciała żebym się przez dłuższą chwilę nie odzywał. Plan się powiódł: książysko wielkie, temat trudny, przypisów milion. Ale czytało się zaskakująco dobrze, autorka nie spłycając zagadnienia nadała całej opowieści charakter gdzieś pomiędzy solidnym reportażem a wciągającym kryminałem.

Na samym początku wrażliwszym - na sobie testowałem - może się zrobić słabo. Szczegółowe opisy objawów choroby popromiennej obezwładniają. Potem jednak na plan pierwszy wychodzą rzeczy dla mnie ciekawsze - społeczny kontekst funkcjonowania kombinatów nuklearnych, cała urbanistyczno-socjologiczna inżynieria, jaka została wykonana przy tworzeniu atomowych miast, wreszcie konsekwencje ich powstania i modele dalszego rozwoju.

Pewna mieszkanka Oziorska, z która odbyłam krótką rozmowę na ulicy, powiedziała mi, że na początku lat pięćdziesiątych jej czteroletniego syna przejechała ciężarówka. Zapytałam, jak to sie stało.
- Bawił się na ulicy i kierowca go nie zauważył.
- Był sam poza domem? - Zdziwiłam się, przejawiając wrażliwość typową dla drugiej półkuli w XX wieku.
- No tak. Miał cztery lata. Wie pani, był już duży - uże bolszoj.
Oziorsk i inne zamknięte miasta nuklearne stały się pierwszymi sowieckimi miejscowościami, które postawiły na nuklearną1 rodzinę. Problem polegał na tym, że sowiecka dwupokoleniowa rodzina za wcześnie wyrwała się na scenę. Rodziny wielopokoleniowe umiały zadbać o siebie, natomiast rodziny dwupokoleniowe były nieznośnie roszczeniowe. W nowych miastach brakowało usług, urządzeń gospodarstwa domowego, zaplecza handlowego i innych świadczeń, które zastąpiłyby dziadków.
[s. 204]

Ale nad relacją z tego wielkiego projektu dominuje oczywiście temat najważniejszy: długotrwałego - czy w ogóle możliwego do zneutralizowania? - skażenia środowiska naturalnego na gigantycznych obszarach wokół atomowych stref.

Ciekawe, ile osób po lekturze będzie zaskoczonych bliźniaczym wręcz poziomem troski władz USA i ZSRR o zwykłego obywatela i o przyrodę. Ja przyjąłem to bardziej ze smutną rezygnacją.


[1] W tym znaczeniu - ww.

niedziela, 4 września 2016

Tomasz Wasilewski: Zjednoczone stany milosci

Najgorszy film, jaki oglądałem od długiego czasu. Od niepamietamkiedy. Trzy historie, od 1/3 pierwszej z nich męczyłem się i tylko czekałem, aż się to wszystko skończy. Najpierw bohaterka z typu "cipowata", a potem set 2 historii, z których trudno wybrać mniej wiarygodną.

I tylko przejścia między epizodami zrobiły na mnie wrażenie - już raz pokazana scena, ze zmianą perspektywy. Eleganckie.

Poza tym nic, pustka i dramat. No ale świat jest zachwycony, zawodowi krytycy również, więc wychodzi po raz kolejny na to, że ja się nie znam. Polecam się na przyszłość.

Technikalia: http://www.imdb.com/title/tt5333110/

Zadie Smith: Białe zęby

Długo się broniłem przed tą książką, w sumie nie wiem czemu. Z jakiegoś powodu miałem wrażenie, że to będzie coś pomiędzy melodramatem a dramatem psychologicznym, że będzie o cierpieniach imigrantów, o społecznej krzywdzie i ogólnym poniżeniu. A ja się nie lubię męczyć przy lekturze, jestem leniwy i dość wygodny.

No ale ostatecznie - wziąłem się.

Święty Barnabo w rabarbarze, ale dobre! Fascynujący kłębek ludzkich losów. Każdy ma swoją, wyjątkową historię, ale też każdy jest osadzony głęboko w swojej rodzinie - czy akceptuje to, czy próbuje się z tego osadzenia wyrwać - a wreszcie każda rodzina, ale też każdy indywidualnie, osadzony jest w tym trójrodzinnym splocie i w szerszym, londyńskim kontekście. Z tego galimatiasu indywidualnych, rodzinnych i społecznych uwarunkowań i oczekiwań wychodzą historie niezwykłe: niewiarygodne, wydawałoby się: niemożliwe - tacy ludzie nie powinni się spotkać, nie powinni mieć o czym ze sobą rozmawiać! - a jednak. Opisane tak, że nie sposób w nie nie uwierzyć.

Oczywiście, bez dwóch zdań: jeśli czytać uważnie, to można wyczytać dość przygniatające tło bardzo powoli dojrzewającej do wielokulturowości Anglii lat 70. i 80. Można także zwrócić uwagę, że nierówności społeczne, które się w tych latach ukształtowały, nie zostały później zupełnie wyeliminowane, że jeśli ktoś z "klasy niższej" pochodzi, to w niej dojrzeje i umrze i przekaże ją w spadku swoim dzieciom. Ale choć na problemy te można i warto zwrócić uwagę, to nie przygniatają one, nie narzucają się. Można uczynić sobie z tej książki lekturę wręcz przygodową.

I nie ma się co oszukiwać: to zasługa fenomenalnego języka Smith. Ostrego, wyrazistego, zdolnego do oddania drobiazgu w tak plastyczny sposób, że natychmiast przed oczami staje całość:

Ryan był rudy jak wiewiórka, a Clara czarna jak smoła. Piegi Ryana mogły się przyśnić entuzjastom łamigłówek typu „połącz kropki”, Clara zaś potrafiła objąć siekaczami jabłko, nie dotykając go językiem. Nawet katolicy nie mogli im tego wybaczyć (a katolicy są równie skorzy do wybaczania jak politycy do składania obietnic, a dziwki do dawania dupy).
[s. 37]

Poleca się. Na wakacje, na po wakacjach, na zimę - poleca się. 


PS: Ksiązka to jeden z prezentów ślubnych, dzięki!


środa, 31 sierpnia 2016

Laurent Binet: HHhH. Zamach na kata Pragi

Doskonała książka. Doskonała. Ostatnio otrzymałem egzemplarz w prezencie od niezastąpionego Bako; na początku nie byłem pewien, ale w miarę czytania przypominałem sobie - znam to! Już kiedyś ją czytałem, ale przeszła bez żadnej notatki. Zamiast ze strony na stronę nudzić się znanym już tekstem coraz bardziej i wreszcie odłożyć lekturę, coraz bardziej się w nią wciągałem. Doskonała książka!

Podoba mi się żonglowanie planami akcji i pewna autotematyczność tego tekstu. Jest to jednocześnie książka o zamachu na Heydricha, o Heydrichu i o zamachowcach - Gabčíku i Kubišu - o całym tle historycznym i społecznym, ale jest to także bardzo ciekawa książka o pisaniu książki: o dokumentacji, szukaniu informacji, o rozterkach dotyczących autorskiego przywiązania do faktów i prawa do kreacji, o tropieniu i analizowaniu innych pozycji dotyczących tego tematu, wreszcie o przywiązaniu, szczególnym związku, w jaki wchodzi autor ze swoimi bohaterami.

To przechodzenie pomiędzy poziomem opowieści i metaopowieści bywa zabawne, jak przy rozważaniach o nagromadzeniu w historii nazwiska Moravec ("Autor fikcji już na początku zrobiłby z tym porządek, czyniąc z pułkownika Moravca na przykład pułkownika Novaka; rodzina Moravców stałaby się rodziną Švigarów, czemu nie, a zdrajca dostałby jakieś fantazyjne nazwisko - Nutella, Kodak, Prada, sam nie wiem." - s. 238); bywa też irytujące ("Sport jest jednak faszystowskim kurewstwem." - s. 237), przede wszystkim jednak do ciekawej historii zamachu dodaje nie mniej ciekawe pytanie o możliwość pełnego opisania takiego zdarzenia 60 lat później.

Nade wszystko jednak stanowi niezłą, podstępną sztuczkę - zmienia powieść historyczną w gawędę o historii. Może trochę na zasadzie telemarketera, któremu nie sposób przerwać: Binet mówi, mówi, mówi, a gdy tylko u słuchacza mogłoby nastąpić znużenie - zręcznie zmienia temat na nieco poboczny, wrzuca jakąś refleksję, dopowiada coś o sobie samym, ale nie przestaje mówić. Nie da się oderwać.